Jaaga
Members-
Posts
19199 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
To ta oneczka, której zdjęcia wstawiałaś poprzednio? Utkwiła mi wtedy w głowie i zmotywowała do zrobienia zdjęć do ogłoszeń Sabie. Gdyby udało się wspólnymi siłami ogłaszać Sabę i znaleźć jej dom, to wzięłabym oneczkę do nas.
-
Rzadko mam czas zaglądać tu. Dziękuję bardzo za wpłatę na Sabę z bazarku i za deklaracje pomocy przy ogłaszaniu. Zrobiłam fotki, ale Saba jest mało fotogeniczna, trudno jej zrobić dobre zdjęcia, bo boi się aparatu. Ogłaszam ja na FB i na olx na Katowice. Jak Tola wstawi zdjęcia, to bardzo proszę o ogłoszenia na inne miasta. Od Olliego było kilka zapytań z Wrocławia, choć to decydujące , najlepsze było z Rudy śl. Saba jest bardzo miłym psem, tylko płoszy się, kiedy podchodzę do niej z czymś w rękach. Myslę, że to może być pozostałosc po jej wcześniejszych doświadczeniach. Zresztą to ja czyściłam chore uszy i ją wyczesuję, czego ona bardzo nie lubi. Najbardziej lubi dzieci. Saba oczywiście może u nas zostać, ale gdyby udało się jej znaleźć dom, to wtedy wzięłabym inną sunię na DT. Przyznam się, że wypatrzyłam nawet starszkę oneczke, którą Tola wstawiała na zamojskim wątku. Bardzo chciałabym jej pomóc. Jednak wiem, że Saba nie jest wyjątkowo adopcyjna i sama chyba nie dam rady jej zareklamować.
-
Chciałam dac znac, że Olly już od wczoraj jest w swoim domu. Dostałam już śliczne zdjęcie z jego pańcią, jak się razem wylegują. Olly wyluzowany i zadowolony. W niczym już nie przypomina tego umeczonego biedaka ze schroniska. Tylko blizny przypominają o latach w schronisku. Bardzo sie cieszę, ze wtedy zobaczyłam to jego zdjecie na schroniskowym FB. Tym sposobem nasz niby staruszek dostał szansę i dom.
-
Jestem, cos mi chyba telefon szwankuje, bo nie miałam żadnych nieodebranych połaczeń od Toli, a jak się włącza poczta, to nie mam zasięgu. Ze mną wszystko ok, Saba po prostu wpadła wtedy w ogromną panikę i dlatego tak zareagowała. Z nią niczego nie można robić na siłę. Pierwsze zraziło ją czesanie i czyszczenie uszu. Opór jest zawsze, jeśli ona czegoś nie chce. Choć teraz rzeczywiście na troche więcej sobie pozwala, niż na początku. W normalnych sytuacjach to bardzo miły pies. Szczególnie kocha dzieci.
-
Chciałam potwierdzić, że dostałam zwrot pieniędzy za faktury na obrożę Foresto Saby i badanie krwi Olliego. Olly dopiero w połowie lipca jedzie do swojego domu. Miałam jeszcze o niego telefony ze starych ogłoszeń, chyba tylko tych, które były robione na Wrocław. Jednak nikt mnie nie ujął i zresztą żadna z dzwoniących osób nie była zainteresowana propozycją innego psa. Dlatego cieszę się, że zgodziłam się go przetrzymać. Sabie zrobię ogłoszenie, jednak zdjęcia stale wychodzą takie sobie. No i bez przerwy gubi całe kłeby kłaków. Nie zdziwiłabym się, że nikt jej nie chciałby z tego powodu. Mam maleńką wannę i raczej jej kąpiel jest w niej nie do przejścia. Do tego Saba potulnym barankiem nie jest, jak jej coś nie pasuje. Szkoda, bo jest szampon leczniczy nastwierdzoną u niej malassezię, więc na pewno takie lecznicze kąpiele polepszyłyby stan sierści. Zrobiłam jej ogłoszenia na grupach fb, ale odzew zerowy, nawet mało udostepnień. Jak zwykle zresztą, kiedy ludzie czytają, że pies jest już bezpieczny w DT. Saba jest bardzo przylepna do