Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. Lusia jaka cierpliwa dla malucha :loveu: U mnie jak jest jakiś szczyl, to psy podchodzą do niego jak do jeża - Hera dopiero teraz zaczyna być akceptowana przez sforę, a ma już ponad 7 miesięcy ;) Staffiątko cudne oczywiście :p [URL]http://img84.imageshack.us/img84/2698/dsc00736zq.jpg[/URL] Tu Lusia wygląda jak mamusia doglądająca dziecka :lol::lol:
  2. Najgorsze za Wami! :multi: Teraz będzie tylko lepiej :p Życzę dla Basty duuużo zdrowia, całe szczęście, że wszystko poszło gładko. Jeszcze się wyliże i za tydzień w ogóle zapomnicie o tym, że była ciachnięta ;)
  3. [quote name='Olleo']Nie ma potrzeby reagowac tak alergicznie. Chodzi o to, ze malzonka raczej nie bedzie miala ochoty przykladac sie do wychowywania psa i to ja bede za niego w pelni odpowiedzialny. Nie znam sie, ale rozumiem, ze jesli pies ma charakter choc troche dominujacy, to bedzie probowal sobie domownikow przyporzadkowac, a zona nie ma cierpliwosci do konsekwencji w traktowaniu. Mysle, ze moze to prowadzic do takiej sytuacji, ze pies sie mojej malzonki po prostu najzwyczajniej w swiecie nie bedzie sluchal. Oczywiscie moze byc odwrotnie, ale wolalbym jednak, zeby pies byl posluszny wszystkim domownikom, a nie tylko wybranemu. Nie sztuka wziac sobie psa, a potem miec same problemy, bo sie okazuje byc trudny i wymagac znacznie wiecej czasu i uwagi, niz jestem w stanie mu poswiecic. To nie jest fajne ani dla nas, ani dla psa.[/QUOTE] Widzisz, problem w tym, że nawet jak weźmiecie najłagodniejszego yorka, to jeżeli małżonka się nie przyłoży do wychowania, to będzie miała kłopoty. Szczególnie, jeżeli weźmiecie dużego, silnego psa, który będzie wiele czasu spędzał samotnie (co się równa z tym, że nie będzie do końca przewidywalny - wiele rzeczy pies się uczy sam, o czym wy nie wiecie - np. może znienawidzić młodych chłopaków, bo jacyś będą z daleka na niego "szczekać" i rzucać w czymś niego, a wy nie będąc tego świadkiem, możecie nie mieć o tym pojęcia). Oboje musicie psa szkolić, wychowywać i być konsekwentni. I to nie jest kwestia tego, czy pies jest łagodny czy nie - to raczej kwestia jego wychowania zwyczajnie. Bo pies może być całkiem miły i przyjazny, tylko że nieumiejętnie prowadzony będzie na ludzi skakał, brudząc ich i przewracając. To zachowanie przyjazne, ale niepożądane - jeśli żona nigdy nie będzie dla szczeniaka konsekwentna, nie będzie umiała (ani chciała) wytrwać w zakazach, to potem taki rozbrykany, wielki 7-8 miesięczny młodzik będzie robił co chce i na jej "nie wolno!" podniesie nogę... Ty będziesz uczył psa, że nie ma podbiegać do furtki na widok obcego i szczekać czy też skakać, tylko powiedzmy usiąść i poczekać na hasło "przywitaj". Żona nie będzie miała do tego cierpliwości, nie będzie powtarzać tych ćwiczeń tylko da mu wolną łapę, i w efekcie pies niczego się nie nauczy, na obcych będzie skakał, Ty będziesz się frustrował, że Cię nie słucha i nie nauczył się tego, a on - w zupełnym chaosie i niezrozumieniu pewnie będzie jeszcze bardziej pobudzony. Wierz mi, znam to z autopsji, mam wiecznie problem z konsekwencją mojej mamy. I moje psy w domu zachowują się o wiele gorzej, niż np ze mną na spacerze. Pamiętaj, że cechy dorosłego psa - spokojny, przyjazny, zrównoważony - pojawiają się u dużych psów późno. Najpierw trzeba znieść etap młodego, zbuntowanego psiego "nastolatka", z którym trzeba postępować łagodnie, ale bardzo konsekwentnie. Zanim weźmiecie jakiegokolwiek psa, porozmawiaj z żoną i zapytaj, czy będzie chciała choć trochę się zaangażować w wychowanie zwierzaka, żeby wasze życie z nim nie było udręką.
