-
Posts
6875 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by asher
-
No proszę, tutaj taka piękna akcja społeczna się rozwija, a ja wywaliłam wyczesane burkowe kłaki do kosza :wallbash: [B]Shida[/B], może zainwestuj w kubraczek? :cool3: ;)
-
A to moje biednieńka, schorowana, ślepa Śpiąca Królewna :loveu: [IMG]http://images26.fotosik.pl/133/e9528dc2bc3bc67d.jpg[/IMG]
-
[quote name='Mrzewinska']Gdyby moja suka wybrala zarcie zamiast nagrodzenia pileczka, to chyba powiesilabym sie z rozpaczy!!!! Nic tak mnie nie ucieszyla, jak sytuacja: Raszenka siedzi w otwartym autku, ja nakazuje siedzenie, jednoczesnie kuszac gryzakiem majtanym przed nosem, aby wytrzymala mimo to pozostanie. Znajomy - bez porozumienia ze mna, nic to, podtyka jej najcenniejszy dla niej smakol, Raszce wolno w moje obecnosci brac zarcie z reki od przyjaciol. Raszka wrecz odtrąca glową jego rękę, hipnotycznie wpatrzona w gryzak. I tak ma byc. Gdyby dziki pies na sladzie sarny przerywal prace dla zjedzenia zajeczego bobka, nigdy by sarny nie dopadl. Gdyby Raszka wybrala smakolyk, a nie mozliwosc upolowania aportu, uznalabym, ze nie potrafie szkolic belga na lup. Zofia[/quote] I tu, moim zdaniem, leży sedno nieporozumienia między osobami szkolącymi klikerowo, a "resztą świata". Nie bazuje się na wyskoich popędach szkoląc klikerowo, raczej wręcz przeciwnie, dąży się raczej do ich stłumienia, "ucywilizowania" ;) Dlatego to jest fajna i skuteczna metoda dla psów ze słabymi popędami. Ale, IMHO, kontrowersyjna w przypadku psów z popędami wysokimi - bo odbiera tym psom ich charakter. No i chyba słabo skuteczna, bo jak nagrodzić psa, dla którego największą nagrodą jest realizowanie się w tych swoich popędach? Zawsze twierdziłam, że metoda klikerowa jest bezradna wobec zachowań samonagradzających się. W przypadku takich zachowań, które z róznych względów nam nie odpowiadają nie da się wypracować posłuszeństwa psa nie uświadamiając mu, że to zachowanie nie jest opłacalne. Mówiąc potocznie, niestety trzeba psu takie zachowanie obrzydzić, jednocześnie sowicie nagradzając za to, co chcemy wypracować...
-
[quote name='mch']asher , jak sie hoduje psy do pracy jak to orzekasz- to sie ich nie sprzedaje na allegro co ? zakladam ze firma ochroniarska o której piszesz teoretycznie nie tam szuka psów dla siebie :lol:[/quote] Na samym allegro pewnie nie. Ale nie wykluczam, że osoba, od której ta firma kupowała psy część przychówku wystawiła własnie na allegro ;) Po prostu, kupujac psa do roboty kierujesz się względami czysto praktycznymi, a nie etycznymi, nie interesuje cię, czy psa sprzedaje ci miłośnik rasy, czy handlarz. Względy praktyczne nakazują, żeby pies był zdrowy, dobrze odchowany i twardy, bez traum, zahamowań, skaz na psychice - a to powoduje, że kupuje sie u kogoś, kto zna się na rzeczy i o psy dba, bez względu na to, czy z miłości do nich, czy również ze względów czysto praktycznych ;) [quote name='mch']czemu te psy do pracy nie mają miec udokumentowanego pochodzenia ?[/quote]Ależ one często mają udokumentowane pochodzenie. Tyle, że nie są to rodowody ZK, czy szerzej FCI ;) Nie wiem, jak to wygląda teraz, ale kiedyś oprócz akcji skupowania dorosłych psów słuzby mundurowe również hodowały na własne potrzeby - psy były ewidencjonowane. Czyli działano tak, jak działało się u zarania kynologii, tworząc konkretne rasy. Czasem psy służbowe trafiają w prywatne ręce, niekoniecznie ze względu na jakiś feler. I właśnie od takich osób najczęściej kupują psy firmy prywatne. Jesli więc oboje rodzice szczeniaka to były psy służbowe, to szczeniaki w pewien sposób mają "udokumentowane pochodzenie", ślad w papierach służb przecież po nich został ;) A nawet jesli nie mają, to - patrz wyżej. Nie muszą mieć. Mają się nadawać do roboty. Liczą się też pewnie względy finansowe, nie sądzę, żeby policję, czy prywatna firmę ochroniarską stac było na importy znakomitych użytków idących w tysiące euro (bo jak importować, to już dorosłe, sprawdzone, a te kosztują słono; raczej nikt nie zaryzykuje importu szczeniaka, bo za dużo z tym zachodu przy zbyt duzym ryzyku niewypału).
