Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. No więc, ja oferuję Lunie domek. Na dobre i złe. Ze świadomością nowotworu i jego ewentualnych konsekwencji. Aha- Marta, jest różnica między brakiem kontroli fizjologii po urazie rdzenia, a kłopotami z tymże przy nowotworze. chyba że nowotwór zajmie/uciska rdzeń, ale wtedy z reguły jest już czas na jedną tylko decyzję. Jak potrafi się zlać benek chory, na chemii- wiem z doświadczenia. Ale to różnica, czy pies sie niekiedy zsika bo mu "się zdarzyło", a kilkukrotnym w ciągu dnia ręcznym odsikiwaniem, dzień po dniu.... Niestety doświadczenie mam z jednym i z drugim. I powiem szczerze, jeśli Luna zostanie zabrana, to wcale nie znaczy że wezmę "na jej miejsce" innego psa. To nie ma bsolutnie nic wspólnego z szantażem emocjonalnym, ani ultimatum. Po prostu to stwierdzenie faktu. Natomiast miejsce się zwolni, jak pojedzie Deks lub Itek, lub obaj. Czemu? Ja wiem, że ciężko to porównywać gabarytowo, ale czasowo już tak- otóż Luna nie zajęłaby u mnie "miejscówki" w DT, tylko opustoszałą "miejscówkę" w DS. Z zasady zakładam, że na DS mogę mieć góra 2-3 psy. I tak było przez ostatnie 4 lata. Była Kra i Pałek, przedtem jeszcze Mila i czasem jakiś pies, o którym było wiadomo, że ma przed sobą mało czasu - np. Skorek. Mili już nie ma. W maju odszedł Pałek... :-( O wzięciu chociażby na DT bernardyna zastanawiałm się 2,5 roku, ze względu na ból po odejściu Mili. I traf chciał, że akurat Luna okazała się psem nadającym się idealnie do miasta, wpasowanym w stado.... Tym jednym na sto, na tysiąc... :-( P.S. Równie dobrze mogę powiedzieć że Luna zajmie u Lacrimy miejsce które mogłoby ocalić życie jakiemuś benkowi- ile ich jest to można zobaczyć na wątku wspólnym bernardynów. A w dodatku Lacrima z racji właśnie warunków może wziąć takiego psa, jaki u mnie nie ma racji bytu- psa który nie zna smyczy, nie zna niczego oprócz dworu, boi się ludzi, miasta, czy nawet psa konfliktowego. Ja takiego nie wezmę, z przyczyn oczywistych, chyba, że awaryjnie na chwilę.
  2. I... ja rozumiem, że emocje, że się przejmujesz psem, bo się zaangażowałaś, że wszystko to wynika pierwotnie z dobrej woli (ale też z uporu)... ...ale Lacrima, przykro mi, nie kierujesz sie w tej chwili rozsądkiem. Nie znając bliżej psa, nie mieszkając z nim pod jednym dachem, nie mając dużego doświadczenia z psami niepłnosprawnymi ruchowo- chcesz być autorytetem, wydawać opinie, co będzie najlepsze :shake:
  3. "Do innych psów i kotów"- akurat w wypadku Luny to ZALETA nie wada. Luna lubi inne zwierzęta, ba! potrzebuje ich towarzystwa. Ty nie widziałaś jak przytulała sie do Kry, z jakim zadowoleniem przyjmowała kociaka, który się miział.. nawet w klinice cyt "zagląda do kociaka w inkubatorze" oraz od razu bardzo sie polubili z Paddym. Już dawno nie miałam na tymczasie psiaka który by tak gładko wpasował się w stadko... Tak, powtórzę- nie mam ogrodu i domu. Mam schody. Ale kurcze, ile mam powtarzać "dam sobie radę"- nie na podstawie wydumanych wyobrażeń, tylko wielu doświadczeń? Czy zawsze ogród musi byc tym wyznacznikiem? Nie liczy się czas, jaki można poświęcić psu, jaki de facto będzie spędzał na dworze? Tym bardziej że ja ten czas mam i mam ochotę być Z PSEM. A to jest ważniejsze nić śliczny, ogromny teren i właściciel, zajęty sobą lub pracą. Luna nie jest psem, który lubi "dostojnie leżeć i obserwować", ona potrzebuje aktywnego towarzystwa człowieka i innych psów, chce się z nimi bawić, kocha jeździć autem i nawet komunikacją miejską (ładuje się do autobusu, nawet nie tego co trzeba ;)). W dodatku, Lacrima, wiedziałaś, że specjalnie ustawiłam sobie pracę tak, żeby tyrac teraz przez trzy tygodnie i miec pięć tygodni wolnego na czas rekonwalescencji Lu. Tak, taką mam pracę że zazwyczaj połowę miesiąca mam całkiem wolną i wtedy moje psy bardzo mało czasu spędzają