-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Martens
-
Coś Ci się chyba poplątało - hodowla psów rasowych z założenia jest hodowlą amatorską, czyli jej podstawowym celem nie jest przynoszenie dochodu, jak w przypadku "produkcji" świń czy krów. Dla mnie oczywistą rzeczą jest, że przeciętna hodowla powinna mieć inne (przynajmniej awaryjne) źródło dochodu - w przeciwnym razie tak jak pisałam, zawsze przyjdzie moment, kiedy będzie się rozmnażać te psy dla kasy, żeby było na chleb, zamiast dla dobra rasy, a suki z przyjaciół człowieka staną się przede wszystkim maszynkami do rodzenia. Dziwne, że spotkałam tylu hodowców, dla których te niedosięgłe ideały postępowania z psami są oczywistą normą.
-
Mój, mój ;) Niebawem wstawię coś jeszcze.
-
Kto może się brać za hodowlę? Proste, ktoś kto ma wiedzę, czas i pieniądze - a przynajmniej sam jest w stanie się utrzymać bez zysków ze sprzedaży szczeniąt. Nikt nie mówi, że ma to być jedna osoba. Czemu nie chcesz pisać o wartości odżywczej zamrożonego jedzenia? Chętnie podyskutuję fachowo na ten temat, bo mi akurat wiadomo, że to jeden z najlepszych i najzdrowszych sposobów przechowywania świeżej żywności, z minimalną utratą wartości odżywczej ;) Nawet nie porównywałabym go z ogromnym stopniem przetworzenia i konserwowaniem chemicznym suchej karmy. No cóż, skoro główne kryterium żywienia psa to to, żeby broda mu się nie pobrudziła, to gratuluję podejścia, koniec tematu :) Swoją drogą 20-40 psów to już niezła fabryczka; hodując na taką skalę trzeba chyba zatrudniać już pracowników albo zaangażować na pełny etat całą rodzinę - no chyba że taka "hodoffla" to trzymanie psów w klatkach/kojcach, i wrzucanie codziennie odmierzonej miarkę suchej karmy. Wtedy faktycznie, nawet jedna osoba będąca poza domem 12 h dziennie sobie poradzi.
-
Dobry hodowca rozmnaża dla poprawy rasy, żeby wyhodowć piękne typowe psy, przede wszystkim, a jak na tym zarabia to cóż, miło, ale to powinna być sprawa drugorzędna. Przy małych (tanich w utrzymaniu) pieskach też zarobki są bez porównania większe niż przy dużych rasach, w których samo wyżywienie idą poważne pieniądze, a cena szczeniąt porównywalna do tych małych ras albo i niższa. Owszem, są też zarejestrowani hodowcy, dla ktorych liczy się tylko kasa, jest ich nawet wielu - ale nie wkładaj wszystkich do jednego worka na podstawie jednej zaślinionej do kasy baby chcącej rozmnożyć modną rasę, bo obrażasz wielu hodowców, dla których ewentualny zarobek jest na ostatnim miejscu, po zaangażowaniu w wychowanie pokolenia pięknych szczeniąt i osobistą satysfakcję ze swojej pasji. Są tacy, spotkałam niejednego.