-
Dzięki Katerinas! My również życzymu wszystkim wszystkiego dobrego :) Burki przeżyły Sylwestra bez większego stresu :D Niestety mam i przykrą wiadomość. Z Sabinką jest bardzo źle. W święta straciła wzrok, prawdopodobnie guz przerósł czaszkę i uciska bezpośrednio mózg. Sabinka zupełnie nie radzi sobie w tej sytuacji, z dnia na dzień jest gorzej, ciężko jest się jej poruszać, chodzi chwiejnie, zatacza się, schodzenie i wchodzenie po schodach, to koszmar, kilka dni temu straciła orientacje nawet w mieszkaniu, kóre przecież doskonale zna. Nie wiem czy jest to spowodowane postępująca degeneracją mózgu, czy to po prostu uraz psychiczny - każde, nawet lekkie uderzenie w głowę (a niestety przytrafia się jej to dość często) to duży ból, ze względu na guzy. Ja mam wrażenie, że to drugie, że ona po prostu boi się chodzić, bo boi się bólu... Jeszcze kilka dni temu bez problemu łaziła po łące, teraz nawet muśnięcie źdżbła trawy powoduje, że sie wycofuje i nerwowo zarzuca głową... Na dodatek Sabinka bardzo źle znosi przymus fizyczny z mojej strony, a ja nie mogę czasem kierować nią inaczej, jak własnie za pomocą lekkiego szarpnięcia smyczą, czy lekkiego popchnięcia w chwili, kiedy idzie prosto na jakąś przeszkodę... Oczywiście chwalę i nagradzam ją za każdym razem, ale to niewiele daje. Próbuję tez uczyc ja komend kierunkowych, ale na ogół jest tak zestresowana tym, że w ogóle się porusza, że nic z tej nauki nie wynosi... Na dodatek ona chyba wyczuwa mój stres, co dodatkowo ją dołuje. Bo jestem potwornie zestresowana, piszę o całej tej sytuacji dość spokojnie, ale tak naprawdę jestem kłębkiem nerwów. Właściwie w miarę normalnie funkcjonuję tylko w necie; pisząc posty mogę się nawet uśmiechać, czy żartować, klecić sensowne zdania. W realu mi to nie wychodzi zupełnie, nie daję rady w ogóle z nikim rozmawiać, choćby o pierdołach, nie umiem zebrać myśli. Nie wiem, co dalej. Niunia jest pewnie obolała i ciągle zestresowana, prawie całe dnie przesypia, coraz rzadziej macha ogonem... Ale zarazem ma jednak apetyt, drze japę, kiedy słyszy, że ktoś się kręci po klatce schodowej, czasem nawet zwleka się z posłanka i przychodzi się pomiziać, albo "powiedzieć", że chce michę, czy siusiu, rano budzi mnie, jak zwykle, chlastając w twarz jęzorem, dzis rano sama się podniosła słysząc, że otwieram szufladę ze smyczą, obrożami (ta szuflada to takie hasło do spaceru)... Jutro idziemy do lekarza, myślę, że podamy Sabinie morfinę. A jak uda się zwalczyc ból :modla: to mam nadzieję, że i stresowi damy radę. I jeszcze pobędziemy trochę razem i będziemy mogły cieszyć sie sobą. Jeszcze choć chwilkę.
