Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19316
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Rozliczenie Zewa za czerwiec- 525 zł na fakturę zea. Konieczne są już wyczesywanie, kąpiel i podstrzyże, nie bo nie miał wiosną robionych, a teraz z upałów wszystko wychodzi, ale zbija się, nie spada. Do tego trzeba u Zewa zrobić porządek z zębami. Niektóre są bardzo starte, prawie do dziąseł, wszystkie z kamieniem. Szkoda, żeby cierpiał. Tylko zabieg można umówić, jak będzie chłodniej.
  2. Poproszę nr 14, 15, 25 za wywoł.
  3. Dziekuję Joasiu za wyrazy współczucia. No niestety, u nas ten trend potwierdza się. Na początek lipca planuję w końcu operacje Maślaka i Lalicji. Wczesniej umówiłam 4 inne zabiegi w naszej przychodni. Najbardziej boję sie operacji Lalicji w Brnie. To przecież moja trzecia córunia. Egoistycznie bałam się tej operacji i odwlekałam, bo najbardziej boję się ją stracić i nie widzę życia bez niej. Jednak mam świadomość, że z ciągłymi stanami zapalnymi, bez wzroku to nie jest normalne życie. I że mimo,opieki 24 godz na dobę i wszystkiego zapewnionego, to nie da się takiego stanu ciągnąć w nieskończoność.
  4. Napisze może coś o Kodzie: jest ostatnio na karmie Royal Canin i to chyba był strzał w dziesiątkę, bo wreszcie przestały jej wystawać żebra, mimo wcześniej zwiększonych dawek. Oczywiście nie ma zapasu tłuszczu, ale choć wygląda przyzwoicie Nadal jest mega aktywna i razem z Zewem jest puszczana luzem na cały teren wieczorem, kiedy wszystkie pozostałe psy są w domu. Niestety, ale jest antypsia i ogólnie antyistnieniowa w takim stopniu, że po kilka razy sprawdzam, czy wszystkie zwierzęta są bezpieczne, zanim mąż ją wypuści. Nie wszystkie psy okazują się idealne, ale Koda miała ogromne szczęście, że wtedy Jo37 ją wypatrzyła. Jeśli w schroniskowym kojcu też już rozrabiała, to nie miała długiej perspektywy istnienia w schronie.
  5. Luna stała sie nie tylko przewodniczką Greya, ale i ochroniarzem Roberta. Teraz więc pilnuje przed drapieżnymi ptakami naszego chłopca z horroru.
  6. Też myślę, że razem można wszystko lub choć wiele U nas nie raz zdarzały się takie przypadki. Gdybyście znalazły Cioteczki miejsce i udało się ogarnąć pomoc, to pamiętajcie, że jak będzie potrzeba, pomogę swoimi mydłami, świeczkami czy breloczkami.
  7. Też tak myślę, ze był szczesliwy. Czasem myslałam, że gdyby miał dom tylko dla siebie, to moze byłby szczęsliwszy, ale potem zaraz pytam sie siebie, czy na pewno ludzie też tak staraliby sie, zabiegali mimo zdania wetów i stawli na glowie? To nie jakaś pycha, ale zwykłe ludzkie doświadczenie, szczególnie moich ostatnich koszmarnych dni. Zawsze odpuszczam dopiero wtedy, kiedy mam pewność, że zrobiłam wszystko, nie da się więcej, a jesli się da, to bedzie męczenie psa. Robię tak, żebym czuła się potem dobrze z własnym sumieniem. Bez Dylana jest koszmarnie pusto. Musiałam przyjechac do Katowic do córki. Przed wyjazdem go odwiedziłam. Gadałam do niego. Tak, jak stale coś mu mówiłam, kiedy był z nami, to chciałam, zeby dalej był na bieżąco.
  8. Przepraszam za zwłoke w rozliczeniach. Ostatni miesiąc był dla nas trudny. Żeby móc utrzymac opłaty i rachunki za psy na dotychczasowym poziomie, musiałam wziać działalnośc na siebie, zamiast męża. O końcówce nawet nie wspominam. Rozliczenie Luny na Zea wyniesie 655 zł. Ostatnio próbowałam Lunę bardziej intensywnie niż dotychczas oswajać z dotykiem w okolicach głowy. Zaczęłam od tyłu. tam było ok. Jednak przy szyi i głowie nadal nie ma sposobu na kontakt fizyczny. po moich próbach na rózne sposoby, w końcu Luna straciła do mnie cierpliwość i reagowała pysiem. Oczywiście nie pokazała nawet zębów,tylko straszyła, ale sygnał był wyraźny. Odpusciłam.
  9. Mojemu mężowi chyba jeszcze bardziej. Pieczołowicie nosił go na słoneczko i z powrotem. Odsikiwał, poił, karmił. Dylan był esencją naszego psiejskiego domu. Kiedy żył, to psy zabiegały o to, kto ma spać z nim na jego dużym legowisku. Po jego odejściu zostało puste i od tego czasu żaden pies nawet na chwilę na nim nie położył się. Wygląda tak, jakby on tam był i nikt mu nie chciał przeszkadzać.
