-
Posts
1474 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Fauka
-
Cassidy, to jeszcze maleństwo i nie rozumie na czym polega chodzenie na smyczy. Myślę że nie boi się tylko po prostu nie wie czego się od niego oczekuje, nie rozumie całej tej sytuacji ani dziwnych przedmiotów takich jak smycz i obroża. Takiego malucha należy zachęcać smakołykami i zabawkami. Psiak dwu miesięczny ma jeden cel - spać, jeść by rosnąć, zmienia to się jednak z wiekiem. Mój labrador do 6 miesiaca życia był cudownym psem, grzeczny, ładnie spacerował na smyczy, bez niej był bardzo usłuchany. Wszystko zmieniło się gdy skończył 7 miesięcy, zrobił się nadaktywny, wszystkie umiejętności jakie do tamtej pory zdobył wyprawoały, przestał się słuchać, próbował narzucać nam swoje widzimisie, sprawdzał na ile sobie może pozwolić. I wszystkiego trzeba było go uczyć od nowa i było już dobrze i nagle bum, po 9 miesiącu to samo. Psy przechodzą w życiu 3 trudne okresy w których następuje pewnego rodzaju bunt, zupełnie jak u nastolatków. I uwierz mi, nie chcesz by twój labrador ciągnął na smyczy, nie zdajesz chyba sobie sprawy jak to jest, gdy ponad 30 kilogramowy pies z całej siły ciągnie smycz np. zimą gy chodniki są oblodzone i jak łatwo doprowadzić do nieszczęścia. Nad chodzeniem na smyczy należy pracować od początku, inaczej będzie trudno.
-
Poinformował ktoś hodowców co się dzieje z ich labradorem wystawionym na allegro?
-
Mój labek ma już dwie obróżki i jesteśmy bardzo zadowoleni, mocne, nie ma szans by szybko się zniszczyła, wygodne. Jedną ma na codzień, drugą (szarą) na pływanie :) Czy będą jeszcze kiedykolwiek te wzory? - [url]http://img714.imageshack.us/img714/1980/img2591ne.jpg[/url] [url]http://img227.imageshack.us/img227/8489/alto515.jpg[/url] Strasznie są ładne :)
-
Wolę z nimi nie rozmawiać szczerze mówiąc, pogorszę sytuację bo to nie są raczej ludzie kompromisowi, ósmy cud świata, piąty pasek w dresie - specyficzni kolesie. Dzisiaj miałam 2 super sytuacje w ciągu jednego, krótkiego spaceru. Pierwsza - stoję na przystanku s chłopakiem który dopiero co (na szczęście!) wysiadł, podbiega do mojego psa nagle taki podrośnięty samiec, mimo że chciał się bawić był bardzo naprężony i kładł Laremu łeb na karku, Lary się wkurzył, ten pies też, mój chłopak go odepchnął, stanął między nami i nie dopuszczał psa, po jakimś czasie takiego stania bo tamten pies nie rezygnował znalazła się właścicielka i go złapała, prowadziła go za skórę na karku bo pies obroży oczywiście nie miał. Wracając ze spaceru wchodziłam już z 1 piętra na drugie gdy sąsiadka wychodziła i wybiegł już wiele razy wspominany tu przeze mnie pudel, zaatakował nas od razu, po to wybiegł bo wyczul Larego. Zaatakował nas, Lary na niego też się rzucił, prawie spadłam z tych schodów ale stał za mną podwójny bohater tego dnia - chłop. Sprzedał parę kopów temu psu, właścicielki wpadły w rozpacz i próbowały go złabać bo się przestrachały nie na żarty, w końcu nie miał za dużych szans w walce a ja dla odmiany nie wieszałam mojego psa na smyczy tylko dawałam mu szansę się bronić. Były tak przerażone że myślę że dostały wreszcie nauzkę, poza tym kiedyś słyszały jak na głos mówię że jak trafi ich pies na LArego to go nie będę powstrzymywała, zje go na obiad.
