-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
LISIA- maleńka. MA DOM! :) Są nowe fotki z domku :)
Czarodziejka replied to Mysia_'s topic in Już w nowym domu
Już tylko 14 głosów brakuje dla równości ;) -
LISIA- maleńka. MA DOM! :) Są nowe fotki z domku :)
Czarodziejka replied to Mysia_'s topic in Już w nowym domu
Lisiu w górę! -
18 letni Murzynek,ze schronu, na YOUTUBE, JUZ w DOMU!.
Czarodziejka replied to ARKA's topic in Już w nowym domu
Faktycznie ciasno :( A w przypadku dużych psów? Tez po 4 na podwójną budę? -
Niestety Zbigniew nie doczekał zimy
Czarodziejka replied to ciapuś's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Jeszcze nic nie wiem... -
Oktawio- miałam inny avatar. Bardzo doładnie widzę przestudiowałaś kwestie, które miały mnie chyba ośmieszyć. Ludzie się jednak zmieniają wraz z nabywaną wiedzą i doświadczeniem. Teraz już wiem, że porażenie po nosówce może powrócić i w konsekwencji nagle zabić psa. Psiątka faktycznie były śliczne, chociaż poczęte w trakcie ciągłej kuracji antykoncepcyjnej - zastrzyk na pół roku. I znalazły dobre domy. Cieszy mnie to, ciebie widać irytuje. Niektórym kobietom też się trafia niespodzianka mimo iż biorą pigułki, noszą plasterki i używają spirali. To jasne jak słońce (ale tobie to się oczywiście nie przytrafi).Miałam pretensję do weta, że ja płacę za zastrzyk, a sucz się szczeni i to po raz kolejny. Zmieniłam lekarza i nie było już ciąż, ale Lula była zaburzona hormonalnie i osłabiona, przez co podatna na nawrót nosówki. Przykro mi, że sprawy, o których wcześniej rozmawiałyśmy i pisałyśmy przedstawiłaś w krzywym zwierciadle. Zmieszałaś z błotem pamięć o wszystkim, co robiałam dla tej suni. ******************** Dziś odwiedziły mnie Hania z Morią. Przywiozły nową panią dla Ninki :) Obejrzały też wszystkie moje psy. Saba była tak wystraszona najazdem cioć, że cała się trzęsła, a już je kiedyś widziała. Zresztą Funia z Niną też dygotały ;) Tylko Foczka, Rex i Misiek podeszli do wizyty bezstresowo. Myślę, że psy wyczuwają, że ktoś po jednego z nich przyjechał. Nina, kiedy zobaczyła dziewczyny uciekła do drzwi i tam w kąteczku trzęsła się. No a przecież często odwiedzają mnie różne osoby i psy są wtedy bardzo towarzyskie, bo wiedzą, że to nie po nie :D Kanzaj, dzięki za zdrowy rozsądek.
-
Właśnie przed chwilką Ninka pojechała do domku - wykąpana i zakropiona przeciwko pchełkom z aktualną książeczką zdrowia. Bardzo się wystraszyła najzadu trzech cioć, trzęsła się rozczulająco i całą naszą rozmowę spędziła śpiąc na moich kolanach ;) Nowa pani i jej rodzice na pewno Ninkę do siebie przekonają, bo jest przecież ich wyczekiwaną z niecierpliwością sunieczką. Funi też się może trafi dom, bo kiedy Moriaaa zobaczyła, że to takie maleństwo, to orzekła, iż domek chyba jest :D Ma już Funior nową reklamową fotkę, na której okrutnie się trzęsie, bo wszycsy na nią patrzą i jeszcze ją trzymają na rękach ;) Fotka jest w aparacie Morii. Teraz czekamy na zdjęcia Ninusi z nowego domku!
-
18 letni Murzynek,ze schronu, na YOUTUBE, JUZ w DOMU!.
Czarodziejka replied to ARKA's topic in Już w nowym domu
No to i nasz Murzyn musi znaleźć amatora! -
18 letni Murzynek,ze schronu, na YOUTUBE, JUZ w DOMU!.