  4. Witamy się! :loveu: Cudne kocio-psie stadko :p Moje psy też szaleją na początku spaceru, zwykle wychodzenie z domu to najpierw siad-zostań, przechodzę przez próg - pozwalam im przejść i siad-zostań, schodzimy ze schodów, znowu siad-zostań, jakaś łapka, obrót, ukłon, stój-zostań ... i dopiero idziemy, a po naszym chodniku co kilka kroków stój-zostań :evil_lol::evil_lol: Sąsiedzi mają niezły cyrk, ale w ten sposób od początku mam w miarę skupione psy - jak czasem mi się nie chce tak bawić, to tak psiury rwąą do najbliższej trawki, że mało mi rąk nie wyrwą :diabloti: Pozdrawiamy i będziemy wpadać :p
  5. Musiałaś ją specjalnie na dyski nakręcać, czy sama się interesowała od początku? Mam cztery kundle, i tylko Luka lubi dyski - przygniata je do ziemi łapami, a potem nie umie podnieść mordką, bo przecież na talerzu stoi...:roll::cool3: Zresztą, ona nawet przy skokach przez nogę zadku nie podnosi, więc średnio się na frizbowca nadaje :diabloti: Reszta dysków niet :roll: Trzymam kciuki za zdrowie Zu! :p
  6. Shina to naprawdę czarna-podpalana wersja Chibi - identyczne miny! ;) [URL="http://i790.photobucket.com/albums/yy181/Hexiula/miny%20Shiny/DSC_3653.jpg?t=1303939658"]http://i790.photobucket.com/albums/yy181/Hexiula/miny%20Shiny/DSC_3653.jpg?t=1303939658[/URL] Groźny pies ;)
  7. [QUOTE=makot'a;16771379]No i stało się - Basta w piątek o 17.30 idzie pod nóż. Ależ się tego boję okropnie :nerwy:[/QUOTE] Będzie dobrze! Pomyśl, z głowy martwienie się ropomaciczem, rakiem sutka, ciążą urojoną itd... Ja o Lukę (niecięta) się wiecznie trzęsę, a z Chibi spokój, wiem, że żadne ropo czy inne jej nie grozi ;) Już nie mówiąc, że Luce na starość bije i wrzeszczy do psów jak ma chcicę ;) Ale kurka boję się ją teraz ciachnąć, to nie jest młody pies, zdarza jej się np kaszleć i charczeć (co może wskazywać na problemy z sercem)... Więc ciesz się, pomęczycie się i będzie z głowy ;) [B]Kawalier[/B] - zgadzam się, że wspólne szkolenie i długie spacery bardzo dużo dają :) Ale ustawianie starszego psa w pozycji dominującej, nawet jeżeli ten pies ma naturę bardziej spolegliwą - jest bez sensu i wprowadzi niepotrzebny zamęt. Moja najmłodsza ma najsilniejszy charakter, więc pewnie to ona będzie tu rządzić. Nie będę na siłę wywyższać Chibi (która aktualnie jest najwyżej), bo niepotrzebnie będę sama robić problemy...
