Zastrzyk to było wielkie przeżycie dla nas. Ja się denerwowałem tym, że Saruśka może się stresować lub ją zaboli, a Sara zrobiła koncert jakby się jej krzywda działa. Najciekawsze jest to, że zaczęła popiskiwać zanim dotknąłem ją igłą.
Pozostały dwa zastrzyki, więc mnie i małpiszonka czeka jeszcze troche stresu.
Samopoczucie suńki wyraźnie się poprawiło, jest bardzo zainteresowana gdy coś jemy :)