No pewnie, że się zdarza. Najczęściej złodziejstwo skarpetkowo-kapciowe. Bez tego Gajula nie byłaby sobą:) Wczorajsze dokonania są jednak ciekawsze. Na stole był ostatni pierniczek zdjęty z choinki. Taki duży łoś. Leżał sobie grzecznie w miseczce. Po śniadaniu Asia wydreptała Gajkę i poszliśmy do kina (O psie, który wrócił do domu). Po powrocie Lepsza Połowa zobaczyła na podłodze kawałek pierniczka. Szybki rzut oka na stół i okazało się, że miseczka pusta:) Gajka musiała sobie wskoczyć na krzesło, a później na stół i poczęstować się. Najśmieszniejsze jest to, że gdyby Gaja nie zostawiła kawałka, to byśmy nie wiedzieli o wybrykach:)
I jak tu Gajulca nie kochać.