-
Posts
6875 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by asher
-
[quote name='Abi']ale jedna rzecz, o ktora ciagle tu sie "kloce" - o nic innego, KOLCZATKA SPRAWIA PSU BOL - nie rozumiem jak mozna twierdzic inaczej.[/quote] Niby fakt. Ale ja uważam, że złe jest takie postępowanie z psem, które "pozostawia rany" w psiej psychice. Dlatego osoba szczycząca się, że szkoli pozytywnie może tak naprawdę skrzywdzić swojego psa dużo bardziej, niż ta, która rozsądnie używa kolczatki. (dla jasności, nie piszę to o Tobie, abi, piszę hipotetycznie).
-
Dominosx, Twoja sunia już pewnie po operacji? mam nadzieję, że wszystko poszło dobrze i teraz będzie już tylko lepiej :kciuki: Faktycznie, ropomacicze w tak młodym wieku jest dość dziwne. Może to jednak co innego było? Nie każdy stan zapalny w obrębie macicy to ropomacicze. Nie znam się na tym dokładnie, ale kiedyś dałam do sprawdzenia weterynarzowi swój tekst na temat sterylizacji i kastracji. I lekarz zwrócił mi uwagę, żebym jako synonimu ropomacicza nie stosowała wyrażenia "ropne zapalenie macicy", bo to nie zawsze to samo :niewiem:
-
[quote name='Abi']To chyba oczywiste, ze w procesie wychowania trzeba psu wskazywac wlasciwy sposob zachowania, ale miedzy lagodna perswazja a brutalnoscia jest powazna roznica.[/quote] Tyle, że mój pies o wiele gorzej reaguje na zwykłe "fe", niż na korektę kolczatką. Jest dużo wrazliwszy na mój stres, moje niezadowolenie, moje zdenerwowanie, niż na ból wywołany przez kolce. Co więc, Twoim zdaniem, jest w jego przypadku "łagodną perswazją", a co "brutalnością"? [quote name='Abi']PS nie smiem twierdzic, ze czasem nie poniasa mnie nerwy, ale nie twierdze ze to jest dobre - to raczej moj problem i moja slabosc, ze nie potrafie panowac nad emocjami.[/quote] A ja śmiem twierdzić, że takie niekontrolowane "nerwy" czynią psiej psychice dużo większą krzywdę, niż "brutalna", ale używana z głową, na zimno i bez nerwów kolczatka. Wiem to... z doświadczenia. Niestety.
-
[quote name='WŁADCZYNI']A ja mogę - mam osiemnaście lat, od zawsze szkolenie kojażyło mi sie z kolczatkami bo to zostało mi "wdrukowane" - psy dzieliły się na te szkolone chodzące w kolczatkach i na te niewychowane bez kolczatek. Jako dzieciak panicznie bojący się psów i nie mający nadzieii na własnego nie interesowało mnie jak się szkoli, po co się szkoli, oraz dlaczego kolczatki. Była to "oczywista oczywistość" że bez kolcy/dławika się nie da. Ale kto "wdrukował" ci to przekonanie? Użytkownicy for internetowych, znajomi psiarze, czy... profesjonalni trenerzy? ________ EDIT. Bila, pisałyśmy jednocześnie :lol:
-
[B]Martens[/B], w łapki jej zimno, to podkula (wyjdź sobie na bosaka na mróz, zobaczysz, jakie dzikie harce po chwili zaczniesz odstawiać ;)). Bugajski też tak reaguje, wtedy mu łapki masuję, żeby je rozgrzać. No i przy dużych mrozach staram się unikać prowadzania psa po betonie, kamieniach. Jak łazi po śniegu to zdecydowania rzadziej mu łapki przemarzają. Oczywiście zdarza mu się również od soli kuleć, wtedy jak najszybciej prowadzę go na śnieg, żeby paskudztwo starło się z łap. Tłustym kremem opuszek nie smaruję, bo choć mieszkam na przedmieściach, chodzenia po posolonym chodniku nie da się całkiem uniknąć. A tłuste mazidło + sól = solny kompres na łapach :shake:
-
Do trzech razy sztuka :evil_lol: [quote name='Abi']Ja szkole psy pozytywnie (raczej wychowuje - bo o tym tu mowa) (...) wychowane pozytywnie znam osobiscie, nawet takie mam... Abi, ale co to dla Ciebie oznacza "wychowanie pozytywne"? No bo, jak sama już zauwazyłaś, "wychowanie/szkolenie pozytywne" może być różnie rozumiane. Czy dla Ciebie jest to po prostu wychowanie/szkolenie bez użycia kolczatki i obroży indukcyjnej? Czy tylko użycie tych dwóch narzędzi jest dla Ciebie wstrętne, czy może wstrętne są również jakieś inne sposoby wskazywania psu właściwych zachowań? Pytam, bo moim zdaniem psa całkowicie pozytywnie (czyli w ogóle bez awersji, jakiejkolwiek) wychować się nie da. Jeśli więc Tobie faktycznie się to udało, to chętnie się dowiem czegoś więcej.
