Witaj moja Laluniu
Dzis nie było mnie wcześniej, ale nie miałam dostępu do komputera.
Przed południem Balbinka zrobiła nam alarm, zaczęła tak dziwnie pociągać noskiem, że się wystraszyłam. Bidunia stała w rozkroku i pociągała. Takie ataki ją łapały co kilkanaście minut, więc musieliśmy z nią jechać do kliniki, bo nie było na co czekać. Ma zapalenia gardziołka i krtani. Poza tym wszystko jest w porządku. Psoniu ona tak na mnie patrzyła z wyrzutem jak ją trzymałam, gdy miała kłutą pupinę. Na dodatek korzystając , ze jestem klinice kazałam jej pobrać krew na wszytskie badania . JUz czuję co to biedna psina o mnie pomyślała. I tak i tak miałam jej wiosną robić badania, więc skorzystałam z okazji. Dzwoniłam do kliniki, cała biochemia wyszła dobrze, bez jakichkolwiek odstępstw od normy, a morfologia będzie wieczorem. Wszystkie badania odbiorę sobie u nas w gabinecie (lekarz mi przywiezie), ale juz mnie uspokoił, że nie spodziewa sie żadnych rewelacji w morfologii.
Psoniu, jakiego miałam pietra, to nie muszę ci mówić, bo dobrze mnie znasz. Teraz sie martwię, żeby to nie była jakaś wirusówka, którą może podłapać Zuzka. We wtorek Balbi idzie na kontrole i kolejne kłucie.
Jak myślisz o co cię poproszę???? Tak, nie mylisz sie - o opiekę. Opiekuj się tymi naszymi bidami i przytul do siebie Bemolka.
Cały czas cie kocham.
Ps. W tym samym miejscu w klinice , gdzie ty odchodziłaś dziś leżał chorutki piesek pod kroplówkami. Niechcący spojrzałam w tamta stronę, to był odruch. Psoniu nim tez sie opiekuj.
Dla was Aniołeczki