w domu, a bardzo dużo w terenie. Dla Luny zrezygnowałam z wyjazdu na zawody z Krą. I zupełnie nie tak miało być, nie tak mówiłaś. Cały czas to było zwodzenie "zobaczymy"- dopóki byłam potrzebna - tobie, bo psu jestem nadal. Nie- nie szanujesz ani mnie ani psa. Psa traktujesz jak czysto fizyczny przedmiot, a mnie zwyczajnie wykorzystałaś. Jakie jeszcze mam argumenty? Ano takie, że Luna jest idealna własnie do miasta. Zna miasto, lubi je, nie boi się ruchu, ludzi, kocha jazdę autem, autobusem. Jest bezkonfliktowa w stosunku do moich zwierząt, więc mogę ją zostawiać ze stadem bez izolowania i bez obaw. Chodzi na smyczy, trzyma czystość. Nie demoluje w mieszkaniu; jest wyraźnie przyzwyczajona do mieszkania "wewnątrz". Naprawdę miałam pod opieką różne psy, coś koło dziewięćdziesięciu. I były takie, które u mnie były awaryjnie, ale wiadomo było, że ogród jest im niezbędny. Ale Luna taka nie jest- gdyby nie lubiła mieszkania, źle sie w nim czuła, przecież nie upierałabym sie przy zatrzymaniu jej, niezależnie od uczuć... :shake: ------------------------------------------ Co do zapsienia, wcale nie jest źle. Smarkacze poszły, Paddy wyjeżdża w sobotę. Najpilniejszy jest Deks, ale nie ze względu na zagęszczenie, tylko dlatego, ze powinien mieć już własny dom, najlepiej taki w którym będzie jedynakiem, ew. z sunią ;) Itek najprawdopodobniej niedługo pojedzie do domu, gdzie będzie rehabilitowany dalej. O, właśnie- zarówno Deksior jak i Itek, mimo spędzonych tu kilku miesięcy, nawet w połowie nie dopasowały się do stada tak jak Luna po dwóch dniach... P.S. Na wypadek pytania "a czy wiesz co robisz i czy poradzisz sobie?"- odpowiem- tak. Mam długie doświadczenie z niepełnosprawnymi zwierzętami i wiem, na co mogę sobie pozwolić. Gdyby np. szukał domu kolejny pies z porażeniem, bez kontroli fizjologii- odpowiem nie. Bo to byłoby za duże obciążenie. Luna natomiast- TAK.
  4. Szkoda że Lacrima nie napisała co zrobiła dzisiaj :shake: Otóż poprosiłam o jedno - żeby dać mi i Lunie szansę.... że jesli będzie źle, któraś nas nie da sobie rady- odpuszczę. Bo Luna okazała się wymarzonym, wyśnionym bernardynem. Bo się zakochałam i chciałam jej dać dom.... Co mogę jej oferować...? Miłość. Opiekę. Doświadczenie z niepełnosprawnymi psami, śmiało mogę powiedzieć, jak nikt inny. Co więcej, doświadczenie z chorymi, niepełnosprawnymi DUŻYMI psami (Dżeki 65 kg, zoperowany olbrzymi nowotwór przedniej łapki, zagłodzenie; Milena, bernardynka- chłoniak, chemia, uszkodzony nadgarstek; Gaba, ON- uszkodzona łapa, głowa, zagłodzenie). Auto (odbieramy w tym tygodniu z warsztatu, po generalnym remoncie). Spacery w zieleni, wyjazdy za miasto- do lasu, na nieużytki, do parków.... jeśli będzie trzeba-szkolenie. Tak jak ma KrAksa, tak jak ma Piki i wszystkie moje tymczasy i psy stałe.... Czego nie mam- ogrodu, domu... to prawda. :shake: Lacrima długo mnie zwodziła, dziś w końcu kiedy spytałam wprost "czy będę mogłą zabrać Lunę w sobote" oświadczyła, że w żadnym przypadku. Więcej- zadzwoniła do kliniki i kazała nie wydawać mi psa. :shake: Pomijam, że pies jest w klinice zapisany na mnie. Ale okazało sie, że byłam potrzebna tylko żeby zająć się psem w okresie krytycznym, żeby spać przy niej, siedzieć, denerwować się i latac do weta. teraz jestem zbędna. Nie wiem, czy postawa Lacrimy wynika z ambicji, czy z chęci postawienia na swoim, ale na pewno nie z troski o dobro psa, co twardo utrzymuje. Co do samej Luny, wcale nie jest tak źle, chodzi, załatwia swoje potrzeby na dworze, rana się nie paprze, a obrzęk zaczyna schodzić. Przynajmniej tak się dowiedziałam godzinę temu, kiedy pojechałam do kliniki. Wiem jedno- kolejny raz przekonałam się że nie warto ufać, a najbardziej tym, którzy udają najbardziej serdecznych, przytulają i mówią "będzie dobrze", jednocześnie od razu mając w zamiarze świństwo.
