Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19278
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Jak nie reaguję na nią, to tarza się po podłodze, szarpie mi nogawki i kwiczy. Nie wychodzi na spacery, bo nie może. Ona i szczeniaki są po ostatniej dawce surowicy. Nie ma mozliwości, żeby wychodziła na zewnątrz, bo teraz 3 tyg. czekania do szczepienia. Nie widze, żeby jej to doskwierało, nie interesuje się drzwiami. Tym bardziej, że nie chodziła na spacery, bo była psem w budzie. Za to ta fiksacja na moim punkcie jest obłędna. Poszłam do pokoju córki karmić gołąbka, którego dwa dni temu znalazłam i ona już próbowała się przedostać do mnie przez barierkę w drzwiach do pokoju córki. To trwało dosłownie kilka minut. Musiałam zamknąć drzwi, bo córka ma luzem króliki. Dobry pomysł z czymś smakowitym. Smaczków nie może dostać , bo pilnuję żeby dieta nie rozregulowała jej jelit, ale dodaję puszkę na smak do karmy i to następnym razem córka może spróbować podać. Nawet nie przyszłoby mi do głowy, że jamnik jest w stanie wspinac się i chodzić po meblach.
  2. Muszę powiedzieć, że mam z Gają spory problem w Katowicach. Ma oddzieloną połowę kuchni. Kocha mnie bardzo, kiedy wychodzę do łazienki, to po powrocie wita mnie, tańczy i piszczy. W nocy za mą piszczy, szczeka i potrafi wskoczyć na stół i po meblach przedostać się do drugiej połowy kochni , żeby być bliżej mnie w sypialni. Totalna desperacja jesli wziać pod uwagę anatomie jamnika. Jak mnie nie ma w domu np pół godziny, to na powitanie kwiczy, tańczy, liże po twarzy, ciągnie zębami za nogawki, jesli się nie pochylę. Zachowuje się jakbym wróciła z długiej podrózy. I przy tym wszystkim nie toleruje innych osób. Wczoraj córka wyciągnęła rekę nad zagródką, bo czekała na rzecz jaką wyciągałam z lodówki i Gaja zaatakowała ją. Żadna z dziewczyn nie może wejść na tą połowę kuchni. Atakuje na poważnie. Nie, że warczy czy szczeka, wyskakuje z zebami jak murena. To samo jak wchodzi do mieszkania ktoś obcy. Nie jesteśmy w stanie wypowidzieć słowa, tak szczeka i miota się. Karcę ją za takie zachowanie, ale ona ma to w nosie. Ja mogę brać ja na ręcę, przytulać, dawać lizać się po twarzy, a inny człowiek nie może postawić stopy na jej terenie. Obawiam się, jak to będzie, kiedy przyjadą ludzie zainteresowani jej adopcją? Nie wiem dlaczego tak na mnie się zafiksowała? Na wsi miała swój pokój i nie było takiego problemu, wchodziliśmy w szyscy, czasem sprzątał mój mąż, podawaliśmy małym i jej surowicę. Teraz jest w centralnej cześci mieszkania, bo z kuchni rozchodzą się drzwi do wszystkich pomieszczeń. Na wsi młodsza córka pomagała mi przy małych, nawet ją głaskała już. Tu nie ma mowy o tym. Szczególnie nienawidzi starszej córki, z którą mieszkam. Kiedy tylko pojawia się w drzwiach do kuchni, to rzuca się i jazgocze. Jakoś musiałabym je wzajemnie oswoić, bo Miriam musi mnie prosić o wyciągnięcie każdej rzeczy z lodówki, nie moze sobie podgrzać czegoś na płycie czy siąść przy stole. przyznam, ze nie miałam jeszcze takiej sytuacji.
  3. Pokazałam mamie jej zdjecia w telefonie i nie potrafiła się nadziwić, że ona tyle czeka na dom. Pamiętam, jak wyróżniłam jej ogłoszenie na tydzień na samym początku, bo byłam pewna, że będzie mnóstwo chętnych i tyle czasu wystarczy na wybranie najlepszego domu.
  4. Dzwoniłam rano i Tola zaczęła robić lepsze kupy. Mam zadzwonić jutro rano i jeśli wszystko u niej bedzie unormowane, to jutro może już jechać do DT. Stefcia niestety na razie jest osowiała i ma trzeci dzień silnego ataku choroby. Mam nadzieję, że nastapi przełom i szybko się jej polepszy.
  5. Dziękuję ślicznie. Podałam konto fundacjii, bo na ZEA bedzie faktura, tylko dodaj prosze w tytule, ze to na leczenie parwo, żeby ułatwić księgowanie.
  6. Rozmawiałam dzis z lekarzem o finanasach. Powiedział, że policzy 100 zł dziennie od jednej za każdą dobę szpitalikowania z podawanymi lekami i kroplówkami. Tola jest już tam 9 dobę, od poprzedniej niedzieli.
