Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 225
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

ANETTTA napisał(a):
kto pomożę wysterylizować sunieczki

Na jedną sterylkę jest już kasa :) Trzeba jeszcze uzbierać 200 zł na sterylkę drugiej i pieniążki na karmę...

Posted

Witam. Udało mi się w końcu odnaleźć ten wątek i postanowiłam napisać coś od siebie. Wiem, że nie jestem wzorową "panią" dla moich maluchów ale staram się dbać o nie jak tylko potrafię. Oto kawałek historii z życia mojego i moich maluszków:
Ok 5 lat temu przywiozłam do domu (mimo sprzeciwów mojej mamy) malutką Crazy. Prawie wszyscy domownicy od razu ją pokochali ( mamie zajęło to trochę czasu). Mała rosła w oczach i szalała po całym mieszkaniu. Była bardzo ruchliwa i miałam problem z wyprowadzaniem jej na smyczy. Wyrywała się ciągle do przodu i przyduszała obróżką. Poddałam się po jakimś czasie i zaczęłam wypuszczać ją samą na podwórko (zagrodzone) żeby sobie pobiegała w spokoju. Niestety nasze ogrodzenie okazało się mała przeszkodą dla "samców". Kiedy tylko dostawała cieczkę, wszystkimi chyba możliwymi sposobami próbowały przedostać się do niej psy biegające po wiosce.
Za pierwszą cieczką udało się (nie wiem jakim cudem) upilnować Crazy, ale gdy zoriętowaliśmy się, że znów krwawi, było juz za późno. Crazy urodziła 2 śliczne psiaki (samca i suczkę), które mój "kochany tatuś" wywiózł po dwóch miesiącach na jakąś inną wieś do rzekomo odpowiedzialych ludzi. Przywoził czasami zdjęcia, gdy go mocno o nie prosiłam. Po tym zdarzeniu naprawiliśmy ogrodzenie tzn: zasypaliśmy dwa podkopy, naciągnęliśmy mocniej siatkę i gdzieniegdzie nakładlismy kamieni.
Przyszła pora na kolejną cieczkę. Niestety krwawienie zauważyliśmy znów za późno (wiem... moja wina). Crazy uciekła nam z podwórka... Szukaliśmy jej po całej wiosce, aż w końcu zaleźliśmy ją "spacerującą" w parku z psem zza płotu "sąsiadem". No i wszystko było jasne. Urodziła znów 2 pieski ale tym razem 2 samce na szczęscie. Już po tym miocie zauważlyliśmy, że Crazy dosyć często posapywała. Maluchy zostały oddane przez moją mamę jej dobrej znajomej. Jednego wzięła dla siebie a drugiego komuś ze swojej rodziny. Specjalnie po nie do nas przyjechali, pogadali, dali po złotówce i odjechali...
Crazy czuła się dobrze, już nie sapała. Jeszcze wtedy nie byłam świadoma, że ciągłe zachodzenie w ciążę jest dla niej takim obciążeniem. Niestety kolejnej cieczki znów nie dopilnowaliśmy. Mama już parę dni wcześniej zwracała mi uwagę, że psy znów się kręcą przy podwórku. To była chwila, gdy wypuściłam Crazy siku i wróciłam się do domu po telefon i sama skorzystałam jeszcze z toalety. Gdy wróciłam na podwórko była już szczepiona z "ojcem" poprzednich maluchów. Do tej pory nie wiem jak się dostał na podwórko... Tym razem urodziła 3 szczeniaczki : dwa samce i jedną suczkę, która z nami została (Pigi). Po kilku dniach karmienia małych zaczął się koszmar. Crazy sapała i miała drgawki. Prosiłam ojca żeby pojechać z nią do weterynarza, ale twierdził, że jej to przejdzie. No i przeszło, ale na krótko. Kolejnego dnia znów to samo tylko, że drgawki były tak silne, że rzucała wszystkimi łapkami we wszystkie strony, była wycieńczona i przewracała się... Płakałam jak dziecko i błagałam ojca, żeby z nami pojechał. twierdził, że nie ma pieniędzy na paliwo a ja miałam ostatnie 40 zł. Byłam bezradna...
Zadzwoniłam do swojego byłego chłopaka i opowiedziałam co się dzieje. Po pół godziny był już u nas samochodem i zawiózł mnie, i Crazy do weterynarza. Bałam się już najgorszego. W drodze nie mogłam już patrzeć jak ona cierpi. Uwierzcie mi, to były jedne z najgorszych godzin w moim życiu... Dojechaliśmy. Pani doktor, gdy tylko ją zabaczyła, od razu wiedziała co się dzieje. Crazy została podłączona pod kroplówkę, dostała jeszcze jakieś dwa zastrzyki. Wytłumaczyła mi co sie stało i co muszę robić, dała jakies witaminy, mleko dla malców, i podała kwotę do zapłaty. Pieniądze oczywiście wyłożył mój były, za co jestem mu ogromnie wdzięcza. Niestety nie skończyło się na jednej wizycie. Na te kroplówki musiałam jeszcze ją przywozić dwa razy i za każdym razem płacić pieniądze, których nie miałam. Większą część pożyczył mi "były" a na ostatnią kroplówkę i transport musiałam pożyczyć od "dobrej duszyczki" z naszej wioski. Małe musiały być karmione bulelką a Crazy miała odpoczywać i pod żadnym pozorem nie wolno jej było karmić szczeniaków. Udało się "odchować" małe i znów zostały oddane ale Pigi została.
Crazy znów zyła pełnią życia a jej córeczka jej nie opuszczała nawet na krok. Sliczny obrazek, ale nie na długo. Nikt z domowników, nie wie gdzie, z kim i kiedy Crazy znów zaszła wciążę. Wszyscy uważają, że była dobrze pilnowana. A jednak. Byłam załamana. Dzięki Bogu poznałam Martę, która wyciągęła do mnie pomocną dłoń. Resztę historii już znacie... Pomóżcie nam jeśli możecie. Mnie naprawdę nie stać na te sterylizacje, bynajmniej nie teraz.

