Jump to content
Dogomania

ajlii

Members
  • Posts

    3153
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ajlii

  1. Jutro ruszamy z rana. Po 9 odbieramy psiaki... i jak warunki pogodowe pozwolą, to będziemy po południu/wczesnym wieczorem w Nowym Sączu. Trudno przewidzieć godzinę niestety. W Polsce centralnej ma być ok, na południu mogą być nie wielkie opady śniegu. Wszystko i tak wyjdzie w praniu ;)
  2. Dziś rano, mniej więcej w okolicach godz. 4.30, głośnym ziewnięciem Awcia dała nam do zrozumienia, że należy się podzielić z psem śniadaniem... Julka i Kazan przynajmniej żebrzą po cichaczu... ;) Awka wysępiła też dzisiaj od Jubu kartofla... psu się coraz więcej "należy" :D
  3. Wróciliśmy właśnie do domu... I krótka relacja. Wyruszyliśmy o 5 rano. Sytuacja na drogach w Warszawie była kiepska, ale nie tragiczna. Problem zaczął się na trasie - to co się rozpuściło przez ostatni dni zamarzło w nocy, na to spadł śnieg. Miejscami żywy lód, na drogach korki, bo wszyscy "grzeją" po 40 km/h. Naprawdę było bardzo, bardzo źle. Przy prędkości 20 km/h, z hamulcem wbitym w podłogę i działającym abs, mój mąż nie był w stanie zatrzymać samochodu na lodzie! Żeby uniknąć wbicia się w tył innego auta, trzeba było zjeżdzać w zaspę... Kto jest kierowcą, rozumie dlaczego w tym momencie mieliśmy już wątpliwości czy kontynuować jazdę... Szczególnie że cały czas słuchaliśmy wiadomości dla kierowców w radiu, i nie były optymistyczne :( Zaczeliśmy więc szukać rozwiązania - żeby zabrać Laskę z przytuliska oraz Misia od Ewatonieja - wrócić do Warszawy z psiakami i kontynuować jazdę do Nowego Sącza jak warunki na drodze się ustabilizują. Astaroth zgodziła się przyjąć psiaki do hotelu na jeden dzień (dziękuję!). O 9 dotarliśmy do Zgierza, do schroniska Fundacji Medor, po sunię Laskę. Śliczna sunia, nieco wypłoszona, ale urocza :) Do 10 przebijaliśmy się do Julianowskiej - tylko kilka km dalej - po Misia. Przed zapakowaniem Misia do samochodu, trzeba było sprzątnąć po Lasce. Zrobiła bardzo brzydką, rzadką kupę - niestety, było to dość niepokojące. Misio wsiadł grzecznie, od razu chciał się do nas pakować i ogólnie zachowywał się bardzo towarzysko :) Ze względu na możliwą chorobę Laski (biegunka), zdecydowaliśmy że spróbujemy jednak pojechać do Nowego Sącza. Astaroth ma bowiem w hoteliku sporo starszych, schorowanych psiaków. Niestety nie dało się... Łódź była masakrycznie zakorkowana, nie mogliśmy się wydostać z miasta. Do tego w radiu podali, że jedyna droga którą braliśmy pod uwagę ze względu na to że może być odśnieżona i posypana solą, jest właśnie zablokowana. Wypadki. Korek po 10 km w każdą stronę, próby ruchu wahadłowego, przewidywane utrudnienia na kilka godzin. Skonsultowaliśmy się więc z weterynarzem. Jego zdaniem biegunka Laski wynikła raczej ze stresu lub nietolerancji karmy, niż np. choroby wirusowej. Jednak z powodu możliwego odwadniania się suni w czasie drogi oraz problemów z siusiakiem Miśka, weterynarz radził nie ryzykować utkniecia w trasie na kilka czy kilkanaście godzin. Zdecydowaliśmy się więc wrócić do Warszawy. W miedzyczasie psiaki znalazły nocleg w lecznicy - zorganizowała to Malibo57 (dziękuję :))) ). Po przyjedździe do lecznicy zostały oba zbadane dokładnie przez Panią Doktor. Dokładną diagnozę