Sama nie wiem, bo jest ucięta blisko obroży. No nic. ważne, że spełnił dobry uczynek i chwała mu za to.
Luki wrócił wesolutki, ale jeszcze nie doszedł do siebie. Dzisiaj znów ulicą szły krzykliwe dzieci, a Luki jak przystało na psa Pawłowa skojarzył je ze smyczowym potworem i zwiał poddenerwowany do domu. mam nadzieję, że mu przejdzie.