Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. [quote name='zachraniarka']ale to są przecież dwie zupełnie inne kwestie :roll: dla mnie ważne jest to, że to co robi robi dobrze, ma w tym duże doświadczenie i bardzo dobre opinie.. to że robi coś co nie jest według mnie w porzadku nie przeczy temu, ze robi to bardzo dobrze i z wymaganym efektem..[/quote] No więc właśnie ja nie jestem pewna... Dla mnie są ludzie uczciwi i nieuczciwi... Jak ktoś jest nieuczciwy, to nigdy nie wiem, kiedy i jak to wyjdzie... Może coś w zabiegu na moim psie się nie powiedzie i wet to zatuszuje, nie powie mi, licząc, że nie wyjdzie na jaw - pomimo że możnaby poprawić łatwiej, gdyby się widziało. Może zapewni mnie, że coś jest łatwe albo możliwe, pomimo że tego nigdy nie robił. Może użyje gorszego typu materiału, a policzy za lepszy. Po prostu nie wiem. Ja się na oszustwie nie znam, nie wiem, jak to działa, nie potrafię ufać komuś w jednej sferze, jeśli wiem, że jest nieuczciwy w innej...
  2. [quote name='coztego']Ciasto w piecu :eating: Masy nie zrobię, ale mam polewę czekoladową, moze poleję :hmmmm:[/quote] coztego, tylko nie wysusz! To ciasto jest lepsze z zakalcem niz za bardzo wypieczone...
  3. [quote name='zachraniarka']Też w wielu kwestiach jestem niepoprawną idealistką, ale kiedy chodzi o zdrowie moich psów to chodzę do wetów, którzy zapewnią im fachową pomoc. [/quote]Oczywiście, tyle że ja nie potrafiłabym ufać w fachową pomoc od osoby, w której uczciwość (i to w zakresie jej kompetencji) mam powody wątpić...
  4. Flaire

    "marley I Ja"