poda zapewne Malibo57, która jest w kontakcie z lecznicą. Ja byłam tylko przy badaniu i pierwszych niezbędnych zabiegach u psiaków. Laska miała miekki, niebolesny brzuszek - czyli biegunka to jednorazowa, stresowa sprawa prawdopodobnie. Wyłysiała szyjka, paszki i część brzuszka - stan zapalny. Czy na tle alergiczny - tego nie wiem. Osłuchowo ok. Pazury do przycięcia. Laska została umyta, wysmarowana środkiem leczniczym i przez 20 minut nie mogła się lizać ;) Musiałam ją zabawiać :) Misio, który nie susiał na spacerze (mimo że miał mnóstwo zapachów innych psów), miał niestety czyszczony "interes". I strasznie mu się to nie podobało... bardzo płakał w czasie płukania, lizał po twarzy mojego męża i prosił żeby go zabrać ze stołu. W czasie zastrzyku (dawka antybiotyku) także się żalił bardzo intensywnie - ogólnie to straszny panikarz... Po badaniach i zabiegach psiaki poszły na górę, do pokoju w którym chwilę pomieszkają. Myślę że będą tam miały dobrą, troskliwą opiekę :) Dalsza podróż - do Nowego Sącza jest planowana na środę lub czwartek. Wszystko zależy od warunków na drodze.
  4. Macie ciotki na wieczór kilka Awcikowych fotek :) Awka zimową porą... [IMG]http://filumlanae.blox.pl/resource/awka_zima_2.JPG[/IMG] Awka w akcji! [IMG]http://filumlanae.blox.pl/resource/awka_zima.JPG[/IMG] Awka - pies tropiący! [IMG]http://filumlanae.blox.pl/resource/awka_zima_1.JPG[/IMG] I moje ukochane, z krakowskiego Kazimierza - psi kulig... [IMG]http://filumlanae.blox.pl/resource/psi_kulig.JPG[/IMG]
  5. Dobra, a teraz jeszcze raz uprzedzam - właśnie wychodze z domu. Mam oba telefony przy sobie, jakby co prosze dzwonić.
  6. [B]AtaK[/B] - prosze wyślij mi na pw adres i telefon, dogadamy się bezpośrednio. Misiek pojedzie jutro rano. Laska - nie wiem, to zależy czy zostanie mi dostarczona na trasie. Sytuacja wyszła jak myślałam. Ale bałam się zaryzykować i jechać, bo różne przypadki chodzą po ludziach. Równie dobrze mogłaś wyladować z chorą córką w szpitalu... Bliska mi osoba kiedyś wyszła z domu po kwiatki... kilka dni później był pogrzeb. Oj tej pory wierzę w to, że różne nieszczęścia przytrafiają się w najmniej spodziewanych momentach. [B]Majqua, Ewatonieja[/B] - opiekunką to się nie przejmujcie. Jakoś się z nią dogadam ;)
  7. [quote name='ewatonieja']ja mam małą awanturę z TZ, Dajmon nie chce jeść, siedzi pod łóżkiem albo pod kołdrą, nie jestem w stanie trzymać Misia dłużej niż do jutra, nie takie było założenie, i od dziś mam zakaz przyjmowania do domu obcych psów czy na pewno chodzi o Muranowską? może o Marmurową, która jest na trasie z Warszawy, niedaleko ul. Brzezińskiej?[/QUOTE] Tak, chodzi o Muranową (tam gdzie jest schronisko). Przepraszam za literówkę ;)
  8. [quote name='majqa']I to był duży błąd, że to PW nie zostało przeczytane. Ata podała adres, uznała zapewne, że został przekazany, teraz pewno myśli, że psy już jadą i z jej punktu widzenia niczego dziwnego nie byłoby w tym, gdyby włączyła tel. za np. godzinę, bo przecież wszystko jest dograne...[/QUOTE] Niestety, to bardzo prawdopodobne. Swoją drogą, w tym całym zamieszaniu ucierpią też moje psy. Jutro opiekunka może przyjść tylko raz, więc będą siedziały większość dnia same. A ja i tak muszę zapłacić dziś opiekunce za czas opieki, który nie został wykorzystany.