  7. Wiem, ale faktury wystawiają nam w biurze rachunkowym, więc dlatego wstawiłam rozliczenie. Dzięki Elu za potwierdzenie, na nich własnie wysłałam do księgowej.
  8. Chciałam zrobić rozliczenie za listopad. Paragon za szczepienie jest nieważny, zwróciłam je. Maluchy sa po 3 dawkach surowicy. Ewu obiecała dla nich załatwić szczepionki. Gaja pobyt od 01.11.21 - 450 zł małe są liczone od 23.11 - po 5 zł za dobę od szczeniaka - 7x30 zł - 210 zł test na lamblie (ujemny) - 30 zł odrobaczenie Gaja - 5 zł odrobaczenie szczeniąt Drontal Junior 55,90 zł razem 561,90 zł. Księgowej przekazałam jako na fakturę na Lepsie życie, bo zawsze Ewu na nich bierze faktury. Jesli ma byc inaczej rozliczone, to prosze o informację.
  9. Elu, nie dziwię się, ale znalezienie miejsca dla szczeniaka z parwo na Śląsku graniczy z cudem, a co dopiero dla dwóch. Klinika z dużym szpitalikiem odmówiła. Pies z parwo to "goracy ziemniak", nikt nie chce ryzykować. Nie mogę lekarza pouczać, bo to nie ten typ człowieka. Może ktoś zna szpitalik całodobowy w odległości bezpiecznej dla przewozu chorych szczeniąt. Jesli tak, to nie upieram się, że one muszą być w Zabrzu. Zaznaczałam już, że ten lekarz nie prowadzi szpitalika. Ma przychodnię w swoim domu i zgodził się tylko dla mnie je przyjąć, bo prowadził mi hodowlę 20 lat i tyle czasu mnie zna. Od testu żyjemy tylko ich chorobą, jeżdżeniem ze szczeniakami, załatwianiem surowicy, dowożeniem jej do Zabrza, dezynfakcja i obserwowaniem szczeniaków. Zorganizowanie wszystkiego zamuje większość naszego czasu. Domysl się, co i ile mogłam usłyszeć od męża za moją decyzję o przyjęciu małych. Żyjemy na dwa domy; ja w Katowicach z jedna córka i szczeniakami, mąż na wsi z drugą i dorosłymi psami. Uwierz, że każda luźniejsza kupa wywołuje u nas skok ciśnienia. Nie potrafię jeść i spać.To naprawdę maksimum naszego zangażowania. Na pewno szczeniaki najlepiej miałyby w domu, gdzie ktoś kontrolowałbycały czas ich stan i podawał leki. Ja tego nie mogę zrobić, a nikt inny nie zaproponował. Sunie nie są osowiałe, leżące bezwładnie. Są silne, patrzą bystro, pozostaje nam miec nadzieję, ze dadzą radę. Jesli uznacie, że maluchy powinny zmienić miejsce, bo jest gdzieś lepsze, to podam tel. do lekarza i adres i nie bedzie z tym żadnego problemu.
  10. Zawiozłam z suczkami convalescente w proszku, dietę dla rekonwalescentów w płynie, podkłady, surowice i Fosprenil. Dopytywałam się, co i jak. Tyle mogę. to lekarz z ponad 30 letnim stażem, nie jest typem, ktoremu ukierunkowuje się leczenie czy sugeruje co ma podać.
  11. Rozi, a jak mają jednoczesnie dostawać kroplówkę? Przecież nie spędzają tam całych dni, tylko są zamykane do podawania płynów, zeby nie zerwały wenflonów. Też przekazałam dla nich convalescenta i dietę w płynie, lekarz ma intestinal. Nie jestem w stanie pouczać lekarza, co ma robić. Usłyszę, że mogę je sobie zabrać do siebie,skoro wiem lepiej, jak je leczyć. Jestem wdzięczna, że zgodził się wziać do siebie najpierw jedną, a potem drugą suczkę. Nigdzie w promieniu 80 km nie ma kliniki z całodobowym szpitalem. Proponowano mi zostawienie suczki w przychodni, gdzie od godz. 17.00 zostałaby sama aż do rozpoczecia pracy w dniu nastepnym. Wisiałam całą niedzielę na telefonie i z pomocą Ewu dowiadywałysmy się wsród znajomych i obdzwaniałysmy rózne miejsca. Dotyczyło to tylko jednego szczeniaka, nie mówiąc o przyjęciu dwóch z parwo. Jeżeli macie lepszy szpitalik z lepszą obsługą i lekarzem, który bedzie otwarty na sugestie klientek to zawsze sunie można stamtąd zabrać i przenieść. Choroba tych szczeniaków i tak wywróciła nam życie do góry nogami. Bylam bardzo szczęśliwa, że udało mi się znaleźć dla nich bezpieczne miejsce z całodobową opieką.