    [quote name='puli']Flaire - gdyby w polskim tłumaczeniu było takie zdanie,to nie uderzyłby mnie tak wspomniany fragment. Czytelnik nie wróżka-czyta co napisano a nie co prawdopodobne. Tym bardziej,ze w młodości Marleya nie oddano do hotelu,tylko zafundowano mu niańke,która z nim zamieszkała w jego domu. Wychodzi na to,ze faktycznie różne książki czytałyśmy.[/quote] No i to nie byłby pierwszy raz, gdy błąd translatorski zmienia sedno sprawy... :roll: Jak już napisałam, tłumaczenie, z tych kliku zdań, które po polsku w tej książce przeczytałam - nie zachwyciło mnie. Mój polski niestety jest kiepski, więc może nie powinnam na ten temat pisać... Ale o ile pamiętam, w tej polskiej wersji znalazłam, zaraz na początku, zdanie "Zabierz swój czas", czy coś takiego. Czy tak się po polsku mówi? :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: Bo gdy to zdanie przeczytałam, to byłam pewna, że po angielsku to było "Take your time" - tyle że to znaczy "nie spiesz się". A co u licha znaczy "zabierz swój czas"??? :crazyeye: puli, jeśli masz tę książkę, to sprawdź, co z tym zdaniem o hotelach, ok? To zdanie powinno być w rozdziale o tym, jak Marley zostaje oddany do hotelu właśnie podczas wizyty Jenny u siostry. To jest rozdział 25, angielski tytuł "Beating the Odds". W angielskiej wersji, czwarty akapit tego rozdziału, w połowie tego akapitu. Po polsku to może być troszkę inaczej, ale z grubsza w tym miejscu powinno być.
  5. [quote name='zachraniarka']Nie no biorę pod uwagę sytuację, że jeden z zębów wyrósł krzywo, albo mamy zgryz cęgowy nie nożycowy. To chyba sprawy są dziedziczne??[/quote]U AT zgryz cęgowy jest dopuszczany przez wzorzec. Natomiast ja nie chodziłabym do weta, który poprawia zgryz cęgowy w rasie, w której jest to niedopuszczalne, bo w ten sposób ten wet wystawia sobie świadectwo jako oszusta. [quote name='zachraniarka']Dlaczego uszy to co innego niż zęby?? Przecież sama napisałaś, że sposób trzymania uszu jest sprawą dziedziczną. Jak więc można porównać uszy do fryzury, która na 100% nie jest dziedzina?[/quote]Fryzura też jest w pewnym stopniu dziedziczna - mianowicie, kierunek, w którym włoski rosną. Czasami ten kirunek bardzo utrudni odpowiednie ułożenie włosa i nieźle trzeba się namęczyć. Ale ani przy fryzurze, ani przy uszach nie używamy chirurgii, ani psa nie usypiamy. Jeśli trzeba psa uśpić albo kroić - to to właśnie dla mnie stanowi ingerencję na tyle poważną, że moim zdaniem - jest niedopuszczalna. Wszystko to jest dosyć skomplikowane, bo z takimi uszami na przykład, nie jest wiadomo, co jest dziedziczne, a co nie jest. Na pewno jest jakiś tam element dziedziczności - jak w niemal wszystkim. Ale ingerencja w te uszy ze strony środowiska następuje cały czas, gdy np. jeden pies woli spać na prawym boku niż na lewym, a drugi woli spać na plecach... Więc pomoc uszom przez klejenie mnie osobiście tak nie przeszkadza. Nie usypiam psa, nie kroję. :niewiem: Z korygowaniem dziedzicznych wad zgryzu to jednak całkiem inna bajka. Dla mnie. Ale może to kwestia przyzwyczajenia. :niewiem: [quote name='zachraniarka']No niestety ja znam wiele osób, które właśnie za wszelką cenę i może dlatego tak gwałtownie reaguję.. Znam sporo psów, które chirurgicznie miały łamane chrząstki w uszach, chirurgicznie podciągane powieki.. Dla mnie to jest chore i właśnie sprzeczne z ulepszaniem rasy, do którego chyba każdy hodowca powinien dążyć.[/quote]No i tu się zgadzam. Ja co prawda nie mogę powiedzieć, że znam wiele takich psów - ale może znam i po prostu jestem naiwna. Nie tak dawno próbowałam wyperswadować komuś taką poprawkę mówiąć, że to oszukiwanie samego siebie - nie wiem, czy mi się udało, ale myślę, że nie.
  6. Flaire

    "marley I Ja"

