Jump to content
Dogomania

EMIL i inne moje tymczasy


wiosna
 Share

Recommended Posts

Siwy dochodzi do siebie..nasz kowal i przyjaciel stajni skomentowal trzymanie koni w boksach (ja mam do stajni blisko i swoich panów - jak jestem - wywalam na dwór....zawsze spędząły całe dnie na padokach, teraz sie męczą ;/ ) i dziś już zwierzaki na dworku... Siwemu najlepiej ze wszystkiego na nózkę robi śnieg i zimno... już lepiej, na szczęscie. już nei kuleje i świetnie się czuje... ale z Dziadkiem go nie puszczę jeszcze, bo Emhyr za mocno szaleje. stary ale jary... ;)

niech juz mi się to wszystko poukłada z głową, to może uda się jakoś z sensem do odjajczania dorzucic...

a to chomąto takie straszne? bez przesady...ja widzę, że moim panom na umysły i samopoczucie praca lepiej robi..acz wolę szory niż chomąta ;)

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 173
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

O, cieszę się, że mu lepiej z nóżką. Ja też staram się trzymać konie jaknajwięcej na dworze, same z tego korzyści. Ręce mi opadają jak słyszę o takich, co swoich koni nie wypuszczają bo się boją o nie. Wiem, że koń za 50 000zł czy jeszcze więcej to cenny jest i uważać trzeba, ale.. miłość do konia to całkiem co innego niż miłość do sportu.

Wiesz, przy okazji oglądając zdjęcie Siwego przypomniałam sobie, że ja całe życie obiecałam sobie, że siwka nigdy przenigdy mieć nie będę. Miałam okazję prać je i szorować luzakując na zawodach i pałętając się po różnych stajniach, postanowiłam sobie tych przyjemności oszczędzić. A tu co? Jak zawsze, konie nas wybierają, nie odwrotnie. Cieszę się chociaż, że moja Siwka to taka ciemnosiwka, niewiele na niej widać.
Przy okazji - do dziś nie mogę jej wyczyścić :-( Daje się dotykać w szyję, łopatkę, dalej już niet. Atakuje, a ja nie chcę przecież z nią wojny toczyć. Ostatnio miała nieco milszy okres, ale chyba właśnie minął, niestety. Teraz zasadza się na mnie i na Patryka jak tylko przechodzimy obok i próbuje nas użreć przy każdej okazji.

Zmieniła się jedna rzecz - wychodzi nareszcie z końmi na wybieg, tzn z Erosem i Bomburem. Najpierw wypuściłam z samym Erosem - dostał biedak 3 kopniaki w żebra :-o Ale w ten sposób Siwa wyrównała rachunki i oddała Erosowi za jej pierwsze chwile u nas, od tej chwili zapanowała miłość. Teraz rudzielec chodzi koło niej i na krok nie odstępuje (nareszcie się doczekał jakiegoś towarzystwa w swoim typie, nie same grubasy :evil_lol:).
Bombur natomiast chciał się do rzeczy zabrać od razu, nic to że chłopak nie ma dawno narzędzi, ale chęci jakie! Szkoda, że zdjęć nie robiłam, bo zrobił się z niego taki piękny koń :loveu:
Jak tylko to Eros zobaczył przegonił Bombura i teraz siedzi borok wygnany gdzieś w kącie, podejść do Siwej nie może.
Dla mnie to najfajniejsza zmiana ze wszystkich ostatnio, bo mam jeden tylko wybieg, a konie musiałam na 3 zmiany wypuszczać. Teraz jedne chodzą od rana, drugie od popołudnia i mam spokój.

Link to comment
Share on other sites

ja tez jestem zwolennikiem padokowania maxymalnego! ale widac, że stajnia ma inne pomysły :( zawsze istnieje - dojrzewająca we mnie powoli - opcja zmiany stajni... ja mam wymagania jasne: 1) padokowanie 2) czystośc w boksach 3) regularne karmienie 4) bezpieczne padoki i boksy i ogarniająca temat obsługa stajni... w sumie ostatnie dwa punkty są spełnione... co do drugiego - ostatnio było średnio i mamy skutek w postaci kopyt Siwego... o pierwszy nie wspomnę... ale to lepiej na pw opisywac ;) hihi - wybuduję boksy u Ciebie, będę płacic za pensjonat i wpadac na weekendy ;p (żarcik, spokojnie :D )

może Siwa przez grzanie się niedobra jest podwójnie? w końcu to kobieta :D ale bardzo fajnie, że ma w końcu kogoś ;)

Siwy wie, jak wyjśc...już wychodzi na padok :) noga nie boli, strzałka sobie rośnie :)
[URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images40.fotosik.pl/495/89dde2641d1f08eemed.jpg[/IMG][/URL]
[URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images47.fotosik.pl/513/30755b34292b75dbmed.jpg[/IMG][/URL]

Link to comment
Share on other sites

mówienie, że starszy koń to już emeryt nam uwłacza ;)
Dziadek treningowy

[URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images49.fotosik.pl/511/dcec11ff4474eebamed.jpg[/IMG][/URL]
[URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images49.fotosik.pl/511/2333751588325a0cmed.jpg[/IMG][/URL]

i głupawka na śniegu :)
[URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images35.fotosik.pl/347/ccdc44866d3d912amed.jpg[/IMG][/URL]
[URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images45.fotosik.pl/513/d204e77a1e453214med.jpg[/IMG][/URL]

opierdziel (mina Emhyra - truj, truj i miejmy to już za sobą :D )
[URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images37.fotosik.pl/486/e43abb4c402a0c25med.jpg[/IMG][/URL]

Link to comment
Share on other sites

Jeja, jak cudownie! Opowiedz więcej! Duża to stajenka? Gdzie to? Ahh, własne pastwiska! Ja na samą myśl mam ciarki na plecach - całe lato muszę trawę na taczkach przywozić, nie mamy własnych łąk :-(
Zdjęcia są przecudne, Emhyr nijak na dziaduszka nie wygląda! I pomyśleć, że mnie kiedyś sportowcy uczyli, że koń jak ma 10 lat to już emerytura, po nim :shake:
A Siwy to cwaniak, widać :) Spryciula, sam się wypuszcza na dwór.

Ja ostatnio na dogo mało jestem obecna, mam trzy etaty, a jedno tylko ciało :-( Biegam tu i tam, robię wszystko i staram się nadążać, chociaż co dzień brakuje mi czasu. A jeszcze do tego zepsuł mi się telefon i nie mogę nim zasięgu złapać nigdzie, nie da się przez niego rozmawiać :mad:
No i ze zrobieniem bazarku mam kłopot straszliwy, Ty mi kochana takie cuda przesłałaś, a ja chcąc dołożyć do bazarku jeszcze kilka rzeczy które tutaj mam utknęłam w martwym punkcie. I mi głupio straszliwie, bo pomagasz mi a ja wykorzystać tego do dziś nie zdążyłam.

My mamy tu trochę zawieruchę ostatnio, przybył mi kolejny nadprogramowy pies do domu, udało nam się chyba też w końcu znaleźć kogoś do szycia, ale że moja pracownia mieści się w pokoju i jest dokładnie przemieszana z kuchnią i pokojem, a ja od zawsze cierpię na brak miejsca to zrobienie tutaj pola manewru dla drugiej osoby wymagało skompresowania resztki "domu" w sypialni, żeby praca mogła się jeszcze bardziej rozpanoszyć wszędzie. Kiedyś się dorobimy pracowni gdzieś poza domem, ja śnię o tych czasach po nocach. Teraz musimy się pomieścić w domu jako dom, psiarnia, magazyn i pracownia.

Bardzo przyjemnie mi jest popatrzeć na zdjęcia Twojego rudzielca, ja już tak mało jeżdżę. Jak to jest, że kiedyś codziennie jeździłam do stajni 20km, miałam czas i na jeżdżenie i na opiekę - a teraz mam konie "w domu" i czasu brak wiecznie?
Eros zacofał się tragicznie, pojechałam sobie jakoś w święta na spacerek - on jest na etapie świeżo zajeżdżonego konia, nic już nie potrafi :placz: Ja też się zacofałam, fakt, ale przez to że okazyjnie tylko pojedziemy sobie na jakiś spacer do lasu to teraz nic mu we łbie nie zostało z niegdysiejszej nauki. A ja tu ani ujeżdżalni, ani nawet placyku żadnego, tylko do lasu albo na pola. A Bombura jak zajeździć? Jakoś mało mi się uśmiecha na surowego konia wsiadać i od razu do lasu, jeszcze sama, bo nikt nawet na Erosa nie wsiądzie żeby w 2 konie na spacerek spróbować pojechać. Ehh.
Ale poluję na wóz i uprzęże, jak uskładam trochę pieniędzy to może tak się uda, na pewno będzie bezpieczniej najpierw go nauczyć przy wozie chodzić a później dopiero siadać.

Jakieś zmęczenie z moich słów dzisiaj bije, takie pisanie mi się nie podoba, nie będę więcej pisać.

Link to comment
Share on other sites

Ohh, najgorzej! Żywe prezenty powinny być zakazane :angryy:

Mój Bombur też był niespodzianką dla dzieci - dwa źrebaczki, klaczka i ogierek. Znudziły się szybko i większość życia spędziły na pastwisku, na dziko. Klaczkę jakoś złapać się udało, Bombura złapali na lasso, zamknęli w stajence, wykastrowali i zostawili mu ogłowie z wędzidłem na stałe w pysku żeby jakoś móc ranę po kastracji przemywać. Jakoś to dobre słowo - psikali z butelki pod ciśnieniem :wallbash:

Mały wypłosz ani trochę do ludzi podchodzić nie chciał, dzikie toto było kompletnie. Powoli się oswoił, ale do dziś uszy są dla niego nietykalne i co wieczór spędzam z nim trochę czasu dotykając ich i drapiąc obok, a czasem go to dalej przeraża, chociaż jest u mnie 2,5 roku. Stare blizny się nie goją, jeśli zakładam ogłowie, to po kawałeczku :roll:

Link to comment
Share on other sites

A przy okazji - znasz się na hackamore? Kupiłam to Erosowi, bo psychol nigdy i żadnego wędzidła jeszcze nie polubił, a do tego ostatnio daję mu dużo smakołyków jeżdżąc (nie.. zdanie to powinno mieć inną konstrukcję - ostatnio kilka razy poszłam jeździć, a wtedy daję mu dużo smakołyków).
I nie jestem pewna czy dobrze to dopasowałam, jak wysoko powinno być, jak ciasno :roll:
A wyglądało to na takie proste jak ktoś w stajni używał, że też się nigdy nie przyglądałam.

Swoją drogą - w życiu bym nie uwieżyła jak cofnąć się może koń (i człowiek też zresztą) jeżdżąc tak okazyjnie jak ja przez ostatnie.. ehkm, chciałam napisać pół roku, ale właściciej byłoby chyba.. 3 lata? Odkąd tu mieszkam. Okropne.

Link to comment
Share on other sites

Siwy 3 lata chodził i szedł do przodu..ostatnie choroby cofnęły mi konia strasznie... ale np Dziadek, który potrafi stac 3-4 miesiące i tylko się po padoku snuje (hmm...snuje... raczej szukając i tworząc zadymy...) jest w stanie bardzo szybko wrócic do formy... wczoraj zależało mi, żeby go ruszyc... niestety - tak się umazał w błocie, że nie było suchego i czystego miejsca...wyczyściłam, ale już nie zdążyłam wsiąsc... za to Siwy wrócił pod siodło :)

Co do hackamore - jeżdżę na Okręcie od czasu do czasu.
Są z długimi czankami i z krótkimi. Ja jeżdżę na tym z krótszymi.
Powinien byc założony ok 10-15cm nad chrapami, żeby nie blokował nozdrzy. Nie może też nachodzic na kośc jarzmową. Łańcuszek dopina się tak, jak w pelhamie czy munsztuku - nie może przepadac, ale nei może też byc za ciasny.

u nas wygladało tak - było dopasowane na niewymiarowy, ogierowy sagan :)
[URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images43.fotosik.pl/530/bed94124f825c672med.jpg[/IMG][/URL]
opiera się na kości kinolka, a metalowa częśc zaś nie dotykała kości jarzmowych; pasek policzkowy mi przekręcili przy dekoracji ;/ łańcuszek mógłby byc luźniej, ale że to był Hubertus, nowe konie przyjechały a Siwy był mega radosny - został troszkę mocniej zapięty. Bardzo fajnie na tym pracuje, acz teraz chodzi na swoim ulubionym pelhamie gumowym - jest mu w nim wygodnie, bo delikatne, dolna wodza odpuszczona, a wargi nie wchodzą w kółko od wędzidła, w miejscu, gdzie się łączą z wedzidłem; przerobiłam kupę wędzideł poza munsztukiem i wielokrązkiem, smakowe, gumowe, delikatne, ostrzejsze, cienkie, grube... najfajniej się czuje własnie na pelhamie gumowym lub zwykłym, prostym gumowym. No i hackamore. Poza tym ja często zmieniam wędzidła, raz biorę je wyżej, raz niżej, żeby się nie odgniatała żuchwa od wędzidła w jednym miejscu. U Dziadka tylko munsztuk, w czasach treningu chodził na nim, konkursy też. A i jest porąbany, jak wie, że ma dwa wędzidła w pysku, nawet na puszczonym munsztuku, to nie szaleje, a w jego przypadku szaleństwa odpadają - kolejny uraz ścięgien może byc końcem chodzenia... Jestem człowiekiem, ktory uważa, że można używac każdego kiełzna, pod warunkiem, że wie się, jak. No i trzeba miec stabilną rękę...A że innym to nie pasuje - trudno. Moje konie, moje decyzje, krzywdy nie robię... Poza tym najlepszym przykładem na to jest, że Łosie, jak idę kolo padoku, lecą do mnie z rżeniem...No, chyba, że Dziadek toczy bój, wtedy udaje, że nie zna ani mnei ani nikogo innego :p Za młodu podjął decyzję, że będzie koniem ambitnym i będzie rządził każdym stadem...teraz ustawia kumpla, który jest najsilniejszy w stadku...

Link to comment
Share on other sites

mój Mąż ostatnio sobie wydumal, że kupi jakąs gazetę z programem TV, teletydzień czy coś w tym stylu.. i tam ukazał się rozdzierający serce apel fundacji Centaurus...apel dotyczy klaczy zimnokrwistej Zuzia...w skrócie - klacz była pod opieką starszego pana, starszy pan już nei daje rady z łóżka wstawac, syn pana podjął decyzję, zadzwonił do handlarza. Handlarz ma po klacz przyjechac... CENA JEJ ŻYCIA to 4200! na oko kobyła waży z 700kg. Ja nei wiem, ja się nei znam, o konie nie walczę i z fundacją, z którą byłam związana, nie współpracuję już troche czasu...ale od kiedy handlarz da za konia na mięso 4200?! Chyba ja wykupili i chwała za to, ale dziwi mnie ta kosmiczna cena... za konia ważącego tonę można dostac max 3000, a i to przy niezwykle pomyslnych wiatrach...czy to nie jest nabijanie ludzi w butelkę, czy też fundacja działa na zasadzie - krzykną jakąkolwiek cenę, to kupujemy, zwłaszcza, że Centaurus tak wiele koni to nie kupuje? Czy to nie jest napędzanie rynku? Przecież za ta cenę spokojnie 2 konie dałoby się uratowac...

To nie jest tak, że się czepiam, ale jakoś mi coś nie pasuje...

ps: na jaki cel splodzic bazarek? najwyżej mnie zablokują, ale postaram się go przerowadzic w sposób jak najbardziej poprawny :) w niedzielę wieczorem już zrobię, bo teraz będę przy komputerze okazyjnie ;/

Link to comment
Share on other sites

Hmm, czyli właściwie dopasowałam do dobrze, jakieś mi się.. mało stabilne wydało na pycholu, ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia do wędzidłowych ogłowii które "w miejscu" są i nie ruszają się na pysku.
Ja też kupiłam to z krótkimi czankami, takie jak Twoje - pierwsze co z tym zrobiłam to powycinałam skórzany pasek (z "miękkim" 1mm futerkiem) i wszyłam tam grubą gąbkę w polarku, aby w nochal działało delikatnie. Zamieniłam też od razu łańcuszek na szeroki i wygodny pasek.
No i Rudzielec był znacznie spokojniejszy, widać było, że mu lepiej - chociaż momentami wycierał łeb o nogę, widać że coś jeszcze dopasowałam nie do końca tak jak powinnam. Pokombinuję jeszcze, bo ogólnie fajne to urządzenie. No i co ważne żreć można wygodnie ;)

Wiesz, ja też uważam że większą krzywdę można zrobić najdelikatniejszym wędzidłem i brutalną ręką niż odwrotnie. Ja mam na punkcje pysków końskich kuku ;) nigdy nie używałam ostrych wędzideł, chociaż jeździłam różne konie. Luzakując na zawodach miałam okazję naoglądać się tej złej strony sportu. Bogaci rodzice kupują ambitnym córeczkom świetne konie za kupę kasy, jazda córeczek polega na pokazaniu koniowi przeszkody i - jeśli potrafią - nie przeszkadzaniu mu. Ale zwykle nie potrafią, jeśli zdarza się koniowi spieszyć albo już niedajboże coś zrzucić - dostają kilka razów, kilka szarpnięć z całej siły po zębach. Tatusiowie kupują córeczkom najostrzejsze dostępne patenty, a ja widzę jak koń się zachowuje, jakby go prąd poraził. I to wszystko na parkurze - a co w domu?

Smutne to wszystko straszliwie, koń jest tylko narzędziem, jak samochód czy rower. Wczoraj poczytałam sobie właśnie o "cudownych" metodach Anky, zainspirowała mnie rozmowa w ostatnim 'hodowca i jeździec' z naszą najlepszą dresażystką. Uderzyło mnie jak otwarcie powiedziała ona o tym, że koń jest tylko narzędziem, niczym więcej.
Jestem za całkowitym zakazem wszelkich zawodów, wyścigów i konkursów z udziałem zwierząt. Jeśli komuś zależy na wynikach, zawsze będzie to kosztem zwierzęcia.
Więc dopóki idzie o samochód, łódkę, rower czy rolki - lub najlepiej osiągnięcia swojego własnego ciała - bawcie się ile chcecie. Ale kosztem żywych zwierząt? Koszmar ;/


Duży to temat i smutny. Żyjemy w czasach, kiedy jeszcze nawet corrida funkcjonuje w świetle prawa (choć zamykają ją, na szczcęście!). Gdzie tu mówić o zwracaniu uwagi na "nowoczesne i profesjonalne metody szkoleniowe polecane przez najwybitniejszych światowych fachowców".

Ale żeby nie kończyć (mojego i tak przydługiego posta) tak negatywnie - miałaś okazję zobaczyć pracę Nevzorowa? Łaaaał, ja wymiękłam ;) Tutaj jest jego kanał na youtube [url]http://www.youtube.com/user/NevzorovHauteEcole[/url] ;)

p.s.
Jakie Siwy ma chrapki piękne plamiste :loveu:

Link to comment
Share on other sites

Co do dyskusji o kiełznach to w pełni się z Wami zgadzam. W stabilnej i spokojnej ręce nic nie jest straszne. Działanie można podjąć tylko w awaryjnej, skrajnej sytuacji. Natomiast jeśli Ktoś ma chwiejną czy twardą rękę to wtedy nawet najdelikatniejsze wędzidło staję się udręką dla konia...

W kwestii sportu mam podejście jak wiosna. Zresztą cóż z rzekomego kunsztu i lekkości np.ujeżdżenia skoro w praktyce jest to jedna z najbardziej brutalnych dyscyplin, pod względem używanych patentów i metod...? Niestety, sport ma swoją drugą, zdecydowanie mroczną stronę medalu...

O Anky tego nie czytałam. W ogóle wcześniej nie wgłębiałam się w Jej poglądy, wiedząc jedynie, że jest świetna w tym co robi. Ale szczerze mówiąc, jeśli ma takie poglądy, to dla mnie osobiście przestaje być jakimkolwiek autorytetem... A staje się zwykłym wyzyskiwaczem i brutalem... Bo jak inaczej to nazwać?
Ciekawe czy zapewni chociaż swoim najlepszym rumakom godną emeryturę, czy pozbędzie się Ich jak starego złomu...

Co do Nevzorova to ja też byłam zachwycona Jego osiągnięciami! Potem wgłębiłam się trochę w Jego metody i poglądy...;) W efekcie sprawa jest dość kontrowersyjna.
Nevzorov tworzy coś na kształt niemalże sekty. Swoich uczniów naucza generalnie głównie przez internet. Jeśli coś czego dowiesz się na Jego forum wycieknie stamtąd za Twoim pośrednictwem to natychmiast jest się usuwanym z Ich "zacnego" grona...
Nevzorov uważa, że koń jest zwierzęciem wyjątkowym (tu zgadzam się w 100%:wink:)), które jednak niezdolne jest do osiągnięcia pełni swoich możliwości żyjąc w zgodzie z naturą. Dlatego to człowiek jest zobowiązany do wzniesienia inteligencji i możliwości koni na same szczyty. Osiąga się to poprzez zabawę oraz masę czasu poświęconego na przebywanie z koniem. Czasem również zabawy jak w naturze, tj.gryzienie, kopanie, przepychanie, etc. Nevzorov generalnie stosuje pracę z ziemi, uważając, że jazda wierzchem jest zupełnie zbędna. W swoim metodach zezwala na maks.10/15 min.pracę "z góry". Zresztą jak można zauważyć styl jazdy, który prezentuje nie podchodzi pod żadną szkołę. To Jego autorskie sposoby, które i tak nie mają większego znaczenie, bo jak już pisałam wg Niego jazdy można by w ogóle zaniechać, skupiając się na pracy z ziemi.
Jednak sprawą, która mnie najbardziej zbulwersowała jest fakt, że konie pozostają w zamknięciu w boksach (chyba są wypuszczane na pastwiska, tudzież pracuję z Nevzorovem na zewnątrz), ale w totalnej izolacji od siebie nawzajem! Gdyż Nevzorov uważa, że przebywanie w stadzie swoich pobratymców ogłupia konie i wstrzymuje Ich rozwój podczas wznoszenia się na niebywałe wyżyny kunsztu, inteligencji oraz umiejętności...:roll: Dla mnie mimo wszystko koń do szczęścia potrzebuje swoich pobratymców i osobiście swojemu koniowi nigdy nie potrafiłabym odmówić kontaktu z innymi czterokopytnymi...
Eh, przepraszam, że się tak rozpisałam;) Kończę zatem póki co;)

[I][U]Edit:[/U][/I] Tego filmu akurat nie widziałam. I fakt - jest niesamowity i rewelacyjny!:lol: Najfajniejsze jest to, że ten koń robi coś, bo CHCE to zrobić dla Człowieka. Bez przymusu i brutalności.
W ogóle większość z nas pewnie nawet nie podejrzewałaby, że z koniem można by się tak bawić. Z psami to normalne (w każdym razie dla nas - dogomaniaków;)), a z końmi niekoniecznie. A szkoda. Bez wątpienia prawdą są słowa (niestety nie pamiętam czyje:oops:), że gdybyśmy poświęcali koniom tyle samo czasu i uwagi co naszym psom to zadziwiłyby nas one swoją inteligencją...
No tylko niestety jak zwykle wszystko rozbija się o czas, a raczej jego brak...

Link to comment
Share on other sites

Oo, tego akurat o Nevzorovie nie wiedziałam, zresztą - właśnie - o jego metodach nie doszukałam się niczego nigdzie, pokazane są tylko efekty, szczegółów niet. I fakt faktem że na filmach widać jego specyficzne podejście do tematu - estetyka pomieszczeń np ;)
Mi imponuje tym, że konie wyglądają na zadowolone i radosne, a jednocześnie robią to wszystko, do czego większość ludzi dochodzi brutalną i nieprzyjemną dla konia pracą. Na jednym z jego filmów wstrząsa widzami pokazując co dzieje się z końskim pyskiem pod wpływem źle używanych, ostrych wędzideł - i to moim zdaniem powinno być "lekturą obowiązkową" dla każdego jeźdźca, bez względu na to czy to profesjonalny zawodowiec czy rekreant jeżdżący tylko na spacery podczas wakacji.
Nie zwróciłam uwagi który film się otworzył w youtube - włączyłam kanał użytkownika, lista filmów jest po prawej.
Generalnie mnie pasjonuje przyjazna praca z końmi. Z podziwem oglądam czasem efekty prac naturalowców, to jest piękne - konie są szczęśliwe i nieprzymuszone.

No, ale cuż - jak to powiedziała wspomniana przeze mnie dresażystka - co innego rekreacja, a co innego wyczynowy sport. Tak więc nasze konie do kochania, sportowe - jako narzędzia.
I chociaż zdarzają się wyjątki, zdarzają się konie sportowe które chodzą na padoki, które mają nieco wolności i swobody a ich trening nie jest brutalny - to jednak większość ma życie smutne i pozbawione sentymentów. Niektóre z nich, bardzo nieliczne dostaną szansę i zostaną po tym wszystkim wyrwane ze sportowej machiny, aby zasłużoną emeryturę spędzić w którejś z org pomagających koniom.

Link to comment
Share on other sites

udało mi się podwędzić komputer Mamusi, 3 dni kursu w Warszawie - bez komputera - to za dużo..ech, te uzależnienia...

Co do metod Anky - nie umiem nic sensownego powiedzieć. Wiem, że Bonfire ma 28 lat i jest z nią, chodzi sobie po padokach, zajada się trawką. Wiem, że jesli mam konia w 100% przepuszczalnego, to rollkur w pełnym rozluźnieniu i NA MOMENT, nie jest masakrą. Oczywiście, musi trwać chwilę, musi to zrobić ktoś mądry, nie ma tam miejsca na siłowe działanie. Czy popieram? Nie wiem. Z własnego doświadczenia wiem, że moje konie potrafią tak chodzić - ewenementem jest Siwy - otóż: chłopak ma ogromne uczulenie na wode. Brzydzi się jej. Jak mu spadnie na kark - wodze leżą na szyi a ten chowa łeb między nogi tak, że Anky to przy nas jest nikim ;) Co tam wodze! On na padoku wpada w taka hiperfleksję, że wali się w dziób nogami :D Ok, żarty na bok...

Swego czasu zdrzalo mi się, nie raz, nie dwa, celowo konia zrollkurować. Teraz - nie. Jeszcze na studiach miałam "przyjemność" pracować i jeździć z zawodniczką GP. I wtedy mi ten pęd przeszedł. Brała konie w trening - faktycznie, konie progresowały! Klient dostawał to, za co placił! Efekty były... Tylko nie wiem, czy fajnie było koniowi uczyć się piaffów kiedy bat, którym mu pomagano pracować miał źle zagięte kółko na końcu i poranił mu całą dupę, lub zakładanie czarnej wodzy na trening przez kółka przy czankach munsztuka... Wiem, można się mnie czepiać, że używam ostróg (tylko, że ludzie zapominaja o jednym - ostroga nie musi być aktywna - jeśli trzeba - jest, jeśli nie - po kiego wała nasuwać konia z każdym jego krokiem pikutami po bokach?), jeżdżę na munsztuku. I będę. Bo koniom krzywdy nie robię. Jak mi coś nie idzie, to nie zbieram wodzy na chama, a mam w nosie. Puszczam i się kręcę na luzie, albo mi odbija i sie na koniu lub z koniem bawię. Sport... Kurcze - moje konie i tak nie podbiją czworoboków. Kocham ujeżdżenie, sprawia mi frajdę nauka - czy samej siebie, czy koni. Ale Emhyr ma 23 lata, teraz to mi zależy, żeby był w takiej formie, w jakiej jest jak najdłużej. Okruś...może się czegoś nauczy, może nie. Jak się nauczy - super! Jak nie - też nie widzę problemu. Niestety, do takiego podejścia musiałam dojrzeć. Sporo dojrzeć. ktos się mnie czepia - zapraszam! Wsiądź, pokaż mi... nikt nie był taki dzielny, poza słowami..trudno ;] Ale chociaż moje konie mnie lubią, tulą się, łażą za mną, szukają ze mną kontaktu, a nie ryj w kąt boksu, czy udaje na padoku, że mnie nie zna...

Sport znam od dawna. Nie jestem święta. Nie raz uzywalam patentów (hihi - im mniej talentu, tym więcej patentu), chcialam iśc na skróty, nie raz walnęłam, szarpnęłam. Teraz nie mam na to ochoty (chyba, że jest sytuacja, że muszę - np. jadę drogą, a tu kretyn na quadzie - szarpnę, jasne. Wolę szarpnąć niż uszkodzić konia i siebie). Też bywa. Ale już umiem nad sobą panować, już nie mam potrzeby rywalizacji. Bawię się dla samej siebie, dla urozmaicenia jazdy (jak gruda albo slizgawica to się kręce po hali). Tylko to przychodzi z czasem... widzę dziewuchę u nas w stajni, 15 lat... wielkie ambicje, cos tam liznęła... nie podoba mi sie to, co robi. Nie raz powiedziałam. Wielka afera... nie warto. No i pamięta wół, jak cielęciem był... Sama byłam "co to nie ja". Własnie w tym wieku. na szczęście przeszło i człowiek dorasta...

Link to comment
Share on other sites

o, ja cwana ;) skopiowałam wszystko, bo mnei wylogowało, musiałam się zalogować..jakbym nie skopiowała, to cały wywód poszedłby na spacer ;D

jeszcze słowo co do Nevrozowa... wygląda to wszystko pięknie. Ale ja bym chciała zobaczyć CAŁĄ PRACĘ, od podstaw, z młodym koniem. Czy tak to wszystko pięknie i ładnie wygląda faktycznie...

Często dla sportowców koń to narzędzie. na szczęście nie dla wszystkich... za duża kasa z tym się wiąże... a jak czasem człowiek trafia na konia po sporcie, który szedł w ostatnią drogę, to szlag trafia... na Legii poznałam konia imieniem eclair de Crollon...startował jeszcze w 1997 na CSIO w Poznaniu... kon się mocno stresowal, dostał wrzodów... zmienili mu profil - mały sport... potem rekreacja... potem transport... jak go zobaczyłam szczęśliwego na padoku w stajni, do której wstawiałam Dziadka - ulga była ogromna! Został kupiony w ostatnim momencie... masa jest takich koni. A koń sportowy szybko się "kończy"... U nas to jest w ogóle jakaś paranoja...4-latki już na championatach? 7-latki w dużej rundzie? Skoki dzień w dzień? No to nie dziwne, że jak ma lat 14 to już ledwo chodzi... a potem jak ktoś słyszy, że jeżdżę na koniu po 20-ce to robi wielkie oczy i uważa, że to koń ledwo chodzący... Dziadek nie miał fajnej młodości. Rosja, tory, sulki, płaskie i płotowe. Ale od 10-ciu lat to lżejsze życie...od 2 - w sumie lajtowe. A ja nie przesadzam, nie robię wcierek codziennie, nie zawijam nóg na noce, nie karmię wynalazkami. Owies, sianko, woda, otręby jako dodatek, padok, siodło. I nie dość, że się poprawił, troszkę nabudował się zapadnięty grzbiet, to nic go nie boli ( a ma co boleć - przednie nogi nei mają scięgien, a zrosty, jedna tylna noga to nakostniak spory - tzw. nowy nabytek; drugi tył - odprysk kości -albo w boksie sie uszkodzil, albo go jakiś kolega z czułością miźnął) i koń jest w formie cudownej. Jak widzę, że któraś noga nie do końca domaga - padok. Miesiąc, dwa. I w porządku.

Wkurza mnie wczesne zajeżdżanie koni. Kurcze, 2,5 roku i pod siodłem?! O "kwiatkach" na allegro nie wspomnę... półmyślący chłopi...ale wielcy sportowcy, znawcy?! Ale koń ma pracować i zysk przynosić...

fajnie było powiedziane w książce "Karino" - potem był serial na jej podstawie - na temat Stolarka "to nie koniarz. To jeździec. Taki, co jeździ, to nie kocha koni"...

rozpisalam się, wybaczcie :) jakos mam dziś lekką klawiaturę (bo nie pióro) ;)

Link to comment
Share on other sites

Haha, nie tylko ja piszę wielkie posty :eviltong:

Fajne to, że nie próbujesz robić z siebie świętej i błędy z przeszłości widzisz i na nich się uczysz, a nie uparcie tkwisz w tym, że rację zawsze i we wszystkim masz i mieć będziesz po wieki ;)
Człowiek dojrzewając zawsze robi błędy, nie da się tego przeskoczyć, nikt z nas nie rodzi się święty. Ja co prawda dopóki sama nie zaczęłam zarabiać nie miałam własnych koni, nie startowałam - mogłam obserwować czyjeś działania. Ale mając lat ja wiem..? 14-15, może i mniej zaczęłam się interesować szkoleniem psów - kolczatkowym, a jakże - pozytywne metody jeszcze nie były tak popularne, w antykwariacie nic nie znalazłam ;) Do tego wpadłam w świat zaprzęgowców psich, a tam dzieci bez nadzoru działać nie powinny. Nigdzie, gdzie są zwierzęta. Łatwo jest robić z siebie Wielkiego Mushera - zapominając o tym że te psiaki to dzieciak ma przede wszystkim kochać, dbać o nie, bawić się - a nie coś przeczytać na zaprzęgowych forach, usłyszeć na zawodach głupie przechwalanki-kolorowanki i wziąć do serca.. No, duży temat, to może na później - teraz jest inny ciekawy ;)

Ja też ujeżdżenie lubię i uważam za najważniejsze, choć większość życia spędziłam przy stajniach stricte skokowych, gdzie większość osób omijało je szerokim łukiem. A tak się nie da, nic z tego dobrego. Praca na skróty nigdy się przecież nie opłaci.
Chociaż ja traktuję to jako zabawę - żeby jakoś z końmi "iść', a nie stać w miejscu (co jednak poczyniłam ;-( ), żeby dla ich zdrowia poćwiczyć. Z czasem człowiek uczy się cierpliwości, dojrzewa do tego, by nie robić z siebie specjalisty i - właśnie takiego - co to ja nie jestem. Kiedyś chciałam działać szybciej, teraz mam czas, nie spieszę się.
Zajeżdżania wczesnego też nienawidzę, szlag mnie trafia. Mnie tu we wsi za debila mają - mam konie, a nie pracują. Sąsiad mnie dopytywał ostatnio czy źrebki już siodłałam - fakt, że moje nazywanie je "źrebkami" trochę zapóźnione, ale mimo wszystko - mają 1,5 roku, a to zimnokrwiste ogiery, będą jeszcze dobre 3 lata rosły! Gdzie mi się spieszy, po co? Bombur już 4,5 ma, chodzi z siodłem, ale nie pod kimś. Ćwiczymy z ziemii, bawimy się. Na wiosnę może zacznie bryczkę ciągnąć, jak mu bryczkę skołuję jakąś. Trochę z braku pomocy, trochę z braku ciśnienia nie zależy mi na tym, żeby zajeżdżać na szybko.
I kiedyś tłumaczyłam chłopom dlaczego warto poczekać, o co w tym chodzi - jak grochem o ścianę. On mi mówi 'jak ma rok to już duży koń, już powinien pług ciągnąć' - ja mu na to, że tak, a potem ośmiolatek już schorowany, kręgosłup zapadnięty, nogi chore" - "no tak, dokładnie"... Dla nich 8 czy 10 latek to jest stary koń, a nie schorowany i wyeksploatowany koń. Co się dziwić - kobyła co roku urodzi, łatwiej sprzedać ośmiolatka i mieć nowego niż jednego utrzymywać latami i nic nie zarobić.
W sporcie tak samo - szybko zajeździć, pokazać, sprzedać. Konie kosztujące po kilkadziesiąt tys to norma - trzymać je w stajniach i czekać nikt nie chce - tylko szybko pchnąć towar i robić następny.

Właśnie dlatego jestem przeciwna sportowi. I to nie znaczy, że ja nie będę z moimi końmi pracować, do czegoś dążyć. Wiele osób będzie, ale wtedy odejdą od tego tak ogromne pieniądze. Jeśli nie da się nic wygrać - a więc kupić sobie poczucia "jestem mistrzem" - przy koniach pozostaną ci, co je kochają - a ci, co zarabiają i dążą do celu kosztem koni po prostu przerzucą się na motocykle czy samochody.
I chociaż ja z założenia jestem zdecydowanie nie za zakazywaniem, a za edukacją - to nie czuję się na siłach edukować bogatych panienek i ich małeego-tatusiów.

Jest jeszcze jeden temat jaki poruszyłaś kochana Emhokr - kupowanie koni po niby "rzeźnej", ale zawyżonej cenie. Chcę do tego wrócić, ale też już nie teraz - później.

A na koniec jeszcze Wam pozdrowienia przekażę, od Siwulki - z błotnistego, mokrego SPA ;)
[IMG]http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash1/hs764.ash1/165517_118947838178780_100001906930868_139786_4572697_n.jpg[/IMG]

Link to comment
Share on other sites

Zrobiłam Bazar!!! W końcu, bo dłuugo dłuuugo już go "robiłam". Proszę, podrzućcie czasem
[url]http://www.dogomania.pl/threads/200401-Szelki-smycze-obroże-legowiska-amortyzatory-halti-cos-cudnego-dla-nas-na-Grey-Animals?p=16127993#post16127993[/url]

Emhokr, czy takie ceny będą ok? Bo ja to tak na chybił-trafił :roll:

Link to comment
Share on other sites

najmlodszy koń, jakiego zajeżdżalam mial 3 lata...w tym roku dostałam konia do jazdy...okazało się, że jak miał 2,5 roku JUŻ zapierniczał na planie w Estonii...mało mnie szlag nie trafił... właściciela ma sympatycznego, nie glupiego, tylko...w tej końskiej materii - ciężko myślącego. Koń w tym roku będzie mial 5 lat...a on sie pyta czy koń juz robi ciągi etc! z jednej strony nie wiem, skąd to pytanie, skoro facet nie bardzo ma chęc tak jeździc. A z drugiej - jak pracuję ze zwierzakiem to nienawidze presji czasu. To mlode zwierzę, a już zniszczone. Owszem, nie ma sprawy - mogę go zrobic na wiosnę i L-kę czy P-kę w ujeżdżeniu pójdzie. Jasne. Tylko koń dopiero teraz zaczął nabierac masy, zaczął się robic koniem, a nie wyrośniętym "źrebolem" :| Pomijam, że konisko wciąż nie ma równowagi w galopie! On nie umie normalnie zagalopowac, żeby nóg nie pogubic i się nie wywalic! Mogę jeździc dzień w dzień po kilka godzin. Tylko po co? Co to da? Można mu włożyc munsztuk w pysk, założyc setki patentów. Tylko co da taka droga na skróty?
Są konie wcześniej dojrzewające, są konie później dojrzewające... Owszem, na wyścigach 2-latki się ścigają. Dla mnie minimalny wiek początku pracy z jeźdźcem na grzbiecie to 3 lata. I bundtuję się na stwierdzenie, ze im starszy, tym trudniej zajeździc. Miałam przyjemnośc i 10 - latkę od pługa zaznajamiac z siodłem. Dało się. Bez wielkiego bólu dla obu stron (acz jednego wesołego baranka nie wspominam najlepiej - instynkt przeżycia we mnie zagrał... tak się zakleszczyłam, ze nie miałam spotkania z Matką Ziemią ) Acz zdażało się stawac przed wyborem - 2, 2,5 roku i mam zajeździc, bo inaczej na mięso. Tłumaczyłam. Nie dawało to nic. Co się z tymi konmi stało? Nie mam pojęcia, chociaż wydaje mi się, że nie trafiły w jedno miejsce, bo nie byłoby to opłacalne.
Stereotyp konia 15 - letniego jako starca wkurza. A z drugiej str jak rekreant pracujący pod siodłem długie godziny, albo sportowiec, mimo super najlepszych ochraniaczy, derek, pasz ma w wieku 15 lat byc w pełni zdrowy i szczęśliwy? Niejednokrotnie nie wie, co to padok... Mój ogier, zwykły koń...Nie wychodzący na padok... Pierwsze padokowanie - stoi. Nie wie, do czego służy taki wielki teren...do dziś najwięcej na padoku stoi...

Link to comment
Share on other sites

zerknęłam na wątek przypadkowo:)
jesli mogę wtrącić 2 grosze-to modny obecnie natural niekoniecznie zawsze jest przyjazny koniom-konia mozna "naturalnie" złamać jak choćby u Parellego- po prostu umęczyć że ten koń dla świętego spokoju bedzie wrecz błagał-powiedz co mam zrobić zebym tylko w końcu miał spokój...
to co wyprawia Nevzorow-no taaak-ładne,efektowne,ale jakim kosztem? przeciez to chore izolowac konie bo natura żle je zaprojektowała i nie moga sie rozwijac?! koń ma rozpoznawać literki a nie zaspokajac swoje instykty socjalne w stadzie? ma robić kurbety i inne,po co? przy okazji ostatnio N.stwierdził ze na koniach nie wolno jeżdzic bo im to szkodzi.
Żeby konia skrzywdzić nie potrzeba wedzidła z łańcucha od motoru- konia mozna baardzo skrzywdzic hakiem(jest bardzo ostre!!!) bosalem,halterem czy właśnie presją psychiczną.
A układałam konie wieele lat,jeszcze zanim dotarli do nas naturalowcy,mieliśmy okrągły wybieg bo wygodny:)

wykupowaie koni za ceny po 3-4 tys jest śmieszne-gra się na uczuciach ludziom gdy koń wart jest 1500zł albo i mniej bo jak po kontuzji to i 500zł... woziłam troche koni okolicznym chłopom na targ więc widziałam realia-zwł.obecnie,gdy stadniny sprzedają szlachetne ogierki tirami na mieso i to jest problem bo na szl.nie ma zbytu-chyba ze na karme dla psów....
Wiecie co? mam kilkanaście konie obecnie-z czego tylko 1 kupiona zdrowa psychicznie i fizycznie,jestem po cięzkim wypadku,redukuje konie bo z moimi obrazeniami nie powinnam wcale robic ,ale nie przyszłoby mi do głowy zeby szantażować kogokolwiek-kupcie moje zdrowe żrebaki urodzone jeszcze przed wypadkiem-bo jak nie to skończa na haku....To trzeba mieć jakąś dziwna mentalnośc,cwaniactwo,ale ludzie się masowo na to nabierają i kupuja takiego kotleta za 3 tys,a u nas w anonsach mozna zdrowe klacze dorosłe szl.kupic za 2-2,5tys,papierowe....

Link to comment
Share on other sites

Cioteczki ...szacun, ooogromny...więcej takich lektur do poczytania poproszę...obowiązkowych....kiedyś byłam se "koniarzem"...teraz...szkoda gadać...Ale z największą przyjemnością czytam...czytam...czytam...
P.S. sie zastanawiałam skąd ja to zdjęcie Siwulki znam...a to ona bazarek promuje swoją urodą zachęca...

Link to comment
Share on other sites

Ojej, Atrisko! Wiesz, ja pisząc to kompletnie zapominam, że ktokolwiek to później czyta :roll:
Ale cieszę się, że ktoś znajduje w tych esejach naszych trochę przyjemności. Wiesz, my chyba obie z Emhokr takie wyrwane z kontekstu - za mało wśród znajomych takich, coby chcieli o koniach dużo gadać. I te niedobory gadania wylewamy później tutaj :evil_lol:

Norel, bardzo krytyczny Twój post :roll: I taki.. nic innego nie proponujący, tylko krytyczny. (nie odbierz mnie źle) Nikt z nas nie napisał tu "natural idealny", "Nevzorov idealny" czy "munsztuki idealne". Pracując z koniem w każdą możliwą techniką można działać tak, żeby go skrzywdzić. Ale widzisz - ja jakoś wolę nawet "umęczenie" Parellego niż rollkury Anky. Wolę, żeby wziąć sobie do serca, że jeżdżenie koniom szkodzi, niż że na padoku mogą sobie zrobić krzywdę i lepiej ich nigdy nie wypuszczać. Wolę, żeby właściciele ze swoimi końmi próbowali metod naturalnych, niż ostrych - bo to, co się dzieje na zawodach to przecież tylko czubek góry, najwięcej dzieje się w domach, na treningach, przecież masa ludzi nie jeździ na zawody nigdy, a z końmi pracuje. Moim zdaniem opinia komisji, jaka zebrała się w sprawie rollkuru też nie jest głupia - rollkur nie szkodzi, jeśli jest używany przez doświadczoną osobę i na krótko. No właśnie - tylko zbyt mało w nas wszystkich pokory i współczucia. To od metod pracy opiekuna konia zależy czy koń będzie czuł się swobodnie, czy złamany - nie od narzędzi. Można "nagiego" konia skrzywdzić, nie używając żadnych patentów, a jedynie wywołując u niego lęk i niepewność, zagubienie i frustrację. Ale można też używać - jak Emhokr - ostrego wędzidła, ale z jakiegoś powodu, po coś, z głową i z wyczuciem - jak wierzę, że robi ;)
Podsumowując - to człowiek swoim działaniem dba o dobry rozwój konia, o jego zdrową i dobrą psychikę. Lub nie dba, i konie są wtedy "splaszczonymi", zagubionymi i nieszczęśliwymi stworzeniami - nie decydują o tym żadne narzędzia.

Dotknęłaś też, Norel drugiego naszego "dużego" tematu. I tu się w dużej części z Tobą zgadzam - wiele organizacji, czy nawet prywatnych osób kupuje konie ratując je od rzeźni, ale przepłaca przy tym straszliwie. Tylko, widzisz, tutaj łatwo jest przez net komentować, a rozmawiać konkretnie z chłopem gorzej (nie mówię, że nie rozmawiałaś, mówię już ogólnie). Bo dopóki rozmawiamy ogólnie o jakimśtam, hipotetycznym, średnim i przeciętnym koniu w przeciętnej, rzeźnej cenie, to ceny są oczywiście niskie i "rzeźne". Ale odkąd mówimy o konkretnym koniu, to odchodzimy od tej średniej.
Swoją drogą - inaczej chłopi rozmawiają z handlarzem, inaczej z jakąś babeczką, nawet jeśli bardzo stara się być "chłopką". Ja nie mam u siebie żadnej osoby, którą mogłabym wysyłać aby kupowała konie - faceta, najlepiej z chłopską gadką, niegłupiego, który zna się na koniach i chce pomagać nam w taki sposób, a do tego ubierze się tak, żeby się miastowością nie wyróżnić, auto ma stare i raczej brudne, pali i spluwa ;)
Jeśli działa się lokalnie, ludzie się uczą i wiedzą ktoś ty, nawet jeśli pierwsze dwa razy ich przekonasz, to wiecznie nie będzie trwało.

A od chwili, kiedy właściciel konia zauważy, że na tym koniu ci zależy, cena winduje w górę - tak to już jest.
Ja Antka i Emila kupiłam po 2tys za każdego. Głupio, drogo. To był mój "pierwszy raz" :cool3:Teraz wiem, że mogłam spokojnie na każdym koniu conajmniej 2 stówki urwać, ale.. na czymś się człowiek uczy. Na Siewj nie przepłaciłam - dałam za nią 1700zł. I oczywiście - to też nie jest cena rzeźna, to lekka, nieduża klaczka. Ale takie są ceny - jeśli w rzeźni koń kosztuje 3 czy 4zł/kg, to przecież nie będzie u pośrednika kosztował tyle samo - po coś ten pośrednik robi to co robi, z czegoś żyje. Ale jeśli konia kupuje owa "babeczka" - to to już nie jest cena rzeźna, nawet jeśli używa się argumentu 5zł/kg. Jeśli babeczka kupuje konia po 5zł/kg to nie jest źle, bo takie są ceny. Chłop kupuje po 4zł, rzeźnia po 3. Musimy się pogodzić z tym, że nie jesteśmy rzeźnią i nie będziemy mieć takich cen jak rzeźnia.

Swoją drogą, kiedyś czytałam, że któraś organizacja nie targuje się przy zakupie koni, bo uznaje, że targowanie ceny życia jest niegodne. To moim zdaniem pole do popisu na naciągaczy i chłopskich handlarzy, bo oni nie kierują się żadną absolutnie godnością i dla nich to klient idealny i wymarzony. Tego nie popieram w żaden sposób, chcę jaknajmniej dać zarobić na krzywdzeniu.

...i chciałam napisać jeszcze dużo dużo, ale jest już prawie 8, pora do psów. Teraz Wasza kolej, ja będę temat jeszcze rozwijać. A może z tego jakiś zgrabniejszy tekst utworzyć i wrzucić na stronę, może ktoś jeszcze chętnie przeczyta?

Link to comment
Share on other sites

Czy macie jakiś pomysł na domy dla mikrosunieczek? Mam tu niedaleko wsiową suczkę, która się oszczeniła, bo właściciele nie wierzyli, że o takiej porze roku będzie miała cieczkę.. Zwykle dostawała zastrzyki. Teraz są 2 maciupeńkie, czarne sunie - mamusia to taka kruszynka, a te dwie panienki to dosłownie okruszki, na cieniutkich łapeczkach, maleństwa takie.
Mamusię wysterylizujemy jak tylko przestanie karmić - muszę zrobić na nią jakiś bazar albo coś, bo nie mam jeszcze fundacyjnego konta. Chciałabym zawieźć maluchom odrobaczające leki i może zafundować im pierwsze szczepienie, bo póki co.. mają ponad 2 miesiące, nie było zrobione nic, nawet mama nie była odrobaczana już daaaawno.
Ehh.. muszę coś im znaleźć, bo chociaż mi wprost żadnego 'bo jak nie' nie postawiono, to jednak wiem co je czeka jeśli będą "nadużywały gościnności". Teraz mają się dobrze - mieszkają w domu, mają stały kontakt z ludźmi, są głaskane i "bawione".

Proszę, pomóżcie mi z ogłoszeniami, ja kompletnie nie mogę się do tego zabrać, nie nadążam nawet na maile odpisywać na bieżąco :-( Wiem, że na dogo psów są tysiące i wołania o pomoc cały chór, ale może akurat..?

Zdjęcie jest linkiem do ich dokładniejszego opisu na naszej stronie.
[URL="http://greyanimals.org/index.php?option=com_content&view=article&id=156:dwie-mikrosunie&catid=41:psy&Itemid=97"][CENTER][IMG]http://greyanimals.org/img_zwierzeta/psy/szczeniak_miki_01.jpg[/IMG][/CENTER][/URL]

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share


×
×
  • Create New...