  10. Wczoraj przejrzałam zdjęcia Dylana od przyjazdu. Wtedy też nie chodził. Pamiętam, jak mieszkał w gościnnym, a p. Lucyna powiedziała, że jeśli leki nie pomogą, to trzeba go będzie uśpić. Na szczęście zaczął chodzić po Nivalinie. Zastąpił nam potem Borysa po jego odejściu. Dylan ciągle przez te lata na coś chorował, ale miał taką wolę życia, że dla wielu ludzi mógłby być wzorem. No i miał w sobie to coś, że ujmował wszystkich. Ludzie chętnie mu pomagali za każdym razem. Np. p.Mariola do końca dbała o to, żeby Dylan miał ulubione suszone piersi z kurczaka. Bez niego jest pusto. Brak jego psiego uśmiechu oraz apetytu na jedzonko i życie. Niestety, guz który wg badania miał być niezłośliwy, jednak zajął i odbyt. Ponownie zaczął tak krwawić, przy kazdym ruchu, że przy aktualnych wysokich temperaturach utrzymywanie go na siłę byłoby nieludzkie. Razem z Dylanem powoli odchodzi też pewien etap dogomaniackiej wspolnej pomocy. To jeden z ostatnich bardzo dużych psów, które pod wplywem emocji zostały zabrane z zamojskiego schroniska. Pozostał u nas jeszcze tylko zamojski Wikary i nasz osobisty Ciapciak. No i ok 10 kg mniejsze Grey i Zew. To efekt ograniczeń mozliwosci, jakie wszystkich nas ostatnio dotykają. To na pewno duża strata dla tych największych, bo kolejne już ze schroniska nigdy nie wyjdą, ale aktualna sytuacja zmusza wszystkich do pomagania na miarę rozsądku i możliwości. Sama kocham duże psy, ale dotąd nie doświadczałam ich odejścia, oprocz Borysa, ktory zmarł we śnie. Po Dylanie wiem, że to jest bardzo trudne. Malucha weźmie się pod pachę, wsadzi do wózka i cały świat stoi otworem, a z dużym psem cierpią wszyscy jego niemoc. Dziękuję Asi za jej ogromne serce, spontaniczne działanie, wszystkim tu za pomoc i ciągle wsparcie. Dzięki Wam Dylan miał u nas dom i rodzinę, był leczony i kochany. Zostanie na zawsze z nami, teraz wierzba nad nim płacze.
  11. Tu jeszcze Dylan po jajeczku przy śniadaniu wielkanocnym w ogrodzie. Niech taki zostanie w pamięci i sercach wszystkich; pogodny, pozytywny, otwarty na ludzi i kochający każdego.
  12. Nie wiedziałam jak wejść i napisać o odejściu Dylana. Wczoraj nie dałam rady. Jest pusto bez niego, wszystko jest jakieś inne. I nie ma jego uśmiechniętego pysia. Był duszą całego domu i rodziny.
  13. Za wywol. Poproszę nr 8 i 29. Musze sprawdzić te zakupy z poprzedniego bazarku, ale nie miała kiedy.
  14. Czy jest możliwość zamówić coś w tym miesiącu z aktualbego katalogu? Nie potrafię wysłać prywatnej wiadomości z zapytaniem. Za każdym razem mam info, że wystąpił błąd.
  15. To tak, jak u nas. Mówiłam Marcie, ze ona wyjatkowo nie ma żadnych lęków, tylko robi to, kiedy mózg się jej nudzi. Czasem wiele godzin było ok, a czasem raz po raz szlo pod zęby wszystko, co sie dało. Przeważnie wieczorami i nocą. Pasowałaby do np cywilzowanego i bezpiecznego gospodarstwa, stajni itp. gdzie cały czas jest zajęcie i kręcą się ludzie, ale o takie miejsca to chyba jednak nadal trudno. Lubi pracować nosem, pewnie nawet w agility miałaby osiągnięcia, bo miałaby pracę dla umysłu i ciała jednoczesnie. Jak dotad niestety nie trafił się nikt chętny chocby na zakup kennelu, a od razu mówiłam, ze to minimum , żeby mogła funkcjonowac gdzieś w domu przy normalnym wyposażeniu i funkcjonowaniu, gdyby nie było jednego członka rodziny cały czas w domu. U nas od razu widac róznicę po jej wyjeżdzie. Zakopałam wszystkie doły w ogrodzie i nikt ich nie wykopał ponownie, mozna zostawić sprzęty bez zniszczeń, wkopałam roślinki i nikt ich nie wyrwał. Nawet Malinka bez Nemo i Albinki zmieniła sie na plus. Wchodzi sama często do domu, nie dziczy i nie szaleje godzinami po ogrodzie. Mąż nie zbiera rano pojemnika fragmentów zniszczonych kocy, materacy, fotela i kocy, a wczoraj Babuć mogła byc luzem w ogrodzie przy wszystkich psach. Może jak nabierze ogłady u Murki, to i potem w domu bedzie umiała się zachować, bo myśmy bali sie jej powrotu, gdyby poszła do adopcji. Trzymam kciuki.
×
×
  • Create New...