obcych. Człapie sobie z uporem maniaka za każdą odwiedzajcą na nas osobą, szczególnie za dziećmi i dopomina się o pieszczoty i zainteresowanie. Myślę, że bez problemu można ją ogłaszać i szukać nowego domu. Oczywiście, jak coś to u nas moze zostać, ale gdyby jednak udało się jej znaleźć nowy dom, to zawsze do nas na DT może trafić inny małoadopcyjny pies, więc myslę, że warto próbować. Saba wywinęła nam taki numer, że mało nie dostałam wylewu i to dosłownie. Zakładaliśmy osłonę na brame, bo moje duże psy wiszą na niej stale jazgocząc, kiedy widzą ludzi z kijkami, rowerzystów i spacerowiczów (głównie Saba własnie). No i na koniec, kiedy Andrzej zakładał skobel, między nogami przesliznęła mu się Saba. Jak poczuła wolność, to biegła przed siebie. Ja za nią w klapkach, wrzeszcząc do Andrzeja, zeby wsiadał w auto. On szybko zamykał psy w domu, uruchomił auto. Ja biegnę za sabą, ona pruje biegiem. Byłam zrezygnowana: wołam, prosze, kucam, ciuciam, a Saba odwaraca się, patrzy i w długą. Biegłam, żeby chociaż widzieć w którą stronę ona biegnie. Wtem zaglądnęła za siebie, na skrzyżowanie i stwierdziła, że tam lepiej biec. Zawróciła, ja zystałam przewagę. Dalej zasuwam w tych debilnych klapkach, które spadają mi z nóg, macham i zatrzymuję samochody. Saba zatrzymuje się, coś powachać i ja ją dopadam, łapiąc za szelki. Lądujemy w rowie, auta przystają, my się kotłujemy, Saba czująca zew wolności gryzie mnie po rękach, ja zdecydowanie trzymam, bo wiem, że jak puszczę, to ja stracę . Andrzej podjeżdża, kierowcy na wąskiej drodze litościwie czekają, aż ją zabezpieczymy i uda się ją złapać i umiescić w aucie. Ja resztką sił, trzęsac się jak galareta ładuję się do samochodu. Teraz wiem, że jej powolne człapanie nie może nas nigdy już zwieść, że zostawienie szelek, to był dobry krok i że jesli znajdzie się kiedyś inna rodzina dla niej, to nigdy jej nie mogą puścić ze smyczy.
-
Przesłałam nowe zdjęcia Saby Toli, na pewno w wolnej chwili wstawi. Niestety, nie ma takich ładnych, jak Olly, bo nie pozuje tak, jak on. Boi się, kiedy trzymam aparat w ręce. Sabie kupiłam obrożę Foresto za 110 zł, paragon również Tola wstawi, bo mnie zdjęcia tu nie przechodzą. Saba jest bardzo kontaktowa do ludzi, co ktoś do nas przyjeżdża, to musi go przywitać, dać się pogłaskać , a potem odprowadzić. Jest grzeczna, spokojna, czasem tylko z radości podskakuje czy biega. Fajnie to wygląda, bo naraz jakby na chwilę zamienia się w baraszkującego szczeniaka. Niestety, akurat ja jestem przez nią najmniej lubiana, bo Saba niecierpi, jak się coś przy niej robi, a ja muszę regularnie czyścić jej uszy i wyczesywać sierść. Chyba większość psów z tego schroniska ma problem ze skórą. Domyślam się, że to ta sama malassezia, co w uszach, bo Saba często się drapie i gubi mnóstwo sierści. Po nocy fruwają kłąbki podszerstka wkoło niej. I to pomimo, że dostaje olej i drożdże do jedzenia od początku. Olly miał podobnie, ale on przestał się drapać akurat po wcierce Advocate.
-
Nie chciałam pisać, żeby nie zapeszyć, bo to nie było nic pewnego. Jesteśmy po spotkaniu i Olly jedzie do nowego domu. Jeszcze poczeka u nas do połowy lipca, bo Państwo wyjeżdżają, więc nie ma sensu, żeby od razu był zostawiony z rodziną Państwa. Bardzo polubił swojego przyszłego pana. Dziękuję bardzo za ogłoszenia.