  5. Ja sie tylko ciągle jeszcze zastanawiam, czy Paddy sie na pewno komuś nie zgubił.... on jest rozpieszczony, wręcz rozbestwiony- jedzonko to raczej lepsze (a najlepiej z ręki), do łóżka się pcha, straszna przylepa i na pewno nie zna złego traktowania... no i widac, że chociaż kocha świat, to wyraźnie za kimś tęskni. To nie jest pies z byle jakiego domu, ktoś musiał go kochać.
  6. Bardzo chętnie wezme udział w kombinowaniu. Poza tym ja nie wierzę z góry w to że będzie źle. Taka mam zasadę, bo za dużo razy było tak, że miało byc źle, beznadziejnie, miało boleć, a okazało się że guzik. Ot, w tej chwili mam psiaka, Paddy'ego, który w schronie został spisany przez wetów na straty jako beznadziejny przypadek (sparaliżowany), a chłopak zaczyna normalnie chodzić. W przypadku Kry też sie nasłuchałam krakania jak diabli i to od najlepszych wetów.... nie sprawdziło się NIC. Pożyjemy zobaczymy i spróbujemy zrobic co się da ;)
  7. Ano się znamy z Naa i nawet mieszkałyśmy jakieś 5 minut od siebie ;) Lacrima za późno na niezakochiwanie :shake: Po prostu przepadłam na śmierć. Kurcze prawie nigdy mi sie to nie zdarza, przecież mam dziesiątki (a licząc nie tylko psy ale koty i inne zwierzęta - to setki) tymczasów.... i z reguły umiem okiełznać emocje, rozstać się ze zwierzakiem- oczywiście, że tęsknię, ale żeby się w psie zakochać tak strasznie po tak krótkim czasie...? :placz: I cholera nie chodzi nawet o to, że Luna jest wyjątkowo poszkodowana, przecież np. z Mają było gorzej, długo walczyła o życie, a my razem z nią... ....a tu kurcze takie wsiąknięcie....
  8. Ja też mam nadzieję, że szybko, bo uschnę... W ferworze zapomniałam powiedzieć, że Luna jak na prawdziwą kobietę przystało bardzo lubi oglądać swoje odbicie :evil_lol: Jak szłyśmy ulicą, to sie w każdej odbijającej szybie przeglądała ;)
  9. Ja widziałam... i o ile można jeszcze w ostateczności przemyśleć argumenty dotyczące kopiowania ogonów u pracujących psów myśliwskich (co nie zmienia faktu, że uważam te "częste urazy" za bzdurę), to chyba nie umiem sobie wyobrazić argumentu dotyczącego obcięcia ogona u yorczka. Tym bardziej, że z "chorągiewką" jest o niebo ładniejszy :loveu: A swoją drogą zawsze proponuję żeby miłośnicy kopiowania spróbowali na własnej skórze. Nie upieram się od razu przy slicznym przycięciu uszu "a la' elf" :diabloti: ale parę kolczyków w chrząstce ucha mogę sama zrobić... zobaczą jak boli głupia dziurka, a co dopiero cięcie (chrząstka boli o wiele bardziej niż płatek i gorzej się goi, u niektórych pobolewać potrafi nawet dwa lata).
  10. Kurcze, nie wiecie nawet jak bardzo tęsknię za Luną. Dom wydaje sie pusty, brakuje nawet charakterystycznych odgłosów. I Kra o dziwo strasznie tęskni za wielką kumpelą... :-( jest nabzdyczona, smutna, a wczoraj wieczorem zabrała na posłanie obroże Luny i tak spała.....