Posted

mila88 napisał(a):
Witam. Udało mi się w końcu odnaleźć ten wątek i postanowiłam napisać coś od siebie. Wiem, że nie jestem wzorową "panią" dla moich maluchów ale staram się dbać o nie jak tylko potrafię. Oto kawałek historii z życia mojego i moich maluszków:
Ok 5 lat temu przywiozłam do domu (mimo sprzeciwów mojej mamy) malutką Crazy. Prawie wszyscy domownicy od razu ją pokochali ( mamie zajęło to trochę czasu). Mała rosła w oczach i szalała po całym mieszkaniu. Była bardzo ruchliwa i miałam problem z wyprowadzaniem jej na smyczy. Wyrywała się ciągle do przodu i przyduszała obróżką. Poddałam się po jakimś czasie i zaczęłam wypuszczać ją samą na podwórko (zagrodzone) żeby sobie pobiegała w spokoju. Niestety nasze ogrodzenie okazało się mała przeszkodą dla "samców". Kiedy tylko dostawała cieczkę, wszystkimi chyba możliwymi sposobami próbowały przedostać się do niej psy biegające po wiosce.
Za pierwszą cieczką udało się (nie wiem jakim cudem) upilnować Crazy, ale gdy zoriętowaliśmy się, że znów krwawi, było juz za późno. Crazy urodziła 2 śliczne psiaki (samca i suczkę), które mój "kochany tatuś" wywiózł po dwóch miesiącach na jakąś inną wieś do rzekomo odpowiedzialych ludzi. Przywoził czasami zdjęcia, gdy go mocno o nie prosiłam. Po tym zdarzeniu naprawiliśmy ogrodzenie tzn: zasypaliśmy dwa podkopy, naciągnęliśmy mocniej siatkę i gdzieniegdzie nakładlismy kamieni.
Przyszła pora na kolejną cieczkę. Niestety krwawienie zauważyliśmy znów za późno (wiem... moja wina). Crazy uciekła nam z podwórka... Szukaliśmy jej po całej wiosce, aż w końcu zaleźliśmy ją "spacerującą" w parku z psem zza płotu "sąsiadem". No i wszystko było jasne. Urodziła znów 2 pieski ale tym razem 2 samce na szczęscie. Już po tym miocie zauważlyliśmy, że Crazy dosyć często posapywała. Maluchy zostały oddane przez moją mamę jej dobrej znajomej. Jednego wzięła dla siebie a drugiego komuś ze swojej rodziny. Specjalnie po nie do nas przyjechali, pogadali, dali po złotówce i odjechali...
Crazy czuła się dobrze, już nie sapała. Jeszcze wtedy nie byłam świadoma, że ciągłe zachodzenie w ciążę jest dla niej takim obciążeniem. Niestety kolejnej cieczki znów nie dopilnowaliśmy. Mama już parę dni wcześniej zwracała mi uwagę, że psy znów się kręcą przy podwórku. To była chwila, gdy wypuściłam Crazy siku i wróciłam się do domu po telefon i sama skorzystałam jeszcze z toalety. Gdy wróciłam na podwórko była już szczepiona z "ojcem" poprzednich maluchów. Do tej pory nie wiem jak się dostał na podwórko... Tym razem urodziła 3 szczeniaczki : dwa samce i jedną suczkę, która z nami została (Pigi). Po kilku dniach karmienia małych zaczął się koszmar. Crazy sapała i miała drgawki. Prosiłam ojca żeby pojechać z nią do weterynarza, ale twierdził, że jej to przejdzie. No i przeszło, ale na krótko. Kolejnego dnia znów to samo tylko, że drgawki były tak silne, że rzucała wszystkimi łapkami we wszystkie strony, była wycieńczona i przewracała się... Płakałam jak dziecko i błagałam ojca, żeby z nami pojechał. twierdził, że nie ma pieniędzy na paliwo a ja miałam ostatnie 40 zł. Byłam bezradna...