-
[quote name='ayshe']asher-aport jest taki sam jak inne cwiczenia-cwiczenie czyni miszcza:cool3::evil_lol:[/quote] :eviltong: [quote name='ayshe']podgryzaniepojawia sie wtedy kiedy ...dopuszczamy do jego pojawienia sie przez przedluzanie czasu o jeden krok za daleko.:evil_lol:[/quote] No właśnie. Ja miałam ambicję nauczyc Bugajskiego siedzenia z aportem w pysku... w nieskończoność :evil_lol: Całe szczęście, że Burek niosąc go do mnie - nie podgryza. Bo to już by była masakra, kompletnie nie wiedziałabym, jak sobie z tym poradzić. Tfu, tfu, odpukać, bo przecież dawno już z nim aportu nie przerabiałam, więc kto wie, jak to będzie :mdleje: Mam też problem z szybkością powrotu do mnie z aportem i ogólnie szybkością powrotu. Ale, o ile przy komendzie "do mnie" mniej więcej wiem, jak Bugajskiego przyspieszyć, tak nie mam pojęcia, jak go przyspieszyć z aportem, nie powodując przy tym plucia koziołkiem, czy podgryzania go... :niewiem: Ech, tak sobie piszę, piszę, a w praktyce nic teraz nie ćwiczę. I w najbliższym czasie raczej na pewno nie będę. Za bardzo jestem zestresowana (Sabina :( ), Bugajski to doskonale wyczuwa. Wytnie mi się, jak amen w pacierzu, ja się jeszcze bardziej zdenerwuję i d...a z tego będzie. Dlatego na razie wolę nie ćwiczyć w ogóle... :shake:
-
[quote name='ayshe']moim zdaniem kopanie roznych rzecyz to podstawa problemu ktory mam z shado przy wyciagnieciu rak do aportu/pilki/czegokolwiek..[/quote] Ja też mam ten problem. Ale mnie się wydaje, że u nas to nie kopanie zabawek się pryczyniło do tego, a to, że dla Bugajskiego nagroda (piłka/żarcie) za formalny aport jest o wiele bardziej atrakcyjna, niż sam aport. I on chce ją jak najszybciej dostać - stąd było wypluwanie koziołka na najdrobniejszy ruch moich rąk. Pisałam o tym niedawno. Z pluciem sobie poradziłam, ale się nam zrobił inny problem - podgryzanie. I to podgryzanie to też, moim zdaniem, oznaka zniecierpliwienia. Musze kiedys wreszcie porządnie się za to wziąć, a na początek policzyć stoperem, jak długo Burek wytrzymuje z koziołkiem w pysku bez podgryzania... W ogóle aportu już strasznie dawno z nim nie ćwiczyłam i aż się boję do tego wrócić :oops:
-
Wiadomo, każdy pies jest inny. Ja u Bugajskiego nie zauwazyłam takiego zgeneralizowania. Zabawa to zabawa, aport, to aport. Dwie sytuacje, które pies doskonale odróżnia. Zabawkami może sobie pluć do woli i nie przełozyło się to na plucie koziołkiem. W chwili, kiedy to piszę Bugajski memla sobie właśnie zabawkę - gumową kaczkę. I takie memlanie też nie przeklada się na podgryzanie aportu. Myślę, że próby sformalizowania zabawy raczej namieszałyby Bugajskiemu w głowie, niż pomogły ;) No, ale, jak pisałam, aport to on ma wrodzony chyba, zawsze przychodził i oddawał sam z siebie (plując, a jakże), nie musiałam go do tego nakłaniać, nigdy nie miałam problemu z takim "kicaniem", jak u Aichy.
-
Mojego Bugajskiego MASAKRYCZNIE rozpuścili rodzice :placz: :mad: Żarłok i sęp był zawsze, to fakt. Ale po mieszkaniu przez pewnien czas z "dziadkami" zrobił sie wręcz nie do wytrzymania :shake: Ponad 5 kilo musiałam z niego zrzucić, jak do mnie wrócił :wallbash: Zrobil się tak pazerny, że - na ogół będąc naprawdę (aż za)grzecznym psem - potrafi skubnąć coś z trawy... idąc na smyczy :angryy: A tak wygląda, jak sępi :lol: I potrafi się tymi oczyskami wpatrywać i wpatrywać i wpatrywać, a człowiekowi jedzenie w ustach rośnie i rośnie i rośnie, aż w końcu kołkiem w gardle staje :evil_lol: Ja się nie patyczkuję i w prostych żołnierskich słowach odsyłam pieseczka do diabła. Wystarczy właściwie, że spojrzę na niego znacząco. Ale goście mają przerąbane :diabloti: A rodzice, mama zwłaszcza, jedzą posiłki z psimi nosami w talerzu (bo Sabina, choć niezbyt lotna błyskawicznie skumała o co chodzi). I dobrze im tak :diabloti: [quote name='Bila']Rrrrrespektujcie moje prrrrawo do obiadu:diabloti: :roflt: :roflt: :roflt:
-