    [quote name='puli']Co nie zmienia faktu,ze pies miał 13 lat i był w hotelu drugi raz w życiu. [/quote]W to aż tak mi się nie chciało wierzyć (zaraz napiszę dlaczego), że sprawdziłam w książce. I znalazłam takie zdanie: [quote]We decided to board him at a local kennel [B]we used every summer[/B] when we went on vacation.[/quote] Czyli, Marley bywał w hotelu (pewnie przez tydzień-dwa) każdego lata. Dlaczego nie chciałam wierzyć puli, że 13-letni pies był w hotelu tylko dwa razy w życiu? Bo to się w USA w rodzinach takich, jak ta z książki, po prostu bardzo rzadko zdarza - psy są zostawiane w hotelach bardzo często. Dla mnie jest to oczywiste, bo jestem Amerykanką. Z drugiej strony, dla polskiego czytelnika, fakt, że Marley przebywał w hotelach regularnie jest faktem bardzo łatwym do przeoczenia, bo to się w Polsce prawie nie zdarza (założywszy, że jest to w ogóle dobrze przetłumaczone - nie mam polskiego wydania tej książki). Wszystko to piszę dlatego, żeby podkreślić te różnice kulturowe, o których pisałam. Polskie i amerykańskie - to są dwa bardzo różne społeczeństwa - po co oceniać wszystkich tą samą miarką? W USA np. większość hodowców nie sprzedałoby psa osobie, która nie ma domu z dobrze ogrodzonym ogródkiem - nie sprzedałoby psa do bloku, bo uważałoby, że to nie są odpowiednie warunki dla psa. Takie postępowanie w Polsce, gdzie większość mieszka w blokach, nie miałoby sensu, i tak samo przebywanie z psem bez przerwy, bez oddawania go do hotelu, nie ma sensu w USA. Zgadzam się z MartąReksKiwi - więcej luzu!
  7. [quote name='zachraniarka']Ja ostatnio sporo u psiego stomatologa-ortodonty spędzam czasu.. Ile tam w poczekalni psich piękności czeka, wszystkie z stylowymi aparatami na zębach.. I co później pies będzie świecił pięknym, skorygowanym zgryzem, a co przekaże dalej to w sumie co tam..[/quote]zach, nie wszystkie wady zębów (jak sama wiesz ;-) ) są dziedziczne. Jeśli wet koryguje tylko te, które nie są dziedziczne - to dla mnie ok. Natomiast wet, który koryguje dziedziczne wady nie wymagając jednocześnie sterylizacji to wyjątkowy kawał kanawała, moim zdaniem... chyba gorszy od tych swoich klientów. [quote name='zach']Szczerze- bardzo mi się nie podoba takie pomaganie genetyce :shake:[/quote]Ale dla mnie, klejenie uszu to jednak innego typu ingerencja niż aparat na zęby, poczynając od tego, że nie wymaga narkozy... Dla mnie klejenie uszu jest bliżej fryzowania niż chirurgii, a aparaty na zęby - odwrotnie. Ale to tylko moja opinia.
  8. Z tego co ja wiem, to klejenie za ciężkich uszu pomaga im stanąć; na takie Dzagusiowe czy Paryskowe ja nie znam sposobów. Chyba że chirurgia - wiem, że coponiektórzy to robią, ale ja jestem temu zdecydowanie przeciwna. I z tego co mi wiadomo, to jest to cecha genetyczna. rita60, fakt, że u reszty miotu i przodków tego nie było wcale temu nie zaprzecza, bo nie znany jest mechanizm dziedziczenia tej cechy... Prawdopodobnie którzyś przodkowie Paryska, jakoś takie predyspozycje nosili i ukazało sie u niego.
  9. Flaire

    "marley I Ja"

    [quote name='zaba14']Z tego co ja wyczytałam to Marley na koniec ksiazki nie został oddany do hotelu a do kliniki gdzie mial calo dobowa opieke weterynaryjna, psa nie mozna bylo oddac do hotelu bo obecnosc innych psow go podniecalo.[/quote] No ja czytałam już ponad rok temu i po angielsku, więc pewnie nie do końca wszystko pamiętam...
  10. Flaire

    "marley I Ja"

    [quote name='Gazuś']Flaire - ja jednak uważam, że wszystkie psy powinny być brane przez TYLKO odpowiedzialncyh właścicieli, którzy się nimi potrafią zająć (Jakwspomniana Zach ;-)).[/quote]Przepraszam bardzo, ale co to ma do rzeczy? Czy sugerujesz, że John i Jenny byli nieodpowiedzialnymi właścicielami, którzy nie potrafili się Marley'm zająć? Jeśli tak, to co Ci się w tej książce podobało? :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: [quote name='Gazuś']A ani amerykańsie realizmy, anio nic innego dla mnie nie usprawiedliwiają ludzi, którzy biorą 'Coś', a później nie dają temu Czemuś wszystkiego co powinni. [/quote]Tu właśnie widzę przykład oceniania poza kontekstem, o którym pisałam powyżej... "Wszystko co powinni" jest pojęciem bardzo kulturowo względnym.
  11. Flaire

    "marley I Ja"