-
[quote name='Chefrenek']O ile mnie pamięć nie myli to smutnata miała już jakaś przygodę z wymyślonym miotem szczeniaków...[/QUOTE] Dobrze pamiętasz... Ktoś chyba po prostu chce zabłysnąć na siłę na forum. Z tym mięsem, ryżem i marchewką na dzień dobry to troszkę za ostro ;) Jeśli szczeniak nie jadł jeszcze nic poza mlekiem matki, warto podać najpierw mielone mięso wołowe lub z indyka oraz biały ser, 1-2 razy dziennie. Po kilku dniach, jak szczeniak nauczy się jeść, można zwiększyć ilość do 4 porcji dziennie i wprowadzać inne pokarmy, na przykład wspomniane mięso z ryżem i marchewką, z dodatkiem mineralno-witaminowym oczywiście, duże kości cielęce (surowe) do obgryzania i zabawy (nie do jedzenia w całości). Karmę (dobrej jakości, nie z supermarketu) dawałabym namoczoną dopiero od 6-8 tygodnia, a najlepiej wcale :p
-
Albo żeby doradzanie w co niektórych działach nie było blokowane dla nowych użytkowników i odblokowywane dopiero po określonej ilości sensownych postów przez moderatora - bo naprawdę na niektóre rady włos mi się jeży na głowie :shake:
-
[quote name='gimmedalight']No nie możesz chyba porównywać wypadku do ukrytych wad, ktoś kto ma hodowle może liczyć się z następstwami jakie pociągnie za sobą krzyżowanie danych psów. Analogicznie- rozbijam samochód i żądam od dealera/producenta naprawy, ale już w przypadku gdy samochód miał ukrytą wadę mogę dochodzić pieniędzy za naprawę.[/QUOTE] :mdleje: Piszesz, że nie mogę porównywać wypadku do ukrytej wady której nikt poza samym bogiem nie mógł przewidzieć - a Ty porównujesz rozmnażanie psów do produkcji samochodów i nie widzisz w tym nic nielogicznego?? :crazyeye: Części do samochodu produkuje człowiek, kawałek po kawałku składa go też człowiek - rąbnął się, jego wina, ponosi odpowiedzialność. Z rozmnażaniem żadnych zwierząt nie jest tak prosto, bo nikt nie jest w stanie poznać całego genomu rozmnażanych psów, no zrobiono to raz w historii nauki bodajże :evil_lol: i pewnych rzeczy NIE DA się przewidzieć! Jak nabywca nie jest w stanie zaakceptować, że szczenię mimo wszelkich starań hodowcy jest nadal produktem matki natury, a nie złożone przez hodowcę z poszczególnych atomów, to może niech pomyśli o zakupie pieska elektronicznego - tam jest pełna gwarancja i zwrot kosztów :cool3: [quote name='gimmedalight']No litości... wrodzony defekt przy hodowli? Jeżeli się rozmnaża psy i nie jest się pewnym co z tego wyjdzie to może tego lepiej nie robić? Bo z tego wynika, że ważne jest aby się szczeniak sprzedał, a potem niech się dzieje wola nieba... w końcu nabywca widział, że ma 4 łapy, ogon i uszy, więc ja ręce umywam. Nie chodzi o to, żeby hodowca miał pokrywać koszty np. leczenia powypadkowego, ale w przypadku, gdy wina leży po stronie hodowcy powinien on ponosić odpowiedzialność. Nie chodzi również o to, żeby nikt nie hodował psów, ale, żeby zarabiał w uczciwy sposób. Ciekaw jestem ile uważających się za szanujące hodowle robi tak jak mówisz i przygotowuje sukę do rozrodu 1,5 roku wcześniej? (nie mówie tylko o hodowlach staffa) [/QUOTE] Nigdy w 100% nie wiadomo co wyjdzie, bo genetyka nie jest matematyką (nie zawsze 2 + 2 daje 4) i jest jej ogromny zakres, którego nikt jeszcze nie poznał - więc wynika z tego, że nie należy hodować psów w ogóle... Jak można mówić o jakiejkolwiek winie hodowcy przy wadzie ukrytej, która nie ujawniła się u przodków, albo nie ma na nią badań? Nie wiem, jak z moich wypowiedzi doszedłeś do tego, że liczy się tylko, żeby sprzedać szczeniaka... Rozmawiamy o zakresie odpowiedzialności hodowcy za ewentualne wady szczeniaka. Sukę w pewnym sensie przygotowuje się do rozmnażania półtora roku (wtedy dopiero może ona pierwszy raz być rozmnożona) - czyli utrzymuje ją w dobrej kondycji, dba o prawidłowy rozwój, po prostu. [quote name='gimmedalight']Piszesz również o opiece weterytaryjnej, jeżeli możesz to wytłumacz mi na czym polega różnica w opiece nad rodowodowym psem, a tym bez papieru (po prostu nie wiem) [/QUOTE] Nie różni się - pisałam o tym, że dobry hodowca przywiązuje do niej zazwyczaj większą wagę i więcej w nią inwestuje niż przeciętna rozmnażalnia psów bez rodowodu, po prostu. Polecam Ci trochę lektury na temat hodowli i genetyki, choćby standardową "Genetykę zwierzat" Charona - może conieco Ci się rozjaśni i zrozumiesz, że rozmnażanie zwierząt to nie składanie ich z klocków lego, i że hodowla to pasja, nie zawsze opłacalna, coś bardziej na kształt sztuki i liczenia na szczęście niż produkcja taśmowa.
