Oczywiście zgadzam się na pomoc Markowi, biedactwo, los go nie oszczędza.
Nie sądziłam, że odejście Lizki tak mnie osobiście dotknie.
Czuję żal, smutek i złość. Tylko nie wiem na co. Chyba na los za jego niesprawiedliwość.
Z mojej strony też składam podziękowania dla lekarzy zajmujących się Lizunią, za okazane serce, za troskę i gest wobec tego ostatecznego zakończenia.
Wątek podczytuję, ale nie potrafię nic sensownego napisać.