Czarodziejka replied to ARKA's topic in Już w nowym domu
Czasem przeglądam Fakt i tam czasem są fotki bezdomnych psiakówe proszących o dom. Ciekawe, czy ze skutkiem...? -
Niestety Zbigniew nie doczekał zimy
Czarodziejka replied to ciapuś's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zastrzyk na co? -
Oglądał ją też zimą, kiedy ty nawet nie zaglądałaś jej na wątek, a przecież jesteś jej wybawicielką. Nie interesowała cię niemiłosiernie droga kuracja bonharenem i nie inetersował cię regularny zakup Arthoflexu na stawy i w ogóle jej uyrzymanie. Wet był u mnie prawie co tydzień - u Rexa i Saby. Wybacz, ale na specjalistę z SGGW nie mogłam niestety liczyć 8) Jestem mu wdzięczna, że w ogóle dojeżdżał. A gdzie ja napisałam, że to ten sam wet? :crazyeye: Rozmawiałyśmy telefonicznie, wielokrotnie na ten temat i dokładnie powinnaś wiedzieć, jak przebiegała moja współpraca z wetami w okolicy, ale ciebie to poprostu NIE INTERESOWAŁO, więc terasz walisz na oślep jakimiś pseudoargumentami. Nie będę się powtarzać - wszystko jest na wątkach. Szukałam - znalazłam i współpracuję z dobrymi weterynarzami. Ten pies z avka, to śp. Gaja ze schroniska w Lublinie...:roll: Była wysterylizowana zanim do mnie przyjechała. Chyba chodzi ci o te bzdury, za które powinnam Nobla dostać? Jak w 3 miesiące uzyskać 2 odchowane mioty? Ten fenomen dosadnie wyjaśniła TOBIE również Tiger na wątku Frotki, ale jak zwykle...nie czytałaś. Frotka żyła u mnie tylko 3 miesiące. Nie można było jej uratować, dostała przed śmiercią serię zastrzyków, które miały pomóc jej przeżyć, Miała porażenie centralnego układu nerwowego. Ty sama zasugerowałaś wtedy uśpienie. Ja tego nie zrobiłam, bo wet stwierdził, że Frotka może mieć szansę. Walczyłam o nią do końca. Nie dała rady wyjść z tego. To, że teraz nagle nie wiadomo po co wyciągasz tamtą historię i przekręcasz fakty na moją niekorzyść świadczy o twojej hypojryzji, fałszu i ...podłości. Nidgy żadnej osobie na dogo nie zarzuciłabym tego, co ty mi teraz zarzucasz nie mając w ręku żelaznych argumentów. Tym bardziej mnie to boli, że przecież znamy się również z rozmów i wspólnie uczestniczyłyśmy w wielu akcjach na dogo - byłaś od początku na wątku Froci, jesteś współodpowiedzialna za byt Saby... To wszystko chyba jednak nic nie znaczy. Wzmianka o Frotce, to z twojej strony podłość. Na jej wątku, rok po jej śmierci zarzucasz mi nagle, że pozwoliłam jej się 2 razy oszczenić. W przeciągu tych 3 miesięcy pobytu u mnie. Paranoja. Tak... Zapewne teraz masz myśli Lulę... 9 lat temu dostałam chore szczenię. Miało nosówkę, parwowirozę i zapalenie płuc jednocześnie. Leczyło ją kilku weterynarzy. Żaden nie potafił jej pomóc, bo była nieodporna. Codziennie robiłam jej po kilka zastrzyków. Straciła czucie w całym ciele. Dwóch wetów się wycofało, bo stwierdzili, że to koniec - można było jej wsadzić w serce igłę i nie poczułaby tego. Tylko jeden nie poddał się i zaczął sporządzać eksperymentalne zastrzyki. Później i on zrezygnował. Stwierdził, że medycyna jest bezradna. Przez 6 miesięcy leżała plackiem bez czucia, wypróżniała się pod siebie, jadła ze strzykawki. Rozpoczęłam leczenie niekonwencjonalne - zabiegi reiki w piramidzie, prosiłam