-
Zgadzam się z przedmówcam. Skoro karma leży tylko w misce do pogryzania a karmisz psa inaczej - to po co w ogóle ta karma? Psu do zdrowia i szczęścia nie jest potrzebne pojadanie cały dzień... Co do porównania zupki YumYum do Knorra dawno się tak nie uśmiałam :lol: Ich wartość odżywcza jest dokładnie taka sama - smieci plus szereg składników szkodliwych dla zdrowia, Knorr ma tylko ładniejsze opakowanie i lepsze polepszacze smaku i zapachu :evil_lol:
-
Ser żółty?:crazyeye: No takich bzdur to dawno nie czytałam. Żółty ser to sam tłuszcz, konserwanty i sól - nie jest wskazany nawet dla dorosłych psów jako smakołyk, a co dopiero jako jedzenie dla szczeniaka :shake: Szczeniak w tym wieku powinien przede wszystkim pić mleko matki i być powoli dokarmiany świeżym mięsem, twarożkiem, etc. [B]smutnata2[/B], jak nie masz pojęcia o żywieniu psów to nie wypisuj bzdur, bo jeszcze ktoś w to uwierzy i krzywdę psu zrobi :angryy:
-
Ze szczeniakiem można wyjść dopiero po kwarantannie po szczepieniach, czyli około 3 miesiąca życia, chyba że masz swoją posesję, po której nie chodzą obce psy - ale teraz i tak jest za zimno, żeby wychodzić z takim maleństwem. Btw skąd masz szczeniaka, który ma tylko 4 tygodnie?
-
Absolutnie się nie zgodzę - po prostu trzeba chcieć... Zwłaszcza jeśli mówimy o yorkach, które jedzą naprawdę niewiele w porównaniu choćby z amstaffami. Wystarczy raz w tygodniu ugotować garnek jedzenia i zamrozić w porcjach. Jest też barf, jeszcze mniej czaso- i pracochłonny. Jak ktoś nie ma czasu czy jest za leniwy, żeby raz na tydzień przejść się po mięsnych i zrobić zapas do zamrażalnika, plus raz w miesiącu ukręcić papkę warzywną do zamrożenia w porcjach - to cóż, wygląda na to, że nie ma czasu, żeby hodować psy albo jest na to za leniwy :) Zresztą jak mozna brać się za hodowlę, kiedy pracuje się ponad dziesięć godzin na dobę poza domem :roll:
-
To ja się teraz zastanawiam, czy ja mam jakieś wyjątkowe szczęscie, czy po prostu co rasa to obyczaje. Na wiele pytań do różnych dobrych hodowców tylko raz spotkałam się z niechęcią do udzielenia odpowiedzi, rozmowy o rasie, o moich wątpliwościach. I dla mnie to właśnie kryterium rozróżniania hodowców - dobry pomoże, bo zależy mu na psach, na rasie, a nie na tym, żeby trzepać kokosy i żeby konkurencji zdychały psy...
-
No proszę, nie mów mi, że hodowla psów to jedyna możliwość zarobienia na życie... I co taka osoba zrobi, kiedy koszty przerosną zyski? Kiedy któryś z psów ciężko zachoruje.. Kiedy suka już nie może rodzić... Kiedy szczeniaki się nie sprzedadzą tak dobrze, żeby zwrócić koszty, a co mowa o zarobku... Co się wtedy stanie z psami? Sprzeda się suczkę emerytkę jak zużytą maszynęl? Uśpi chorego kosztownego pupila, który już nie nadaje się do rozrodu? Dla mnie uzależnienie swojej egzystencji od zarobku z hodowli psów nieuchronnie wskutek różnych kolei losu zmusza do potraktowania ich jak rzeczy, a nie żywe stworzenia, członków rodziny. Zresztą hodowla, która pozwala na utrzymanie całej rodziny musi być albo bardzo dobra, renomowana, a na rozkręcenie takiej trzeba mieć spore środki i poświęcić nieraz lata, albo tnie koszty, oszczędza na opiece nad psami, czyli jest po prostu domową fabryczką, nie hodowlą. Hodowla to pasja, dążenie do poprawy rasy, a nie produkcja szczeniąt na sprzedaż.