  8. [quote name='*Monia*'] Mojego mama już na emeryturze i myśli że szczeniak sam się nauczy czystości raz dwa, a później będzie taki jaki spokojny w domu jak Hexa. Szkoda że jej na spacerze nie widziała... Do tego pieska puści ze smyczy na wale i się piesek wybiega :shake:. Jeden argument dotarł - znudzony pies sieje w domu spustoszenie i może piękne nowe meble pożreć, plus urządzić nowe mieszkanie po remoncie wg swojego uznania :cool3:. Mieli kiedyś pinczerka mini który zjadł im połowę drzwi, pomnożyliśmy wspólnie wagę i ilość zniszczeń, i może jednak będzie kundelek ze schroniska/dt (co również będę starała się odradzić, bo później mi się w spadku dostanie albo wydadzą byle komu jak coś nie tak pójdzie, tfu tfu). Pinczerek wylądował w niewiadomym miejscu, TZa ojciec go po prostu wywiózł pewnego dnia i słuch o nim zaginął. [COLOR=pink]I jak tu mam darzyć przyszłego teścia pozytywnym uczuciem :diabloti::diabloti::diabloti::diabloti: :angryy: [/COLOR][/QUOTE] ło, jaki przemiły człowiek, mam nadzieję, że pies do lasu nie trafił :roll: Jak się dowiedziałam, że mój wujek kiedyś do lasu wywiózł psa, bo wzięli kundelka dla córki, a potem nie miał kto się nim zajmować, to straciłam do niego cała sympatię :angryy: Co prawda, kiedy wracał tą samą trasą, ten biedny zwierzak dalej siedział przy tej drodze, więc wujek go wziął i zawiózł do schroniska. Ale sam fakt, że to zrobił.. A gdyby przerażony pies pobiegł przed siebie? To co, olewamy, niech se poradzi :loveu: Normalnie mnie szlag trafia :roll: Hm, jeśli dalej będzie przebąkiwać o blabladorku, znajdź kogoś znajomego, kto ma takowego - i zaproponuj pożyczenie zwierzaka na tydzień, np na czas wakacji :p Myślę, że Twoim teściom przejdzie ochota na psa w trymiga :diabloti:
  9. [B]makot'a, [/B]nawet nie mów mi o wybranych, wyczekiwanych psach :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Marzyłam o labradorze (no comments :diabloti:), to mi się 7 lat temu trafiła mała kundliczka - Lusia. Marzyłam o następnym - dużym owczarkowatym psie z pasją do pracy - trafiła mi się mała kundliczka-dzikus - Chibi. Następny miał być owczarek australijski (wybrałam już hodowlę i rodziców!) - trafił mi się wieczny uciekinier i powsinoga - terrierowaty Frotek. Następny (tylko nie teraz,[B] przecież W ŻYCIU nie będę mieć 4 psów![/B]) miał być pudel, barbet, wodny portugalczyk, a jeżeli będę miała dużo czasu - belg, konkretnie maliniak. I trafiła mi się Hera :mdleje:Nawet kurdę z miotu jej nie wybrałam - moją faworytką była Zmora, a Herę chciałam jak najszybciej oddać :evil_lol::evil_lol::evil_lol: i się okazało, że Hera to właśnie TEN wyczekiwany pies, którego pokochałam nad życie. Oczywiście, wszystkie moje psy bardzo kocham, tylko że do Hery poczułam to COŚ od początku (jak ją odebraliśmy z, tfu!, "nowego domu") - a do reszty psów przekonywałam się dopiero po jakimś czasie. W każdym razie, szukaj małej domu, a nuż ktoś ją pokocha i będzie dla niej wspaniałym domem :p
  10. Podesłałam znajomym, którzy szukają dużego psa, bo mają dom na wsi i mama na emeryturze chciałaby mieć towarzysza. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
  11. [quote name='Unbelievable']z charakteru drugi gram! idealne podobieństwo ;)[/QUOTE] Poszłam Was odwiedzić :diabloti: Cóż, bliźniakami na pewno nie są :eviltong:, ale ten terrierzy charakterek ich łączy :roll:
  12. Przyszłam zobaczyć duchowego bliźniaka mojego psa :evil_lol: [URL]http://i797.photobucket.com/albums/yy256/usterajs/2kwietnia11/DSC_2679.jpg[/URL] Świetne ujęcie! :loveu: Gram przynajmniej nakręcony na dysk jest, Fro mi kiedyś zwiał, jak dysk wyciągnęłam, coś mu się źle skojarzył :roll: [URL]http://i797.photobucket.com/albums/yy256/usterajs/17marca2011/DSC_2530.jpg[/URL] W ogóle piękny łaciatek z niego jest, i tak niewinnie wygląda :loveu:
