Jump to content
Dogomania

elik

Members
  • Posts

    81111
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    312

Everything posted by elik

  1. Masia po tym długim ataku padaczki, który skończył się w poniedziałek była w fatalnym stanie, ale we środę było już prawie całkiem ok. Przynajmniej poznawała nas, zaczęła chodzić i odzyskała wzrok. Nie wiem na ile, ale przynajmniej widziała na tyle, że nie obijała się o sprzęty. Niestety to była tylko jednodniowa poprawa. Od wczoraj znowu nie chodzi. Tylne nóżki jej się zaplatają. Wygląda to tak, jakby nie miała nad nimi władzy :(
  2. Masia ma 16, ale w zasadzie nie ma innych chorób. Ma usuniętą śledzionę, ale to nie pozostawia żadnych skutków. Lekarz stwierdził osłabione serduszko, ale myślę, że jeśli przetrzymała ataki padaczki trwające ponad dobę z kilkunastominutowymi przerwami, to chyba jej serduszko nie jest znowu takie słabe.
  3. Błyskawiczna i udana adopcja :) Szczęścia do końca dni, malutka :)
  4. Dziękuję. Ja także mam nadzieję, że jednak pokona padaczkę i wróci przynajmniej do formy ze środy. Chciałam dać lajka, ale właśnie się skończyły :(
  5. Dzięki. Współczuję z powodu Kazanka :( Czy odszedł z powodu padaczki?
  6. A na dokładkę u Alfika zdiagnozowano zespół cushinga :( Już dostaje leki i u niego jest poprawa. Na szczęście nie cofa się. Dziękuję, zadzwonię.
  7. To był pierwszy atak, a przeżyła już 16 lat. Bardzo ciężko przeżyła to i ona i my. Przez dobę leżała w lecznicy w szpitaliku. Odebrałam ją już bez ataków, ale niewidomą, nieświadomą i niechodzącą. Teraz jest w domu. Wczoraj czuła się prawie dobrze, już zaczęła chodzić, poznawać nas, ale dzisiaj znowu regres :(
  8. Moja Masia w niedzielę o 3-ciej nad ranem dostała ataku padaczki, który trwał ponad dobę z przerwami kilkunasto, kilkudziesięciominutowymi :(
  9. Sorki, ale chyba nie o tej suni mówisz. 22 lutego Balbince minie rok pobytu u kikou.
  10. Bardzo prosi, a ja nie wyrabiam na zakrętach i rzadko bywam na wątkach "swoich" psiaczków :(
  11. Tysiu nie jestem tak na 100 procent przekonana, że lepiej. U tego gnojka nic dobrego jej nie czeka, a my takie biedactwa wybieramy ze schronu. Sama "mam na sumieniu" kilka psiaków z guzami. Czasem porzucenie psa jest dla niego ratunkiem.
  12. Nie rozumiem tego :( Przecież było już prawie dobrze, a teraz Masieńka leży i nawet główki nie może podnieść :( :( :( Ta lecznica KrakVetu to porażka, albo ja mam takie zezowate szczęście. To wszystko o co musiałam się prosić i jeszcze dzisiaj być dwa razy w lecznicy, bo wetka wypisała złą receptę, powinnam była dostać w poniedziałek, gdy odbieraliśmy Masię z lecznicy. Historię choroby i wyniki badania krwi dostałam dopiero dzisiaj na moją prośbę. Gdy odbieraliśmy Masię dostałam jakiś lek do wstrzyknięcia do wenflonu, gdyby pojawił się atak. To był ten sam lek, który Masia dostała podczas naszej pierwszej wizyty. Lek, który jej nie pomógł, ataki trwały nadal i musieliśmy ponownie jechać z nią do lecznicy. Więc wet wiedząc o tym, że ten lek nie pomógł Masi, daje go nam ponownie?!!! Chyba po to, żebyśmy znowu musieli zawieźć Masię do nich. A mówił też, że dostanę czopki, ale nie dostałam. Byłam tak przejęta tym co się z sunią dzieje, że zapomniałam o tych czopkach. Ponieważ wenflony usunęłam z łapek Masi, dzwoniłam, żeby przygotowano te czopki, a mąż odebrałby je wracając