  9. [quote name='Borówka16']Mam nadzieję, że to tylko kwestia tel. AtaK i zaraz go włączy ;/ Ajlo , ew. jutro mogła byś ich przewieźć ? A Ty go przetrzymać do jutra?[/QUOTE] Tak. Ale musi być to dobrze zorganizowane. Przede wszystkim - [U]muszę mieć adres i telefon dostarczenia psiaków!!![/U] I co ważne - dziś miałam więcej czasu do dyspozycji, mogłam się umawiać na późniejsze godziny. [U]Jutro wieczorem muszę być z powrotem w Warszawie[/U] - muszę więc ruszyć bardzo wcześnie rano. Między godz. 7-8 będę w Łodzi po Miśka. Dobrze by było, gdyby Misiek został podwieziony gdzieś bliżej trasy (Muranowa, Widzew Wschdów). [B]Ewatonieja - [/B]czy dasz radę podjechać? Laskę wezmę jeśli zostanie mi dostarczona na trasę - proszę to zorganizować. Jutro jest poniedziałek, od rana będę na wjeździe i w samy mieście korki. Nie mogę tracić czasu na przebijanie się w kilka miejsc. W Nowym Sączu powinnam być ok. godz. 14-15. I to jest moment w którym muszę zostawić psy i wracać, żeby do wieczora dojechać do Warszawy. Teraz wychodzę z domu. Mam przy sobie telefon. Jakby co, podaję drugi nr: 668 155 860. Wstrzymajcie się chwilę proszę z wieszaniem psów na winnych czy niewinnych. Wszystko jest możliwe. I nic nie wiemy na chwilę obecną. Choć tak naprawdę to wszystko można było spokojnie zorganizować już kilka dni temu, łacznie z poprzekazywaniem kontaktów. Ja nie pojadę z psami kilkaset km w jedną stronę, jeśli nie mam pewności że mogę je spokojnie zostawić. To że AtaK nie odbiera, to nie musi być zła wola. Telefony się psują, ludzie wychodzą na zakupy, zapominają zabrać telefon albo włączyć dzwonek. Ale wypadki też "chodzą po ludziach", można nagle wylądować w szpitalu czy mieć inny poważny problem, który uniemożliwia realizację wcześniejszych planów.
  10. Zaraz powinnam ruszyć do Łodzi... ale nadal nie mam adresu, gdzie mam psiaki dostarczyć. [U]Nie rusze z domu, jesli nie wiem gdzie mam psy dowieźć.[/U] W razie czego nie mam co z nimi zrobić. O adres proszę od kilku dni. Jesli do 10.00 nie dostanę adresu w Nowym Sączu - NIE JADĘ. Nie zaryzykuję błąkania się w nocy z psami po obcym mieście, bo skoro to tej pory nie mam namiarów - to nie mam pewności czy je wogóle dostanę. Nie wiem czy DT będzie mógł odebrać psy wieczorem. Generalnie to wiem jedynie skąd mam psy zabrać i tyle. Po 10 nie ma sensu ruszać, bo trasa jest długa - a muszę jeszcze wrócić do domu. O zapowiadanych opadach śniegu nie wspominając. Przede mnie min. 8 godzin do Nowego Sącza (przy dobrych drogach, zakładając że nie będę się wykopywać z zasp lub stać w korkach z powodu śniegu), a potem kilka kolejnych powrotu.