-
[quote name='Marta i Wika']Nie odpowiem Ci na to pytanie, bo nigdy nie ćwiczyłam z psem IPO. Intuicyjnie mogę odpowiedzieć, że przerobiłabym to samo jeszcze raz w mniejszym pobudzeniu. Zastanowiłabym się, co w danym momencie nagradza niepożądane zachowanie i [B]zlikwidowałabym tę nagrodę[/B].[/quote]Strzeliłabyś w łeb pozorantowi? :diabloti: Sorry, tak mi się dosłownie skojarzyło :lol: [quote name='Marta i Wika']Albo zastanowiłabym się, czy na pewno ćwiczyć IPO z psem histerykiem, który pluje żarciem w większości sytuacji. Czy to jest dobre dla tego psa.[/quote] [B]Marta[/B], są psy, dla których w obliczu pewnych zajęć smakołyk nie jest żadną nagrodą! Bo największą, najbardziej pożądaną nagrodą jest właśnie samo to zajęcie. To nie ma nic wspólnego z tym, czy pies jest typem histeryka, czy nie. Wiadomo, "histeryk" łatwiej się nakręca, ale własciwie każdy pies z silnymi popędami w obliczu zajęć, do jakich rasa została wyselekcjonowana żarcie będzie miał... w odwłoku. Czy z gończym, którego życiową pasją jest pogoń za zwierzyną (bo do takiej przeicież pracy rasy z tej grupy zostały stworzone) nie uprawiałabyś użytkowego, "myśliwskiego" tropienia dlatego, że pies na tropie pluje smakołykami? :cool3:
-
Pewnie wywołam kolejną burzę, ale... [B]Mch[/B], szczerze? Jeszcze ze dwa miesiące temu pewnie podpisałabym się pod tym, co napisałaś. Teraz... już nie. Gdybym miała np. firmę ochroniarską i potrzebowała psa do pracy, to... raczej nie szukałabym ON w hodowli. Mimo dylematów, nazwijmy to etycznych, kupiłabym podrostka, albo dorosłego psa po psach służbowych właśnie. Sytuacja czysto hipotetyczna, bo raczej firmy ochroniarskiej miec nie będę, dzięki czemu stać mnie na luksus traktowanie psa, jak ukochanego członka rodziny i przytulankę. Ale niedawno miałam okazję rozmawiać właśnie z właścicielem firmy ochroniarskiej, rozmawialiśmy oczywiście o psach. I ja rozumiem jego argumenty. Ten człowiek wymaga tylko tego, żeby pies się nadawał do trudnej roboty, czyli ma być zdrowy i ma byc twardy. Nic więcej go nie interesuje, a juz na pewno nie jest zainteresowany bagienkiem panującym w ZK... Z drugiej strony oczywiście nie podoba mi się sprzedawanie psów w tej formie, jak robi to Jamor - czyli nie ważne komu, byleby zapłacił wymaganą kwotę. Ale i trudno się dziwić, ktoś, kto ma do czynienie z psami służbowymi nie może sobie pozwolić na zbytnie sentymenty... Taka osoba nie traktuje psa w tych kategoriach, co większośc z nas tutaj. Dlatego nie pochwalam, ale i nie linczuję...
-
Fotki naszych psiaków (prosimy zakladac oddzielne tematy)!
asher replied to doddy's topic in Owczarek niemiecki
[quote name='saJo']Stawiam, ze sa to opuszki lewej przedniej lapki, zgietej w nadgarstu.[/quote] Brawo! :klacz: Wygrała Pani całoroczną prenumeratę burkowych fotek :evil_lol: Zdjęcie faktycznie nienajlepsze, bo robione wieczorem, przy słabym świetle, bez lampy. A na dodatek mój monitor przekłamuje i trudno mi ocenić, czy wystarczająco daną fotkę obrobiłam :mad: [SIZE=1][quote name='saJo'][SIZE="1"]asher,jak czuje sie dziewczynka?[/SIZE][/quote][/SIZE] [SIZE=1]Jestem przesądna ;) Nie chcę się w Nowy Rok rozpisywać o smutnych rzeczach :shake:[/SIZE] -
Fotki naszych psiaków (prosimy zakladac oddzielne tematy)!
asher replied to doddy's topic in Owczarek niemiecki
[B]Nenemusha[/B], całkiem fajny ten Niepozorny Wiesiek :cool3: :multi: A to moja Śpiąca Królewna :loveu: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images26.fotosik.pl/133/e9528dc2bc3bc67d.jpg[/IMG][/URL] -
[B]Ayshe[/B], mam nadzieję, że pamiętasz o mojej prośbie i sprawdzisz to laboratorium? :cool3: :) W międzyczasie napisałam do dwoch hodowli ON z wysp (jedna angielska, druga irlandzka), które badają swoje psy pod kątem hemofilii (ale nie vWd), niestety z żadnej póki co nie mam odpowiedzi...