-
Olly jest wyczesywany z nadmiaru włosów, to takie "druciki" bez podszerstka. jak mu za ciepło na zewnątrz, to w ciągu dnia idzie do domu się schłodzić. Wbrew pozorom większy problem ma Saba. Ma całe mnóstwo bardzo gęstej sierści i wychodzi jej bez przerwy kłebami wręcz ten podszerstek. Również dziekuję za pomoc dla Saby.
-
Olly ma dwie sesje i naprawdę sporo zdjęć. Ma zbliżenia, fotki całej sylwetki, z kotami, na spacerze, w domu. Wątpię, czy wyszłyby mi ładniejsze. Jak będę jakieś fajne mieć, to oczywiście wstawię. Kiedy wyglądał jak ledwo żywy staruszek w schronisku, to ludzie nim się interesowali. Jak okazał się 5 letnim psem, bezpiecznym w domu, to już nawet nikt go nie chciał udostepniać na FB. Wstawiałam go na różne grupy. Chciałam potwierdzić otrzymanie karmy dla Saby, bardzo dziekuję. Tak sobie myślę, że może zmienić wątek na ich spólny? Może byłoby łatwiej, gdyby informacje i zdjecia obojga były razem?
-
Dziękuję wszystkim za obecność na wątku i wspieranie Saby. Saba rzeczywiście wtopiła się praktycznie w stado. Nie odstaje ani na krok. Wieczorami czy w deszcz już sama wchodzi do domu, zaakceptowała swoje legowisko. Nie jest wylewna, jak chce dotyku, to podchodzi i czeka, żeby ją pogłaskać. W domu już zachowuje czystość. Najbardziej cieszy ją kontakt z przyrodą, rano wychodzi już przed szóstą. Nie wiem, czy widzicie, ale na ostatnich zdjęciach jest też Olly. Taki fajny psiak, a teraz nie ma już żadnego zainteresowania z ogłoszeń.
-
Zapraszam na wstawiany tu wcześniej wątek Saby, która do mnie niespodziewanie trafiła. Miała przyjechać dopiero, kiedy do DS pojechałby Olly. Pierwszy raz zauważyłam ją po śmieci ukochanej Sary. Niedawno przyśniła mi się Sara, że wróciła do mnie, popatrzyła w oczy i położyła łapkę na mojej ręce, jak to zawsze robiła. Tak bardzo się ucieszyłam, że jest, a potem okazało się, że to tylko sen. Płakałam cały dzień z tęsknoty i wówczas zadzwoniła Tola z wiadomością, że bedzie transport suczek ze schroniska. Nie mogłam spać, myślałam, przeliczałam. Zdrowy rozsądek walczył z uczuciami. Kiedy dałam Toli znać, żeby sunia przyjechała, to okazało się, że nie będzie dla niej miejsca w aucie. Było mi źle, aż nagle dostałam wiadomość, że sunia zabrana ze schroniska i jedak jedzie. Szalona decyzja i chyba przeznaczenie, jak w przypadku Olliego. Bardzo proszę o wsparcie dla dziewczyny. Niestety, nie mogę jej oferować tego, co chciałabym ze względu na swoją aktualną sytuację. Dałam jej schronienie , bezpieczeństwo i opiekę, jednak nie jestem w stanie zapewnić utrzymania i opieki wet kolejnemu psu, chyba że musiałoby to odbyć się kosztem pozostałych, którym dałam dom, a tego nie chciałabym. Oprócz przygarniętych psów, mam jeszcze 7 adoptowanych kotów na utrzymaniu i gryzonie. Większość moich adopcyjnych zwierząt jest starych, chorych,nieadopcyjnych. Dlatego proszę o wspólną pomoc dla Saby. Każda stała choćby 5 zł deklaracja jest cenna. Już zmieniło się jej życie. Mam nadzieje, że nie tylko dla mnie Saba nie jest jedną z wielu burych, większych, starych bezimiennych schroniskowych psów bez szans na nowe życie.