  11. Akumulatorki się ładują :) Niestety, były już za słabe żeby lampa błyskowa się włączyła.
  12. Kajtuna widziałam na żywo na różnych etapach jego życia i mam wrażenie patrząc na zdjęciach że jakoś schudł, zmalał... Ale może to złudzenie ;) Ciekawa jestem jego relacji z innymi psami. Nie wiem z psami Alice się dogadywał, ale z moimi nieźle. Z Julką się bawił. Kazanowi dał się dominować, choć nie obyło się bez wrzasków.
  13. Awka dostała dziś w prezencie... kombinezon. Elegancki jak diabli: w gustowną krateczkę, na polarku. Z wycięciem na siusiak :D Rozmiar jamnikowy... Dała się ubrać bez problemu, obiegła w ubranku całe mieszkanie... aż się jej łapki zaplątały w końcu (za szerokie "gumki" w nogawkach). Nie wiem czy wykorzystamy... ale napewno Awka wygląda w nim komicznie. Nie wyglądała też na bardzo straumatyzowaną faktem ubrania psa ;) Ostatnio zauważyłam też ciekawą rzecz... Awa, gdy wchodzimy, nie przybiega do przedpokoju witać się jak Julka i Kazan. Ale czeka aż ją poprosimy o to... Leży na posłaniu albo siedzi... i z niecierpliwością przebiera łapkami :D Na hasło "Awciunia" leci merdając ogonkiem i robi ukłon na przednich łapkach (wypinając tyłek), kładzie nisko uszka i wystawa jęzor. Pogłaskana po policzku (nie lubi specjalnie ręki nad swoją głową), liże po palcach. Ale cóż... żeby to wszystko zobaczyć, trzeba panienkę poprosić grzecznie by się raczyła przywitać... :D
  14. Jaka mizerota... strasznie go wymęczyło leczenie :( Czy w hotelu już poznał się z innymi psiakami?
  15. Awka właśnie wróciła z wycieczki do Krakowa. Pobłąkała się po Nowej Hucie i Kazimierzu. Zjadła obiad w knajpce wege. Zmęczona, ale zadowolona :) Relacja foto będzie na dniach.
  16. Dopiero wróciliśmy :) Obawiając się problemów na trasie (zima), zarezerwowaliśmy 2 dni na wyprawę. Rysio dotarł do nowego domku wczoraj ok. 20. Był już bardzo wyczekany, wytęskniony i natychmiast zabrany mi z rąk i utulony przez nową Panią. Na niego czekała miska z ciepłym domowym jedzonkiem, na nas ciepła herbata. Niestety, nie mogliśmy posiedzieć dłużej, bo nasze trzy psy siedziały w samochodzie (musieliśmy je zabrać bo opiekunka zastrajkowała). Rysio - obecnie Reksio - zamieszkał w mieszkaniu na parterze. Pan jest na emeryturze, Pani pracuje - ale dużo w domu. Za ścianą mieszka Ich syn z rodziną. Rysia będą więc czesto odwiedzać wnuczki Państwa - nie będzie się więc nudził. Podejście do psiaka bardzo fajne, widać dużą uwagę kładzioną na kwestię zdrowia i odpowiedniego karmienia. Ich owczarek niemiecki, który niedawno odszedł, przeżył 17 lat... Z wieści porannych - Rysio/Reksio wlazł Państwu nocy do łóżka. Ukochał sobie Pana. Bardzo chętnie wcina domowy ryż z mięsem i warzywami. Wygląda na to że Rysio/Reksio z Bełchatowa przez Warszawę dotarł do swojego domku w Krakowie...