    [quote name='puli']Mnie jednak zgrzytało w tej miłosnej historii.Zrobiło mi się przykro,gdy własciciele oddali do hotelu starego,schorowanego psa, który mógł w kazdej chwili odejść na zawsze.Zrobili to dla przyjemności a nie z konieczności - chcieli wyjechać wszyscy razem na tygodniowe wakacje. Może to takie amerykańskie zwyczaje,ale ja nie zrobiłabym tego psu,którego dni są już policzone. :shake:[/quote]Ja się zaczynam zastanawiać, czy ja czytałam tę samą książkę, bo ja takiej sytuacji nie pamiętam :shake: . Faktem jest, że w Stanach dużo częściej zostawia się psy w psich hotelach, z rozmaitych powodów. Rodziny sa tam rozrzucone po całym kraju i żeby widywać się od czasu do czasu, czasem trzeba psa zostawić. (Z tego co pamiętam, Marley w podeszłym wieku został w hotelu gdy Jenny zabrała dzieci w odwiedziny do swojej siostry.) Amerykańskie psie hotele są, w moim doświadczeniu, na trochę innym poziomie niż to, co miałam okazję widzieć w Polsce i o ile oczywiście większość psów (nie wszystkie!) czuje się lepiej u siebie w domu, o tyle w takim hotelu krzywda się psu nie dzieje, szczególnie jeśli jest do tego przyzwyczajony od szczeniaka. Zwyczaj - czy też potrzeba - zostawiania psa w hotelu to rzeczywiście duża różnica kulturowa. Ja bym jednakże radziła tylko zauważyć to jako różnicę raczej niż próbować ocenić, w którym społeczeństwie podejście do psów jest "lepsze". Większość hoteli w USA nie przyjmie "starego,schorowanego psa, który mógł w kazdej chwili odejść na zawsze". I o ile dobrze pamiętam to w książce Marley był w hotelu jako pies rzeczywiście w podeszłym wieku, ale na pewno nie schorowany i na pewno nie w niebezpieczeństwie jakiejś natychmiastowej śmierci. Skręt żołądka, który trafił mu się w hotelu, jest niestety przypadłością, która może trafić się każdemu psu, w każdym wieku - i po prostu był to przypadek losu, że trafiło to się akurat w hotelu. Dodam, że całkiem prawdopodobnie był to szczęśliwy przypadek losu... Skręt żołądka jest przypadłością, której wiele psów nie przeżywa. Gdyby nie fakt, że pies był w hotelu, gdzie natychmiast wyłapano, że coś jest nie tak, gdyby zamiast tego pies był, np. sam w domu choćby na kilka godzin - mógłby tej przypadłości nie przeżyć. Mamy tu, w Polsce wyjątkowo jednolite społeczeństwo, co jest z jednej strony bardzo wygodne, bo daje wszystkim wspólne doświadczenia i, co za tym idzie, pewną automatyczną bliskość. Ale z drugiej strony, ta jednolitość poskiego społeczeństwa często powoduje, że do tego, co jest inne odnosimy się z nieufnością, albo nawet gorzej, z wrogością, z negatywną oceną, z "jak oni tak mogą", z "ja bym tego nigdy". A moim zdaniem ważne jest, żeby jednak próbować oceniać to, co czytamy, we odpowiednim kontekscie, a nie starać się dopasować do naszych realii. Tylko w ten sposób naprawdę wyciągniemy z obcej lektury wszystko, co ma nam ona do zaoferowania.
  12. Flaire

    "marley I Ja"