  13. [quote name='zerduszko']I tu podług mnie powinno wkroczyć, muszę, ale nie śmiem :eviltong: Trzeba sobie wypracować posłuszeństwo, nie ma siły - nie idzie i koniec, bo Ty tak każesz. Nie prosisz, tak ma być i koniec ;)[/QUOTE] Właśnie nad tym pracujemy ;) Problem z Frotkiem jest taki, że ciężko znaleźć złoty środek - bo bycie zbyt ostrym dla niego powoduje, że... ucieka. Raz mi zwiał, ale niedaleko, kiedy się wkurzyłam bo zgubił piłkę (właśnie dlatego, że złapał trop). Wtedy po prostu ruszył przed siebie, obracał się za mną, ale wyraźnie był wystraszony - a wcale nie byłam jakoś wybitnie zła. Oczywiście kucnęłam, zaczęłam wołać i ach-ochować, jaki to on cudowny, to wrócił :diabloti: Ciężko wychować psa o ogromnym uporze i słabym charakterze :roll: Ale nie ma wyboru, nie poddam się, będzie chodził jak w zegarku :diabloti: [B] Unbelievable[/B] - fakt, widać, tylko czasem jest o ułamek sekundy za późno.. Muszę wypracować jakąś 100% komendę stopującą, nieważne czy to będzie "siad" czy "waruj" - bo wystarczy, że pies jest 3 m ode mnie, to go nie złapię. I widzę to wystawianie zwierzyny, napięcie mięśni, charakterystyczny wyraz pyska... Już tak było, że kiedy to robił, wołałam "do mnie!" i rezygnował z pogoni. W ogóle pół roku nie uciekał, był posłuszny prawie na 100%. Teraz znowu mu wróciło odwalanie... Też niekiedy karzę psa, bo nagradzanie nic nie daje, zwiewał i radośnie wracał. Częściej ignoruję to - pies dostaje po powrocie serię komend, bez złości, ale bez radości. Szczerze, to nie wiem jaka metoda jest dobra.. Robimy Moni z galerii wątek o uciekaniu :diabloti:
  14. [quote name='Talia']Oj ośmioświn jest super - chociaż je jak wojsko![/QUOTE] No ja się domyślam... ;) gdyby nie Frotkowe zapędy terrierowe, to pewnie bym się decydowała na świniaki jeszcze :p Ale miałam sporo roboty, żeby świnia wybiegać i pilnować, żeby Fro nie był w okolicy, więc nie widzę tego aktualnie :cool3: Wygłaskaj całe stado :loveu:
  15. [QUOTE=makot'a;16766375]Tak, wiem, że cieczka odmienia suczki :P Ale nawet jeśli teraz jest apatyczna przez cieczkę, to na pewno nie przez cieczkę jest tak spokojna (chodzi mi o usposobienie) i nieagresywna, więc to raczej dobry materiał do adopcji :P Jak u niej byłam przed chwilą, to się tak miłości domagała, że hoho :loveu:[/QUOTE] Możesz przyjąć mój sposób działania (tylko jak wiesz, skończyłam z 4 psów:diabloti:) - ustalić, że szukasz domu i zrobić ogłoszenia, a po jakimś czasie, jeśli coś się nie znajdzie - zostawić sobie psiura :evil_lol: Ja wszystkie te "lepsze" psy właśnie wyadoptowałam - szczeniaka jamniczka, innego fajnego jamnika, 2msc małego szczyla, psa w typie shih-tzu... No i mi zostały niedorozwinięte wariaty :diabloti::diabloti: Psy, które są spokojne, pragną miłości, są ufne - to dobry materiał na tymczas, bo wiesz, że jak oddasz je komuś, to się do kogoś innego przylepią i będą kochane i przytulaśne. Najgorzej z nieufnymi, dzikimi psami, które trzeba długo oswajać, a i tak w końcu przyzwyczajają się tylko do Ciebie - zresztą, coś o tym wiesz ;)
