Mamuśka jest super kotką. Ogromnie mi jej żal, bo nie pozwala się zbliżyć do siebie nikomu poza mną. Ja mogę zrobić przy niej wszystko. Jak leczyłam rodzinkę z świerzbowca, to grzebałam jej w uszkach, a ona nawet łapki na mnie nie podniosła, tylko ślepka mrużyła, jak zbyt głęboko wtargnęłam. Jak tylko ja dotknę, to zaraz mruczanki wyśpiewuje, łasi się. Jestem zdziwiona, że pomimo sterylizacji nadal karmi kocięta. A może to normalne ? Jest niesamowicie łowna. Ale nie ma mowy o adopcji, bo kto zechce adoptować dzika kotkę ?n Dla niej byłby dobry dom z ogrodem na skraju miasta, albo na wsi, gdzie mogłaby wychodzić i przychodzić kiedy zechce.
Na działce nie może zostać na zimę, bo przeganiają ja "moje" kotki działkowe.
Nie mam pomysłu jak to rozwiązać :(