no i pięknie. Przytulnie, po domowemu. :)
Tak już jest, że niektóre psiaki (ludzie też) zapadają mocniej w serce niż inne.
Lata już minęły od tego, jak pojawiła się sprawa Asty, a ja pamiętam.
Najdziwniejsze jest to, że ja w ogóle nie przepadam za astowatymi, obawiam się ich trochę, i myślę że nie nadaję się na opiekuna dla tego typu psów. Jak się jednak okazuje, nie ma to nic do rzeczy. Zobaczyłam po raz pierwszy Astunię i... pamiętam o niej zawsze.
Pozdrawiam serdecznie, życząc zdrowia i pomyślności! :)