-
Szatańska galeria - czyli popaprane championy z przeklętych rewirów
Martens replied to Vectra's topic in Foto Blogi
Nie no, babcia pierwsza klasa; mało która babunia by się poświęciła tak dla wnuczek - żeby publicznie tarzać się po ziemi do góry.. brzuchem :evil_lol: -
Ile nowych gości :) witamy serdecznie :) Bieg guźca mamy, ale raczej jako efekt fantastycznej zabawy, a nie kupkania; kupa idzie zwykle rano więc mały wstaje półprzytomny, toczy się do podkładu, robi swoje i idzie spać ;) Niejadków u mnie nie ma, nawet królik rzuca się na jedzenie i warczy przy misce :diabloti: Co do zajmowania posłania to długa historia; mały ma swój transporterek do spania, ale upodobał sobie łoże Baryły. Jak on tam leży, ona już nie wejdzie, stąd teraz śpi z nami na łóżku ;) Kiedy Bucefał nauczył się też na łóżko włazić, Barył powoli wraca do swojego posłania :p Ważyliśmy się dzisiaj, maly waży już prawie 6 kilo, dwa razy więcej niż miesiąc temu - dużo to czy mało jak na 3-miesięcznego staffika? Bo nie orientuję się za bardzo.
-
[quote name='gimmedalight']Martens nie wkładaj do tego samego worka chorób genetycznych i wpadnięcia pod samochód. Ponadto ja nie mówie, o dożywotnim płaceniu za wadę szczeniaka tylko o pokryciu leczenia. Piszesz o bardzo drogich testach, których nie wykonuje się nawet w Polsce, ale chyba m. in. wysoka cena szeniaka powinna się brać z tego, że szczeniaki są przebadane w każdy możliwy sposób. Co do dysplazji, skoro nie wiadomo w jaki sposób się ją dziedziczy to chyba psy, które miały takie przypadki (rodzice, dziadkowie itd) nie powinny być rozmnażane. Tu nie chodzi o to, że pies zdechnie to być może hodowca da drugiego... człowiek przywiązauje się do psa nie po to, żeby zależało mu na kolejnym psie za darmo z hodowli[/QUOTE] Ukryte wady są tak samo nie do przewidzenia dla hodowcy jak właśnie wypadek losowy. Gdyby szczeniak był przebadany na wszystkie znane nauce wady wrodzone, to po pierwsze byłby martwy, bo krwi by do rozsyłania po laboratoriach nie starczyło, po drugie żeby pokryć koszty wszystkich możliwych badań kosztowałby prędzej kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych, bo na pewno nie trzy... (Swoją drogą 3 tysiące to już dość wysoka cena za rasowe szczenię w większości ras - przeciętnego czy niewystawowego szczeniaka można kupić spokojnie w granicach 1000-2000 zł, nawet mniej, zależnie od rasy). Z dysplazją jest taki problem, że ciężka dysplazja potrafi się pojawić u szczeniąt po psach kilka pokoleń wstecz zdrowych i badanych, bo jej dziedziczenie zależy od wielu genów i czynników środowiskowych więc nie jest to takie proste jak Ci się wydaje, że wystarczy odsunąć od rozrodu psy po chorym przodku. Dodatkowo w wielu rasach jej występowanie w populacji jest tak częste, że gdyby wykluczyć z hodowli psy, których choć jeden przodek miał lekką dyspalzję, okazałoby się, że do rozmnażania zostało kilkanaście psów w Polsce - co doprowadziłoby do tzw. depresji inbredowej (za mała pula genów) nasilenia występowania wszystkich innych wad dziedzicznych (nie ma psa którego cały genom nie niesie żadnej wady) i wymarcia rasy. Zrozumiałe, że rekompensata w postaci drugiego szczeniaka nie równoważy wszystkich przykrości. Jednak gdyby było tak jak piszesz, że hodowca musiałby pokrywać koszty każdego leczenia każdego wrodzonego defektu każdego wyhodowanego szczeniaka, po prostu poszedłby z torbami, albo musiałby sprzedawać szczenięta za naprawdę niebotyczne sumy, a chodzi przecież o cos odwrotnego. Nikt by chyba wtedy nie hodował psów...
