biedna mała,albo zaznała dużo złego od "człowieka" albo chowała sie na dziko,z dla od ludzi.
Jak poczuje serce hop!,to szybko dojdzie do siebie.
Mój Dolarek po zabraniu ze schroniska,gdzie siedział 2 lata,na początku tez nie umiał chodzić na smyczy.Ale ja go nie nosiłam tylko ciągnełam na siłę na szelkach,żeby w nim nie utrwalać poczucia,że wolno mu nie chodzić.
Najlepiej zdała egzamin metoda wychodzenia na spacer razem z Pokerem.Szybko złapał od niego,że na dworze się również robi sioo i koo.Ale Poker musiał mu najpierw prawie nasiusiać na głowę,żeby wiedział o co chodzi.
Był tak przerażony,że zakopywał się w sekundzie w pryzmie śniegu,chodził pod murkami,bał się własnego cienia.
A potem było juz tylko lepiej.