[quote name='ayshe']tak.robilismy tak bo jakby tu powiedizec....no nie bardzo te psy nakrecone byly na cokolwiek a i mi chodizlo o was aczkolwiek mowilam o uczeniu tzw.klikerowym ..ze bez tego ani rusz.[/quote] Twoim zdaniem Bugajski nie był nakręcony na piłkę? :-o Bo przypominam, że to z Bugajskim ćwiczyłam u Ciebie aport, Słoninie dałam już wtedy spokój ;) Ja bym raczej typowała, że Bugajski miał podobne problemy, jak Shado. Klusek to też dość mocno łupowy pies (czy wybitnie to nie wiem, nie mam za bardzo porównania), na dodatek z wrodzonym chyba aportem - nigdy nie miałam problemu ze skłonieniem go do przyniesienia mi czegokolwiek (no, aportowania żarcia nie uczyłam, muszę spróbować :cool3:), na dodatek "aportowanie" (piszę w cudzysłowie, bo chodzi mi o takie nieformalne) zawsze było dla niego radochą samą w sobie. I jak zaczęłam naukę aportowania, to "formalny" koziołek przegrywał z "nieformalną" piłką. Aportował (albo i nie :diabloti:) na odwal się, na zasadzie "no dobra, robię, co mam zrobić, ale daj już kurdę tę piłkę :mad:" :evil_lol: Dlatego twoje wskazówki, żeby nakręcić psa na sam koziołek, zrobić z koziołka coś na kształt fajnej zabawki nam akurat bardzo pomogły :) I psu, bo się do koziołka trochę przekonał, i mnie - bo przestałam postrzegać aportowanie, jako trudne i mocno formalne ćwiczenie i nie wycinam juz psa swoim własnym stresem, spowodwanym, że to takie trudne i formalne ;) [quote name='ayshe']a ja bym nei kasowala skakania.niech skacze ale niech bedize precyzyjna na komendzie. inaczje straci sie duzo z dynamiki.ja podkrecam skakanie ile ise da ale piesm usi stale tryzmac pozycje przy nodze,podnosi sie i opada tak samo w pozycji fuss.chodiz mi o podkreslenie dynamizmu psa. pisalam 10 krokow jako max,wiadomo ze waznbe jest wykonanie cwiczneia a nie ilosc krokow. ja daje nagrode wtedy kiedy pies idzie na dynamicznym jak najbardizej i nigdy za malo dynamicznym kontakcie+precyzja i po to musi byc smycz na korekty. jak to przestaje skakac to dostaje pilke?znaczy sie odstaje pilke za spadek drive'a?co ma precyzja do skakania?:crazyeye::p.nie kumam.[/quote] A ja nie bardzo rozumiem, jak to się ma do mojej wypowiedzi? Chodzi ci o "kicanie"? Przecież ja nie pisałam o tym w kontekście chodzenia przy nodze. Chodziło mi tylko o to odbieganie Aichy od Rudej z łupem. To dwie różne sprawy chyba? :hmmmm:
-
[quote name='14ruda']Kicanie.Aicha od jakiegos czasu chodzi z linką.Nie trzymam jej ani nie chwytam,bo to nie działa.Własnie przydeptałam butem na filmiku i tak bede robic.[/quote] Własnie miałam pisac, ze zauwazyłam linkę :lol: Za pierwszym razme jej nie dostrzegłam, ale jestem usprawiedliwoiona, mam - 4,5 w kazdym oku :evil_lol: [quote name='14ruda']Normalnie finał jest taki,ze tak chodze i ona po chwili dołącza do nogi.Ale patyk czy co tam dzierży w paszczy zostawia.[/quote]A niech zostawia! W koncu o to chodzi, żeby pies zakumał, że patyk/piłka są atrakcyjne TYLKO w połączeniu z Tobą :cool3: ;) Nie wymagaj na razie, żeby ci je przynosiła. Jak już Aicha przekona się, że najfajniejsza (i jedyna możliwa :diabloti:) zabawa jest z Tobą, to sama z siebie powinna zacząć ci je przynosić. Przynoszenie przewodnikowi zabawki powinno być zachiowaniem spontanicznym, a nie wyuczonym na komendę. Bo co to by była za zabawa? ;)
-
[quote name='ayshe']asher-moje psy byly w rekach ludzi ktorzy hoduja wg sv i naleza do wusv.ocena na ringu jest wg w/w eksterieroi potrzebna do hodowli nadal.:cool1:.[/quote] Kurczę, ja byłam przekonana, że według regulaminu SV do hodowlanki potrzebny jest tylko korung, dodatkowe oceny z wystaw już nie. Ot, skleroza, na pewno o tym nie raz pisałaś :oops: Szkoda, że nie podpytasz znajomych, z chęcią dowiedziałabym się o co w amerykańskiej hodowli biega. Bo na razie, to to jest dla mnie, jak bejzbol - kompletnie nie kumam zasad :evil_lol: [B]Marciashka[/B], Panda sheperds i Franka, od której się wywodzą są właśnie takimi "akacowskimi owczarkami". Cholera wie, czy nie mają w sobie jakichs domieszek i czy SV też uznałaby ich "rasowość" (abstra***ąc od przyznania im uprawnień hodowlanych, bo to dwie różne sprawy, tak, jak z DOnkami - rasowe są, choć niehodowlane).