-
Boję się tylko, że dowiedzą się że to ja i nie wiem, specjalnie puszczą tego psa na mojego? o siebie się nie boję ale niej daj boże coś zrobią mojemu :/
-
Potrzebuję pomocy bo jest pewien problem. Bardzo się boję. Naprzeciwko mojej kamienicy jest inna, nieciekawa kamienica w której mieszka największy margines jaki sobie można wyobrazić, co drugą noc są awantury, wrzaski i burdy. Nie muszę chyba dodawać że roi się od dresiarzy. Jeden z tych dresiarzy a raczej cała rodzina ma amstaffa, kawał umięśnionego psa. Ten pies był bardzo bity, gdy jego prawowity właściciel który wyprowadza go raz na ruski rok krzyknie, to pies kładzie się na ziemii i śłucha, niestety reszty właścicieli niezbyt. Od jakiegoś czasu jest wyprowadzany przez dzieci, pies jest bardzo agresywny, wczoraj słyszałam pisk psa i wark, a później jak z bramy wychodzą dzieciaki z tym psem, aż strach pomyśleć co się stało, były to odgłosy walki. Ku mojemu przerażeniu pies ostatnio biega bez niczego, nie ma ani szelek, ani obroży, nie mówiąc o prowadzeniu go na czymś, biega kilkanaście metrów od dzieci które go "wyprowadzają" a one beztrosko idą za nim, bardzo cieszą się ze mają agresywnego amstaffa. Ja się boję, raz spotkałam tego psa bez smyczy po drugiej stronie, cały nabuzowany ruszył do mnie i mojego psa, na szczęście szedł z właścicielem któego się słucha, ten ryknął i pies zatrzymał się na środku ulicy, w połowie drogi od nas. Jestem przerażona, wiem że jak spotkam tego psa z dzieciakami bez smyczy i będę ze swoim to koniec, on na 100% zaatakuje mojego, ja ich nie rozdzielę. Doszło do tego że boję się wyprowadzać psa, kilka razy sprawdzam czy go nie ma, chyba zmienię trasę ale to paranoja. Co mogę zrobić?
-
Ja tracę wiarę z polskie dzieci, bo to nawet nie młodzież ... sama mieszkam w paskudnej okolicy, kilka lat temu było strasznie głośne morderstwo obok mnie jednak czuję się bezpiecznie, nie wchodzę z okolicznym marginesem w jakieś układy dla znamy się, miałam okazję z każdym zamienić w życiu parę słów, nigdy w życiu się mnie nie czepiali i niech tak zostanie. Wczoraj szłam z moim labiszonem uliczkami i szedł jakiś pijany facet w piwem w ręku, podszedł do nas, coś chciał, Lary się naprężył, koleś wyciągnął rękę a on się zjeżył i zaczął burczeć, odeszłam z nim i raz się odwrócił naprężony a później uspokoił i dalej węszył. Zauważyłam ze nie cierpi osób po %.
-
Ponadzmysłowe postrzeganie u psów - czyli historie o duchach...
Fauka replied to Behemot's topic in Wszystko o psach
A słyszeliście o obrazku smile.dog? :) to ponoć zdjęcia huskiego które się prześwietliło i wygląda strasznie dziwnie, wręcz przerażająco i kto je zobaczy to spotka go nieszczęście albo śmierć. Nie miałam odwagi go obejrzeć, raz widziałam kawałek przez przypadek ale zwiałam, oczy przerażające :D -
Jak miałam 13 lat i spacerowałam z moim kundelkiem to podszedł do mnie jakiś facet, zerwał z szyji złoty łańcuszek (pamiątka po babci) i uciekł. Po chwili otumanienia i szoki wpadłam w okropną rozpacz, strasznie płakałam a Ajs był bardzo wystraszony, bał się i szedł obok mnie zdezorientowany nie wiedząc jak się zachować.