    [quote name='zachraniarka']Rauni coś się udało, ale to momenty na przestrzeni lat.. [/quote]Tu jeszcze trzeba dodać, że zach poświęciła Hugusiowi kawał życia. Trudno oczekiwać od przeciętnego człowieka, który kupuje psa dla swojej rodziny, żeby pośiwęcał mu taki kawał życia, jak to zrobiła zach. I tak, biorąc pod uwagę zwyczaje w kraju, w którym żył, Marley był traktowany w sposób zupełnie szczególny: na przykład, był brany na spacery i do miasta, podczas gdy znakomitej większości amerykańskich psów musi wystarczać ich własny ogródek. [quote name='zach']Najpiękniejsze jest to co jest na codzień, a na codzień mój 9letni lab wita mnie z moim kapciem w pysku, odstawia "Marley mambo" i mało ogon mu się nie urwie kiedy widzi jak załamana podnoszę do połowy zjedzonego pilota od tv. Na co dzień jest zbieranie biszkoptowych kłaków, które są wszędzie, korzystanie z obgryzionych krzeseł.. a mimo to człowiek uważa, że ma wielkie szczęście, że ma takiego potwora u boku. I dla mnie o tym była ta książka :roll: [/quote]W pewnym momencie w tej książce (a może nawet w kilku momentach) jest napisane, że właściciele kochali go pomimo wszystko, a może nawet właśnie z powodu wszystkiego, czy jakoś tak. I w tym jest również sedno sprawy - oni niby może chcieli, żeby Marley był grzeczniejszy, ale najbardziej jednak chcieli, żeby właśnie się nie zmienił, żeby był sobą. I książka kończy się nadzieją, że znaleźli drugiego podobnego szkodnika... Może to jest trudne dla nas do zrozumienia, ale im taki pies odpowiadał - po prostu dlatego, że taki właśnie Marley był. Byli z nim szczęśliwi, a on z nimi. :niewiem:
  13. [quote name='rita60']Witajcie,ja w kwestii formalnej,czy na naszym [B][COLOR=red]wirtual party[/COLOR][/B][COLOR=red][COLOR=black]/fajnie brzmi/ bedzie obowiazywał stroj wieczorowy,czy luzacki ? [/COLOR][/COLOR][/quote]Ja proponuję "pajama party". Piżamki oczywiście moga być od Diora. ;-)
  14. [quote name='iza_szumielewicz']Myślę, że śmiało możesz podac nazwisko weta, zeby uczulić innych na niekompetencje.:mad: [/quote][COLOR=seagreen]Publiczne podanie tego nazwiska w tym kontekscie na forum łamałoby punkt 3 regulaminu. Dziękuję więc Neo&Anti za to, że wstrzymali się od zrobienia tego, pomimo ogromnego bólu i żalu, jaki czują do tego weterynarza.[/COLOR] [COLOR=#2e8b57][/COLOR] [COLOR=#2e8b57]Mod Flaire[/COLOR]
  15. [quote name='Ela_hryckiewicz'][B]Witajcie !!![/B][/quote] Ela_h, doszedł trymer? Wysłałam Twój i INY tego samego dnia i ona swój już dawno ma...
  16. [quote name='jovanna']ja kupilam duza poniewaz planuje jeszcze jednego psa... [/quote]jovanna, na dwa psy potrzebujesz dwie klatki, nie jedną dużą... Klatki mają być miejscem, w którym psy odpoczywają i wyciszają się, co jest raczej niemożliwe, gdy masz w klatce dwa psy razem. :-(
  17. Flaire