-
[quote name='AlaNowak']Nie świstak tylko tak jest. Mam porównanie, bo jeden z moich psów to znaleziony w lesie, bity pies,a drugi jest ze swietnej hodowli[/quote] [B]Alu[/B], DWA psy to zdecydowanie za mało, żeby pokusić się o jakieś prawdy ogólne :lol: A twierdzenie, że pies, którego przygarnęlismy jest nam za to wdzięczny, a przez to bardziej przywiązany do właściciela to przejaw bardzo naiwnego spojrzenia na psy i, niestety, bardzo małej wiedzy o psiej psychice.
-
Z tego co ja wiem, długi włos to cecha recesywna. Dlatego jeśli po dwóch krótkowłosych psach (matce i ojcu) urodzi się kudłatek, to wiadomo, że oboje rodzice to nosiciele recesywnego genu. ----- EDIT. Schematy dziedziczenia w przypadku cech recesywnych ładnie rozrysowała Jefta: [quote name='jefta']Jeżeli oboje rodzice nie chorowali, a urodziło się chore szczenie to przyjełam, że oboje są heterozygotami. Co daje 25% wolnych, 50% nosicieli, i 25% chorych. [IMG]http://img443.imageshack.us/img443/885/dziedzi1uk7.gif[/IMG] gdyby tylko jeden rodzic był heterozygotą, to żadne szczenie nie chorowało, ale 50% byłoby nosicielami: [IMG]http://img517.imageshack.us/img517/2443/dziedzi2yh0.gif[/IMG][/quote] Co prawda post Jefty dotyczy rozszczepienia przełyku (pochodzi[URL="http://www.dogomania.pl/forum/showpost.php?p=9110491&postcount=110"]z tego wątku[/URL]), ale schemat dziedziczenia ma zastosowanie przy każdej cesze recesywnej, długim włosie u ON też ;) A - to gen dominujący, a - recesywny. AA to pies krótkowłosy bez genu recesywnego, Aa to pies krótkowłosy, ale będący nosicielem genu recesywnego, aa to pies długowłosy. ps. przy czym ja nie jestem pewna, czy długi włos to faktycznie recesywna cecha. Tzn. do niedawna byłam pewna, ale ayshe (zażarta porzeciwniczka DONków ;) ) trochę mi w glowie zamieszała stwierdzając, że suki, które dały długowłose szczeniaki odsuwa z hodowli dopiero, kiedy urodza takie szczeniaki w dwóch miotach po różnych psach... Z jej podejścia wynika, że to nie jest cecha recesywna. Ale niestety ayshe nie wyjaśniła czemu robi tak, a nie inaczej, więc sobie zostałam z zamieszaniem w głowie ;) Dyskutowałyśmy na ten temat [URL="http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=93046"]w tym wątku[/URL]
-
[B]Leszkupw[/B], amerykańskie nie zawsze oznacza "najlepsze" ;) Ja znam kilka amerykańskich karm, których raczej bym swoim psom nie zaserwowała, mimo, że to tzw. górna półka...