-
Stałam koło niej i też płakałam. To było chwilę po przyjeździe, kiedy zachwyciła się wolnością i przestrzenią. Pomyślałam wtedy, że mogłabym zbierać tony kup, szykować dziesiątki garów jedzenia i zmiatać kilogramy sierści, gdyby tylko znajdowały się domy dla tych schroniskowych nieszczęśników. Kazdy z nich powinien dostać szansę. Bardzo mi jednak źle z tego powodu, że nie doczekała wolności jej czarna przyjaciółka. Tak miałam z Sarą. Ją zabrałam ze schroniska, kiedy leżała zwinięta w kłębek i była atakowana przez stado psów. Potem okazało się, że do schroniska trafila z mamą, którą uspiono, bo miała nowotwór i małe szanse na adopcję. Gdybym była tam wcześniej, to oczywiście wzięłabym obie, nie szło patrzeć, jak bardzo Sara cierpiała po jej stracie.
-
Jestem wreszcie i ja. Sunię nazwaliśmy Saba, żeby było podobnie do Sary, ale nie tak samo. Saba najpierw była z moją mamą w Katowicach, dopiero wczoraj przyjechała. Miałam ją wziac do siebie, jak Olly znajdzie dom. Jednak dowiedziałam się, że ze schroniska jadą sunie. Kilka dni męczyłam się i kombinowałam, w końcu skontaktowałam się z Tolą. Wtedy okazało się, że nie będzie miejsca dla tak dużej suni. I niespodziewanie wiadomość od Toli, że jednak pojechała. Dla mnie spotkanie z nią było bardzo trudne, przypomina moją nieżyjącą ukochaną Sarę, a nie powinnam doszukiwać się podobieństw i porównywać ich. Jak ją zobaczyłam w aucie, to rozpłakałam się, bo jakby dane mi było zobaczyć na moment Sarę. Teraz już Sabę traktuję jak Sabę, a nie kopię Sary. Są całkiem inne. Saba nie jest tak łatwym psem, jak Olly. Najbardziej cieszy się z wolności i trawy. Stale spaceruje po ogrodzie, skubie sobie trawkę, tarza się w niej i rozgląda jeszcze zdziwiona. Serce się cieszy, jak na to można patrzeć. Na razie jest mało kontaktowa. Czasem podejdzie, ale nie zawsze jest chętna do kontaktu bezpośredniego, częsciej tylko chodzi za czlowiekiem. Z psami relacje są idealne, nie boi się, ale i nie jest uległa. Kiepski stosunek do kotów, trzeba ich pilnować, jak są razem. Koty jednak są nie wychodzące, więc da się to ogarnać. Jako jedyny u nas pies nie chce być w domu. Wieczorem zwabiliśmy ją podstępem na karmę. W nocu mało spała, często ziajała, chodziła, nie położyła się na legowisko. Niestety, w domu nie potrafi zachować czystości. Rano sama z radością wyszła do ogrodu. Wieczorem wyczesałam z niej ogromną kupę podszerstka, oczywiście ma paskudny łupież, podobnie jak Olly. Uszy straszne,do leczenia, zęby starte, jak dla mnie jest o kilka lat starsza, niż wpisano jej w książeczkę. Na pewno nie jest psem, który znalazłby dom bezpośrednio ze schroniska i nie wrócił po dobie. Rano nieźle musieliśmy się nagimnastykować, żeby udało jej się zapiąć smycz. Raz jest przyjacielska, dopomina się drapania za uchem, raz ucieka i nie daje do siebie podejść.Trzeba poczekać, co będzie dalej. najpierw została zabrana do przychodni, kolejną dobę spędziła w Katowicach, teraz już kolejne dla niej miejsce. Ma prawo czuć się zdezorientowana.
-
Olly jest ogłaszany przez mnie na Katowice. Jego imię, szczególnie w formie pisanej nie powinno się z niczym innym kojarzyć ;) Dziekuję za dodatkowe ogoszenia dla niego.