Zadzwoniłam do swojego byłego chłopaka i opowiedziałam co się dzieje. Po pół godziny był już u nas samochodem i zawiózł mnie, i Crazy do weterynarza. Bałam się już najgorszego. W drodze nie mogłam już patrzeć jak ona cierpi. Uwierzcie mi, to były jedne z najgorszych godzin w moim życiu... Dojechaliśmy. Pani doktor, gdy tylko ją zabaczyła, od razu wiedziała co się dzieje. Crazy została podłączona pod kroplówkę, dostała jeszcze jakieś dwa zastrzyki. Wytłumaczyła mi co sie stało i co muszę robić, dała jakies witaminy, mleko dla malców, i podała kwotę do zapłaty. Pieniądze oczywiście wyłożył mój były, za co jestem mu ogromnie wdzięcza. Niestety nie skończyło się na jednej wizycie. Na te kroplówki musiałam jeszcze ją przywozić dwa razy i za każdym razem płacić pieniądze, których nie miałam. Większą część pożyczył mi "były" a na ostatnią kroplówkę i transport musiałam pożyczyć od "dobrej duszyczki" z naszej wioski. Małe musiały być karmione bulelką a Crazy miała odpoczywać i pod żadnym pozorem nie wolno jej było karmić szczeniaków. Udało się "odchować" małe i znów zostały oddane ale Pigi została.
Crazy znów zyła pełnią życia a jej córeczka jej nie opuszczała nawet na krok. Sliczny obrazek, ale nie na długo. Nikt z domowników, nie wie gdzie, z kim i kiedy Crazy znów zaszła wciążę. Wszyscy uważają, że była dobrze pilnowana. A jednak. Byłam załamana. Dzięki Bogu poznałam Martę, która wyciągęła do mnie pomocną dłoń. Resztę historii już znacie... Pomóżcie nam jeśli możecie. Mnie naprawdę nie stać na te sterylizacje, bynajmniej nie teraz.



Smutna historia :( Dobrze, że odnalazłyście się z Martą :) Teraz będzie już po kłopocie : D

Posted

Mila88 dobrze, że się zalogowałaś ;) Mam nadzieję, że będziesz nas na bieżąco informować, co z maluszkiem i jego mamusią.


Doszły do Marty pieniążki na sterylkę drugiej suczki?

Posted

Maluchy mają się chyba dobrze. Pigi szaleje jak nienormalna, Fuks (tak postanowiłyśmy nazwać tymczasowo tego małego szczęściarza) ciąglę je i spi na zmianę. Crazuszka czasem ciężko oddycha, ale nic mocno niepokojącego się z nią nie dzieje. Szkoda tylko, że te tabletki od weterynarza jej chyba mocno nie smakują. Kombinujemy na wszystkie mozliwe sposoby, żeby zjadała zalecaną ilość, ale ona czasami woli wogóle nie zjeść niż brać do pyszczka coś posypanego tymi tabletkami. Tak czy inaczej jak wracam z pracy nie odchodzę od niej do puki nie zje tego co jej pod nosek podstawię.
Nie wiem czy wpłaty doszły bo dopiero jutro będę się widzieć z Martą.
Postaram się co wieczór zdawać relacje i jak dobrze pójdzie to będę dla Was miała jakieś zdjęcia mojej kochanej gromadki.