  16. [quote name='Unbelievable']ja wiem o czym mówisz bo sama mam chyba najbardziej pobudliwego terriera jaki może być. Na ten moment jest opanowany w dość dużym stopniu. Najważniejsze to nie dać się znudzić. U mnie spacery są teraz tak na prawdę 3x w tygodniu, bo tak pies pracuje na maksymalnym skupieniu, poza tym ewentualnie rower gdzie w ogóle się nim nie zajmuję, puszczam luzem w pole gdzie co najwyżej dziurę może sobie znaleźć(ale jest ten komfort że ja mu pozwoliłam uciec, pobiec za tropem), ale i tak się pilnuje i za mną biegnie, tam gdzie mi zwiewa jest na smyczy. Tak na początkowym etapie- linka i piłeczka. Linkę kupiłabym dłuższą, taką ze 20m co najmniej, nie wiem jak u twojego ale u szczura prawdopodobieństwa zwiania z piłeczką wzrasta wprost proporcjonalnie do zwiększającej się odległości ode mnie. No i męczyć, uczyć na tych spacerach różnych dziwnych rzeczy, mniej pożytecznych lub bardziej ale przede wszystkim nie dać się psu znudzić. U mnie nie ma spacerów ja idę a piesek biega dookoła z uśmiechem na pysku ;) niestety z takim przypadkiem całe życie udręki :diabloti:[/QUOTE] Witamy w klubie :diabloti: Taa, wiem coś o tym niedawaniu się nudzić, ale czasem mnie szlag jasny trafia, kiedy on wydaje się, że jest na maksymalnym skupieniu, 100% odwoływalności i nakręcania, ale kątem oka mignie mu coś i próbuje zwiać. Dzisiaj to przebił samego siebie, wyrywając mi pod koniec spaceru smycz z ręki! A ja przebiłam samą siebie, bo go dogoniłam i dorwałam (zwiewał przez krzaki i gubił trop, więc kluczył, dałam radę go złapać). On jest dla mnie już stracony, zależy mi, żeby nie zepsuł innych psów ;) Nie ufam mu, pewnie będzie uciekinierem do końca życia, więc tak jak piszesz - uczę go durnych sztuczek, zna ich więcej niż reszta psów razem wzięta, nakręcam na co się da, uczę szukania rzeczy itp. Oczywiście to wszystko jest fajne, ale.. ale.. ale tam jest TROP, ojej, muszę zwiać! :wallbash: Ja nawet nie marzę o spacerze z Frotkiem na zasadzie - nie zwracam na psa uwagi, a on idzie obok i się mnie trzyma, to mi się nawet absurdalne wydaje :evil_lol::evil_lol: I rozumiem, że z jego pobudliwością po prostu jak natrafi na trop czy sarnę - to go niesie. Ale on SZUKA okazji do tego, a to mnie doprowadza do szewskiej pasji :roll: [quote]jesu przepraszam, znowu spamuję:oops:[/QUOTE] E tam, spamujesz, Monia się nie odzywa to przynajmniej coś się w galerii dzieje :evil_lol:
  17. Jeśli ma coś z beagle'a to pewnie cicha woda, i diabeł w końcu z niej wyjdzie :diabloti: Bigli to ja normalnych nie znam, wszystkie pokręcone - w pozytywnym lub negatywnym sensie, ale zawsze :evil_lol: Słodka mała, nic tylko brać i kochać...
  18. [B]Sylwia K - [/B]brr, do teraz mam zdarte gardło od wrzeszczenia i wycia :roll: No, mała ładna jest, te oczy ma takie ludzkie, wielkie i czarne ;) [B]evel[/B] - Luka zawsze na wszystkich zdjęciach robi tą samą minę, normalnie jakbym stawiała figurkę psa w różnych miejscach :evil_lol: Z Frotka proszę mi się nie śmiać, toż to poważny pies jest, kamyczki z wody wyławia, a że się zmoczy przy tym nieco i wygląda upiornie... :evil_lol: Nienawidzę być tymczasem! Kosztuje mnie to zawsze mnóstwo nerwów.. Też się nie nadaję ;) Teraz już jednak tymczas zamknięty mam na amen, bo 2 spacery po 2 psy to nie problem, ale kolejny psiur wymagałby dodatkowego spaceru, a tego po prostu nie jestem w stanie wykonać (chyba, że się rozdwoję:diabloti:). To też musiałaś się o Zu wystraszyć.. Ech, ja nie mam już pomysłu, żeby przetłumaczyć temu durnemu psu (Frotkowi), że uciekanie może się źle skończyć. To dla niego największa rozrywka i tyle. W sumie się nie martwię o niego, przeżył na ulicy kilka miesięcy i dałby sobie radę, zresztą bez problemu wróciłby do domu, bo moje miasto zna na pamięć.. Ale i tak mnie szlag trafia, bo uczy inne psy uciekania, poza tym żal mi zwierzyny (bo w pewnym momencie na jakąś natrafi). No i to nie jest fajne, jak