Pogódko, tak dla uspokojenia sumienia, czy i czym był zabezpieczony przed kleszczami, czy w porę poszli do lekarza, czy to była tak intensywna inwazja babeszji, ze nie udał się psa uratować?
Wczoraj rozmawiałam z lekarzem z małego dość miasta, i w zeszłym roku na kilkaset przypadków babeszjozy miał tylko 2 śmiertelne. U nas, w małym wiejskim gabinecie, w tym roku od lutego na razie był tylko 1 zgon, ale pies przywieziiony w bagazniku już stracił przytomność. ok. 20 przyypadków udalo się uratować.