-
[quote name='ayshe']asher-ja nie popadam w paranoje-mam nadizeje ze zostane odbrze zorzumiana:otoz chce podreslac ze to olewam.tak bardzo mnie ot wsyzstko nie dotyczy ze az nie chce mi sie pisac.:diabloti:.ja nie jestem urazona ,"zraniona",ani dotknieta-ja jestem przepelniona litoscia do zalosnej postawy.:diabloti:.[/quote] A, to ok. Źle zrozumiałam to, że wolisz komentowac na priw filmy rudej ;) Chodziło mi też o to, żebyś odniosła się do moich uwag. Ja wcale nie jestem przekonana o własnej słuszności i fajnie by było, gdyby ktoś wytknął mi ewentualne błędy w rozumowaniu ;) [quote name='ayshe']za dlugi i nudny marsz do przodu,nei dotykaj psa w ten sposob w trakcie pracy bo pies i tak jest lekko chaotyczny malo cappingu lupu tutaj widze,wiecej pracy pt:o zobacz mam fajna pilke,pies idzie daj,daaaj ale potem spada z drivea bo i tak widzi ze nic z tego.nakrec,pilka schowana np pod lewa pache,idziesz krotko,smycz do korekty,jakies dwa zroty,pare krokow zmian tempa,trasa nie dluzsza niz 10 krokow[ze zwrotami]pilka wypada i konczysz na sekwencji lupowej zaleznej od drive'a psa.[/quote] Z tym, że marsz za długi i za nudny oczywiście się zgadzam. Ale ja bym na początek nie robiła nawet 10-ciu kroków. Aicha wydaje mi się zbyt rozkojarzona na te 10 kroków, nawet ze zwrotami i zakrętami, to, wbrew pozorom spory odcinek (zależy zresztą kto jakie kroki daje :evil_lol:). Nie wprowadzałabym też od razu zmian tempa w jednym cyklu marszu. Po prostu raz robiłabym te kilka kroków wolniutko, kolejny raz szybciej itp. żeby psa nie zauczyc schematu. Nagradzałbym (a więc i kończyła ćwiczenie!) od razu, jak pies złapie kontakt idąc równo przy nodze. Chwila zabawy z psem i abarot od nowa. Same zwroty i zmiany kierunku też robiłabym na początku nie w marszu, a w "statyce", tzn. nie idąc, a okręcając się w miejscu - z psem przy nodze. Aicha najpierw musi w ogóle załapać o co biega - a biega o kontakt i trzymanie się nogi przewodnika. Wydaje mi się, że na krótkim, prostym odcinku marszu łatwiej sobie z tym poradzić, bez ryzyka, że nam pies spadnie z kontaktu. Wprowadzenie zmian tempa i zmian kierunku z jednej strony, owszem, może nam psa bardziej nakręcić na robotę, ale może też spowodować, że pies się zdezorientuje. Dlatego ja te "urozmaicenia" najpierw przećwiczyłabym "na sucho", a dopiero po pewnym czasie, jak już pies zakuma - powoli połączyła w jedną sekwencję. Trzeba tylko wyczuc moment, kiedy pies jest gotowy na wprowadzenie urozmaiceń i dłuzszy marsz. Dobrze jest sobie na bieżąco po treningach zanotować jak pies sobie radzi z poszczególnymi ćwiczeniami, z czym mamy problem itp. To pomoże w zaplanowaniu kolejnego treningu (sklerotycy, tacy, jak ja powinni to sobie rozpisać na kartce :evil_lol:), będziemy dzięki temu wiedzieć na czym trzeba się skupić, co dopracować, a w czym posunąć się już o krok dalej. Naprawdę, szczegółowo zaplanowany trening daje o wiele lepsze wyniki, niż pójście na żywioł :lol: [quote name='ayshe']ps.ruda-jak pies skacze bo nauczyliscie go goopiej zabawy to t\raz trzeba przerobic cala sekwencje lupowa z psem.to ma byc wspolne zagryzanie lupu.zawsze.i wyciszenei po zagryzieniu.[/quote] To może ja napiszę, jak to rozumiem, bo dla takich laików, ja my, Twoje wyjasnienie może się wydać niewystarczające :lol: Ja, dopóki nie opanuję kicania, nie nagradzałabym psa wyrzutem piłki. Tylko wspólne szarpanie piłki, którą trzymam w ręku za sznurek. Jak już się niechcący zdarzy, że pies się rozkica - totalnie bym psa olała. Widac na filmie, że jakikolwiek przejaw uwagi przewodnika wzmaga kicanie :evil_lol: Na pewno wprowadziłabym linkę, bo może się zdarzyć, że pies tak się rozkręci w samodzielnej zabawie, że będzie chciał się jeszcze bardziej od przewodnika odkicać :evil_lol: Linki nie trzymałabym w ręku, nie szarpałabym nią psa - ot, przydepnęłabym butem, żeby w razie chęci odkicania na jeszcze większą odległość po prostu to psu uniemożliwić. Stanęłabym/usiadła sobie w pewnym oddaleniu od psa (z linką pod butem) i zaczęłabym się bawić drugą piłką. Sama ze sobą :evil_lol: Styl zabawy uzalezniłabym od reakcji psa - starałabym się robić tak, żeby go sbą zainteresować i skłonić do podejścia, ale nie rozkicac jeszcze bardziej. Jak tylko podejdzie - żywiołowa zabawa razem z psem :multi: Na koniec zabawy (czyli, jak odbiorę i schowam piłkę) od razu zmieniłabym ton głosu, którym tiutam do psa (w trakcie zabawy tiutałabym wysokim głosem, radośnie) na spokojniejszy, normalny. Spokojne głaskanko mizianko. Podałabym też kilka smakołyków (pod warunkiem, że nie nakręcają psa bardziej, niż piłka!) np. prosto z ust, jak się kto nie brzydzi, dzięki czemu robiłabym trzy w jednym: wyciszała psa, przekonywała, że oddawanie mi piłki się opłaca i uczyła szukania kontaktu wzrokowego ;) [quote name='ayshe']marmara-jedna uwaga-koziolek do aportowania to nie jest zabawka.:cool1:.to jest przedmiot ktory trzeba szybko przyniesc bo za to jest nagroda.ten przedmiot sam w sobie jest zwykly,nic niesamowitego;).za to to co sie odstaje w nagrode jest superasne.[/quote] No ale na koziołek też przecież się psa trochę nakręca? Z Twoich zajęć to przekonanie wyniosłam: targetowaliśmy psa koziołkiem, przeciągaliśmy się z psem koziołkiem itp.? Jasne, że to nie jest taka "zwykła" zabawa, ale jednak takie postępowanie ma w sobie elementy zabawy? Uffff, to teraz czekam na uwagi :oops:;)
-
[quote name='mch']jako ze strasznie spodobal mi sie ten filmik : http://pl.youtube.com/watch?v=VFBOpo9-ac8&feature=related zaczelismy , hihi, pierwsze podejscie z klarką http://pl.youtube.com/watch?v=5YgPZNLzi20 jaką idiotke z siebie robie tak slodząc i gadając do futrzastej :evil_lol: Biedne pieski :placz::placz::placz: :lol: Nie no, ich wzrok mnie rozwala :evil_lol: Super :lol:
-
[quote name='Marciashka'][B]asher[/B] - [U]zgadzam się w pełni z tym, co jest w Twoim poście[/U]. (...) Ja w dalszym ciągu będę uważał, że najistotniejsze są osiągnięcia psów - w końcu po to są zawody, żeby zwyciężył najlepszy[/quote] No to nie zgadzasz się w pełni z moim postem ;) Bo ja napisałam: [quote name='asher']Zawody nie są nieważnym kryterium. Są najmniej ważnym. A to różnica jednak ;)[/quote] ;) Tak dla jasności, ja rozumiem i argumenty SaJo i Nico-malinois i... Marciashki też rozumiem :lol: Kto ma rację? Nie wiem. Mnie się wydaje, że między wami nie ma sporu, tylko... mówicie o różnych rzeczach. I stąd nieporozumienie ;)
-
[B]Ayshe[/B], a mogłabys podpytać swoich współpracowników z USA, jak to tam wszystko wygąda? Np. pisałas gdzieś, że psy z Twojej hodowli są wystawiane rzadko, ale między innymi w USA, bo to potrzebne im do hodowlanki. A z tego co ja słyszałam, w Stanach właśnie wystawy do hodowlanki nie są potrzebne :niewiem: Tylko pewnie zalezy to właśnie od tego, według jakiego regulaminu się hoduje. A tam jest to wszystko tak poplatane i dziwaczne dla mnie (np. hodowle ponoć nie muszą mieć przydomków i poszczególne mioty mogą być pod różnymi przydomkami :-o :lol:), że z chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej. Znam osobiście jedną polską hodowczynię, która wcześniej hodowała w USA, ale ta osoba hoduje zupełnie inną rasę, nie użytkową, więc pewnie i reguły inne...
-
[quote name='Marciashka']Po pierwsze [B]sajo[/B], gdzie twierdzę, że nico-malinois ma beznadziejne spojrzenie na hodowlę? Ma koncepcję, wg której twierdziła, że nie są ważne dokonania psa, a analiza wyników na zawodach jest bez sensu, potem wspomniała o przeglądaniu rodowodów i linii - w wielu miejscach się z nią zgadzam zresztą.[/quote] [B]Marciashka[/B], poziom reprezentujemy chyba podobny, ja też jestem teoretykiem, może nawet większym, niż Ty, bo ja ze swoim psem "pracuję" właściwie cały czas sama (cudzysłów celowy, bo to raczej taka dłubanina od czasu do czasu, niż faktyczna praca), troszkę z moim psem liznęłam agility (tyko kurs początkowy), jeszcze krócej ćwiczyłam posłuszeństwo pod okiem szkoleniowca (ayshe). Nie byłam na żadnych zawodach, nie tylko IPO, ale nawet ob, czy agility. Nawet rasowgo psa nie mam (no ok, jednego mam, ale zupełnie przypadkiem :lol:)! Jestem więc teoretykiem absolutnym ;) A zobacz, jak różnie rozumiemy to, co czytamy ;) Ja [U]nigdzie[/U] w postach [B]nico-malinois[/B] nie wyczytałam, że dokonania psa są nieważne. Wyczytałam jedynie, że to nie jest jedyne kryterium oceny psa. Wyczytałam, że dobry fachowiec, czyli taki, który ma wiedzę i doświadczenie, a więc "oko" do psów obserwując psa i przewodnika na zawodach potrafi z dużą doza prawdopodobieństwa ocenić, czy pies wypadł słabiej, bo to on sie "spalił", czy może wypadł słabiej, bo "spalił