Mój Bonuś w zeszłym roku w marcu też już był na granicy Tęczowego Mostu. Nie jadł już dosłownie nic, był bardzo słabiutki, wręcz mu się łapki zaplatały. Weci określili go jako anorektyk. Schudł przeraźliwie. Ale on był wtedy po 2 miesiącach podawania Mitotanu.
Też został w klinice, przez kilka dni miał kroplówki i gdyby w trzeci dzień nie zlizał z palca ociupinki jedzonka, to by już był uśpiony.
Teraz przez rok walczę z nim o każdy kęsek jedzenia, nadal sukcesywnie chudnie, choć może juz nie w takim tempie jak wtedy. Ale żyje, urzędował na wakacjach na działce, przeżył choinkę i mam nadzieję, że znowu mi będzie podlewał krzaczki na działce w tym sezonie.
Tak że [COLOR=Red][B]USZY DO GÓRY[/B][/COLOR]