Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Czarodziejko , przepraszam , ale to jest nie w porządku , 100 zł to bardzo dużo , tym bardziej , że nie mamy deklaracji , gdybyśmy wiedziały od razu , że koszt to nie 500 zł , a 600 zł to byśmy się wstrzymały z wyciąganiem ich , nie stać nas na to ,żeby dokładać z własnej kieszeni , w tej chwili o sterylkach też możemy tylko pomarzyć , cudem będzie jeśli uda nam się to 600 zł uzbierać , mam nadzieje ,że nie skończy się to z powrotem schronem .A chyba jak każdy DT na dogo wiedziałaś , że psy zmieniają się po wyjściu ze schronu , że są różne , że mogą być z problemami .

  • Replies 1.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Wzięłam psy stare i wyniszczone do opieki hospicyjnej, a są to suki młode i zdrowe, nadpobudliwe i wymagające tresury, w dodatku w każdej chwili mogą rujkować. Jest to dla mnie duża różnica, gdyż zazwyczaj biorę przypadki hospicyjne i nie biorę niewysterylizowanych suk, chyba, że sterylka jest w planach i to szybko. Po prostu nie mogę sobie pozwolić na niewysterylizowane/niewykastrowane zwierzęta w stadzie. Obserwuję je tu obie i zastanawiam się, jaka jest ich przyszłość, ponieważ pożyją na pewno jeszcze długo. Mam nadzieję, że znajdą się dla nich domy. I nie pies z problemami jest dla mnie problemem Anju, bo mam tu różne przypadki, a całokształt. Zamówiłam sterylkę - nikt się tu na wątku nie pojawił, żeby coś konkretnego ustalić, przedsięwziąć. Nikt nie podjął tematu ogłoszeń Kaji, mimo iż wspomniałam, że jest adopcyjna. Poza wpłatą za tymczas nikt się ich losem już nie przejmuje, bo są bezpieczne. Ale to nie jest rozwiązanie. Gdyby były faktycznie stare i schorowane, to ich życie płynęłoby spokojnie tutaj aż po kres. Może trafiłaby się cudem adopcja, ale to są suki przed którymi jest całe życie. Zobacz, teraz piszesz, że nie ma pieniędzy na sterylkę. One muszą być wycięte. Nie można 2 młodych suk trzymać w nieskończoność w hospicjum dla starych i chorych. Chodzi mi o sens ich pobytu tutaj. Mam nadzieję, że mnie źle nie zrozumiesz. Są u mnie na tymczasie, ale weź pod uwagę, że nie są to 12 letnie sucze, tylko 5-6 letnie. Jeżeli na początku zakładaliśmy, że pożyją sobie nawet te 2 lata i może do końca zostaną u mnie, to teraz trzeba założyć, że mogą pożyć i 10 ;)
Trzeba je tresować i szukać im domu. Kaja zrobiła ogromny postęp, ale ja z nią codziennie pracuję. Tu nie chodzi tylko o pieniądze, a o wspólną odpowiedzialność za los tych suń. Wyciągnęłaś je ze schronu nie wiedząc, że to suki, nie wiedząc, że są młode, że Kaja jednak widzi, a nowotwór Misi, to zaniedbana narośl. Wyciągnęłaś je by odeszły na tamten świat w godnych warunkach. Tyle, że one się na tamten świat jeszcze nie wybierają ;) Ja to wszystko rozumiem, ale teraz w obliczu nowych faktów trzeba więcej działać - robić im ogłoszenia i szukać domu. Jak długo będą tu siedziały? 7-10 lat? Ja o nie dbam i mają tu dobrze, ale jest to tymczas, bo do opieki hospicyjnej się nie kwalifikują - są zdrowe jak ryby i pełne energii;) Carmen onka ze schroniska w Cieszynie ma wbite 8 lat, ma już widoczną dysplazję stawów, przysiada, odpoczywa po truchcie na łąkach. Kaja z rzekomymi 12 latami pędzi jak huragan, skacze przez rowy i goni zające. W dodatku rzuca się czasem na inne psy z rozpędu. I tak już jest utemperowana i słucha komend. Miśka skacze na metr w górę i jest równie rącza jak Kajka. Obie stanowią mieszankę wybuchową, więc zawsze jedna musi być w kojcu lub uwiązana, bo atakują stare psy i siebie wzajemnie.
Ja rozumiem, że nie mogłaś tego wiedzieć, nikt nie mógł. I rozumiem, że wet schroniskowy chcąc się ich pozbyć wpisał im 12 lat w kartę, żeby nie było problemu przy eutanazji. Przyznasz jednak, że jest ogromna różnica w opiece nad staruszkami, mimo podawania zastrzyków i lekarstw, a w opiece nad młodymi psami z burzą hormonalną - Kaji przeszło, chociaż ataki miewa, ale Miśka kopuluje wciąż na mnie, na Kajce i innych psach. Codziennie. Wymaga ostrej tresury, żeby w ogóle nadawała się do adopcji. Mam wrażenie, że zostałam sama z tymi problemami. Kto ma załatwić kwestie sterylkowe? Ja psy wożę do weta, nie mam już głowy do formalności. Zobacz, że nikt się tu bliżej problemem ich sterylizacji nie zainteresował. Jeżeli zawiozłabym je jednak, to zostałabym z długiem w lecznicy. Dlaczego nikomu tutaj nie zależy na przyszłości tych suń? Są jeszcze młode i sprawne.
Napisałam o podwyższeniu opłaty, ale wzięłam je obie za najniższą możliwą stawkę jako ledwo żyjące staruszki, którym groziła śmierć. Teraz wszyscy widzicie, jak wygląda rzeczywistość. Piszę raporty regularnie, zawsze można do mnie podjechać i naocznie sprawdzić jak się sprawy mają.