o pomoc znanych chirurgów fantomowych - Norę Nix i Hanię Olszewską. Sama zrobiłam kilka kursów, żeby jak najczęściej Lulę energetyzować. Po jakimś czasie sunia odzyskała czucie, podniosła się i rozpoczęła pierwszy rok swojego życia. Była jeszcze słaba, powłóczyła nóżkami, przewracała się, ale chciała żyć. Nie sterylizowałam jej, bo nie byłam jeszcze wtedy przekonana do tego zabiegu. Kiedy miała cieczkę, była pilnowana, a kiedy zamieszkałam na wsi weterynarz zaproponował zastrzyki antykoncepcyjne, jako skuteczną metodę. Niestety - 2 razy nie zadziałały i Lula się oszczeniła. Zmieniłam weta i zastrzyki - 2 lata się nie szczeniła. Ostatni zastrzyk ją zniszczył i w konsekwencji odeszła na porażenie ponosówkowe. Teraz już wiem, że to czasem powraca po latach, kiedy organizm jest osłabiony. Dopiero pół roku po śmierci Luli nayknęłam się na Dogomanię i z nnej perspektywy spojrzałam na problem sterylizacji. Ty Oktawio oczywiście byłaś w tej materii świadoma od zawsze 8) Zawsze też miałaś inne zdanie na temat kuracji niekonwencjonalnych. Kiedy nie ma ratunku sięga się po cuda, to chyba oczywiste dla kogoś, kto walczy o życie ukachanej istoty. Obłuda boli. Brak mi słów. Podważasz całkowicie wszystko, co do tej pory robiłam dla zwierząt, zarówno swoich, jak i tych tymczasowych. Nie da się obok tego przejść obojętnie. Przecież napisałam wyraźnie, że aby cokolwiek ustalić należy wykonać badania. I to powiedział wet. Od ostatnich na SGGW minie rok. Wcześniej nie było podstaw, pieniędzy, ani możliwości - lecznicę mam 70 km drogi w obie strony, brak pojazdu i brak życzliwych kierowców, którzy chcieli wieźć w swoich czystych samochodach wielką, kudłatą, cuchnącą psem sunię. O finansach nie wspomnę. Nie rozumiem, co ma moja kotka do Saby? Na jej temat już się wypowiedziałam i nie będę się powtarzać. Poza tym to moja kotka i moje kociątko po niej. Miała jedno. Nie żebrzę na własne zwierzęta. Wybacz, ale pretensje kieruj do osoby, która ją z cieczką wyrzuciła z samochodu. Ja ją przygarnęłam pod koniec ciąży. Jeśli chodzi o szczenięta, cóż żal mi tylko Giny, którą przez przypadek Saba zabiła. Tamto szczenię jeszcze ślepe Funia sama wyniosła w nocy i osoby świadome wiedzą, że to instynkt - naturalna selekcja. Nawet, gdybym je miała w domu, to wyniosłaby przez okno - bo tak robiła wielokrotnie. I na pewno zabiłaby je skacząc z okna na trawę. Nie wiem Oktawio, czy te ciosy na oślep poniżej pasa to jakaś złośliwość? Przecież tyle razy rozmawiałyśmy telefonicznie i bynajmniej nie były to krótkie rozmowy - zawsze ponad godzinę. Nawet kilka dni temu. Jakoś nie zarzucałaś mi niczego. Na wątku jesteś kimś innym i w rozmowie też. Jeśli uważasz, że źle się Sabą zajmuję, że u mnie warunki są prowincjonalne, wetów mam niedouczonych i głąbów, to dla dobra suni załatw jej transport na SGGW pod twoją czujną kuratelę i lekarzy geniuszy. Uważam, że jakiekolwiek dyskusje z tobą zarówno tu na forum, jak i przez telefon, to strata czasu. Nie można się wciąż powtarzać. Uraziłaś mnie swoimi zarzutami. Dobro Saby jest dla mnie priorytetem, ale nie ty kierujesz jej leczeniem, więc nie wydawaj mi poleceń. Wierzę w dobrą wolę lekarzy prowadzących Sabę.