  11. [quote name=':: FiGa ::']No. Same pozytywy :lol:[/quote] Oczywiscie nie licząc tego że dzieci usiłuje zeżreć :evil_lol:
  12. No i nie czarujmy się, nowotwór kości rokuje nie za dobrze. Oczywiście może się okazać, że to niezłośliwe, ale... Jeśli to złośliwy nowotwór, to nawet jeżeli w tej chwili nie ma przerzutów, to mogą sie pojawić. Za rok, dwa, trzy, dziesięć, ale równie dobrze za dwa miesiące. I musimy być pewne, że dom jest tego świadomy, że wie, jakie to będą koszta i że nie ma tak, że "a skoro znów choruje, to nic nie robimy, jak umrze to umrze"- muszę mieć pewną deklarację, że zostanie zrobione WSZYTKO. I niestety najsmutniejsza rzecz- w przypadku raka trzeba się liczyć z tym , że nie wiadomo kiedy będziemy zmuszeni psa pożegnać. I że to będzie cholernie bolesne i że czas, który dostaniemy, będzie niejako "urwany". I że nie zna sie wtedy tego "ile jeszcze"... Jedno jest pewne- po tym, co przeszła musimy dać Lunie szczęśliwe życie. Nieważne czy będzie trwało dwa miesiące, czy dwanaście lat- psy czasu nie liczą. Ona ma być szczęśliwa, kochana i zadbana do wypęku. NO. :mad:
  13. To co, [B]jutro 15.30 Przystań Zwierzyniecka? :cool3: [/B]
  14. Luna to nawet wg mnie ze schodami sobie poradzi, ale gdyby nie daj Boże wystąpiły jakieś kłopoty, to obawiam się, że właścicielka sobie może nie dać rady; ja już miałam bernardynkę z problemami zdrowotnymi i wiem, że łatwo nie jest. Poza tym- jesli już nawet miało by być mieszkanie, to Lunie trzeba bedzie poświęcić czas, pojechać z nią za miasto, iść do parku itd- pani ma dzieci, pewnie też pracuje... A tutaj obiecany wątek Paddy'ego: http://www.dogomania.pl/forum/f1155/wroclaw-sparalizowany-pies-potrzebna-pomoc-finansowa-145511/ w skrócie- Paddy został znaleziony nad Odrą, nie chodził (sparaliżowane tylne łapki). W schronisku wet od razu spisał go na straty, czyli miał być uśpiony po 14-dniowj kwarantannie. Leków żadnych nie podano "bo to i tak bez sensu", tylko został położony w izolatce. Wyciągnęłysmy go z Iwą- i wsadziłysmy do szpitalika. W klinice, po badaniach okazało się że to nie żaden bardzo poważny uraz, tylko kłopoty z dyskiem i obrzęk rdzenia. Paddy ma szanse chodzić sprawnie, ma też już dzieki Iwie zapewnione miejsce w niemieckiej fundacji....
  15. Myślę że niezależnie od dobrych chęci, domek odpada ze względu na drugie piętro. Jeśli już szukamy domu stałego dla Luneczki, to tylko i wyłącznie z ogrodem. Bo drugie pietro i spore mieszkanie to ja też mam, a zmiana ma być na lepsze a nie na to samo. I bądźmy szczerzy- ja wiem, ze sobie poradzę w razie, gdyby zaszłą konieczność wniesienia Luny po schodach, czy choćby pomożenia jej w wejściu. ale ja mam dobrą kondycję, ćwiczę i już takie rzeczy robiłam. A ta Pani? Czy jest uczciwie w stanie powiedzieć że wtacha do domu kilkadziesiąt kilo psa, jeśli zajdzie potrzeba? I nie na zasadzie "mam przecież znajomych, sąsiadów, etc.." A wogóle to spokojnie, powoli, dużo zależy niestety od wyników histo- bo ucięta łapa to może być dopiero początek kłopotów i ew. domek niestety musi się liczyć z koniecznością chemioterapi, a nawet w najgorszym przypadku z tym, że Lusia może mieć przed sobą niedługie życie. Poza tym, jesli wyniki wyjdą niedobrze, to myślę że rozsądne będzie wymaganie od domku bliskości do weta, posiadania auta do dyspozycji, no i niestety zaplecza finansowego. Plus ja bym odpytała o doświadczenia z ciężko chorymi psami, nie każdy zdaje sobie sprawę, że np. pies po chemii, po sterydach może sikać jak fontanna- w przypadku bernardyna to jest wiadro śmierdzących jak cholera (leki zmieniają zapach moczu) sików, nie mała kałuża. Że może wymiotować, albo wymagać wizyty u weta/weta w środku nocy...