-
[quote name='HankaRupczewska']:crazyeye::crazyeye::crazyeye: To Ty ???[/quote] Też masz wątpliwości? :evil_lol: [B]Maga[/B], ja pamietam :multi: ja :multi: ja :multi: ja :multi: :evil_lol: Coś ci się Ohydek zepsuł, ładnie tam :-o :loveu: ;)
-
[quote name='leszekpw']Moja puenta jest taka: 80% psów jesli chodzi o alergie pokarmowe jest uczulone na jeden z 3 wyzej wymienionych skladnikow. A wiec prawdziwa hypoalergiczna karma nie powinna zawierac zadnego z tych skladników a juz napewno nie mieso z kurczaka obojetne pod jaka postacia [B](chocby nawet tłuszcz )[/B]. Pozostałe karmy sygnowane jako "lamb" które zawieraja te skladniki to karmy w ktorych producenci zeruja na naiwnosci badz niewiedzy klientów. Bo dla mnie karma w wersji Lamb ktora zawiera takie wypełniacze jak kukurydza czy pszenica a w szczegolnosci kurczaka badz tluszcz z kurczaka- to zadna hypoalergiczna....potwierdzi Ci to kazdy z dobrych weterynarzy.[/quote] Zasadniczo się zgadzam. Poza wytłuszczonym (nomen omen ;)) fragmentem. Bo uczulenie "na kurczaka", to, w znakomitej większości uczulenie na [U]białko[/U] mięsa kurzego. Tłuszcz zazwyczaj nie wywołuje objawów choroby. [quote name='leszekpw']Wszedłem na strone Ariona producenta i tam juz zmieniony jest skład w porownaniu do opisów gdzie indziej, ze karma zawiera 30% jagnieciny, zadnej wzmianki o innym miesie. Wiec moze to jest powod ze sluzy twoim psom uczulonym na kurczaka. Moze faktycznie go nie zawiera. Tylko nie rozumiem czemu w innych opisach gdzie indziej jest w skladzie takie cos jak: mieso drobiowe, sos. No ale tego chyba sie nigdy nie dowiemy czy zmiana składu to był chwyt marketingowy, pomyłka w opisie, czy naprawde jest tylko li wylacznie z jagnieciny.[/quote] To chwyt marketingowy. Jak dokładnie przeczytasz skład, to zobaczysz, że Arion L&R wcale nie składa się tylko z jagnięciny, co więcej, jagnięciny prawie w tej karmie nie ma ;) Arion L&Rkłada się z m. in. mięsa i produktów mięsnych, z czego 30% to jagnięcina. A pozostałe 70% tego "mięsa i produktów mięsnych" to po prostu wielka niewiadoma :cool1: Może to być kurczak, może to być wieprzowina, może to być każde "mięso" oprócz jagnięciny ;) Na dodatek nie wiadomo ile jest faktycznie mięsa, a ile tzw. produktów mięsnych, czyli, krótko mówiąc produktów ubocznych, mniej wartościowych, jak skóra, jelita, podroby, chrząstki, itp. Generalnie, patrząc na skład, w tej karmie mięsa w ogóle jest znikoma ilość. A jagnięcina to tylko 30% tej znikomej ilości :evil_lol: Dlatego ja, choć psów tym nie karmiłam, uważam, że Arion to kiepska karma. Widziałam też skutek karmienia szczeniaka doga niemieckiego Arionem Puppy Large - mizerny był ten skutek, szczeniak był wychudzony, miał fatalne kupy, a co gorsza miał też fatalne próby wątrobowe :shake: Weterynarz też sugerował alergię, ale, jak się okazało - wystarczyło zmienić karmę ;) Choć, oczywiście, wierzę, że są psy, które Ariona dobrze tolerują. Nie to dobre, co dobre, a co komu służy ;)
-
Charakter wilczaka... tu mam wątpliwości...
asher replied to zPeronowki's topic in Czechosłowacki wilczak
[quote name='Gaga']Trzeba było wyjrzeć za okno ..może obok biegł wilczak :lol:[/quote]Rozglądałam się bardzo pilnie, bo uznałam, że skoro motornicza nie patrzy, to trzeba byc czujnym :cool1: Ale wilczaka nie widziałam :shake: ;) -
A czy gdzieś w sieci można zobaczyć film o tym goldenie konsultowanym przez Joannę Kosińską? Bo pod podanym linkiem jest tylko pani Janeczek, no, chyba, że ja czegoś nie widzę? :oops:
-
Charakter wilczaka... tu mam wątpliwości...