  17. Dopiero wróciliśmy :) Obawiając się problemów na trasie (zima), zarezerwowaliśmy 2 dni na wyprawę. Rysio dotarł do nowego domku wczoraj ok. 20. Był już bardzo wyczekany, wytęskniony i natychmiast zabrany mi z rąk i utulony przez nową Panią. Na niego czekała miska z ciepłym domowym jedzonkiem, na nas ciepła herbata. Niestety, nie mogliśmy posiedzieć dłużej, bo nasze trzy psy siedziały w samochodzie (musieliśmy je zabrać bo opiekunka zastrajkowała). Rysio - obecnie Reksio - zamieszkał w mieszkaniu na parterze. Pan jest na emeryturze, Pani pracuje - ale dużo w domu. Za ścianą mieszka Ich syn z rodziną. Rysia będą więc czesto odwiedzać wnuczki Państwa - nie będzie się więc nudził. Podejście do psiaka bardzo fajne, widać dużą uwagę kładzioną na kwestię zdrowia i odpowiedniego karmienia. Ich owczarek niemiecki, który niedawno odszedł, przeżył 17 lat... Z wieści porannych - Rysio/Reksio wlazł Państwu nocy do łóżka. Ukochał sobie Pana. Bardzo chętnie wcina domowy ryż z mięsem i warzywami. Wygląda na to że Rysio/Reksio z Bełchatowa przez Warszawę dotarł do swojego domku w Krakowie...
  18. Rysio za chwilę rusza w drogę do nowego domku... trzymajcie kciuki !
  19. Rysio za chwilę rusza w drogę do nowego domku... trzymajcie kciuki ! Zebra - kasa z bazarku dotarła. Dziękuję :)
  20. [quote name='Asiaczek']Jasne. Tak spytałam:) Ja wyprowadzam czasami 3 baski na Flexie... Pzdr.[/QUOTE] Jedna Julka to gorzej niż 3 baski... ;) Zaprzyjaźniony hotelik tylko raz przyjął nasze psy na 3 dni. Teraz broni się rękoma i nogami przed powtórzeniem tego błędu :D Ewentualnie proponują zamianę: nasze 2 psy na 3 dni pod opieką hotelu, a potem ich 20 psów na 3 pod naszą opieką... To byłaby uczciwa wymiana ;) A wogóle to Awę czeka kolejna wycieczka - tym razem do Krakowa! Opiekunka odwołała zabawianie psów (choroba), więc wszystkie jadą z nami... I jeszcze jedno... padłam i nie mogę się pozbierać z podłogi. Zobaczcie sami - tylko przygotujcie sobie poduszki blisko monitora, co by lądowanie na podłodze było miękkie ;) [URL]http://picasaweb.google.com/8ninonka/YNEunE[/URL]#
  21. Zwykła taśmowa. Przy trzech psach wyprowadzanych naraz takie sprawdzają mi się najlepiej.
  22. Małgosiu, poważnie myślimy nad kolejnym kilkudniowym powakacjowaniem Awy - dobrze jej to robi ;) Mieliśmy plan zabrania jej do Krakowa, ale ziiiiiimno.... Dziś kurier przywiózł Julkową karmę. Psy były zachwycone gościem z rana - dostały *******ca z radości :) W czasie odpakowywania przesyłki, przy kurierze, nawet panna Awka pofatygowała sie do przedpokoju sprawdzić co tu się fajnego odbywa... W przesyłce niestety była tylko jedna zamówiona zabawka :( Która natychmiast przechwyciła Julka. Kazan zadowolił się zwiniętą w kulkę folią, nad którą można było się pastwić. Awka przyszła też pooglądać zakupy, ale smycz przeznaczona dla niej nie zrobiła na psie większego wrażenia... A Awcia dostała nową smycz, bo stara jest za krótka na spacery. Dotychczas suka szła na odległość smyczy, więc musiała być w miarę krótka - by nie właziła pod samochody czy w okienka piwniczne. Teraz Awka ciągnie na spacerach, chce zwiedzać, oglądać zaspy i ogólnie spacerować. Dlatego dostała prawie 2,7 cm smyczy spacerowej :)