z pracy. Niestety jak poprzednio nie dodzwoniłam się więc pojechałam, bo widziałam, że z Masia coś źle się dzieje i może czopki będą potrzebne. Byłam przyjęta poza kolejnością, ale i tak czekałam ponad pół godziny. W gabinecie wetka rozgadała się i zanim wypisała receptę (bo okazało się, że to czopki do robienia) upłynęło ze 20 minut. A wystarczyłoby 3, żeby wypisała receptę, ale pewnie musiała napytlować, żeby usprawiedliwić kolejny zastrzyk pieniędzy dla lecznicy. Z wywieszonym ozorem pędziłam do apteki, a w głowie kłębiła mi się myśl, co zastanę, jak wrócę do domu. W aptece pani powiedziała, że to nieprawidłowa recepta, bo jeśli to ma być ten lek, to komponent powinien być inny, a jeśli to ten komponent ma być, to lekarz musi inny lek wypisać. Dobrze, że do lecznicy trzeba jechać kilka przystanków autobusem, bo gdybym była blisko lecznicy, to chyba zrobiłabym karczemną awanturę. Wróciłam do domu, żeby zobaczyć jak się Masia czuje. Bez zmian. Dobrze, że wtedy jeszcze nie czuła się tak źle, jak teraz, bo pewnie nie pojechałabym ponownie do lecznicy. Pojechałam, powiedziałam co myślę o tym jak pracują. Wyobraźcie sobie, że wetka nawet nie przeprosiła za wystawienie złej recepty. Wlewki mają być gotowe jutro koło godz. 11-tej. Ale niech nie będą potrzebne! Co z Masią, czemu, z jakiego powodu poczuła się gorzej? Przecież teraz a każdym dniem powinno być lepiej, a przynajmniej nie cofać się!
  13. Niestety moja wczorajsza radość była przedwczesna :( Masiunia dzisiaj znacznie gorzej się czuje. Rano było gorzej, a teraz jest dużo gorzej. Znowu nie wstaje, tylko leży i nie chce jeść :(
  14. Anulko, weszłam na dogo dzisiaj po raz pierwszy, moja sunia znacznie gorzej się czuje, prawie tak jak zaraz po przyjściu ze szpitala i nie miałam czasu wcześniej wejść, ale cały czas miałam z tyłu głowy pytania o ta sunię. Po przeczytaniu wyjaśnienia, że to właściciel ją odebrał, ze była już operowana i że jest to nawrót choroby, to zanim przeczytałam Twój post, dokładnie to samo przyszło mi do głowy. Właściciel, który dbał o sunie i poddał ją operacji, nie wlókłby jej teraz z tak wielkim guzem za rowerem. Jeśli to faktycznie właściciel, to żadnej operacji sunia nie miała :(
  15. Bardzo chętnie Ciociu Nadziejkeczko, tylko gdzie znajdę ten bazarek?
  16. Ale mogą przeprowadzić kontrole u tego gnojka i kazać mu leczyć sunię.
  17. Sądzę, że to był właściciel bez serca i rozumu. Gdyby adoptował ja ktoś nowy, to zapewne z troski o jej zdrowie i żeby poddać ją operacji usunięcia guza. Taki człowiek na pewno nie ciągnął by ją za rowerem :( Co za szmaciarz!!! Czy na tamtym terenie działa jakaś organizacja prozwierzęca?
  18. Czy możliwa byłaby kontrola u tego pożal się Boże właściciela. Przecież jeśli nie leczy suni, to jest to znęcanie się nad zwierzęciem i podlega karze. Może dałoby się go zmusić, żeby zaprowadził sunię do weta. Kurde, nie będę mogła przestać myśleć o tej biedaczce :(
  19. I ta biedna sunia z tym olbrzymim guzem biegła za tym chłopem?
  20. U mnie też strzelają, ale muszę przyznać, że dużo, dużo mniej niż w latach poprzednich.
  21. Dzięki :) Ja też zwracam się do św. Franciszka w trudnych przypadkach. Teraz modliłam się, żeby pomógł mi wybrać najlepszą dla Masi decyzję. Na szczęście wygląda na to, że nie będę musiała nic wybierać. Masia wraca do zdrowia :)
×
×
  • Create New...