Rano widziałam przez okno idące dzieci i brązowego psiaka przy nich. Jak mały bokserek, bez ogonka,młodziutki. Dzieci znam, psa nie. No to kicha, myślę sobie, bo dzieci zaczęły psa odganiać. Poszedł za kobietą, ale i ta zamachnęła sie torbą na niego. I tak ta psinka biegała po ulicy, aż straciłam ja z oczu. Ale tak na wszelki wypadek ugotowałam większa porcję kaszy z mięsem... A teraz Tomek wyszedł z Sonią na spacer, ta malizna przecisnęła sie przez nasze ogrodzenie i z radości mało jej się tyłeczek nie urwał.
Siedzi w siłowni, dostała jeść i na razie od pcheł. Chuda, radosna, młoda.
Jutro złożę wątek.
Ratunku!