Wróciła, a ja nie mogę się doczekać mojej i Psoni ukochanej pory roku - wiosny.
Jolu, dobrze, że sprawa skończyła się tak , a nie gorzej. Najważniejsze, że Koktuszkowi jest lepiej. Fakt, czasem weci narażają nas na taka nerwówkę, że włosy stają na głowie. Ktoś by powiedział "po co to robicie, przecież to tylko zwierze"
A to guzik prawda. To jest przede wszystkim członek rodziny.
Badania? Mój organizm buntuje się coraz bardziej , nie lubi moich prochów i skutki uboczne są coraz bardziej dotkliwe. Dziś mija 2,5 roku odkąd zaczynam je łykać, a przede mną jeszcze raz tyle.
Nie ma co narzekać. Coś za coś. Nie ma nic za darmoche. Grunt, że żyje. Psioczenie na nic się tu nie zda.
Psoniu, dmuchnij no w nasza stronę choć namiastkę wiosny.
Kocham cie moje słonko.