-
[quote name='gimmedalight'] edytowane: Martens nie widziałem Twojego I postu w odpowiedzi na mój... napisałaś tam, coś w stylu, że pies ma rodowód i że jest czystej rasy, natomiast nie daje się gwarancji na to, że nie będzie chory genetycznie. W takim przypadku nasuwa się pytanie po co komu pies z rodowodem? Miałem psa, który nie miał "papieru" i jak się potem okazało, miał genetyczną chorobe serca. Zacząłem się rozglądać za psem z papierami, żeby uniknąć takiej sytuacji, że płacę w setkach za leczenie psa, w końcu płace za te przemyślane skojarzenia i papier, który jak myślałem do tej pory jest świadectwem tego, że pies nie ma żadnej choroby genetycznej. Napiszesz mi zapewne, że bez rodowodu jest to pies w typie... a nie np. staff, tylko czy jeżeli ojciec nie miał "reproduktora" to szczeniaki po nim nie są staff'ami? (mówie o matce, która jest staffem, a nie ON) podejrzewam, że tu może być pies pogrzebany z pseudohodowlami, jeżeli ma ktoś zapłacić za psa 600 zł, albo 2500 zł i nie mieć takiej samej gwarancji co do jego zdrowia, to oczywiste jest, że wybierze tego tańszego. NIE POPIERAM PSEUDOHODOWLI, JESTEM ZA STERYLIZACJĄ![/QUOTE] Rodowód u psów jest tym samym co rodowód ludzki - świadectwem pochodzenia, po prostu. Kupując psa bez metryki nigdy nie masz gwarancji, że pies jest po pierwsze czystej rasy, po drugie że jego rodzice nie mieli WIDOCZNYCH wad fizycznych czy psychicznych, cech nietypowych dla rasy. Po to są wystawy - na nich pies czy suka dostają tzw. oceny hodowlane - sprawdza się ich budowę anatomiczną, to co widać gołym okiem, czy są osobnikami typowymi dla rasy, w pewnym zakresie też ich psychikę - wiele ras ma dodatkowe wymogi, badania na niektóre choroby dziedziczne, testy psychiczne. Wszytsko po to, zeby młode po tych psach mogły otrzymac metrykę/rodowód - świadectwo tego, że są danej rasy i po ładnych, typowych, zdrowych rodzicach. Przy rozmnażaniu psów tak po prostu, bez starań o uprawnienia hodowlane a więc i bez rodowodu dla szczeniąt - nie robi się nic z tych rzeczy, idzie się na żywioł - może będą ładne i zdrowe, a może chore pokraki - czyli płaci się kilkaset złotych za "kota w worku". Ryzyko kupna psa z wadą jest zawsze, ale o niebo mniejsze przy zakupie psa rodowodowego, po badanych rodzicach. Jeszcze co do tej ceny - masz rację, ale tylko po części. Sama kwestia formalna otzrymania rodowodów dla szczeniąt czy zdobycia uprawnień dla suki to groszowa sprawa przy samym odchowie szczeniąt. Skąd więc ta róznica w cenie? Ano stąd, że poziom opieki u osób rozmnażających psy bez rodowodu jest o wiele niższy niż u dobrego (podkreślam dobrego, bo są różni) hodowcy zarejestrowanego. Pomyśl, jak trzeba obciąć koszty żywienia, opieki weterynaryjnej, żeby sprzedać szczenię za 600 złotych i zarobić, wliczając w to wcześniejsze utrzymanie suki przez minimum półtora roku zanim będzie można ją rozmnażać. Bo niestety osoby rozmnażające bez dokumentacji rozmnażają dla kasy albo dla kaprysu - na pewno nie z pasji czy dla poprawy rasy... Inna sprawa, że i ceny szczeniąt rodowodowych nieraz są tak kosmiczne, że aż nasuwa się pytanie, za co tyle kasy, skoro szczeniaki wcale nie są po nie wiadomo jakich championach (bo co innego cena przeciętnego szczeniaka po przeciętnych psach, a co innego szczenię obiecujące wystawowo, po pięknych championach, importach czy z krycia na drugim końcu Europy). Ale tak jak już pisałam, zawsze można poszukać innej hodowli, kupić szczenię niewystawowe, albo po prostu wziąć kundelka - nie każdy musi mieć rasowego psa.