  23. [quote name='malibo57']Majeczka, libretto do tego, koniecznie! O stromych schodach, noszeniu na rekach..No, nie daj sie prosić:) Julia jest niemożliwa - czy ona walczyła z falami?:cool3:[/QUOTE] Odkąd wróciłam to nie wiem w co ręce włożyć... :( Szczury chorują, w domu zimno, i na dodatek padł nam ogrzewacz do wody - od wtorku mamy tylko lodowatą w kranie. Julka faktycznie w morzu baraszkuje jak młoda foka :D Uwielbia wodę. Przy minusowej temperaturze nie dała się wygonić w wody - zgarnęliśmy ją siłą, kiedy w sierści pojawiły sie kryształki lodu. Była baaaardzo niepocieszona... Co do Awkowego cudu - zdażył się :) I tylko potwierdził moją teorię, że ten pies nie znosi stagnacji. Potrzebuje nowych bodźców, zdarzeń, zmian otoczenia. Ale po kolei... Wyruszyliśmy w piątek rano, ok. godz 6.30. Awka wsiadła do samochodu chętnie - lubi wycieczki i widząc że Julka i Kazan się cieszą, to ona też będzie. Ponieważ psy widziały że się pakujemy, oszalały ze szczęścia. Awka więc też ;) Jadąc przez warszawą, i potem w czasie odbierania ogonków do transportu, wyglądała do nas, stroiła minki i sprzedawała buziaczki... Głównie psom, ale ja też się załapałam na polizanie po policzku. Wszystkie psy jechały bardzo podekscytowane i jęczacą ("dojechaliśmy??? już??? to jest miejsce wycieczki???"). Zatrzymaliśmy się więc w lesie. Julka i Kazan wyskoczyli pobiegać. Awka zazwczyjaj przy takich spacerach drepatała jednak przy nas... a tego dnia postanowiła radośnie pokicać za nimi. Przepiełam ja na linkę i Awka zrobiła slalom pomiedzy drzewami i krzaczorami. Potem pojechalismy dalej... Dojechaliśmy po godz. 3. W domu czekała na nas moja Babcia. Julka i Kazan oszalały z radości jak tylko wjechaliśmy do miasta, w okolicach podwórka myślałam że nas zajęczą na amen. Wysiadły i biegiem na górę, dobijać się do drzwi. Awka z nimi też. Wpadły do mieszkania, z prędkością huraganu zwiedziły wszystkie kąty i przywitały Babcię. Awka też... Poleciała na fali dzikiej radości naszych psów... Niezmąconej obecnością Luny, która odeszła latem... Nie lubiła się z Kazanem, a nad Julką się potrafiła znęcać. Psy szalały z radości, szczególnie jak wróciła z pracy moja Mama... I wtedy zaczęły dziać się rzeczy niepojęte.... Nikt nie chciał nam uwierzyć, że Awka jest psem wycofanym, zamkniętym w sobie i zalęknionym. Chodziła, biegała po całym mieszkaniu. Ciągle podkarmiana smakołykami, doszła do wniosku że jej się to należy :) Postanowiła więc być w centrum uwagi, ciągle na widoku i blisko ludzi. Dreptała za moją Mamą i Babcią, w nadziei na coś dobrego. Do tego stopnia się już tego dnia rozbestwiła, że posadzona na kanapę i karmiona hebatnikami, na siłe rozchylała mordką rękę żeby dobrać się do smakołyków! Na wieczornym spacerze po raz pierwszy Awka ciągnęła do przodu... Pies który zawsze chodzi kawałek ode mnie, albo za mną... no nie mogłam uwierzyć po prostu... Psia radość tego dnia nie miała końca: Awka wdzieczyła się, podbiegała radośnie żeby polizać, dawała się pogłaskąć - nawet Jubu, do którego jest uprzedzona z racji jego płci. Nadszedł wieczór... Julka i Kazan podreptały za nami do pokoju, w nadziei że w nocy uda im sie wślizgnąć do łóżka. A Awka nie... wlazła na fotel i powiedziała, że tu zostaje :) Ok, spała więc w dużym pokoju. Rano przyszła pod drzwi popiskiwać do naszych psów. Ale gdy moja Mama wstała, Awka myk na jej łóżko... i zsikała się. Ot, po prostu zaznaczyła miejscówkę - skoro Julka i Kazan zaanektowali kanapę w małym pokoju, to ona sobie zajęła w dużym ;) Zanim się obudziliśmy, moja Mama wyszła z Awką na spacer. Ponieważ to II piętro, a Awka jest wg mojej Mamy taka mała, to została zniesiona na rękach. Nie robiła żadnych problemów z wzięciem na ręce, szczególnie przez osobą którą znała niecałą dobę! Wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie (przy Awce żebrzącej głośno i wyraźnie - upominała się o smakołyki donośnymi ziewnięciami i udawała że komenda "wyjdź" jej akurat nie dotyczy...). I pojechaliśmy nad morze... Julka i Kazan oszaleli z radości jak tylko wysiadły z samochodu. Biegiem przez las, do zejścia na plażę. I dalej gonitwy, zabawy, kąpiele... Awka też! Przepięta na linkę dziarsko dotrzymywała im kroku, ledwie nadążajac na tych krótkich łapeczkach. Wróciliśmy gdy psy zaczęły marznąć. Nakarmione suchą karma zalaną ciepłym mlekiem, wspólnie i w porozumieniu uwaliły się na kołdrze rozłożonej pod piecem... i zasnęły ;) Wieczorem wszystkie trzy przywędrowały spać z nami, tyle że Awka spała na przeniesionej tam kołdrze, a pozostałe usilnie próbowały wpakować się do łóżka :) Trzeci dzień pobytu zaczął się od przyłapania Awka na gorącym uczynku. W pokoju pełnym ludzi i psów, to małe beszczelne stworzenie wlazło na fotel, potem hyc przednimi łapkami na stół i złapała za kawałek pieczonego mięsa. Wygoniłam ją ze stołu, ale Awka nie wiele się tym przejęła. Za to była baaaardzo z siebie zadowolona ;) Chodziła wokół stołu, marszczyła nosek, "kichała" i "ziewała". Tego dnia bawiła się też z Kazanem w odgryzanie sobie wzajemne mordek i ogólnie zachowywała się bardzo rozkosznie. Wieczorem zabawy stały bardziej dynamiczne, łącznie ze skakaniem po meblach - w czym Awka uczestniczyła z ochotą. Zdarzył jej się owszem spać z kanapy albo nie dolecieć z rozpędu, ale i tak pełnia szcześcia psiego... Dzień czwarty - kolejna wycieczka nad morze. Najpierw spacer przez las, obok nieczynnego o tej porze roku, ośrodka wypoczynkowego. Julka i Kazan luzem, Awka na lince. Nagle z ośrodka wychodzi pies stróżujący - duży, silny wilkowaty kundel. Bardzo ucieszony towarzystwem - podobnie jak Julka na jego widok :) Kazan oczywiście już nastroszony, gotowy się bić w obronie swojego stada. A Awka... zjeżyła dupsko i...OSZCZEKAŁA psa. Głośno, wyraźnie, i z wściekłością właściwą małym psom. W szoku byliśmy....... Kundel wrócił w końcu do swojej siedziby, a my poszliśmy dalej. Julka jak zobaczyła morze, to biegiem po stromej skarpie. Wróciła i znów, tyle że tym razem z Kazanem, zbiegła na dół po metalowych schodach. Bardzo nie fajnym dla psich łap lub gołych stop ludzkich, bo zrobionych z metalowej siatki. Awka po zejści kilku schodków, usiadła i powiedziała że dalej nie idzie... Wziełam ją na ręce, Awka z zadowoleniem wtuliła się we mnie i tym sposobem dotarła na plazę. A tam znów szaleństwo: bieganie, zabawa, uciekanie przed falami, buszowanie. Psia radość biła od nich wszyskich! Powrót do domu, ciepłe jedzonko i spanie do wieczora :) Potem