-
Rysia, 30 kg 8 miesięczny lab? zobacz - [url]http://www.labrador.pl/index.php?art_id=8[/url]
-
Ja mam labradora i nie pozwalam mu na jakąkolwiek formę agresji czy przejmowania kontroli. Jednak potrafi stanąć w mojej obronie, raz miałam sytuację że szłam obok remontowanego stadionu i robotnicy zaczeli coś do mnie krzyczeć i gwiżdżeć, nie przestraszyłam się (byli na rusztowaniach, mogli mi naskoczyć :P) ale Lary wyraźnie się zdenerwował, najeżył się, podniósł ogon nienaturalnie wysoko (jak na laba, one noszą ogony na wysokości ciała) i zaczął warczeć, wtedy go uspokoiłam i nawrzeszczałam na sprawców zamieszania bo nikt denerwować mi psa nie będzie, a zamim zdążą do mnie zejść z rusztowania to zdążę zwiać :D Raz miałam też sytuacje że jakiś facet pod wpływem % podszedł do mnie, zaczął coś do mnie mówić i Lary wtedy się też najeżył i zaczął burczeć, zwykle każdy może podejść, zrobić z nim o chce i będzie się jeszcze z tego cieszył.
-
Dzięki za rady :D dla zainteresowanych, w kakadu są śliczne pokrowce na torebki na kupy do mocowania przy pasku, jeansowo-różowe lub błękitne. Teraz gówniana robota może okazać się stylowa :D takie coś kosztujr 15 zł.
-
Ja powinnam podziękować temu drechowi o którym jakiś czas temu pisałam, co jego amstaff tak obszczekuje moje psy. Wczoraj sobie przećwiczyłam z Larym posłuszeńtwo wykorzystujac z tym celu jego niezrównoważonego psa, on zaczął się rzucać a Lary skupił się na mnie, spokojnie obok niego przeszedł i usiadł przy pasach, jestem dumna :D
-
A mnie ciekawi bo sama nie wiem jak mam się wtedy zachować, co zrobić kiedy pies ma rozwolnienie i kupy nijak nie da się woreczkiem zebrać?
-
Ja wrócę do głownego tematu forum :D Wczoraj sobie szłam z moim małym pypciem, i przed nami pojawiły się babki z psem na oko malamut piąta woda po kisielu, psa znam, mam z nim koszmarne doświadczenia, babki nie mają pojęcia o odpowiedzialności. No ale idę dzielnie dalej, Ajs po mojej prawej stronie od muru, spokojny, w sumie nastawiony olewczo do psa. Babka pierszy raz w życiu chyba skróciła smycz swojemu psu ale mimo że chodnik był szeroki nie odsunęła się od nad w ostateczności jej wściekły pies kłapał zębami bezpośrednio przy mojej nodze. Ryknęłam żeby trzymała psa przy sobie ale ona kompletnie mnie ignorując zaczęła litanię do psa "Koks! co ty robisz?! Koksiu co ci się stało? wstydź się! jak ty się zachowujesz Koksiu? co ci? nie wolno! niegrzeczny piesek!". Eh.
-
Prędzej przypomina jakiś gadżet sado maso...
-
A ja bardzo bym chciała sprzątać po psie a szansy mi na to nie dają, bo o ile mój pies zrobi klocka w parku to jest ok, ale jeżeli zrobi bliżej naszego domu, tam gdzie zwykle to z kupą w woreczku mogę sobie spacerować aż do pierwszego śmietnika w parku, kawał drogi. I co śmietniczki się pojawią to dresiarze je rozwalą, w parku też coraz ich mniej bo albo przerdzewiałe bez dna albo zniszczone przez debili. A śmietniki zwykłe blokowo-kamienicowe chronione teraz lepiej niż klatki schodowe, zamykane. I dziwić się że Łódź to najbrudniejsze miasto, w warszawie aż nie mogłam wypluć gumy na chodnik bo tak czysto a w łodzi syf.