-
[quote name='gimmedalight']czy hodowle sprzedając mi psa z rodowodem, są w stanie napisać klauzule w umowie, że za ewentualne leczenie choroby genetycznej, która ujawni się w późniejszych latach pokryją mi koszty leczenia? wydaje się, że skoro pies jest przebadany przez weterynarza i ktoś mi go chcę sprzedać za x tysięcy zł to bierze na siebie to, że pies nie ma żadnej choroby genetycznej, bo w końcu ma rodowód i jest tyle wart (rozumienie Asztir) podkreślam choroby genetcznej.[/QUOTE] Takiej gwarancji nie udzieli Ci prawdopodobnie nikt, ponieważ zwyczajnie nie ma na to wpływu ani nie jest to winą hodowcy czy jego niedopatrzeniem. Dobry hodowca podpisuje umowę, że pies w chwili sprzedaży nie posiada widocznych wad genetycznych (a jeśli tak to jakie), że ma oba jądra w tej chwili w mosznie, etc. Ewentualne wady niewidoczne u szczeniaka to po prostu ryzyko wpisane w posiadanie żywej istoty podlegającej kaprysom matki natury. Część chorób, wad można przewidzieć - przykładowo jeśli przynajmniej jedno z rodziców miotu staffików jest genetycznie czyste pod względem L2HGA i HC (są na to dość drogie testy genetyczne, dobry hodowca je robi, ale nie ma takiego obowiązku odgórnie), to szczeniaki na pewno będą zdrowe - pod względem tych chorób (co odbije się zwykle na cenie). Co innego z dysplazją - tu nawet idealne stawy biodrowe rodziców nie gwarantują, że nie urodzi się szczeniak z dysplazją, bo mechanizm jej dziedziczenia nie jest jeszcze poznany, jak i na jej wystąpienie wpływają też czynniki środowiskowe. Ponadto jest szereg chorób nie przypisanych do żadnej rasy, których wystąpienia hodowca nie może przewidzieć nie będąc panem bogiem, bo choroba mogła być dziedziczona recesywnie przez wiele pokoleń. Nie byłoby w porządku wymagać od hodowcy dożywotniego płacenia za wadę szczeniaka, która w chwili sprzedaży była nie do stwierdzenia, przewidzenia. Jest to w takim samym stopniu wina hodowcy jak to, że pies w dorosłym życiu przykładowo wpadnie pod samochód :roll: P.S. Samo przebadanie u weterynarza nie wykryje wielu chorób; do tego są potrzebne testy genetyczne, których koszt jest bardzo wysoki i wielu z nich nie robi si,e nawet w Polsce - a na większość chorób nawet nie ma żadnych testów. Aczkolwiek, wielu hodowców źle czuje się z faktem, że ktoś jest niezadowolony ze szczeniaka, że jednak ujawniła się jakaś poważna wada czy nawqet pies umarł - i często proponują za darmo drugiego szczeniaka. Nie jest to jednak oficjalny ani moralny obowiązek hodowcy; raczej dobra wola i dbałość o dobre imię hodowli.