asher replied to zPeronowki's topic in Czechosłowacki wilczak
[quote name='Gaga']przy takim tempie to książkę możesz czytac (gdyby nie to, że musisz patrzec co się dzieje dookoła ) :)[/quote] Jechałam kiedyś tramwajem, którego motornicza pomiędzy skrzyżowaniami i przystankami... rozwiązywała krzyżówkę :shock: :evil_lol: -
[quote name='ayshe']asher-przeciez pisalam o tym post wczesniej :evil_lol:.:roll:[/quote] Kurczę, sorki, trochę dzis jestem nieprzytomna :oops: :shake: Hmmm, ja byłam pewna, że takie pogonie za szmatką, przeciąganie się itp. oprócz socjalu nakręcają też nieco popęd łowczy? [SIZE=1]Jesli o tym też pisałaś, a ja znów nie zajarzyłam, to... patrz wyżej[/SIZE] :oops:
-
Jesteśmy po popołudniowym spacerku i kolacji. Gniota mam nadal, ale jestem ciut spokojniejsza już. Wiecie, mam wrażenie, że te poranne zachwiania równowagi były spowodowane jednak właśnie utratą wzroku. Mimo, że dla psa wzrok nie jest najważniejszym zmysłem, to jednak nagła ciemność i tak musi być szokiem. Rano jeszcze nie byłam pewna, czy Sabina faktycznie w ogole już nie widzi i poszliśmy na spacer na pola pod lasem, a tam teren jest bardzo nierówny. Dlatego pewnie tak się biedulka kolebała na boki... Poza tym po porannym spacerze bardzo niepewnie szła po schodach - co mnie przeraziło. A teraz myślę, że... sama się do tego przyczyniłam :oops: bo trzymałam ją na smyczy (na klatce schodowej burki zawsze chodzą luzem) i starałam się jej pomóc. W efekcie sucz chyba zgłupiała i zatrzymywała się na leciutkie nawet napięcie smyczy... A na popołudniowym spacerze szła już pewniej, zataczala się tylko czasem, ale to ewidentnie było przez ślepotę - trudno jej było utrzymać kierunek marszu, jak człowiek stara się iśc z zamkniętymi oczami, to też przecież go znosi na boki. Już się nie kolebała, jak rano, po równym terenie szła co prawda powoli, ale dośc pewnie, nie chwiała się na łapach. Na klatce odpiełam smycz i schodach też weszla normalnie, choć powoli i ostrożnie, czasem ją tylko znosiło w kierunku barierki, ale jak tylko to poczuła, to się odsuwała i szla dalej. Po wejściu do domu skierowała się prosto do kuchni gdzie czekała przygotowana wcześniej micha :loveu: Co prawda nie całkiem trafiła w drzwi i stuknęla nosem w futrynę, ale jej to nie zraziło :cool3: Po zjedzeniu swojej michy nie miała najmniejszego problemu z trafieniem do miski Bugajskiego - Bugajski zawsze je szybciej, bo ma mniejsze porcje i wylizywanie jego miski to odwieczny rytuał ;) A po opędzlowaniu kolacji jak zwykle przyszła się pomiziać, pobawiłyśmy się nawet chwilkę w przeciąganie skarpetki. Potem owinęłam jej zabawkę kocem i kazałam szukać - to ulubiona domowa zabawa Słoninki. Zabrała się za to z zapałem, ale oczywiście nie zorientowała się, że zabawkę już odkopała. Podetknęłam jej odkopaną małpkę pod nos, ale sucz widać uznała, że ściemniam, bo co to za podtykanie, zawsze przecież znajdowała zabawkę sama i... szukała dalej. W końcu musiałam zwinąc koc, bo chyba do teraz by go przekopywała ;) A teraz sobie śpi. Tak bardzo, bardzo bym chciała, żeby niunia jeszcze pobyła ze mną :modla:
-
[quote name='ayshe']silnego popedu to i tak duzo nie zwiekszysz.raczej jakosc polepszysz.:p.raczej nei chodzi u szczylow u hodowcy o prace nad poprawa czegokolwiek.bo na to to za krotko u hodowcy sa.;).raczej chodzi o nauczenie penych zahcowan -nakrecenie na taka a nie inna zabawe z czlowiekiem ktora powniez bedize kontynuowana[albo nie:cool3::p].hodowca moze pracowac nad czyms jak szczneie zostaje lduzej z roznych powodow.ale jak "wylatuje'w czasie terminowym minimalnym ze tak powiem to celem pracy ze szczylami jest: 1.poprawa komunikacji z czlowiekiem[o jaki ludz jest fajny i ma fajoskie rzeczy;)] 2.socjal z roznymi zjawiskami[poza ufo;)-zartuje zartuje oczywiscie:roll:] 3.poznanie szczniat co warunkuje dobranie ich do ludziow co je kupia. (...) natomiast te 3 punkty pierwsze to cel pracy z dzieciakami i dlatego owa praca jest niezbedna oraz jest obowiazkiem hodowcy.:p[/quote] Czyli ty uważasz, że powinno się pracować i że to nie zafałszuje testów?