-
Katya, dzięki. Możesz dodać, że Funia jest bardzo lękliwa, pokorna i łaskawa. Kiedy ją wołam to podchodzi prawie czołgając się, ale w oczach ma figielki. Kiedy w brutalny sposób właściciel wyrzucił to maleństwo z samochodu, na pewno szukało ono schronienia w wiejskich zagrodach. Niestety, sunia miała cieczkę, więc była przepędzana, bo psy za nią biegały. Była tak słaba i wycieńczona, głodna i zmarznięta, że nie opierała się i taką struchlałą psy nieustannie pokrywały. Przez jakiś czas polowała na myszy ( do dziś jej to pozostało :mad:) i to chyba było jedyne jej pożywienie ( o żabach wstyd wspomnieć). Funia za okazane jej serce odwdzięcza się tysiąckrotnie, jest w stanie rzucić się w obronie ukochanego właściciela nawet na wielkiego Rexa, kiedy ten dostaje zasłużoną burę za coś tam. Ona solidarnie przechodzi do czynu - ja przemawiam i grożę palcem, a Funia tarmosi bok, albo podgardle Rexa :D Ona bardzo, bardzo potrzebuje być kochana, przytulana, głaskana. Jest maleńka i leciutka i na pewno nie utyje ;)
-
No tak, buraki sromotnie się zawsze wydadzą :D Julka czasem życzy sobie coś do łapki na dwór, np. kanapkę. Jako wegetarianka z mięchem nie jada, ale i tak przy niej rzędem idzie 6 pycholi i każdy na odpowiedniej wysokości, bo to, co małe idzie na dwóch łapach. I zawsze, kiedy dziecko uniesie wyżej, żeby Rex nie zjadł, to z drugiej strony Saba kłapnie pyskiem i już tylko skórka pozostaje w rącze. A kiedy inne widzą, że Saba już gryzie, to żebrzą o tę skórkę. Ostatnio jednak spryciarę wyczułam - wciąż i wciąż głodna przychodzi, o chlebek z masełkiem i serkiem, potem z masełkiem, a potem tylko o suchy prosi (chyba z litości nad matczynym trudem) Niby na dworze lepiej smakuje. A tam rzędem pyski oczekują:mad:
-
Nowy kosmiczny wyczyn Foczy sprzed dwóch dni polegał na tym, że ja nagotowałam dwa pełne gary ryżu z warzywami, po 1 kg w każdym i wyniosłam na werandę, żeby szybciej wystygły. Były czerwone pokrywki...:-? Weczorem karmię psy ok. 22.30, więc gary miały stać nienaruszone godzin dwie. Kiedy uznałam, że już czas, poszłam po nie, żeby dodać karmę i napełnić ustawione równo w szeregu miski. Wychodzę, patrzę, a gary puste. Dna dosłownie odbijają światło księżyca. Wokół ani ziarenka. Psy udają, że mnie nie widzą, każdy swoje łapy myje, chrząkają, trzepią uszami, poki****ą. Foczy jednak nie ma. Pomyślałam na początku, że to ona wszystko...Ale niby jakim cudem by to pomieściła, wątła przecież? Wzięłam latarkę i idę szukać. Wołam, delikatnie i psychologicznie przemawiam w ciemną noc, a tu głucho. Dopiero przy kojcu leży plackiem :mad: Ledwo dycha i nawet nie spojrzy. Myslałam, że w agonii i już serce mi stanęło. Przykucnęłam koło niej, ogon kilka razy grzmotnął o ziemię, więc jednak...Przemawiam do niej czule, odpowiada mi dźwięk bynajmniej nie od strony pyska :roll: Po chwili zawlokła się do swojej budy i padła. Do południa następnego dnia nie wyszła, dopiero, kiedy potrzeba ją przycisnęła - w biegu... Reszta, chociaż samowolnie, najadła się z umiarem - obejrzałam pyski.
-
LISIA- maleńka. MA DOM! :) Są nowe fotki z domku :)
Czarodziejka replied to Mysia_'s topic in Już w nowym domu
Lisiu, gdzie twój domek, maleńka...:( -
Niestety Zbigniew nie doczekał zimy
Czarodziejka replied to ciapuś's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No właśnie - co z tym okiem?