Posted

Anju - koszt sterylki u mnie to 150 zł za sucz, czyli niewiele w obliczu cen w kraju. Może wyżebrałabym jakąś lichutką ulgę u weta + 75% zwrotu z wątku sterylkowego za fakturę. Pisałam, żeby skontaktować się z Soemą. Wychodzi 37,50 zł za sunię. Z upusetm w lecznicy może byłoby 35 zł. Razem 70 zł za obie. Taki byłby faktyczny koszt wycięcia obu suń.

Posted

Ocelot - pięknie, młodo i kwitnąco, to one nie wyglądają ;) Jeden mój znajomy stwierdził, że Kaja jest brzydkla jak musztarda, ale ja uwielbiam patrzeć, jak godnie sobie leży pod oknem z uszami na sztorc.
Obie mają śliczne ząbki. Mają siwe pyszczki i na tym się ich symptomy starości kończą. Nie trzeba być wetem, żeby sobie na oko takie siwuchy wycenić na kilkanaście lat. Jednak od weta wymaga się rzetelności i tu jej brakło. Pod igłę poszłyby dwie młode sunie tylko dlatego, że mają siwe pyski, narośl na uchu i że niby jeden chyba ślepy ;) Ja się nie dziwię niczemu. Mam staruszka, który ledwo chodzi, stertryczały collie z zębami jak żółtymi jak ser, który ma zaświadczenie, że jest 3 letnią suką owczarka niemieckiego ;)
Przed chwilą skończyłam rozmowę z Anją i generalnie wszystko sobie poukładałyśmy jak należy.

Posted

Posłuchajcie, podliczę zaraz deklaracje bazarkowe, choć finalizowanie idzie jak krew z nosa. Ale przynajmniej będę wiedziała mniej więcej, ile ma wpłynąć, myślę, że na jedną sunię uzbieram (na sterylkę).

Uważam, ze podnoszenie ceny jest nie fair, jeśli nie jest podyktowane zwiększeniem kosztów utrzymania psa (bo na przykład wymaga leczenia itd.). Mam ambiwalentny stosunek do płatnych tymczasów, choć jeszcze niedawno twierdziłam, że nie widzę w tym nic niestosownego, w końcu dzięki takim miejscom więcej psów ma szansę na znalezienie domu. Boję się jednak tego, że sytuacja może się wymknąć spod kontroli, bo tak jak świetnym interesem jest obecnie prowadzenie schroniska, a ofiary ludzkiej pazerności, wyciągane z pseudoschronisk, mamy tu, na dogo, niezliczone, tak też płatne tymczasy mogą zacząć przede wszystkim służyć zarobkowi, a tylko przy okazji - pomocy psom.
I nie kieruję tego do Ciebie, Czarodziejko, ogólnie ogarniam temat.

Posted

Fona - gdybym wiedziała, że to nie są staruszki nie podjęłabym się opieki nad nimi. Taka jest prawda. Ja biorę psy bez szans - stare i chore. Takie mam założenia. W szczególnych przypadkach tymczasuję młodsze, ale są jednocześnie ogłaszane, kastrowane u mnie, diagnozuję ich charakter, socjalizuję i idą do domków. Nowi właściciele wiedzą o nich prawie wszystko, bo pies żył nie w kojcu, ale przed domem, z innymi psami,kotami, dziećmi, listonoszem i dochodzącym robotnikiem pijakiem.

Misia jest psem silnie zaburzonym, Kaja zaburzonym i agresywnym. Obie są wypaczone i to w dużym stopniu, wymagają nie ciepłego kątka, w którym sobie spokojnie umrą, ale twardej ręki, tresury i porad behawiorysty, bo długie życie przed nimi. Co innego staruszki, które wszyscy ratowaliśmy, a co innego rzeczywistość - młode, zdrowe sucze z ciężkimi charakterami. Obie nieadopcyjne, obie niehospicyjne również, bo między 12 latami na papierze, a kilkoma, które mają rzeczywistości jest kolosalna różnica. Wolę pracować nad ich charakterem i zmobilizować wszystkich do ogłoszeń, aby dać im szansę na życie, niż karmić i czekać w nieskończoność, aż zechcą się łaskawie rozstać z życiem, a przy okazji kasować pieniążki co miesiąc.
Zastanówcie się wszyscy - przecież nie mogą siedzieć u mnie do samej śmierci za lat nawet i 10, a do adopcji w chwili obecnej nadaje się tylko Kaja i to do świadomego domu jak narazie. Pracuję z nią codziennie. Miśka jest tak pobudliwa, że dozuję jej wybieg i siedzi na łańcuchu - lekkim i specjalnym dla psa, ale jednak na łańcuchu, bo smycze poprzegryzała, 2 liny zerwała i szkoda mi pieniędzy na kolejne - jedna ok 35 zł. Łańcuch gryzie ile może. W kojcu jest skłonna zrobić sobie krzywdę, bo już raz mi się zaklinowała głową i bałam się, że czaszkę zmiażdży. Wyje całe dnie i noce, bo chce chodzić wolno, szczególnie, kiedy Kaja chodzi, ale puszczona z furią drapie mi w drzwi - i tak już zniszczone, a mam rzeźbione drewniane, wskakuje na parapety, niszcząc je pazurami, chce się wdrapać do domu, więc drapie elewację i wciąż szczeka. Skacze na wysokość jednego metra i wyżej, odbija się jak sprężyna i dosłownie zagląda w okna po to, żeby za chwilę rozpocząć szturm na dom. Przyznam, że bywam wykończona. Kaja znienacka potrafi zaatakować jednego ze staruszków, np głuchą Daszeńkę, która spaceruje na zesztywniałych łapkach. Misia spuszczona wraz z Kają stanowią tandem agresorów jak w opisie powyżej. I przyznam szczerze nigdy nie byłam tak niespokojna o bezpieczeństwo moich staruszków i tak zmęczona ciągłym nadzorem, jak podczas pracy z suniami. Kaja 3 dni chodzi luzem i jest dobrze, czwartego rzuca się na Carmen, przewraca ją piskającą ze strachu i tarmosi ile może. Carmen ma dysplazję mimo 8 lat jakie jej wpisano w książeczkę i truchcikiem tylko, Daszka głucha sztywno chodzi, Kajka jak rakieta przewracając wszystko po drodze a powracając w dzikim pędzie atakuje jakąś losowo wybraną ofiarę, a wszystkie mam stare, ślepawe, głuche, z problemami z chodzeniem. Takie uderzenie jest na prawdę niebezpieczne.
Moje wszystkie psy żyją w stadzie, są z nami, przy nas, wciąż obok i jakoś w tej swej smutnej starości się wzajemnie rozumieją. Kaja z Misią nie mają starczych problemów ale masę zaburzeń, które rozbijają ten hospicyjny porządek. Nie mogę pozwolić, żeby stare psy były atakowane, bo są po prostu bezradne. Ponadto co tu dużo mówić jestem zmęczona - nie opieką, ale ciężką pracą z tymi suniami. Kaja zrobiła kolosalny postęp i tylko chyba ja mogę to stwierdzić, ale długa droga jeszcze przed nami. Z Miśką nie pracuję, bo jestem po prostu zbyt zmęczona - nie daję rady. Mam też inne obowiązki i pracę. Jeżeli znajdziecie DT dla niej na korzystniejszych warunkach niż moje, to przecież zawsze można ją tam umieścić. Kwestia, czy opiekun będzie ją trzymał, czy też będzie z nią pracował. Ja jak już wspomnniałam na chwilę obecną sił na pracę z Miśką nie mam. Kaja robi postępy i na niej się skupiam, a przecież jeszcze grono staruszków. Siadają im stawy, puchną łapy, trzeba zastrzyki podać, obserwować, zawieźć do weta, czekać na śmierć. Nie jestem behawiorystką, treserką, nie biorę ciężkich przypadków, z którymi sobie mogę nie poradzić. Mając świadomość prawdy nie zdecydowałabym się na dwie duże agresywne, nadpobudliwe młode suki.

Posted

Trzeba byłoby się obejrzyć za hotelikiem, który ma doświadczenie z takimi problemami i sunie przenieść , najlpeije hotelik ze szkoleniem jak nie dla swóch suczek to przynajmniej na razie dla jedenej , żeby Czardziejkę obciażyć ,
Furciaszek otwiera hotelik ona szkoli psy jedzie teraz do niej suczka z Zamościa Iwa może warto napisałać do niej (ten hotelik jest gdzieś koło Cichocinka)

Posted

Magenko, z Kają daję radę, ale z Misią już nie - brak czasu i siły. Wciąż planuję, że kiedy już Kaja będzie stabilna i spokojna, to wtedy wezmę się za Miśkę. Problem w tym, że wówczas Kaja musi siedzieć w kojcu, bo inaczej jest koszmar. Kaja posłusznie idzie do kojca i potrafi sobie zagospodarować przestrzeń i czas. Nie rwie się między pręty i jest ok. Jeżeli więc znajdzie się inny hotelik za rozsądne pieniądze, to Misię można przenieść. Nie jest korzystne, by były obie razem. Są zbyt agresywne i napędzają się wzajemnie.

Posted

No to trzeba obejrzeć się za hotelikiem dla Misi i dziewczyny rozdzielić tylko co uważają o tym dziewczyny???
Nad Kają jeszcze popracować i ruszyć z ogłoszeniami ale będzie trzeba być ostrożnym w oddaniu jej do domku

Posted

magenka1 napisał(a):
Trzeba byłoby się obejrzyć za hotelikiem, który ma doświadczenie z takimi problemami i sunie przenieść , najlpeije hotelik ze szkoleniem jak nie dla swóch suczek to przynajmniej na razie dla jedenej , żeby Czardziejkę obciażyć ,
Furciaszek otwiera hotelik ona szkoli psy jedzie teraz do niej suczka z Zamościa Iwa może warto napisałać do niej (ten hotelik jest gdzieś koło Cichocinka)


Tylko miejsce w takim hotelu zwykle nie kosztuje ani 250, ani nawet 300 zł... :-(

Posted

Pozwoliłam sobie napisać do Furciaszek , pytałam tylko teoretycznie bez żadnych obietnic i sprawa się ma tak:
czy by było miejsce wolne to byśmy wiedziały w przyszłym tygodniu a cena to cyt:
A koszt to 300zl miesiecznie z wliczona karma, odrobaczankiem i ewentualnym dojazdem do weta.
może warto przemyśleć i rozważyć
miejsce hoteliku to:
Ciechocinek/Wiktoryn - woj. kuj-pom czy to daleko od Ciebie Czarodziejko?

Posted

Ciechocinek jest ok 200 km stąd.

Rozłączenie suń jest dobroczynne. One wzajemnie odtwarzają stare wzorce wspólnych zachowań i TO jest niekorzystne zarówno dla nich samych, jak i dla otoczenia. Na początku Kaja była bardziej zaburzona, agresywna i bezwzględna. Może gdyby nie fakt, że to ona potrafi siedzieć w kojcu zajęłabym się Misią, bo taka biedna z tą naroślą. Los chciał inaczej i teraz Kaja jest w 70% ustabilizowana, a Miśka totalne szaleństwo. Pozytywne jest jednak to, że skoro bardziej zaburzona sunia dała się ustawić, to Misia też się zsocjalizuje. I być może świadomość, że Kai w nowym hoteliku nie będzie, że będzie to definitywne rozłączenie sprawi, że Misia się bardziej wyciszy. Teraz widzi wolność Kajki i to ją napędza, a puszczona szuka jej towarzystwa. Kaja już wcale się o Misię nie upomina. Leży pod drzwiami, a nie przy budzie uwiązanej Miśki.

Posted

Tak, tak, moje Pierniczki dopiero po rozłączeniu stały się normalnymi psami, z którymi można było wytrzymać. Wcześniej tragedia, ujadanie, zasikiwanie całego domu itd.

Posted

Zajmę się tym zaraz po niedzieli , w tej chwili mam taki kociokwik , że nie wyrabiam , chyba sobie trochę za dużo na głowę wzięłam , a może któraś z cioteczek chciała by pomóc w załatwieniu wszystkiego ??

Posted

Ja powiem tak: Misia może siedzieć u mnie tak długo, aż coś się w jej kwestii wyklaruje. Jedynym problemem jest fakt, że nie korzysta z życia i mam wyrzut sumienia, bo jednak chciałabym, żeby sobie biegała, a nie może i poza kilkoma wybiegami siedzi na łańcuchu. Do doopy takie życie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...