Mam wieści o Dońci
Otóz nawet nie było tak całkiem źle po naszym wyjściu. Pani starała się ją jakoś zająć i nie było aż takiego strasznego płaczu.
Kolację Dońcia zjadła z apetytem, na spacerku ostatnim była koło godz. 23 ale i tak w pół godziny po powrocie zesiusiała się w domu.
Noc spędziła na swoim kocyku, bo Pani Beata zabrała ze sobą Dońciowy kocyk. Ale Lalunia nie odważyła się wejść po schodach na piętro, tylko spała na posłanku koło stanowiska komputerowego Syna Pani. Ale rano Pani ją zastała rozwaloną na kanapie.
Na spacerki pędzi do pewnego momentu, ale jak dojdzie do jakiegoś obcego miejsca, to się odwraca i pędem wraca do domu.
Rano Dońcia obdarzyła już Panią merdaniem ogonka.
A co najlepsze - kot już się o Dońcię ociera i przechodzi jej pomiędzy łapkami.
Dzisiaj Pani zamawia weta do domu, żeby omówić sprawę siusiania.
Zdjęcia mam obiecane dzisiaj