Dziękuję Wam :*

Posted

jej historia Crazy jest naprawdę wzruszająca :-(
dogomaniaczki łączcie się i zbieracie kasę na sterylkę, ja niestety nie mam możliwości wpłacić ale trzymam kciuki :lol:

Posted

Tabletek to żaden pies nie lubi ale są sposoby, żeby go do nich przekonac. Trzeba odchylic policzek psa i wepchnąc pastylkę głęboko tak, żeby już nie mógł wypluc. Albo otworzyc pysk siłą, włożyc pastylkę, zamknąc pysk i potrzec nos otwartą dłonią.

Posted

AnnaA napisał(a):
Tabletek to żaden pies nie lubi ale są sposoby, żeby go do nich przekonac. Trzeba odchylic policzek psa i wepchnąc pastylkę głęboko tak, żeby już nie mógł wypluc. Albo otworzyc pysk siłą, włożyc pastylkę, zamknąc pysk i potrzec nos otwartą dłonią.



sposób polecany zwłaszcza dla psów,które nienawidzą wpychania ręki do paszczy.
jak mocno trzeba trzeć ten nos?

Posted

kinia098 napisał(a):
Pisz do martaslupsk :P

Napisałam na miau. Mam nadzieję, że Marta przeczyta, bo tą drugą suczkę trzeba pilnie wysterylizować...

Posted

Prosimy kogoś, kto posiada ten numer SWIFT, bo Marta nie ma naprawdę czasu lecieć do banku :(, aby podał go i numer konta Laikini, a następnie przelał na konto Marty.

Posted

Nie wiem, o co chodzi z tymi przelewami zagranicznymi, ale znalazłam coś takiego:

Numery SWIFT polskich banków:



  • ABN AMRO BANK:
    ABNAPLPW
  • BANK POLSKIEJ SPÓŁDZIELCZOŚCI:
    POLUPLPR
  • BPH:
    BPHKPLPK
  • BGŻ:
    GOPZPLPW
  • Bank Handlowy (Citibank Handlowy):
    CITIPLPX
  • Bank Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych:
    BISPPLPW
  • Bank Millenium:
    BIGBPLPW
  • Bank Ochrony Środowiska:
    EBOSPLPW
  • Bank of Tokyo-Mitsubishi UFJ:
    BOTKPLPW
  • Bank Pocztowy:
    POCZPLP4
  • Bank Spółdzielczy:
    POLUPLPR
  • Bank Współpracy Europejskiej:
    BWEUPLPW
  • BNP Paribas Bank:
    BNPAPLP
  • BZ WBK:
    WBKPPLPP
  • Calyon Bank Polska:
    CRLYPLPW
  • CitiBank:
    CITIPLPX
  • Danske Bank:
    DABAPLPW
  • Deutsche Bank PBC:
    DEUTPLPK
  • Deutsche Bank Polska:
    DEUTPLP
  • Dexia Kommunalkredit Bank Polska:
    DXKBPLPW
  • DOMINET BANK:
    CUPRPLP2
  • DRESDNER BANK POLSKA:
    DRESPLP
  • Dresdner Bank AG:
    DRESPLPW
  • Fortis Bank Polska:
    PPABPLPK
  • Getin Bank:
    GBGCPLPK
  • ING Bank Śląski:
    INGBPLPW
  • Inteligo:
    BPKOPLPW
  • Invest-Bank:
    IVSEPLPP
  • Kredyt Bank:
    KRDBPLPW
  • LG Petro Bank (połączył się z Nordea Bankiem):
    LGPBPLPW
  • Lukas Bank:
    LUBWPLPR
  • mBank (BRE):
    BREXPLPWMUL
  • MultiBank:
    BREXPLPWMU
  • Nordea:
    NDEAPLP2
  • PBK:
    BPHKPLPK
  • PKO BP:
    BPKOPLPW
  • Pekao SA (żubr):
    PKOPPLPW
  • Polbank EFG Eurobank Ergasias:
    EFGBPLPW
  • Raiffeisen Bank Polska:
    RCBWPLPW
  • BZ WBK:
    WBKPPLPP
  • VW Bank:
    VOWAPLP1

Wystarczy taki kod i IBAN?

Posted

Czy ktoś, kto posiada nr SWIFT do przelewów zagranicznych mógłby użyczyć swojego konta do przelewu od laikinii?

Sprawa jest naprawdę pilna... Trzeba wysterylizować tą sunię, jak najszybciej!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...