-
Olly może jak najbardziej mieszkać w mieście. Niczego się nie boi,nie panikuje. Początkowo był ze ną w Katowicach, na smyczy dobrze chodzi, załatwia się bez problemu wyłącznie na spacerach. Do obcych jest dobrze nastawiony, do innych psów jesli ciągnie, to tylko żeby się przywitać, zero agresji czy dominacji. W domu jest niezwykle cichy. Teraz mieszkamy na wsi, więc ma inne warunki, na zewnątrz chodzi luzem, jednak w większości przypadków jest bardzo towarzyski do klientów, szczególnie, kobiet i dzieci. Dzieci uwielbia. Odprowadza gości do do samochodu. Olly wymaga diety bezzbożowej, uczulił się pewnie po latach na gotowanej pszenicy w schronisku. Niestety, w naszych warunkach raczej jest niemożliwe utrzymanie go wyłacznie na takim jedzeniu, bo ledwo postawię jedzenie innym psom, to Olly pierwszy wyjada im z misek, a potem swojej karmy już nie chce. Dziś weźmiemy go na badanie krwi, to więcej bedę wiedzieć. barankowate włosy najlepiej strzyc na krótko, ale czasowo nie dałam rady tego zrobić. Od spodu, przy skórze jego sierść ma często srebrny kolor, co sprawia wrażenie, jakby miał przełysienia, szczególnie pod tym czekoladowym. Olly dostaje olej i drożdże piwne do jedzenia. Jego karmy to N&D dynia, dorsz, pomarańcza, Wolf of Wilderness i Lukullus Veggie. Początkowo nie chciał suchej karmy, teraz zjada ja bez problemu. Posiada komplet szczepień, jest odrobaczony.
-
Było napisane, że zmiany są już w kości. Myśle, że operowanie na takim etapie przyniosłoby wiele cierpienia, a zmian już nie cofnie. Od lat zabieram do siebie psy z nowotworami. Bardzo trudno psychicznie opiekować się nad nimi. Czasem trzeba pogodzić się z tym, że nie jesteśmy w stanie już operacyjnie pomóc, pozostaje tylko utrzymanie psa w odpowiednim komforcie w tym czasie, jaki mu pozostał. Dla mnie osobiście nawet nie sama opieka jest najtrudniejsza, ale wizja podjęcia potem decyzji. Dobrze, że zareagował na steryd, to może przedłużyć mu życie. Polecam także Capsomasol, choć stosowałam go głównie przy gruczolakoraku, ale pewnie rozwój innych nowotworów też może zahamować. U swoich dodatkowo stosowałam dietę, sodę z melasą, gotowane pomidory. Mam nadzięję, że maluch jednak znajdzie człowieka na ten czas, jaki mu został.
-
Dziekuje za wstawienie. To ta strona, na której wypatrzyłam Ollika. Ta smutna sunieczka mnie ujęła bardzo.
-
Moge prosić o adres tej strony?
-
Jeszcze domowe fotki Ollika. Gdyby ktoś szukał psa nie sprawiającego jakichkolwiek problemów, to pamiętajcie Cioteczki o nim.
-
Dziękuje za chęć pomocy. To podeslę. Dzis zrobilam olx. Nie, nie chodzi o ta sunię. Chodzi o taka buraskę, o wieloletnim schroniskowym stazu, krórej zdjecia ponownie wstawiła Tola, a którą interesowałam się zanim wypatrzyłam Ollika. Planowałam ją wziać, jak Olly znajdzie dom.
-
Ma piekne czekoladowe oczy i przenikliwe spojrzenie. Raczej poradzę sobie w ogłaszaniu. Dzis mu zrobię olx i pokazę na fb. Najwyżej potem poprosze o pomoc na inne serwisy, jednak nie wiem, czy ma to sens, bo przynajmniej w rasowych, ludzie dzwonią praktycznie tylko z tego jednego serwisu. Bardzo mnie zmartwiłaś tym, że nie widziałaś suni, która na mnie czekała. Czy ktoś bedzie jeszcze w schronisku, zeby sprawdzić, czy na pewno jej nie ma?
-
Juz jest o niebo lepiej po założeniu obroży Foresto. Zastanawiam się czy to nie była cheyletiella, skoro pomogła obroza.
-
-
Tak w schronisku, przed przyjazdem do mnie. Tola też tu wspominała.