-
[quote name='ayshe']asher-ja przychylam sie do tezy ze jesli pies ma poped x silny to nalezy na nim bazowac i na nim pracowac.starajac sie jednoczesnie podkrecic poped slabszy.jak sie zacznei pracowac na slabszym to mozna sie obudizc z reka w nocniku jak sie wroci do tego x-mocnego.budowac psa na wrodzonym najsilniejszym,jak na fundamencie,dbajac o reszte ale nie dizalac na zasadzie:to ma sielne to moge prawie olac a zajme sie tym slabszym.bo...lepszy wrobel w garsci niz kanareczek na dachu;). to teza Reisera i baardzo sie z nia zgadzam.no i zdecydowanei sprawdza mi sie od wielu lat.[/quote] Ale ja pisałam o konkretnej sytuacji, czyli szczylków będących przez te kilka tygodni u hodowcy. W tak krótkim czasie silnego popędu nie zwiększy się na tyle, że będzie widać wyraźną różnicę "przed i po", a słaby - i owszem. Chyba, tak mniemam.
-
[quote name='BeataSabra']Ja w listopadzie byłam przy eutanazji kociaczka którego przez dwa tygodnie ratowałam kroplówkami zastrzykami karmieniem na siłę..... Kociak miał 4 miesiące... A miesiąc później umarł mi na rękach 8 tygodniowy kociak.....[/quote] Wiem, czytałam :-( Czesto myślę o Malutkim Izy, jak on się miewa. Boję się, ze jak Iza wróci, to przeczytamy o najgorszym... A z Sabinką jesteśmy razem krótko... Raptem 4 lata... Zawsze będzie za krótko.
-
Mch, spoko, spoko, ryczę, ale tak, żeby Sabina nie słyszała ;) Ona sobie smacznie śpi na posłaniu w przedpokoju, ja siedzę u siebie, a mieszkanie mamy spore. Co do oparcia, to Niunia chyba ma mnie dość :oops: Co chwila się do niej przysysam i miziam, przytulam, głaszczę, drapię... No i ją budzę zarazem ;) Normalnie mam taką huśtawkę nastrojów, jak jeszcze nigdy. Od skrajnej rozpaczy, do usmiechu od ucha do ucha, kiedy mi Słonina poburkuje, żebym łaskawie spadała z jej kołderki i dała pospać ;) ------ Beata, pisałyśmy razem ;)
-
Zadzwonię sama. Ale nadal nie tracę nadziei, że w najbliższym czasie nic złego się nie wydarzy. Wiem jedno, nie pozwolę Sabince cierpieć. Pocieszające jest to, że ją nie boli. Podsuwa głowę do głaskania, wtula się głową, mruży oczy, jak drapię ja po uszach, bez problemu sie otrzepuje - a nie robiła tego podczas nawrotów, starała się wtedy w ogóle nie ruszać głową. Nie wiem, może to kwas alendronowy zadziałał (podczas badań nad jego stosowaniem u psów z osteosarcomą wyszło, że nie zawsze zmniejszał tempo rośnięcia guza i przerzutów, zawsze jednak przynosił ulgę w bólu), a może ten cholerny guz oprócz wzroku "wyłączył" też ból... Niunia ma też nienajgorszy w sumie nastrój. Wiadomo, idealnie nie jest, ale ma przecież prawo być oszołomiona utratą wzroku... ----- Edit. Zadzwoniłam. Przyjadą. W nocy najprawdopodobniej też, ale jeszcze się upewnię, bo nie rozmawiałam z naszym weterynarzem, tylko z panią doktor aktualnie na dyżurze w lecznicy. I znowu ryczę.