-
Według mnie cała akcja propagandowa nie powinna brzmieć "Sterylizuj" tylko "Nie rozmnażaj" - bo w tym momencie dla tych przeciętnych Kowalskich jest to namawianie do zoperowania psa bez edukowania o problemie bezdomności i tym, że bierze się ona z niepotrzebnego rozmnażania. Wielu Kowalskich nie widzi związku między sunią sąsiada i jej ślicznymi maluchami idącymi w dobre ręce a pełnym schroniskiem i tragedią w nim. I to ten związek należałoby najpierw im wytłumaczyć, a jako jeden ze sposobów nierozmnażania psa, taki dla leniwych, zaproponować sterylizację i jej korzyści. To co się robi teraz, wśród przeciętnych ludzi często budzi zrozumiały sprzeciw. Polacy nie lubią, jak sie im wciska propagandowy syf, także ze względów historycznych, i do takich akcji podchodzą nieufnie - tym bardziej że ich cel nie jest przedstawiony wyraźnie. Wielu uważa, że schronisko to coś jak luksusowy hotel, w którym piesek przebywa parę dni, aż przyjdzie po niego nowa kochająca rodzina - bo nie edukuje się na temat bezdomności, stanu schronisk, skąd to się bierze - tylko każe kastrować. Polacy naprawdę nie są idiotami i do rozsądnego człowieka nie przemówi ulotka - wykastruj psa, bo tam tysiące umierają w schronisku - pomyśli, po co ja będę psa męczył, jak on w życiu do schroniska nie pójdzie ani małych miał nie będzie. I zaczyna się podejrzliwość, zła opinia tych "nawiedzonych" co do kastracji namawiają, a jak nie daj bóg ktoś psa wykastruje i się rozczaruje, to zła opinia zabiegu obiega znajomych i sąsiadów z prędkością światła. Bo namówili, bo wydało się kasę, a tu pies utył, albo co gorsza nie wybudził się z narkozy. A idź pan do diabła z tą kastracją. A chyba nie o to chodzi. [B]isabelle30[/B], a czego oczekujesz, skoro ja od zdawałoby się świadomej właścicielki psa, dogomaniaczki, gorącej zwolenniczki kastracji, która miała problem z ucieczkami psa usłyszałam, że po zabiegu pies jak uciekał tak ucieka, przez ogrodzenie sobie przełazi, ale suki teraz nie zapłodni..!? Jakby to był najważniejszy aspekt uciekającego z posesji dużego psa - no ale kastrowany, więc kamień z serca za biedne spłodzone szczeniaczki i kłopot z ucieczkami z głowy, szkoda że tylko właścicicielki.
-
Co fakt to fakt. Nawet podpisanie umowy na spłatę w ratach, jeśli nabywca jednak się z niej nie wywiąże, to dla hodowcy albo utrata pieniędzy, albo motanie się z nabywcą po sądach i stracone nerwy... Nie dziwię się, że wielu hodowców nie ma ochoty się w to bawić, a już tym bardziej z przypadkowym kupującym czy jeśli się już na kogoś nacięli. Komuś zależy - zbiera na psa co miesiąc taką kwotę, jaką przeznaczyłby na jego utrzymanie. Niechby to było 150-200 zł w przypadku staffika. I co? Półtora roku i te straszne trzy tysiące są. A jak ktoś chce już natychmiast, a go nie stać no to trudno, niech poszuka tańszych szczeniąt, malucha niewystawowego albo przygarnie jakiegoś bullopodobnego ze schroniska. Nie każdego stać na super psa z super hodowli, tak jak nie każdego stać na mercedesa - tylko w przypadku samochodu jakoś nikt nie ma pretensji w salonie sprzedaży, że nie chcą zejść z ceny czy dać drogiego auta na raty "na gębę".
