Urlopem bym tego nie nazwała - okrutne remonty w domu. Na nic nie mam czasu, a jeszcze ostatnio dogo się tak wolno otwierało, że zrezygnowałam, bo chyba mój komputer dostałby w twarz, a on nic nie winny :)
Sesja zdjęciowa Frotki wkrótce - sucz nieco przybrała na wadze, ząbki już wyleczone. Teraz to sama radość. To jest taka mądra bestia, że nie mogę się nadziwić, że mi się trafiła.
Chodzi sobie na spacerki - sama, jak ja nie mam czasu i trzyma się dróżki. Biega za bażantami i chyba ma jednego na sumieniu, a przynajmniej go wytarmosiła. Skacze na wysokość 1 metr, jak jej coś potrzeba i wyskakuje z łóżka przez wysokie krzesło i stół - bo tak blisko dosuwam. I to miała być starucha. Ona pruje przez pola jak charcica na polowaniu. Gryzie mi dziecko bez pardonu, przymykam oko, bo broni swej psiej godności.
A wogóle, to jest słodka, wierna i ma poczucie obowiązku. Dziś poszłam na spacer z TZ i córeczką na nasze łąki. Frotka biegała, tarzała się, skakała i nagle znikła. Znalazłam ją warującą pod sznurem z praniem - wiatr przewrócił kosz i ona biedna pilnowała, żeby nie poleciał dalej, jak poleciał, to ona za nim i warowała obok. Tak się ucieszyła, jak mnie zobaczyła i tak trącała ten osz, że myślałam , że się popłaczę.
Kochana sucz - foty wkrótce na pewno. I Oktawio, nasz ślepy dziadek ma już domek :) :) :)