Współczuje ci bardzo. Ciężko jest zaakceptowac taki stan rzeczy, ale nie mamy innego wyjścia. Boli cię to bardzo i będzie bolało. Ja po stracie Psoni nie mogłam sobie znależć miejsca. Ale nie potrafiłam zyć bez psa. Po dwóch miesiącach zaadoptowałam jedna sunię w potrzebie, potem kolejną i jest trochę lżej. Znów mam obowiązki, których brakowało. Nie namawiam cie do takiego kroku, bo każdy musi sam podjąć taką decyzję. Wiem jedno i nie są to jakieś banały, po pewnym czasie ból przestanie tak palić. Dzis wydaje ci się to niemożliwe, ale tak jest. Będziesz go nadal nosiła w swoim sercu, swojej pamięci, będziesz tęskniła, ale nie będzie to tak bardzo paliło. Teraz pali , jesteś zła, wściekła na cały świat. Ja tez byłam. Kiedy odeszła Psonia miałam 45 lat, dziecko, męża a nie mogłam się pozbierać. Czułam zal do całego świata, zazdrościłam innym ludziom prowadzącym psiaka na smyczy. Zadawałam sobie odwieczne pytanie " dlaczego Psonia?". Widać tam na górze była bardziej potrzebna niż mnie. Dziś wiem ( przekonałam się o tym nie jeden raz), ze one odchodzą z tego świata , ale nadal się nami opiekują. To wydaje się nieprawdopodobne, ale wierze w psie aniołki. Bel też nim został i będzie się wami opiekował. Wiem, ze dzisiaj , kiedy rana jest taka świeża, taka bolesna wyda ci się to niedorzeczne. Początkowo też w to nie wierzyłam, ale to jest prawda.
Pozdrawiam cię i pamiętaj, nie jesteś sama. Jestesmy z tobą.
Piesku pociesz panią. Odwiedź ją chociaż we śnie