-
Nie dla wszystkich bo skoro niektórzy deklarują że oczywiście stawiaja wyżej życie psa nad ludzkie to uratują psa a mama nicyzm Jack z titanica pójdzie na dno.
-
Dyskusja się rozkręciła, zmieńmy bohaterów. Co byście zrobili gdyby jednocześnie topił się Wasz pies i Wasza mama? zakładamy że pies i mama topią się w identyczny sposób, tak samo szybko i mają takie same szanse na uratowanie się bądź śmierć.
-
Dyskusja z początku o moralności usypiania agresywnych psów zeszła na dyskusję o instynkcie macierzyńskim lub jego braku. Jeden uratuje psa, drugi dziecko, co to za różnica? czyj to interes? niczyj.
-
Dużo zależy jak mocno pies CHCE ugryźć, bo jeżeli tyllko ostrzegawczo to nawet TTB nie zrobi krzywdy, jeżeli yorek naprawdę chce ugryźć to może poszarpać, zęby ostre ma. Jeżeli chodzi o usypianie agresywnych psów które są oddane do acopcji to myślę że różnicy nie ma. Bo nikt nie chce agreywnego psa któego musi się obawiać, przyjazne kochane psy nie mogą znaleźć domu, wiec jakie szanse ma pies ktoego przyszły właściciel będzie się obawiał? ugryzienie małego psa jest też przykrym doświadczeniem, każdy cce móc przytulić, pogłaskać psa i mu ufać. Jeżeli chodzi o pracę z agresywnym psem któego już się ma i z takich czy innych powodów atakuje, jeżeli szkolenie, praca nad dużym psem nie przynosi fektów i zagraża rodzinie i obcy ludziom a już trzeci behawiorysta rozkłada ręce - eutanazja jest najodpowiedzialniejszym wyjściem. Z małym psem łatwiej sobie poradzić i można się męczyć. Po co pracować z agresywnymi psami do adopcji? po co za wszelką cenę próbować jako tako zażegnać problem? przecież nikt ich ni zechce. Nie lepiej skupić swoje siły na psach które naprawdę mają szansę na dom? kto normalny zechce psa któego będzie się bał? pies ma być przyjacielem, nie przykrym obowiązkiem. Ja zrobiłam coś głupiego, mając takiego a nie innego psa kupiłam drugiego, daję sobie z nimi radę, jest ok. Ale dlaczego ryzykowałam? bo chciałam psa któego nie będę się bała, którego będę mogła pogłaskać, przytulić i zaufać. Psa który nie bedzie chciał mi zrobić krzywdy, będzie mnie po prostu kochał. I całe szczeście mam takiego psa, bo gdybym miałą tylko Ajsa to pewnie zaczełabym się bać psów i nie zaufałabym psu nigdy więcej. Ale wiem że nie wszystkie psy takie są, że są psy które kochają i nie jest to mit. Ajs też mnie kocha ale miłością psychopaty. Bo przytula się ale dotknąć się nie da, ugryzie.
-
Ponadzmysłowe postrzeganie u psów - czyli historie o duchach...
Fauka replied to Behemot's topic in Wszystko o psach
Mój facet twierdzi że to wina próżni w jakiej go trzymają :D -
sabusia, obojętnie jakiego masz psa to TY go musisz bronić, pies pod żadnym pozorem nie może bronić ciebie bo to oznacza, że on przejmuje kontrolę, a żaden pies, tym bardziej silny i trudny nie może tego robić. I uwierz mi, łatwiej uciec z małym pieskiem niż z dużym, bo do dużego też dobiegają psy i nie weźmiesz go wtedy na rączki, zaczną się gryźć i rozdzielenie ich jest trudne, może skończyć się to źle. Mam dużego psa i widząc na spacerze psa bez smyczy i właściciela, którego nie znam zmieniam trasę bo nie chcę ryzykować ataku ponieważ mogę sobie nie poradzić. Jeżeli chcesz by pies cię bronić musisz wcześniej przejść długie szkolenie posłuszeństwa a następnie IPO bo pies jeżeli ma bronić, to tylko na komendę i na komendę przestawać, a nauczenie psa by rezygnował z ataku w trakcie jest bardzo trudne. Nie można liczyć na psa by bronił, to pies musi liczyć na nas a wtedy zachowa spokój, nie będzie nadwrażliwy i nie będzie atakował sam bez powodu.