  12. Tola ma ponoć dobre samopoczucie, biega i jest aktywna. Nie chce siedzieć w klatce. Jedynie jeszcze nie pracuja jej jelita i po jedzeniu dostała biegunki. Pije sama i nic się nie dzieje, tylko pokarm lekarz musiał wstrzymac. Druga jest chyba w najgorszym okresie choroby. Biegunki mimo leków są cały czas z krwią. Akurat teraz dostaha kroplówkę.
  13. Kontakt z jego opiekunką dodaje mi nadziei i wiary, ze może i dla Laimy czeka gdzieś taka rodzina, tylko trzeba poszukać domu z ogrodem w spokojnym miejscu. Jak wrócę do domu to znowu spróbuję ją pokazać światu.
  14. Niestety, dostaja surowice, Fosprenil i inne leki wg potrzeb. Do tego kroplówki. Tez liczyłam dziś na lepsze informacje. Tola pojechała do przychodni w zeszłą niedzielę.
  15. Male są słodkie, ale juz kiedy nie śpią, to nie nadążam ze zbieraniem kup i siusków . Podklady wleką do legowiska i sikają na ich foliową stronę. Mam je w kuchni, wiec pod stała kontrolą i staram się zbierać wszystko na bieżąco, a jest już co robić
  16. Juz o tym pisalam, to jakaś moda ostatnio, ze ludzie szukają szczeniaków, często po przejściach, na własną rękę, niewyselekcjonowanych, bez specjalistycznych szkoleń jako dogoterapeuty. Żal psów tylko. Jak piszecie, maja być cud środkiem na problemy z dziećmi. Bardzo szkodliwy dla szczeniąt trend. Sama ma corki jedna z Aspargerem, a druga z mutyzmem wybiorczym i afazją i nie przyszłoby mi do głowy, ze psy rozwiązany ich problemy. Ludzie zamiast kontaktować się z organizacjami specjalizującymi się w wyborze i szkoleniu psów dla niepełnosprawnych osób, myślą ze wezmą piwrwszego z brzegu psiego malucha, yle byl ładny I mily, który odwali za nich lata pracy z dzieckiem i dziecko zacznie robić nagle postępy. Zero wiedzy, specjalistycznych szkoleń, doświadczenia i pracy z psem.
  17. badanie Lusia (bo tak imię miała zapisane jeszcze w przychodni). To wystarczy, Tola na pewno zorientuje się jak to zaksięgować. Utrudnieniem jest to, ze jest jeden watek dla wymagającej leczenia wątroby Bei/Lusi, zaszczepione i zdrowej Koffi oraz dwóch szczeniaków z parwo. Dlatego wstawiam na bieżąco, co płaciłam żeby Tola w tym się nie pogubiła. Anula, bardzo dziękuję w imieniu dziewczynek za pomoc.
  18. Tak, bardzo proszę. Jestem w Katowicach ze szczeniakami tylko z telefonem, jak zużyję limit internetu to zostanę bez kontaktu ze światem dlatego prosiłam o kierowanie wplat bezpośrednio do fundacji. Na razie trzymam na swoim koncie pieniądze, jakie mi pozostaly na wypadek nagłych potrzeb. Jeśli nic takiego nie nastapi, to tą kwotę tez wpłacę na ZEA.
  19. Mam fotki z domu Martiego, ale są za małe, żeby tu wstawić. Mam też wiadomość, alenie potrafię jej wstawić skopiowanej na telefonie. Ogólnie wszystko jest ok, Marti chodzi ba smyczy i gieszy się na widok nowej rodzinki. Jestem taka szczęśliwa.
  20. Na pewno więcej niż po przyjeździe Trochę się utuczyla dziewczyna, jednak to nadal waga i wielkosc psa w typie mniejszego od standardowego, jamnika. Nie rozumiem ludzi, maja na zdjęciach sunię, widza perspektywę choćby w stosunku do człowieka czy fotela. Naprawdę jeden kg więcej lub mniej ma znaczenie? Mysle ze po prostu TEN dom jeszcze jest przed Lonią. Tez mialam wiadomość na olx z info, że Pani jest zainteresowana. Kulturalnie odpisałam, że w tekście ogłoszenia jest informacja o tym, że kontakt wyłącznie telefoniczny i nie jestem osobą decyzyjna w kwestii adopcji psa. Ludzie chyba w 80% są teraz wtórnymi analfabetami. Nie czytają treści ogłoszeń. Widać ich zaangażowanie. Jeśli kogoś ma to pocieszyć, to odnośnie ogłoszeń rasowych szczeniąt jest jeszcze gorzej. Mama przy info, że nie odpowiada na wiadomości i smsy, tylko prosi o rozmowę telefoniczną, dostala 22 wiadomości w tydzień i kilkadziesiąt smsów. Jakby ludzie naraz masowo idiocieli.
×
×
  • Create New...