No więc, byliśmy.
Pobraliśmy krew, czy nie poszła wątroba albo trzustka.
Dostaliśmy leciutki antybiotyk i taki psi lakcid.
No i doktor szczerze mówi, że nie wie dlaczego ją posrało.
Biochemia już była po południu i dzwonił. Jak zwykle watrobowe troszeczkę podniesione. Ale to taka jej norma.
Trzustka w normie, mocznik kreatynina też.
Więc dlaczego taka sraka nie wiemy. Może jakisik wirusek, ona słaba. Może "przedatakowe" neurologiczne.
Nie wiadomo. Temperatura w normie, osłuchowo w normie, brzuszek trochę twardziejszy, ale bez jakiegoś wymacalnego czegos.
Patrzeć.
Mam jutro wpaść po zastrzyk antybiotykowy na piątek i niedizielę. No i jakby co to dzwonić, albo jechać.
Tyle.