-
Weci mają rację, kastracja już nic nie da. Primo jest jeszcze młody i głupi, ale zmądrzeje i wtedy mogą zacząć się twoje poważne problemy, jeżeli Edi nadal będzie go atakował to Primo może już nie pokazywać uległości i również zaatakować co może się źle skończyć. Ja mam podobnie z moimi psami, wykastrowałam młodego psa i obecnie pracuję z nimi jednocześnie, sytuacja się odwróciłą bo młody jest większy i silniejszy od starego i kiedy go zaatakował, to tamten zaczął się bać, młody mimo wszystko nadal się pręży i sytuacja musi być kontrolowana. Jednak uzyskałam niezłe postępy szkoląc je jednocześnie i nagradzając za byle głupotę, są w jednym pokoju? lecą smakołyki, siedzą blisko siebie (skupiając się na mnie) nagradzam, wykonują proste komendy. Dziennie mają 1-2 sesje i widzę efekty, starsy się już nie boi tak bardzo, wchodzi do pokoju gdzie jest łody, młody go ignoruje za co jest nagradzany. Ta metoda mi pomaga. Psy się na siebie odwrażliwiają.
-
Gdzieś kiedyś słyszałam o przypadku zagryzienia niemowlęcia przez szpica miniaturowego. Sama mam małego, agresywnego psa który wyrządza wielką krzywdę atakując. Nie raz zaatakował mnie, moją mamę, moją babcie czy też kota. O ile kot na szczęscie wyszedł z tego bez szwanku, to u nas bywało z tym różnie bo mimo swoich rozmiarów potrafi porządnie pogryźć, np. moja babcia kilka dni nie mogła chodzić bo poszarpał mocno jej stopę a ja mam ręce w bliznach i ogromną, bolesną bliznę na nodze która mimo upływu czasu jest nadal brzydka i swędzi. Najgorzej było gdy rzucił mi się do twarzy jak miałam 12 lat, miałam rozszarpane usta i bałam się, że zostanie blizna, na szczęście nie została. Mam tego psa 9 lat, pracuję nad nim, udało mi się wyeliminować ataki, nie było ich od miesięcy ale to i tak nie ejst kolorowe. Moje życie od lat to ciągłe napięcie, pilnowanie psa, muszę mieć cały czas oczy dookoła głowy, mieć go na oku, wiedzieć gdzie jest, co robi, czy śpi czy nie śpi bo jak nie śpi to moja uwaga jest zdwojona. Bo wiem, że nadal potrafi ugryźć i że z tego go się nie wyleczy, bo wiem że moze przypadkiem podejść kot w nieodpowiednim momencie i Ajs wtedy go zaatakuje, mimo że koty lubi. Nie potrafię go uśpić, nie ma mowy o oddaniu go ale ten pies sprawia, że moje życie to piekło w całej tej miłości do niego. Wiem że gdyby go nie było to bym wreszcie naprawdę odpoczęła i się zrelaksowała ale nie potrafię mu tego zrobić. Z pewnością kiedyż go zabraknie, będę wtedy płakała ale tż oddychała z ulgą ze to już koniec. Nie ma co dzielić psow na duże agresywne i małe agresywne, no może bezpieczniej pracować nad małymi, bo gdyby Ajs był rottweilerem to nie ryzykowałabym życia mojeg i bliskich. Jednak każdy pies potrafi wyrządzić krzywdę, i psychiczną i fizyczną.