  16. A ja się dopiero zorientowałam, że Molly jest u Ciebie, Naa :oops: chętnie bym któregoś dnia poznała małą :razz:
  17. Dobrze ;) On był taki wychudzony, bo złapał do dzioba kawałek plastiku i mu utkwiło, nie mógł jeść- widziałaś miał pod dziobem spuchnięte i czerwone- zaczęła się już infekcja. Po wyciągnięciu, oczyszczeniu i podaniu antybiotyku poprawiło sie od razu, zaczął jeść, dziś już nie było śladu infekcji, a młody doszedł do siebie- wrócił więc na wolność :p
  18. Koncepcja ciekawa i oby okazała się skuteczna, a jedną z założycieli jest Barbara Borzymowska, psycholog, miłośnikom zwierząt znana chyba głównie z twórczości, to ona napisała m.in. "Modlitwę konia z transportu". "Bożego psa" i "Psie niebo"... ;)
  19. My!!!!!!! :evil_lol:
  20. Eeeee.... ciotki usiądą. Wygodnie, coby nie pospadały z krzeseł. A teraz najświeższe wiadomości..... Luna czuje się ŚWIETNIE!!!! WSTAŁA!!!!! CHODZI!!!!!!!! W dodatku sama się uparła że siku MUSI być na dworze i wywlekła pielęgniarkę na spacer (oczywiście taki ograniczony do kilku kroków), KUCNĘŁA do siku i wygląda na to, że przede wszystkim czuje ulgę, bo łapka jej naprawdę przeszkadzała..... :multi::multi::multi:
  21. Nawet nie wiecie jaką ulgą jest przeczytanie takich maili, czy usłyszenie podobnie pozytywnych opinii, jeśli wcześniej człowiek nasłucha się wstrętnych komentarzy od ludzi- a bywają dni, kiedy kiedy trafiam głównie na debili :shake:
  22. Dex po prostu chciałbypolowacna koty, ale nie wie jak i... chyba się troche kotów boi, bo jak mu się któryś kot postawi, to pstrokaty kapituluje :evil_lol: A tak powaznie to Deksisko koty gania dla ganiania ale nie morderczo. Odpowiednio ustawiony może kota olewać :diabloti: KrA na początku była o lata świetlne gorsza, ganiała koty jak torpeda, zdecydowanie w niezbyt przyjaznych celach. Więc myślę, że rzecz jest do dogrania... Kury toleruje, myszy się natomiast łaciaty boi :evil_lol: Smarkata Deksa denerwuje ale co ciekawe, chociaż ustawia ją czasem z rykiem (w sumie to sie nie dziwię, jakby mnie ktoś po tyłku gryzł....), to nigdy nie użył zębów w sposób niedelikatny, choć dwa razy sprowadził młodą do parteru. Dobry, choć surowy wychowawca. Z psami Deks ogólnie żyje w zgodzie, zarówno u mnie jak i u Lucyny nie wywoływał konfliktów, jest nieco zazdrosny o miskę- ale w granicach normy (czyli kończy sie na solidnym warknieciu), umie się zgrać zarówno z owczarkiem, jak i z yorkiem. Na spacerach nigdy nie miałam z nim kłopotów psio-psich. No i jest kastratem, więc suczki nie wywołują u niego amoku :evil_lol:
  23. Jak tylko rano będą nowe wieści to napiszę- i mam nadzieję, że to będą wyłącznie dobre wiadomości. Mnie to już poznają po głosie w klinice ;) ale to normalne, Luna nie jest pierwszym psem, którego tam leczę i nie jedynym- w tej chwili w szpitaliku przebywa także psiak wyciągnięty przez Iwę z naszego schroniska- biedny mały, spisany na straty, sparaliżowany Paddy....
  24. Eeee... taam.... jak miałam na DT Pająka, który wyglądał jak chodząca mumia, to też z zapędami startował. Moja wetka skomentowała: "Nieważne, że ledwo stoi, byle... STAŁ"... :evil_lol:
  25. Lusia wczoraj nie została zoperowana, pojawiły sie problemy z narkozą... mamy dzwonić do kliniki dziś po 14, być może będzie już PO operacji- do 14 to ja spokojnie zwariuję,....
×
×
  • Create New...