błąkanie się pod nogami, rozpieszcznie Awki przez moją Mamę... Awka nauczyła się dość szybko, że na hasło: "Awka, chodź dostaniesz coś dobrego" trzeba pędzić co sił w łapach do kuchni. Pod wieczór wyszliśmy na chwilę z Jubu, zostawiając psy pod opieką Mamy i Babci. Gdy wracaliśmy, i zadzwoniliśmy dzwonkiem, Julka i Kazan jako psy pilnujące podniosły tradycyjny raban. Babcia mówi, że Awka z nimi też zaczęła szczekać... Dzień wyjazdu - psy znów spały z nami w pokoju. Rano obudził mnie telefon (wakacje, taaaa). Rozmawiałam siedząc jeszcze na łóżku, tyłem do drzwi. I nagle coś mi zaczęło szeleścić za plecami. Odwracam się... a tu Awka łazi mi po łóżku. Trochę się speszyła, ale nie na długo... Kolejne wejścia, przejścia, przebięgnięcia się po pościeli i pies uznał że to jest to, co się psu należy. Chwilę później potrafiła wskoczyć na poduszkę, "nie zauważając" że właśnie na niej też leżę... Albo i zauważając, bo chwilę później zachęcała mnie do zabawy... W drodze powrotnej Awka nadal na fali radości i podekscytowania zachowywała się jak domowy pies. Na parkingu przy autostradzie to już wogóle - wyskoczyła z samochodu, poszła za mną do łazienki, wróciła do samochodu. No normalnie pies, który ze 300 lat juź jeździ autem na wycieczki.... Wróciliśmy do domu, padliśmy... i tym sposobem zakończyła się Awkowa wycieczka ;) Nastepnego dnia psy spały praktycznie cały czas. Nie mają klatki wystawionej, tylko kołdrę i poduszki pod biurkiem. Awka nie zamierza chować się po kątach, choć w większość czasu spędza na "posłaniu". Niestety, ta psia radość zbiorowa ulotniła się i nastapił powrót do normalnego życia. Kiedy nie można już tyle czasu i energii poświęcić na dopieszczenia psów, zabawy i przytulanki.... Awa zachowała część tego, co odkryła w sobie w czasie wyjazdu: więcej idzie do Jubu, śmielej chodzi po domu gdy On jest, ładnie i radośnie chodzi na smyczy. Zeszło z niej sporo napięcia i lęku. Pokazała na co ją stać: że może szczekać, bawić się, zaczepiać ludzi. Nie wiem jak będzie dalej. Staram się utrwalać dobre zachowania, ale mam wrażenie że będzie to iść powolutku. Podobnie było na początku - duża dawka zaufania, otwarcie się na nowych ludzi i nowe zdarzenia, niesamowite postępu... a potem próba regresu. I powolne, mozolne, nie łatwe wcale dla Awki, otwieranie się ponowne - tym razem nie na "hura" tylko z pełnią psią świadomością. Myslę że Awka z czasem będzie potrafiła tak cieszyć się życiem, jak w czasie wyjazdu - ale trochę musi to potrwać zanim świadomie zgodzi się na takie zmiany w swoim życiu i sama rozpocznie ten proces...
  24. Rysio dziś nie pojechał - z powodu śniegów nie byliśmy w stanie nawet przebić się pod Warszawę do hoteliku. Planowo ma jechać w poniedziałek, kiedy pogoda sie trochę wyrówna. Domek nie może się już Rysia doczekać (pani przerwała wykłady żeby odebrać telefon w sprawach ryśkowych... :) ). Mam prośbę w kwestii ogłoszeń - o zamknięcie ich lub chociaż usunięcie mojego nr telefonu. Dzwonią do nas ludzie, często dzieci sądząc po głosie, twierdząc że mamy psy do sprzedania...
  25. No, nie wesoło było :( Zielone gluty do pasa, podejrzenie nosówki. Ale na szczęście okazało się że to zwykła infekcja bakteryjna.
×
×
  • Create New...