Wczoraj było u nas dużo gości, byliśmy zdziwieni jak bardzo Saruśka się zmienia. Na początku oczywiście było warczenie (zawsze tak robi, gdy ktoś jest pierwszy raz u nas), a później małpiszonek wspaniale ignorował wszystkich obecnych. Grzecznie sobie leżała, czasem podeszła obwąchać, widać było, że prawie bez obaw. A pod wieczór Sara oszalała ze szczęścia, jak przyszła moja mama :)
Muszę też naskarżyć na suczydło ;)
Saruśka w zabawie (nie wczoraj, we wtorek) wpadła na działający komputer, w efekcie przestał działać dysk twardy i na razie jestem odcięty od świata, tyle tylko, co uda się w pracy.