się" przewodnik. Ale, żeby móc obiektywnie ocenić start psa w zawodach potrzebna mu jest większa znajomośc psa, niż tylko z tychże zawodów. I dlatego własnie jeździ oglądać pracę psa na treningu. Swoją wiedze o danym psie opiera na dodatek nie tylko na własnych obserwacjach, ale i na analizie rodowodu psa. Ta analiza rodowodu nie jest potrzebna komuś, kto kupuje do pracy, czy do sportu psa już dorosłego, czy podrośniętego - bo wtedy liczy się tylko stan faktyczny, czyli to, jaki jest ten konkretny pies. Wystarczy więc obserwacja zachowania psa, jego popędów i wykorzystania ich w pracy z człowiekiem. Jeśli jednak kupuje się do tych celów młodziutkiego szczeniaka, to już warto się podeprzeć rodowodem i jak największa informacją o przodkach i krewnych danego psa plus oczywiście obserwacja konkretnego szczeniaka. Analiza rodowodu jest jednak niezbędna, kiedy myśli sie o wykorzystaniu danego psa w hodowli. Nawet jesli ten pies jest już dorosły i jest się w stanie obiektywnie ocenić to, jakie ma popędy. Sama obserwacja psa nie da ci jednak informacji o tym, czy pies swój znakomity charakter przekaże swoim dzieciom, zwłaszcza, jesli jest młodym reproduktorem/młodą suką hodowlaną z niewielką ilością zbyt młodego do obiektywnej oceny potomstwa. Czyli, reasumując, do rzetelnej oceny psa potrzebna jest znajomość danego psa i znajomość jego rodowodu. A obserwacja psa na zawodach, czy w pracy jest dopełnieniem obrazu. Zawody nie są nieważnym kryterium. Są najmniej ważnym. A to różnica jednak ;)
-
[quote name='marmara_19']jak ja go chce wybiegac to msuze na pilke.. bo ona daleko leci a peis biegnie... ehhh;p[/quote] Można bez piłki :diabloti: Na przykład biegając z psem :diabloti: Asher Dobra Rada - która po przebiegnięciu 5 m ma zadyszkę :evil_lol:
-
[quote name='Berek']Określenie wzięło się stąd że kiedyś, dawno, dawno temu (acz nie w odległej galaktyce... ;)) pewien zwolennik psów słusznej postury (?)wrzeszczał za mną na widok bandy małych istot galopujących wokół mnie na jakiejś wycieczce: "skaranie boskie takie COŚ w domu trzymać!" :lol: - stąd wszystko małe przynależne do gatunku canis familiaris pozostalo u mnie Cosiem. A skąd wiesz, że ów jegomość o psach się wyrażał? :evil_lol: ;) [quote name='Abi']oczywiscie niechec do kolcow i oe to moje osobiste przekonania:p Abi, juz Ci w tym wątku zadawałam to pytanie, ale chyba nie odpowiedziałaś, powtórzę się więc: Czy tylko kolczatka i OE wzbudzają w Tobie taka niechęć? A jeśli nie, to co jeszcze uważasz za niedopuszczalne w procesie wychowania psa? Pytam, bo ciekawa jestem, Twojego stosunku się do wypowiedzi Patrycji (pod którą się podpisuję i za którą jestem wdzięczna, bo sama tak zgrabnie nie wyraziłabym swoich poglądów ;)): [quote name='p']Sluchajcie, nie ma co popadac w skrajnosci ! Kolczatka , OE - powiem szczerze widzialam bardzo duzo psow ktore nigdy nie widzialy takich zabawek a byly tak zmarnowane i zniszczone ze strach patrzec. Z innej strony znam mase psow szkolonych kolczatka, oe i pracuja super ! Wszystko zalezy od umiejetnosci ! Czy da sie psa wyszkolic bez - zdecydowanie tak ! Wszystko zalezy od psa z jakim pracujemy , poziomu jaki chcemy osiagnac . Pamietac nalezy ponad wszystko: samokrytyka co do wlasnych umijetnosci , wiedza ,wiedza i jeszcze raz wiedza i doswiadczenie. A co najwazniejsze zmiana mentalnosci ! OE i kolczatka nie sluza do nauki -uczymy zawsze pozytywnie ! pozdrawiam patrycja
-
[quote name='marmara_19']aher.. wiem wiem.. w domu trzymal bylo ok.. na dworze biegal z koziolkiem.. albo szukal pilki w pelcaku bo tam ja widzial... albo wypluwal aport zeby dostac zarcie;p bo mialam kielbaske ze soba;p z reszta aport ammy zly do nauki przy moim psie;p[/quote] No to spróbuj uczynić nagrodą sam aport ;) Króciutkie sesje, bez piłki, bez kiełbaski, tylko koziołek i zabawa nim. Czyli tak, jak nakręca się na zabawkę niezabawowego psa ;) A co jest nie tak z koziołkiem? Ja mam taki najzwyklejszy, Hiltona chyba i to na dodatek mocno ogryzionego, bo jak tylko go kupiłam, to moja mamusia, podczas mojej nieobecności dała go pieskom do zabawy, domyślasz się, jak się z tego ucieszyłam po powrocie do domu :diabloti: Na razie nie palnuję kupna lepszego, przy takim byle jakim ćwiczeniu, jak moje z Burkiem, to mi szkoda kasy na lepszy :evil_lol:
-