rzucasz nakręconemu na 100% psu piłkę, a on nagle ją łapie w pysk i sruu w krzaki :roll: Także na razie tylko 15m taśma. [B]makot'a[/B] - wiesz, mała nie ucieka nigdy, trzyma się jak żaden z moich psów; jeśli leci, to zwykle za Chibi lub Frotkiem. Kiedyś mi sarny przeleciały między psami, dosłownie 2 metry od nas, no i niestety Fro z Herą pobiegli - ale Herę odwołałam. Ona w ogóle była zaskoczona, gdyby Frotek nie poleciał, to nie pobiegłaby w ogóle, nie goniła zwierzyny, tylko jego... I tak samo wczoraj, wg siebie biegnie bawić się z pieskami. Dlatego też tak jej mi było żal, bo "zawiniła" tylko szczenięcą krnąbrnością... Dobrze, że wróciła :loveu: A "waszą" trzecią cudną panienkę widziałam, piękna psiura :loveu: [B] Paulina_mickey[/B] - Frotek + woda = najbrzydszy pies świata, w każdym wydaniu, czy to zmoczonym przez rzeczkę/staw, czy deszcz, czy kąpiel...:evil_lol: Dzisiaj przeszły nad nami dwie "straszne burze" i biedna Chibi popołudnie spędziła pod stołem :roll: Luka dyszy, panikuje, ale zaraz po normalnie idzie na spacer, a Chii biedna przeżywa. Może jej przejdzie, Lusia też tak kiedyś przeżywała. Szorściaki oczywiście burzę olały, zresztą biegliśmy do domu w ulewę i wśród grzmotów :evil_lol: Teraz trochę mam szarpaniny na spacerach, bo Hera koooooocha pieski, piszczy i rwie się do witania, a Frotek.. cóż, też się rwie, tylko z innymi intencjami :diabloti: Mimo wszystko łatwo mi go opanować, aż się dziwię. Dziś w parku kazałam mu siedzieć, jak go obcy pies obwąchiwał i skończyło się tylko na mruczeniu pod nosem, co on o tym myśli, bez w ogóle próby odgonienia psa :multi: Nie muszę dodawać, że Hera podbiegaczem była zachwycona :roll::diabloti: No, nadrabiam zaległości i piszę jak opętana, wybaczcie :evil_lol: Dobranoc :p
  19. To było rok temu, więc chyba już "po sprawie"... Nie wiem, jaka gmina.
  20. [quote name='Unbelievable']piłeczka, sztuczki i psa zajmujemy ;) jak nie lubi piłeczki to nauczyć lubić piłeczkę. I nigdy nie ufać ;)[/QUOTE] A coś Ty - piłeczka to miłość życia, więc... za tropem biegnie się razem z piłeczką. A potem zapieprzam po krzakach i szukam piłek, bo w trakcie uciekania dziwnym trafem uciekają z pyska :evil_lol: Sztuczki są fajne do czasu - zajmuje się, zajmuje, nagle zauważam charakterystyczne spojrzenie w bok, błysk białek i wiem, że znowu do łba przychodzą durne pomysły :shake: Teraz to reaguję na każde takie spojrzenie, jestem przeczulona :diabloti: Ale jak na razie zostaje nam taśma 15 m i - tak jak piszesz - brak zaufania :roll: Fro ma reakcje terriera - natychmiastowe, impulsywne. Działa na kodzie zero-jedynkowym - albo w pełni się skupia na mnie, albo w ułamku sekundy - skupia się na tropie i spieeeeeeeeprza :roll:
  21. Dużo zdrowia dla Fryci! Mnie czeka sterylka Hery za jakiś czas, wolę o tym nie myśleć :shake: Wizyt u wetów nie lubię bardziej niż moich własnych u lekarza, szczególnie w poważnej sprawie ;) Choć i sterylka Chibi i kastracja Fro przebiegła bezproblemowo, więc jak zawsze martwię się na zapas pewnie :cool3: A tymczasowiczka przesłodka, jak to szczyl :loveu:
  22. Jakie cudeńko! :crazyeye: U Was to same piękne psiaki są wyrzucane. Biedactwo, zostawić takie zwierzątko same, makabra :shake: Przypomina mi bardzo jakąś myśliwską rasę, ale nie beagle'a... Harriera może? Nie znam się na psach myśliwskich, ale tak jakoś mi się kojarzy ;) Myśl, myśl o niej, takie maleństwo to wiele uciechy, a w sumie nie taki duży kłopot ;) Ja Herę biorę ze sobą, a to teraz będzie z 18 kg żywej wagi i kawał sucza...:cool3:
  23. Już w sumie po świętach, ale też wesołych :) My z Herą miałyśmy makabryczną przygodę.. Więcej w mojej galerii, bo nie chce mi się jeszcze raz tego opisywać ;) Cieszę się, że Mara może się u was wylatać i jest zadowolona :loveu: Musimy jakoś przetrwać ten etap buntu :evil_lol: U mnie jest o tyle dobrze, że moje psy są (raczej, ale niestety nie zawsze :roll:) karne, więc mała siłą rzeczy dostosowuje się do nich. Zmieniłam już tytuł wątku ;)
  24. No i historia z wczoraj. Bo bardzo, bardzo, bardzo było prawdopodobne, że tej relacji w ogóle nie będzie... Frotek ma znowu etap ucieczek. Wczoraj poszłam z mamą i psami na poranny spacer, żeby je trochę wymęczyć. Na duuuuży trawiasty teren, gdzie nigdy nie zwiewały, otoczony siatką z 2 stron i bardzo wysokim wałem, gdzie są tory. Za owym wałem jest mały lasek, potem pola, obok wioska, a za nimi już duży las. To tylko i wyłącznie moja wina, że puściłam Frotka razem z Herą i Chibi - dokładniej chciałam mu rzucać piłkę, ale Hera go zaczepiła, więc pomyślałam - co tam, niech polatają. Moja głupota... Bo ruszył za ten wał. Za nim Chibi, za nimi Hera - młoda w ogóle nie ma instynktu myśliwskiego, no ale jak pieski pobiegły, to ona też, zawsze próbuje złapać Fro za ogon, więc czemu nie. Chibi zaraz wróciła. Potem poszłam w ten mały lasek... Wrócił Frotek. Czyli jak zawsze... tylko Hera nie wróciła. Ścięło mi krew w żyłach. Mała biegnie nie po tropie, nie GDZIEŚ, tylko ZA Frotkiem. Jeśli on ją zgubił... To ona się sama nie odnajdzie. Miałam rację... Szukaliśmy jej 3 godziny. Przeleciałam mały lasek, wioskę, szukałam we wszystkie strony, drąc się jak opętana. Bałam się, że ruszyła w panice przed siebie i się nie odnajdzie, że gdzieś siedzi i wyje (jak wychodzę z domu to zawsze mnie "woła"), a ja nie mogę jej uratować... Zresztą, na pewno wyobrażacie sobie to uczucie. Najgorsze trzy godziny w moim życiu. Potem poszłam do tego wielkiego lasu za wioską, licząc się z tym, że już jej nie znajdę, zapłakana dzwoniłam po wsparcie po ludziach. ...I wtedy dzwoni ojciec. Hera wróciła sama do domu :mdleje:Nie wiem jak, nie znała tych terenów, gdzie z Frotkiem polecieli. Podobno ojciec ją wpuścił, to wbiegła i zaczęła wyć, żeby nas zawołać. Potem zjadła i poszła spać :roll: Jest u nas 3 miesiące, ma może 7 miesięcy... I wróciła całkiem sama do domu. :shake: Całą noc spała we mnie wtulona, budziła się co chwilę i sprawdzała pyszczkiem, czy jestem, nosem trącała mnie w policzek, kładła łeb na szyi i zasypiała. To była moja, i tylko i wyłącznie moja głupota, bo mogłam przewidzieć co się stanie. Fro może polecieć i wrócić, on się znajdzie zawsze, ale puszczanie go z Chibi i Herą było głupotą. Szczerze, to ten wał zawsze był dla nich psychologiczną barierą, nigdy za niego nie pobiegli, więc .. po prostu byłam bezmyślna, nie wpadłam na to, że nagle tam polecą. Wierzcie mi, nie musicie mi wypominać głupoty, te 3 godziny darcia się w lesie i biegania po ścieżkach, torach, wiosce itd. były taką katorgą, że pomyślę teraz kilkanaście razy zanim w ogóle puszczę tych głupków razem. A to Fro był prowodyrem oczywiście :roll: Nawet nie chcę myśleć o tym, co by było, gdyby to moje maleństwo się nie znalazło... [IMG]http://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/heroo1.JPG[/IMG] Ale pewnie rozumiecie, czemu zostaje :p Przeżyłam z nią już tyle - łapanie jej na polu przez trzy godziny w mrozie, oddanie jej, potem odebranie, była ze mną w innym mieście na terenówce, chodzimy na szkolenie, poza tym do obcych jest nieufna... Nie da się takiego psa po prostu komuś dać. A po wczorajszym już zupełnie nie. Ważne, że jesteśmy w komplecie :p
×
×
  • Create New...