Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. A bo nie mam siły pisać :) Gaja wzbudza powszechny zachwyt rodziny - wygląda jak zmartwychwstała Lula, a dziś takie święto...przyjezdni przeżyli deja vu :) Jest niemożliwie zazdrosna, zresztą Rex i Miś też - jak tulę Misia, to Gaja skacze i wciska mi się za ucho, a Rex napiera i miażdży sobą wszystko, co znajduje się wokół mnie. Gaja wgryza mu się w brzuch lub w cokolwiek, co jest pod pyskiem i zaczyna swoje umizgi. Miś płacze, że opuszczony, więc przygarniam go do siebie, a tu czeka ostry pyszczek Gai - wgryza się w Misiowe futerko. Misiek uznaje, że to Rex, no bo kto inny i warczy na biedaka, a ten z wielką łapą prosi o pogłaskanie i robi smutne długie oczy. W bezpiecznej odległości siedzi smutna kociczka i pomiałkuje tęsknie... A ja mam tylko 2 ręce i zawsze zajęte ;) Gaja to straszny łakomczuch. Może spać zamknięta w drugim końcu domu i przykryta poduchą, a i tak usłyszy, że otwiera się lodówka, albo szeleści torba z karmą. Jak ma zakaz wchodzenia na fotel, bo łapy nie wyschły, to nagle robi się smutna, garbata. Postękując i powłócząc łapami człapie wokół tego fotela i patrzy, czy ja widzę, jaka ona biedna, stara, chora i pokrzywiona. Kiedy nie patrzę, zwinnie wskakuje i to odrazu w najgłębszą fazę snu :) Kiedy idę przemówić do jej sumienia, wyciąga prosząco tę swoją "kociłapkę"... Kiedy Gaja nie biega po dworze, ani nie śpi, łazi za mną całe dnie krok w krok. Ja myję gary - stoi obok mojej nogi, idę je poustawiać w szafce, tupie za mną, siadam na kawę - siada obok i patrzy, albo liże łapę, jem - patrzy i przełyka ze mną. Na spacerach skacze z radości prawie do wysokości moich oczu, a mam 170 cm. i biega tak zwinnie. Ostatnio wyrwała za zającem, a głupol Rex za nią. Znalazłam ich na posesji sąsiada, który namiętnie hoduje koty, jest ich tam mnóstwo...Obyło się bez szwanku - na szczęście, ale Rex jest jeszcze przed praniem mózgu, które pozytywnie przeszła Gajka.
  2. Małe pączuszki potrafią pięknie pokochać!
  3. Maszerujemy.
  4. Masza obiecała, że na 99% ciecz się nie pojawi. Faktycznie ma szramę na brzuszku, tam, gdzie ją wygolono do sterylki. I fałdy brzuszka wiszą jej w specyficzny sposób. Rex jest po prostu bardzo potrzebujący w tych kwestiach, a tu znikąd pomocy...
  5. I ogromne dzięki dla Avii za wsparcie!!!
  6. No to poczekamy :)
  7. Niestety, nie mam tego świadectwa...
  8. DziałAjcie dziewczyny!!! Nie dajcie się tak łatwo odwieść od pomocy psiątkom, dzięki wam wiele beznadziejnych przypadków zyskało kochający domek!
  9. Wczoraj przyjechał weterynarz na umówioną wizytę i dokładnie Rexa obejrzał. Zdziwił się, że nie mam dokumentacji leczenia, bo nie wiadomo co i w jakich dawkach było mu aplikowane. Dał mu centymetr inervektyny w iniekcji, bo nie wiedział ile :roll: (jak źle napisałam to poprawić proszę - przeczytane z bazgrołów). Dowiedziałam się przy okazji że jest to zastrzyk zaprojektowany specjalnie dla świń :lol: Skóra Rexa wygląda zadowalająco, ładnie schodzi, więc antybiotyk można odstawić. Wet powiedział, że Rex ma też świerzbowca ocznego, stąd łyse placki wokół oczu. Choroba się cofa :multi: ale zastrzyk trzeba powtórzyć za 3 tygodnie - dla świętego spokoju. Dowiedziałam się też, że ma dysplazję stawów w tylnych łapach i dlatego tak niezdarnie chodzi. To jest bolesne. Rex mógł się urodzić ze zwyrodnieniem, albo go zaniedbano. Weterynarz potwierdził, że pies jest zaniedbany, wychudzony i należy go teraz dobrze odżywiać. Jeżeli chodzi o kastrację, o której wcześniej rozmawiałyśmy z Przyjaciel Koni, to obecnie Rex się do niej nie nadaje, ponieważ jest zbyt mizerny. Pozostaje porządne karmienie, a chłonie jak smok wawelski.:diabloti: Na badania profilowe musimy jednak pojechać do lecznicy. Teraz wam opiszę, jak to wielkie psisko rozpaczliwie darło papę, gdy dostawało zastrzyk. Na początku wet był pod wrażeniem jego łagodności i entuzjazmu. Rex dostał nawet próbkę przebadanego mięcha (spory ochłap), które lekarz miał w samochodzie. Kiedy przyszło do wkłócia obydwoje zdębieliśmy :crazyeye: Ja trzymałam Rexa, on się darł szerokim Aaaaa! I przy okazji ściskał mi zębami rękę ( ale delikatnie, więc aż tak nie bolało;) ). Łapskiem obiął moją nogę i dalej drąc pysk wtulał się jak szczeniak. Płakał tak jeszcze chwilę po zastrzyku. Musiałam mu czule współczuć, że pan doktor takiego bóla pieseczkowi zrobił. :evil_lol: A lekarz stał z rozłożonymi rękoma i z wyrazem poczucia winy na twarzy. Tłumaczył, że wziął najcieńszą igiełkę.... Po zastrzyku Rex się naburmuszył i z ciepłym nochalem położył się spać. Jak mu przypomniałam bóla, to robił takie długie oczy i patrzył spode łba. Taki nieszczęśliwy i obolały. :evil_lol: Pożarł za to podwójną kolację dając mi do zrozumienia, że chorzy mają przywileje. On wogóle raczej mało szczeka, a chętnie wyje, płacze, piszczy...:roll: Laluś. Okazało się, że Miś ma zmiany alergiczne na nienanym tle i jak samo nie zniknie, to dostanie ten sam zastrzyk. Majafaja, jak możesz to postaraj się o świadectwo szczepienia przeciwko wściekliźnie dla Rexa - nie otrzymałam, a powinnam.
  10. Maszerujemy stokrotko...dalej samotnie przez ten wątek...
×
×
  • Create New...