    Zawody 2007

    [quote name='belgunia']Ja potwierdzam organizowanie zawodów 12 maja w Płocku.[/quote] To jest nie fair, bo mój brat się żeni w Stanach 13 maja i nijak nie mogę być na tych zawodach! W ogóle chyba większość maja mnie nie będzie, a większość zawodów właśnie w maju jest! :placz:
  18. [quote name='coztego']No właśnie, [B]Flaire[/B], jak oczka Loci?[/quote]Bez zmian, tzn. lewe ciągle cieknie. :-( Zadzwoniłam dzisiaj do doktora Garncarza i jestem umówiona na poniedziałek na 20.
  19. [quote name='Polna']Ja juz to przezywałam ;) :placz: [/quote]No wiem. ;-) Więc Ty pewnie też jesteś pod wrażeniem tych przezorniaczków! ;-)
  20. Hmmm... Psy z reguły wolą mniejsze klatki, a poza tym, mniejsze klatki łatwiej się mieszczą nie tylko w samochodach, ale i w ciasnych pokojach hotelowych... ;-) A tak w ogóle to jestem pod ogromnym wrażeniem Waszego zaangażowanie i organizacji. Do obozu jeszcze pół roku i to jest właśnie odpowiedni moment, żeby kupować klatki i przyzwyczajać do nich psiaki. Tyle że więszość osób pewnie poczekałaby do ostatniego tygodnia przed wyjazdem i zaczęła płakać, co zrobić, bo nie mają klatki, albo co zrobić, bo pies nie chce do klatki wchodzić. Tak więc uważam, że jesteście SUPER! I dzięki temu obóz będzie :multi: :multi: :multi: .
  21. zach, tyle co widać na zdjęciach, to Ludwiś wygląda super! I to zdjęcie z profila też mi się ogromniaście podoba! Uważajcie z tym robieniem psów "na Lotkę", bo Lotce bardzo powoli włos rośnie - i na pysku i na łapach jeszcze ciągle nie ma pełnego owłosienia... Można to łatwo zauważyć porównując zdjęcie Misi w moim avatarku ze zdjęciem Lotki w podpisie. Misia na swoim zdjęciu jest od Lotki młodsza, ale pomimo to ma już łeb jak cegiełkę. A Locia, pomimo że starsza, to ma tak mało włosa na pysku, że jej łeb wygląda jak klepsydra.... :placz: To nie jest przez trymowanie - ja jej z tamtąd włosa nie wyrywam, on po prostu baaardzo wolno rośnie (choć powolutku jest coraz lepiej). Ja myślę, że jej problem z oczkami może miec z tym coś wspólnego, bo ona łapami trze sobie oczy i pod oczami i możliwe, że tym sposobem usuwa sobie z tamtąd włos. :-(
  22. [quote name='hanik']No to Figiel ma taką i może w niej grać w tenisa:evil_lol: [/quote]To myślę, że Figiel ma za dużą klatkę... Misia ma 59 cm w kłębie, a jej (robiona na zamówienie) klatka ma wymiary 86x66x56.
  23. [quote name='nikit1']Flaire, taki trunek nie może się zmarnowac, takze trzeba zrobić after party!!! :multi: :evil_lol:[/quote] nikit1, zapraszam! Jedzenia też dosyć zostało! :lol:
  24. [quote name='Ali26762'][B]Flaire[/B] pisała o sylwestrze z agility, a ja Wam przypomnę jaka była wówczas pogoda - pamiętacie te zadymki i zawieje śnieżne? Ciężko było gdziekolwiek dojechać. [/quote] No nieźle było...:evil_lol: Z Warszawy do Ciechocinka jechałyśmy 6 godzin, ale inni mieli gorzej. Pomimo to, na ok 70 osób, tylko 5 nie dojechało! Ale powrót był już łatwy, a jaki satysfakcjonujący po tak świetnej zabawie! :-) (I z tyloma nagrodami! :-) )
  25. [quote name='Wojtek']Identyko było z Fu...[/quote] A Misia już kilkakrotnie miała petardy wybuchające pod łapami i przed nosem - i nic... Musi głucha. :niewiem: Natomiast miałam raz AT, suczkę, która panicznie bała się wybuchów i strzałów. U niej też, gdy była młoda, nie było żadnych objawów. A potem, [B]bez żadnego traumatycznego przeżycia[/B] - zaczęło się. Pod koniec jej życia to był już obłęd. O spędzeniu polskiego sylwestra na łóżku pod kołdrą nie byłoby mowy, bo pies dosłownie dostawał szału. Na szczęście w przypadku Sylwestra możnaby to było przewidzieć i podać jej silne leki, ale mieszkaliśmy w części Stanów, gdzie były częste burze i ona je zawsze wyczuwała pierwsza (na długo przed piorunami słyszanymi przez nas), a po tym, jak wyczuła, było już za późno, żeby cokolwiek podać, bo dostawała chyzia. :-( Uff, mam nadzieję, że drugie taki mi się nigdy nie trafi...
×
×
  • Create New...