-
Nie doszukiwałabym się w tym jakiejś spiskowej teorii dziejów - szał sterylkowy to po prostu bezmyślne kopiowanie pomysłów zachodu, bez gruntownego przemyślenia, czy sprawdzi się to w polskich warunkach i przy polskiej mentalności. Owszem, na zachodzie kastrują,ale też edukują i usypiają nadmiar zwierząt, dzieki czemu mogą zapewnić dobre warunki reszcie; lepiej też są egzekwowane przepisy dotyczące ochorny zwierząt, choćby z powodu chipów. W Polsce wszystkie te działania są na marginesie, za to miłośnicy psów z dziką pasją propagują kastrację - jakby po ucięciu psu jajek, jego właścicielowi nagle miała się rozwinąć odpowiedzialność i rozsądne myślenie. Jeszcze trochę, a psy w potrzebie najpierw będzie się kastrować, a dopiero potem karmić, poić, leczyć (to żart, jakby ktoś nie zauważył). Moim zdaniem w Polsce powinno się załatwić to nieco inaczej niż się próbuje - jest za mało edukacji, za mało eutanazji, za mało kontroli (chipowanie - obowiązkowe na zachodzie właściwie wszędzie), za to pęd do kastracji dąży w tą niekoniecznie dobrą stronę - w stronę odpowiedzialnych właścicieli psów; takie zwalanie na nich winy za to, co dzieje się po wsiach, schroniskach, w pseudohodowlach. Łatwiej wmówić zatroskanemu dobremu opiekunowi psa, że powinien go wykastrować jeśli go kocha i mieć satysfakcję, że poprawia się sytuację psów w Polsce :evil_lol: niż jeździć na interwencje po pseudohodowlach, użerać się z gminami czy edukować tych najbardziej opornych na wiedzę, których na pewno się na dogomanii nie spotka, a którzy są główną przyczyną problemu. I moje pytanie - liczba sterylizacji i kastracji z roku na rok w Polsce rośnie. Coraz więcej się namawia, strony i ulotki powstają jak grzyby po deszczu, rozszerza się skala akcji tańszych i darmowych sterylek. Kilka lat temu w moim mieście pies po sterylce/kastracji był ewenementem; teraz coraz częściej słyszę, że ten czy tamten psa wykastrował, że tamta suka to po sterylce. [B]To czemu nie spada liczba bezdomnych zwierząt???[/B] Czy to nie najlepszy dowód na to, że te działania nie dają efektu i trzeba skierować siły w inną stronę?
-
Papierek czyli rodowód/metryka daje gwarancje - że pies jest czystej rasy, po rodzicach rodowodowych i z uprawnieniami hodowlanymi zdobytymi na wystawach, i na tym kończy się jego rola. Nie daje natomiast gwarancji, że szczeniak nie będzie miał żadnych ukrytych wad dziedzicznych czy że wyrośnie na idealnego przedstawiciela rasy, będzie okazem zdrowia, championem, etc. Są hodowcy, którzy pracę hodowlaną ograniczają do zrobienia 3 koniecznych wystaw, dopuszczeniu suki do psa tej samej rasy i niech się dzieje wola nieba. Wtedy ryzyko rozczarowania jest spore i dlatego szczeniaki takie powinny być tańsze. Natomiast kiedy ktoś bada psy na choroby dziedziczne, miesiącami obmyśla odpowiednie skojarzenia, żeby mieć jak najbardziej wzorcowe, zdrowe młode i nie żałuje kasy ani drogi do tego wybranego świetnego reproduktora, inwestuje w dobre żywienie, opiekę weterynaryjną - to i takie szczeniaki będą droższe, ale też mniejsze prawdopodobieństwo, że szczeniak nie spełni oczekiwań. Jednak nawet to nie daje 100% gwarancji na otrzymanie psiego ideału - bo to hodowla żwych stworzeń podlegających kaprysom genetyki, a nie rękodzieło czy produkcja z taśmy fabrycznej. Jeśli ktoś wkłada w hodowlę mnóstwo serca i pracy, nie sprzeda szczeniaków byle komu za grosze. Niestety mentalność Polaków często jest taka, że co droższe, tym bardziej się szanuje. Dobry hodowca zejdzie z ceny albo zaproponuje raty, jeśli zobaczy prawdziwego pasjonata, miłośnika - to się czuje na kilometr, już z pierwszego maila... Inna sprawa, że prawdziwy pasjonat i miłośnik prawdopodobnie dawno ma uzbieraną kwotę na wymarzonego psa, stąd wypowiedzi Asztir jakoś mnie nie dziwią ;)
-
Tylko, że psiak Wredotki4 ma dopiero 9 miesięcy, równie dobrze może to być przejściowa "burza dojrzewania". Nikt nie każe jej się męczyć 5 lat, całkiem możliwe, że pies dorośnie i się uspokoi ;) Narkoza to zawsze ryzyko, sama kastracja jeśli chodzi o zdrowie to też loteria, czy dane nam będzie odczuć plusy czy minusy pod tym względem.
-
Mi z kolei o wiele bardziej nie podoba się sytuacja, gdy hodowla psów jest czyimś jedynym źródłem utrzymania :roll: O wiele bardziej niż fakt, że ktoś hoduje więcej niż jedną rasę.
-
Może uzasadnij? :roll: