ludwa Posted June 14, 2011 Author Posted June 14, 2011 Faktycznie, to już prawie rok:) Trzeba szampana otworzyć i dać Ryskowi ten długaśny jęzor umoczyć. Dopiero by rozrabiał:) Quote
Ali9 Posted June 17, 2011 Posted June 17, 2011 Rysiu pochorował się nam, dwa dni temu miał problemy z gardłem, troszkę kaszlał-poszliśmy do wetów dostał jakieś antybiotyki w zastrzykach i za dwa dni (czyli w zasadzie dziś) mieliśmy przyjść do kontroli. Jak wróciłam z pracy po południu okazało się, ze kaszel niestety większy i dławić się zaczął. Pobiegłam znowu do wetów, dali jakiś inny antybiotyk (prawdopodobnie coś mocniejszego) i po zastrzyku, oklapł totalnie. Do domu wracaliśmy dość długo bo widać było że ciężko mu się idzie, kładł się z 3 razy na trawniku i odpoczywał. Normalnie jak nie Rysiu, taki zgaszony, w domu zaczął jeszcze piszczeć. Wystraszyłam się nie na żarty i po 40 minutach znowu do weta z powrotem pobiegłam, żeby sprawdził co jest grane i czy z Rysiem na pewno wszystko dobrze. Lekarz mówi, ze być może jest uczulony na jakiś składnik któregoś z zastrzyków, który dostał. Długo był badany i osłuchiwany, wet powiedział, ze na razie nie widać żeby miał jakiś wstrząs po zastrzyku. Dostał kolejne dwa zastrzyki jeden przeciwbólowy chyba i zastrzyk z adrenaliny. Teraz bidulek leży smutny. Zobaczymy, umówiłam się z wetem, ze jak się coś będzie działo wieczorem lub w nocy to będziemy dzwonić i przyjadą do lecznicy. Biedaka nie poznaję, widać ze jest jakiś taki słaby, nieswój. Od czasu jak jest z nami tylko raz go widziałam takiego, jak się nam kiedyś rozchorował po podaniu leków na odrobaczenie-wymiotował,miał biegunkę wtedy i też był troszkę osowiały. Ale teraz to chyba jeszcze gorzej wygląda. Jutro idziemy na kontrolę, jak się nie poprawi jego stan to chyba pójdę na kontrolę do innego weterynarza, żeby go zobaczył. Quote
ludwa Posted June 17, 2011 Author Posted June 17, 2011 Rysiek, Ty się nie wygłupiaj, ja Cię bardzo proszę!!!! Kurcze, on delikatny jednak jest, skoro tak mocno wszystko przechodzi. A ten lekarz sprawdzony? No to i ja się przestraszyłam teraz Quote
Ali9 Posted June 18, 2011 Posted June 18, 2011 Wczoraj był bardzo chory, po pierwszych zastrzykach osłabł, natomiast po drugiej wizycie w czasie której wet podał mu adrenalinę, serducho za bardzo miał pobudzone, widać było, ze bardzo szybko oddycha. Nie mógł sobie znaleźć miejsca w domu, byłam nieźle wystraszona całą sytuacją. Na zmianę z ojcem przez 4 godziny, starliśmy się go troszkę uspokoić i cały czas głaskaliśmy go i masowaliśmy. Pomogło, bo się tak nie rzucał po domu, tylko leżał. Około godziny 23.00 było lepiej, myślę, ze to te zastrzyki które dostał osłabły w działaniu i dlatego lepiej się poczuł. Na spacerze wieczornym, szedł już jak zawsze przede mną (po pierwszej wizycie u wetów ledwie szedł za mną, ogon spuszczony pod siebie) z podniesionym ogonkiem, merdał i cieszył się :) Dziś byłam tylko u wetów, żeby w książeczkę wpisali mu leki, które wczoraj mu podali, żeby mu ich już nigdy więcej nie podawać (szczególnie tego antybiotyku po którym tak osłabł). Powiedziałam, ze nie chcę aby mu dziś jakiekolwiek zastrzyki robili, bo jest po nich bardziej chory. Co do tych wetów, to do tej pory miałam do nich zaufanie przez jakieś 10 lat leczyli Puszka i parę razy z niezłych tarapatów go nam wyciągali. Rysiek dostał od nich teraz lek Enroxil Flavour (w tabletkach, żeby mu podawać raz dziennie). Na razie czuje się dobrze, nie kaszla i nic go nie dusi, wstrzymam się do poniedziałku z dawaniem mu tych leków. Dajemy mu tylko Rutinoscorbin do jedzenia. Boję się, że znowu te leki mogą spowodować tąpnięcie u Ryśka, w poniedziałek jadę do innego weta skonsultować to leczenie jakie miał zaaplikowane. Zasięgnęłam rady wszystkich znajomych i sąsiadów, którzy mają jakieś zwierzaki i wiem już do którego weta pojadę. Wydaje mi się też, że Rysiu jest bardzo delikatnym i wrażliwym pieskiem. Jest uczulony na kurczaka i myślę, ze nie tylko na niego. W tym wczorajszym zastrzyku coś musiało być na co bardzo źle zareagował jego organizm. Dziś już czuje się lepiej jest ok, chodzi radosny, bawi się misiem :) Tato wczoraj strasznie się przejął, dziś wizyta u wetów była rodzinna. Weci też byli zaskoczeni, że taki delikatny z niego piesek, za wczorajsze i dzisiejszą wizytę nie wzięli od nas ani grosza. Quote
ludwa Posted June 18, 2011 Author Posted June 18, 2011 No, plus taki, że cała Rodzina w kompplecie. Dobrze, ze tak się skończyło, tyle, że może to być dużym problemem w przyszłości. I to mnie jednak martwi Quote
Ali9 Posted June 19, 2011 Posted June 19, 2011 Mi też spędza to sen z powiek, teraz to ja mam traumę po wizycie u wetów większą niż sam Rysiek. Naprawdę boję się tam iść, boję się co będzie jak znowu się nam pochoruje i trzeba będzie jakieś leczenie zaaplikować i czy ono nie pogorszy jego stanu. Teraz jest młody i naprawdę do tej pory wizyty u wetów były tylko w związku z biegunkami (od dłuższego czasu zresztą unormował się Ryśkowy brzuszek) i szczepieniami. Boję się co będzie za parę lat, jak będzie starszy i coś się przypałęta do niego. No nic, na razie mam namierzonego weta, polecanego przez wiele osób m.in. 3 znajomych i parę osób z sąsiedztwa, którzy tylko tam wożą swoje pieski i kotki :) Niestety w Legnicy dość ciężko znaleźć weta dobrego, sama miałam przykre doświadczenia z paroma jak Puszek chorował. Jeden zasugerował uśpienie Puszka miał wtedy chyba 5 lat, rodzice zabrali wtedy Puszka do wetów, którzy go wyleczyli i potem przez kolejne 10 lat chodziliśmy tylko do nich (teraz z Ryśkiem tez do nich chodziłam). Rozmawiając z innymi właścicielami piesków na osiedlu, to oni nie polecali nam tych wetów do których cały czas chodziłam, ja do tej pory opierałam się na swojej własnej opinii o tych weterynarzach z leczenia Puszka przez tyle lat. Teraz rozmawiając z ludźmi okazuje się że wiele osób nie ma tak pozytywnych opinii na ich temat. Dlatego po tym co się stało z Ryśkiem jestem lekko zdezorientowana całą sytuacją. W poniedziałek po pracy zapakuję Rysia do auta i pojedziemy skonsultować się z wetką polecaną przez wiele osób. Quote
ludwa Posted June 19, 2011 Author Posted June 19, 2011 To dobry pomysł, lepiej sprawdzić zawczasu. Porozmawiać, poszukać, może jakoś chłopaka sprawdzić co mu wolno podawać a czego nie. Teraz jest na to czas i konsekwencje mniejsze. Jak czasu będzie mniej, bo trzeba będzie na chorobę szybko reagować, to już będzie znacznie gorzej Quote
Ali9 Posted June 24, 2011 Posted June 24, 2011 Byliśmy u weterynarza polecanego i muszę powiedzieć faktycznie jestem pod wrażeniem tej wizyty i Pani weterynarz :) Nigdy w życiu u żadnego weterynarza nie otrzymałam tak wyczerpujących odpowiedzi na wszelkie pytania, wizyta nie licząc zakupu tabletek na odrobaczenie bezpłatna :) Opowiedzieliśmy (ponieważ byli też rodzice ze mną) o tym co się wydarzyło parę dni temu i leczeniu jakie mu zaaplikowano. Wetka wysłuchała, dała nam parę rad co do problemów żołądkowo-jelitowych u Ryśka, jak leczyć domowymi i najmniej inwazyjnymi sposobami. Co do leczenia kaszlu wypytała od kiedy kaszel się pojawił. W sumie wcześniej nic się z Ryśkiem nie działo jeśli chodzi o kaszel, my osobiście podejrzewamy nadal ze to było jakieś przeziębienie lub zapalenie gardła. Pani weterynarz zwróciła uwagę, że kaszel pojawia się też u piesków gdy jest jakaś wada serca i pod tym kątem go osłuchała. Okazało się że faktycznie bicie serca u Ryśka na razie nie jest tak jak u całkiem zdrowego pieska tzn. nie ma żadnych szmerów w sercu, ale serce jest jakby przytłumione - jak to określiła Pani weterynarz u zdrowego psa po przyłożeniu statoskopu serce bije mocno i są wyraźne uderzenia, u Ryśka natomiast serce bije tak jak by było opakowane w jakieś "pudła" takie przytłumione odgłosy bicia serca. Wetka powiedziała, że musimy poczekać jeszcze parę dni, ponieważ na chwilę obecną działa jeszcze lek sterydowy, który został mu ostatnio podany (ten po którym Rysiek tak oklapł). Przy okazji dowiedzieliśmy się od czego prawdopodobnie stało się tak, ze Rysiu osłabł. Powody mogły być dwa po pierwsze mógł dostać typowego wstrząsu po leku (wetka podkreśliła ten lek który dostał wtedy, żeby nigdy więcej go nie podawać) drugi powód tego ze Rysiu tak żle się nagle poczuł było to, ze lek mu został źle podany konkretnie sam zastrzyk. Opisaliśmy wetce dokładnie gdzie i jak mu podano lek i ona tylko pokiwała głową...Rysiek dostał ten zastrzyk w kark, podobno u piesków przy karku jest jakiś mięsień który odpowiada za serducho, ze prawidłowe jego bicie (czy jakoś tak, w każdym razie ten mięsień jest bardzo ważny dla prawidłowego bicia serca) i w momencie gdy weci wtedy podali go nie pod skórnie tylko wbili się przez przypadek w ten mięsień mogło nastąpić u Ryśka, nawet zatrzymanie na parę sekund bicia serca (zakładam, ze mogło tak być ponieważ faktycznie Rysiek zawył po podaniu tego leku, na dwa razy mu go na raty podawali i na pewno nie było to podskórne podanie tylko wbicie się - Panie wetka przy okazji pokazała nam jak podskórnie wygląda podanie zastrzyku). W wyniku wbicia się w ten mięsień mogły nastąpić zaburzenia pracy serca u Rysia i faktycznie on w jednej chwili oklapł, do domu ledwo go doprowadziliśmy wtedy, potem po raz drugi jak przyszliśmy do wetów to podali mu adrenaline na pobudzenie bicia serca. Wetka powiedziała, ze serducho Rysia może byc jeszcze pod wpływem leku sterydowego, który mu wtedy podano i stąd to przytłumione bicie serca ale Rysiek może mieć też wadę serca. Dopiero jak lek sterydowy przestanie działać (po wekeendzie pojedziemy na ponowną wizytę) ona go ponownie osłucha i będzie wiadomo czy od leku czy jest jakaś wada serca. Jeśli nadal będzie serce tak biło jak dziś to dostaniemy namiary na psiego kardiologa we wrocławiu, pojedziemy na dokładne badania serca i wtedy po tych badaniach będzie już prowadzony przez wetkę i leczony. Mam cichą nadzieję, ze okaże się ze to tylko nieumiejętne wbicie zastrzyku jest powodem zaburzeń pracy jego serducha i że jak leki sterydowe przestaną działać wszystko wróci do normy, strasznie się boję o Rysia. W ogóle chwaliłam zawsze Rysia o to, ze się nie boi chodzić do wetów, wyobraźcie sobie ze po ostatniej wizycie i zastrzykach Rysiu podobnie jak Puniek zaczął reagować na lecznicę do której chodziliśmy, na ostatniej kontrolnej wizycie u tamtych wetów ledwo go z mamą wciągnęliśmy do gabinetu, dobrze że mama była bo sama nie dałabym rady, zaparł się na maksa. W sumie po tym co widziałam, a dziś także usłyszałam od wetki, od tego co biedny czuł i przeżył to się mu nie dziwię, ze tak się boi tam chodzić. Do nowej Pani weterynarz wszedł raźnie, był wesoły nie stał przy drzwiach ani oknami nie chciał wychodzić jak ostatnio, jak rozmawialiśmy z wetką Rysiu był tak zrelaksowany, ze zdrzemnął się na wadze :) Przy okazji zobaczyliśmy, ze znowu bidak nam schudł waży jakieś 21,5 kg. w trakcie osłuchiwania był bardzo grzeczny i próbował wetce dać buzi :) Quote
Ali9 Posted June 24, 2011 Posted June 24, 2011 no to jeszcze kilka zdjęć Rysia ze spacerku z łączki, coś mi się w aparacie ustawienia poprzestawiały i trochę dziwne kolory powychodziły. Quote
Ali9 Posted June 24, 2011 Posted June 24, 2011 to wyszło fajnie, po sikaniu zakopywał jak zwykle ;) tereny łowne Rysia :) Quote
Ali9 Posted June 24, 2011 Posted June 24, 2011 Tu tylko kita Ryszarda widoczna :) odpoczynek pod drzewkiem Quote
Ali9 Posted June 24, 2011 Posted June 24, 2011 A tu konie, którymi Rysiu jast za każdym razem zafascynowany, muszę go na smycz przypinać bo za każdym razem jak je widzi to chce lecieć do nich...nie wiem tylko czy się witać czy polować na nie ;) Quote
Ekiana Posted June 24, 2011 Posted June 24, 2011 Ojoj, ja taka nie na bieżąco. Biedny Rysiek. Strasznie mi przykro, że tak się pochorował. A do, którego weta teraz chodzicie? Życie to jednak jest bardzo słodko-gożkie... bo już będziecie obchodzić szczęśliwą rocznicę ryśkowej obecności w Waszym domu, a my z kolei tragiczne odejście Stasi z naszego - też rok niedługo. Ryś cały w skowronkach penetruje łąkę - Ryś chory, kładący się na trawkę. Ale najważniejsze, że z Ryśkiem lepiej. Mam wielką nadzieję, że to tylko był epizod z przeziębieniem. Fajnie, że znaleźliście taką fajną wetkę, która wzbudza zaufanie. Quote
Ali9 Posted June 25, 2011 Posted June 25, 2011 Teraz byliśmy u wetki na osiedlu Kopernika, na ul Merkurego ma gabinet :) Quote
Ekiana Posted June 25, 2011 Posted June 25, 2011 A jak się teraz Rysiek czuje? Wiesz, jak byłam kiedyś ze Stasią u weterynarza w przejściu jak się idzie na pocztę tam na "moim" osiedlu - nie pamiętam teraz ulicy" - zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. I zawsze przechodząc tam oglądałam różne plakaty o medycynie chińskiej dla psów i kotów, o zabiegach akupunktury. Może byś poszła z Ryśkiem tam - nie na leczenie, tylko tak żeby pogadać o tym mięśniu, który ma wpływ na serce itd. tak dla zasięgnięcia wiedzy dodatkowej. Mnie przyjmował facet w średnim wieku po 40. Też byłam pod wrażeniem wiedzy jaką miał i tego co mówił, a potem sobie to oczywiście zweryfikowałam u stasiowego onkologa i wszystko się potwierdziło. Quote
ludwa Posted June 25, 2011 Author Posted June 25, 2011 Też trzymam kciuki, żeby się okazało, że to było niefortunne wbicie igły. Dobrze, że chłopak trafił do tak troskliwego domu. I to bez wizyty przedadopcyjnej;) Quote
Ali9 Posted June 25, 2011 Posted June 25, 2011 No staramy się jak możemy żeby chłopak był zdrowy i szczęśliwy. Przez rodziców to wręcz traktowany jak dziecko, jak był bardzo chory po tej całej akcji z zastrzykami to rodzice sami mało się nie pochorowali, zresztą nie ukrywam, ze ja także bardzo przeżywałam to wszystko. Na wetów to po tym co usłyszałam wręcz jestem zła, jak można bezmyślnie, nieumiejetnie robić zwierzęciu zastrzyk. Tym bardziej, ze z tego co wetka powiedziała, to okolice karku nie są najbezpieczniejsze jeśli chodzi o robienie zastrzyków. Pod żebrami podobno jest najbezpieczniejsze miejsce, żadne ważne mięśnie nie przechodzą i nic zwierzakowi nie grozi nawet jak za głęboko czy coś się wbije igła. Powiedziała też, że są to wyjątkowe przypadki, że akurat trafi się w tak złe miejsce przy robieniu zastrzyku, ale zdarzają się od czasu do czasu takie niefortunne podanie zastrzyku. Mnie jeszcze teraz ciarki przechodzą jak Rysiulek zawył po podaniu tego zastrzyku, pomyślałam że musi być jakiś bardzo bolesny ten zastrzyk. A oni najprawdopodobniej trafili biedakowi w ten mięsień. Jego tak tąpnęło po podaniu tego zastrzyku, w ciągu paru sekund dosłownie, wetka powiedziała, ze zaburzenia pracy serca dostał, mógł też w wyniku tego mieć chwilowe zaburzenia świadomości. Jestem strasznie zła, ponieważ nie był w tak złym stanie zdrowia, był wesoły i pogodny, kaszlał tylko a po wizycie u wetów, którzy mieli mu pomóc, ja ledwo psa do domu doprowadziłam, a potem mało nam nie zszedł pies wieczorem tak źle się czuł. Rysiek w ogóle teraz czuje się dobrze, nie kaszle, nie dławi się... codziennie trochę się bawi, chociaż rodzice twierdzą że był bardziej rozbrykany, ze teraz jest spokojniejszy jakby ciut zgaszony. Ale ten lek sterydowy działa jeszcze, nie wiem jaki ma to wszystko wpływ na jego zachowanie. To że nie kaszla teraz nie znaczy ze już wyzdrowiał, dowiemy się po weekendzie, wtedy na pewno steryd przestanie działać. Mam nadzieję, ze bez żadnego nawrotu kaszlu będzie, ze wszystko wróci do normy. Quote
ludwa Posted June 26, 2011 Author Posted June 26, 2011 Będzie dobrze. To młody, zdrowy pies. Myśle, że to jednak steryd, wcześniej nic się nie działo a przecież był osłuchiiwany i w Nadarzynie i w Legnicy. Quote
Ali9 Posted June 26, 2011 Posted June 26, 2011 No własnie tez sobie juz tak myślałam, ze jak by to była jakaś wada serca czy coś to wcześniej by to miał i byłby zdiagnozowany przez któregoś weta. Od tak z niczego nagle by się nie wzięła wada. Jutro jedziemy do wetki, ale jestem dobrej myśli. Quote
ludwa Posted June 27, 2011 Author Posted June 27, 2011 bazarek biżuteryjny na Nadię i naszych innych podopiecznych http://www.dogomania.pl/threads/210182-******Srebrna-biżuteria-na-Nadię-i-innych-podopiecznych.-Do-05.07.******* Quote
Ali9 Posted June 29, 2011 Posted June 29, 2011 Bylismy dzisiaj u Pani weterynarz po ponownym osłuchaniu Rysia stwierdziła, ze Rysiek ma brachikardię czyli spowolnione bicie serca. Serducho jego niestety nie bije tak jak u zdrowego psa. Dostaliśmy namiary na dwóch lekarzy na panią profesor Urszulę Pasławską lub dr Agnieszkę Nostrzyk-Nowak we Wrocławiu do którejś z tych doktorek udamy się na badania serca. Rozmawiałam z panią weterynarz a propo tego że tak nagle się to ujawniło, powiedziała ze mogło to być spowodowane niewłaściwym podaniem wtedy zastrzyku dokładnie w nerw błędny, powstały zaburzenia pracy serca, które mogły uaktywnić jakąś wadę serca. Rysiek mógł mieć też wcześniej wadę tylko po prostu była ona nie wykryta, nie był na tyle dobrze i dokładnie osłuchiwany. Dzisiaj żeby nie skłamać to chyba z 15 minut wetka słuchała jego serducha. Po badaniu będzie wiadomo czy to serce, objawy jakie ma czyli szybciej się męczy i jest taki zgaszony troszkę mogą też być spowodowane złą pracą tarczycy. Na razie umówiłyśmy się z wetką, ze zdiagnozujemy go pod kątem serca, badanie jest trochę tańsze, gdyby wszystko wyszło z sercem ok, to będziemy badać pod kątem tarczycy. Nie wiem tylko do której doktorki się umówić, nasza wetka mówi ze obie poleca Pasławska jest profesorem, Nostrzyk -Nowak ma doktorat. Nie wiem ile osób czyta ale jak ktoś mógłby którąś polecić to napiszcie :) Quote
ludwa Posted June 29, 2011 Author Posted June 29, 2011 NIeeeee. Kurcze no. On też nie przybiera na wadze, więc wszystko możliwe. Złośliwość losu. Tym bardziej się cieszę że jest u Was. Lepiej nie mógł trafić. TYlko teraz ganiania będziecie mieli. Z drugiej strony wiadomo czego się spodziewać i lepiej wiedzieć terz, gdy nie ma dużych zaburzen, bo miże da się je hamować Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.