[quote name='marmara_19']aaa a on aport wezmie w pysk.. pojdzie na kontakcie na aporcik.. polonzowc na lince jak ma aport moge go.. ale nie chce go przynosic.. tj wypluwa i szuka pilki.... To może na razie nie rzucaj? Tylko zacznij ćwiczyć od końca - od trzymania aportu w pysku w siadzie przed tobą. Baw się w przeciąganie aportu, w skakanie po aport trzymany w ręku, targetuj aportem naprowadzając na ładny siad przed tobą itp. Tylko pilnuj ładnego chwytu. No i kończ ćwiczenie zanim pies się znudzi, jak jeszcze jest nakręcony. Nie rób regulaminowego aportu na piłce, już zresztą kiedyś pisałam Ci o tym. Piłka jest w nagrodę, do żywiołowej zabawy; jeśli raz piłką po prostu się bawisz nie stosując żadnych reguł, a innym razem wprowadzasz jakieś sztywne zasady - to mieszasz psu w głowie. Wtedy piłka ani nie będzie super nagrodą (bo pies się na niej nie wyluzuje, spodziewając się komend), ani nie będziesz miała ładnego sportu na niej (bo przecież czasem można się nyło tym pobawić) ;) Najlepiej byłoby, gdybyś do ćwiczenia aportu wymyśliła sobie nowe komendy, takie, których nigdy nie używałaś i nie uzyjesz przy piłce. Na pewien czas zrezygnowałabym też z zabawy patykami. Ja Bugajskiemu nawet piłkę na trochę wycofałam, bo aport w obliczu piłki w ogóle go nie interesował. Wróciłam do piłki dopiero, jak Burek załapał, że koziołek też w sumie jest fajny :D Mam za to problem z patykami... Kształt mają do koziołka podobny, więc chyba powinnam albo w ogóle zrezygnować z zabawy nimi, albo "bawić się" tylko tak, jak aportem - wedle sztywnych reguł, pilnując ładnego chwytu, a po rzucie wymagać poprawnego powrotu z patykiem do mnie. Ale Bugajski sam sobie na spacerach wyszukuje patyki... I tu przyznaję, jestem niekonsekwentna :wallbash: Na szczęście pies jakoś sobie tego zbytnio nie generalizuje, nie bawi się aportem tak, jak patykami. Ale pewnie dlatego koziołek nie jest super hiper atrakcyjny, no bo patyki fajniejsze... Do idealnego regulaminowego aportu wciąz więc nam nam jeszcze daaaaleko i już pewnie tak zostanie :oops: ;) Lisica, ja nie widzę nic niestosownego w takim "sparawdzaniu" szczeniąt. Bo to raczej nie pojedyncze "sprawdzanie", a konsekwentne prowadzenie i budowanie popędów. Tylko, że ja laik jestem, więc może się mylę :niewiem: Jedna uwaga, na pewno nie robiłabym takiego szkolenia na betonie. ------ EDIT. Laluna, mch, pisałyśmy jednocześnie :lol: ps. ayshe, czemu piszesz na priw, a nie na forum? Weź pod uwagę, że, jak będziesz pisać tutaj, to z twoich rad skorzysta więcej osób ;) Wiem, wiem, nie chcesz podejrzeń o lanserkę... Ale pliiiiz, nie popadaj w paranoję :modla: ;)
-
[quote name='PIKA']I tak i nie. Czasami przymus jest potrzebny, jak i "wydarcie ryja" Ja wlasnie takim podejściem "bez przymusu" "slaby psychicznie" musze teraz pare rzeczy odkręcać. Na szczęscie Koronka, dala mi "kopa w tylek" dośc wcześnie, więc wszystko jest na dobrej drodze PIKA, ale kiedy tego "kopa w tyłek" dostałaś, to u Młodego trzeba było już kilka rzeczy odkręcać. Czyli nie uczyć, a oduczać. Poza tym pisząc "bez przymusu" nie miałam na myśli sytuacji, kiedy zwykłego "fe" się psu nie powie - no bo to przeciez też przymus ;) [quote name='PIKA']Kliker nam nie poszedl, moze wlasciwie ja szybko zarzucilam, ale zostalam skutecznie zniechęcona w klikerowym psim przedszkolu własnie. Dla mnie bylo nie do pojęcia, ze mam psu klikać I TYLKO klikać, a nie mogę go pochwalić slownie. Oczywiście wylamywałam się :diabloti: ale zawsze slyszalam "nie gadamy do psa" :roll: Ale ja lubie gadać do psa, pies lubi jak ja gadam do niego, jak on widzi, ze ja się ciesze to i on się cieszy, to po co mam tu odbierac? Szkolenie klikerowe można prowadzić bez użycie klikera ;) Mnie przecież nie chodziło o ślepe trzymanie się "doktryny". [quote name='Chandler']Napisałam kiedyś, że dużo tu teoretycznych rozważań, dostałam opie od Asher No, teraz to dopiero będzie "opie..." :mad: Chandler, no przecież wyjaśniłam, że nie było moim celem pouczanie Ciebie. Chciałam tylko wyjaśnić, czemu takie dyskusje są w przeważającej części teoretyczne... BTW, bardzo dawno temu mialam małego psa, mieszankę krótkonożnych terierów. Suczka była cudna, mocno temperamentna... I... zgubił ją ten temperament oraz mój brak doświadczenia i wyobraźni, Pusia zginęła tragicznie, pod kołami auta, które goniła... ps. Berku, tak ciekawości, skąd się wzięło określenie "Cosie"? :D
-
[quote name='Abi']Przystaje na to, ze pies chce to robic, moja rola polega na tym by mu to uniemozliwic w humanitarny sposob (czyt. nie szczuje psa na koty, nie spuszczam w rewirze gdzie bytuje dzika zwierzyna).[/quote] Ja się zastanawiam, co jest bardziej krzywdzące. Podejmowanie prób przekierwoania psich popędów z ich "naturalnych celów" na nas (co oczywiście wiąże się ze stresem w trakcie nauki z użyciem bodźców awersyjnych)? Czy może narażanie psa na długotrwały, bo trwający prawie całe życie stres wynikający z tego, że pies chciałby realizować swoje popędy "jak mu natura podpowiada", ale... nie może tego robić? Myślę, że nie ma na to jedynej słusznej odpowiedzi. Ja wybrałabym pierwszą drogę, choć to pewnie zależałoby od psa. Ale nie uważam, tak, jak Ty, że ludzie robiący inaczej, to wstrętni sadyści znęcający się nad psami :roll: Piszę oczywiście o "przeciętnych" psach z "przeciętnymi" popędami właściwymi dla danej rasy. Bo kupowanie jamnika, czy wyżła z linii polujących, albo owczarka z linii użytkowych, kiedy ma się psu do zaoferowania tylko pełną miskę, wygodną kanapę, spacery po okolicy i... dużo miłości - to z zalożenia wyrządzanie psu krzywdy :shake: [quote name='Marta i Wika']A ja myślę, że jednak management z pozytywnym warunkowaniem. Czyli w tym przypadku - linka w terenie potencjalnie zakoconym.[/quote] Ale teoretyzujesz, czy masz jakies praktyczne doświadczenia? ;) Acha, moja Sabina na samym początku ganiała za rowerzystami i ludźmi uprawiającymi jogging. Nie z agrechą, ona chyba chciała ich do stada zagonić, jako niesforne, zbłąkane owieczki :evil_lol: Oduczyłam ją tego szybciutko, choć też nie bez awersji - jak wyrwała za "obiektem" to wrzeszczałam "FEEEE!!!" (słowa nie miała jeszcze uwarunkowanego, działała intonacja), na co sucz grzecznie zaprzestawała pościgu, a ja ją nagradzałam. Chyba nawet tygodnia ta nauka nie trwała, potem Sabina już ani razu się tak nie zachowała. Podejrzewam, że ta błyskawiczna skuteczność wynikała stąd, że... popęd był słaby ;) I w tym przypadku pewnie super sprawdziłoby się pozytywne warunkowanie, choć prawdopodobnie trwałoby to dłużej. Tyle, że ja wtedy jeszcze nie miałam o tym, że istnieje coś takiego, jak warunkowanie. Jak było z agresją do psów już pisałam. Agresji łowczej do zwierzyny nie udało mi się zwalczyć, właśnie ze względu na brak zdalnej zwierzyny ;) Ale i tu nie obyłoby się bez awersji, za głęboko ma psica zakorzeniony schemat zachowania: dopaść - zabić - zjeść (jednego kota już jej z gęby wyciągałam, stąd wiem, że nie goni ich "żeby się pobawić"). I to jest sedno, moim zdaniem: pozytywnym warunkowaniem poradzisz sobie z zachowaniem samonagradzającym się, pod warunkiem, że popęd nie jest silny. Przy silnym popędzie - nie da rady. Im silniejszy popęd, tym większa dla psa nagroda za zrealizowanie go. Ale i w sytuacji, gdy popęd jest na tyle słaby, że da się go przewarunkowac pozytywnie widzę mankamenty: kot może się przytrafić nawet w terenie niezakoconym. I wtedy niestety całe mozolne warunkowanie trzeba zaczynać od nowa... A im dłużej warunkowanie trwa, tym większe rtyzyko, że taki "niesubordynowany kot" nam ją zepsuje ;)
-
[quote name='iza_szumielewicz']Zawsze go broniłam. Głónie pyskówką:oops::oops:Pewnie, że się tego wstydzę, ale Mały był najważniejszy. Zawsze. Nawet, jak był winny.[/quote] Chyba każdy z nas ma taki syndrom - nawet jeśli wiemy, że to nasz pies się źle zachowuje, to i tak go zaciekle bronimy, w końcu to nasz Niuniuś i innym wara od jego krytykowania :mad:;) Moja Sabina też nie święta, a jak zdarzył się jej dym i ktoś się na mnie wydarł, to i ja - bezsprzecznie winna - się wydzierałam, przepraszałam w drugiej kolejności, albo i wcale, jeśli ktoś był wybitnie chamski ;) A w tej sytuacji sprzed lat obie byłyśmy "winne", bo oba psy powinny być na smyczy :lol: Ale pokaż mi właściciela psa, który nigdy nie złamał przepisu o trzymaniu psa smyczy :cool1: No i nie "pyskowałyśmy" sobie po chamsku, ot, kulturalnie wymieniłyśmy sprzeczne poglądy ;) :evil_lol: Całe to zdarzenie traktuję humorystycznie, nie przeszkadza mi to lubić Ciebie, nie przeszkadzało mi to lubić Malutkiego. Ani ucieszyć się wtedy z faktu, że ma dom :loveu: