Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 279
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

:iloveyou:Dziękuję za ogłoszenia.

Jutro napiszę co u każdego z psiaków, ponoć była pani chętna na Hugo ale się nie zdecydowala, na stare nieaktualne ogłoszenie naszej suni Klio, rodzina weźmie w niedzielę starszego owczarka z mini klatki na końcu schroniska.

A ja robię jedzenie dla psów od jakichs 2 h ale już kończę :lol:

Posted

Wieści o Lusi są średnie.

Kiedy zapytałam o nią w biurze, usłyszalam przecież pies ma właścicela tzn dokładnie przecież pies jest "nie do adopcji".

Powiedziałam, ze znam psa i jego sytuację, że ktoś ją wykopał na ulicę i przecież ten ..... wlaściciel zlamał umowę w większości punktów i pies powinien byc mu odebrany.

Wtedy pani przyznała, że dopiero wyslali pierwszy z dwóch listów poleconych do właściciela, dopiero po tym czasie przeznaczą Lusię do adopcji.

Takze na tą chwile nikt jeszcze nie dzwonił w jej sprawie ale jesli ktos zadzwoni kto chce sunię miłą na "JUŻ" to ja takie sunie mam i dobiorę na miejscu.

Cięzko dziś było i niewiele adopcji i Lusia nie wyszła na spacer bo musiała "odstąpić" swój czas psom w większej potrzebie, także bedę musiała jeszcze raz przyjechać.

Posted

To procedury? Bardzo ciekawe.
A telefony?
A wizyta poadopcyjna? Przecież w umowie adopcyjnej jest punkt, że schronisko zastrzega sobie prawo do sprawdzenia warunków pobytu zwierzęcia u właściciela.
Więc powinni sprawdzić osobiście w tym domu, z jakiego powodu pies znalazł się na ulicy i dlaczego nie zostało schronisko o tym fakcie powiadomione. I tu złamany punkt umowy adopcyjnej, który mówi o powiadomieniu schroniska w przypadku zaginięcia zwierzaka, albo o jego śmierci.
Kiedy pies został znaleziony na ulicy? Jakby od razu pracownicy odpowiednio zareagowali, pies w ciągu paru dni byłby gotowy do adopcji.

Posted

Sunia została znaleziona na ulicy. Straż Miejska przyjęła zgłoszenie 23 marca i przywiozła ją na Paluch. Straż była w miejscu podanym na umowie jako miejsce przebywania Lusi wraz z właścicielką i tam nikogo nie zastali.

Awit masz świętą rację, właćicielka złamała większość punktów umowy adopcyjnej, na ktorej jest przecież adnotacja, że w przypadku łamania obowiązków po str adoptującego, schronisko odbiera psa.

Lusia jest już w schronisku i to wzięta z ulicy, czyli właścicelka nie zapewniła jej: dachu nad głową, pożywienia, dostępu do wody, bezpiecznych warunków, nie traktowała jak członka rodziny ( punkt pierwszy obowiązków adoptującego) i nie zgłosiła w ciągu 7 dni zaginięcia.

Także Awit logika, wiedza i prawo nie mają tu zastosowania.

Schronisko wysyła listy polecone do właścicielki.

Na moje oko potrwa to miesiąc i tak Lusia ma to szczęscie, że ma mnie a ja będę dopytywać, drążyć i szukać domu.

Posted

Teraz w schronisku będę w sobotę bo do tego czasu intensywnie pracuję, jak uda mi sie wczesniej pojechać to napiszę, na sobotę umówiłam się z państwem, ktorzy odpowiedzieli na ogłoszenie Mike'a ale chcą młodszego psa , niestey to dosyc powszechne nastawienie.

Posted

A jeśli wybiorą nawet młodszego, to i tak ważne by psina trafiła do domku.
Wytłumaczysz im jak mają postępować z nowym psem w domu, o nie spuszczaniu, puszczaniu luzem po paru tygodniach, a najlepiej na lince na początku....
Powiesz im, czego mogą się spodziewać po kilku dniach, kłopotów zdrowotnych, np biegunek itp?
Przy adopcji na paluchu nikt nie uświadamia nowych właścicieli, a nie każdy wie, jak powinien postępować z nowym domownikiem na początku wspólnego życia....

Posted

Mówię i staram się utrzymać kontakt, proszę też żeby nie podnosić gwałtownie psa, dać psu czas na aklimatyzację, być delikatnym, wychodzić na jak częstsze spacery, żeby pies załapał, że ma możliwość załatwiać się poza domem i dzwonić jak tylko będą watpliwości.

Właśnie uświadomiłam sobie, ze pastwo, którzy adoptowali mix amstafa od nas nie dali jeszcze znaku życia.

Jak ktoś dzwoni z ogl to jest o tyle łatwiej, że ja mam numer, w schronisku to ja daje numer, czasem ludzie daja mi do siebie ale nie zawsze.

Posted

Właśnie się dowiedziałam, że sunia, którą dałam do adopcji w wakacje, ma raka i przekonuję właściceli, zeby nie oddawali jej do schroniska :-( :shake: :-(

Argumenty właściceli: bo dzieci się przyzwyczaiły i co jak pies umrze.
Ja: I tak umrze, tylko w gównach, w bólu, na betonie, w depresji, bez Państwa.

Właściciele: finanse
Ja: niech Państwo chociaż spróbują

Dzięki Bogu jestem z nimi w kontakcie, bo pies od tygodnia byłby w schronisku, czekali na moją opinię.

Jezu... co za tydzień

Posted

Mam nadzieję, że Ci Ludzie jednak zostawią sunię i będą ją leczyć. Nie wyobrażam sobie jak można brać pod uwagę oddanie zwierzęcia do schroniska z jakiegokolwiek powodu.

Posted

Ja pierdzielę, Chryste co za ludzie!! Nóż mi się otwiera w kieszeni<choć go nie mam> jak coś takiego czytam albo słyszę.
A jakby im dziecko zachorowało, to też by oddali? Bo leczenie kosztuje!
A jak babcia zachoruje i umrze to powiedzą, że wyjechała za granicę, żeby dzieci się śmiercią nie zdenerwowały????
To czemu chcą ją oddać, kasa czy lęk, że dzieci zetkną się z prawdziwością życia?
Pies chory potrzebuje miłości więcej, ale jej nie dostanie bo nie ma u nich empatii i uczuć wyższych. Tylko bach spowrotem do schronu, niech zdycha z daleka od nich:-(
Dla mojego umysłu zachowanie zupełnie niezrozumiałe.

Bea, ja kiedys oddałam psa do schronu, najpierw go wzięłam, był u mnie kilka dni, dziabnął brata i matka kazała go zawieźć. To było 18 lat temu. To co przeżyłam oddając go, pamiętam do dziś, to trauma:-(
Wzięłam wtedy suńkę[*] którą miałam 14lat.
Wtedy wyjścia nie miałam, nie mój dom, szkoła, całkowita zależność od matki.
Widać musiało tak być, by Sonieczka została miłością mojego życia.
A rok temu Sm ode mnie zawiozła psa, który się błąkał, córka go wzięła z ulicy. Mam go w głowie cały czas. Na pewno siedzi jeszcze na paluchu, starszy psiak, małe szanse na adopcje.

Posted

Awit, ale nie zrobiłaś tego z własnej woli, nie chciałaś tego, byłaś zależnym dzieckiem, więc to jest inna historia. Chodzi mi o to, że nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy dorosła osoba decyduje się na adopcję zwierzęcia a później go oddaje, bo jest chory. Niby robią to dla dzieci, ale dzieci kiedy dorosną, nauczone że starych i chorych się oddaje, mogą wykorzystać tę wiedzę przeciwko starym już rodzicom. Oczywiście nikomu tego nie życzę, ale to realny scenariusz niestety. Tak właśnie rozmawiałyśmy z Aleksandrą w schronisku wtedy kiedy Pani przyjechała po Artusia, wtedy kiedy Hugo został oddany. Zawiezienie nie swojego błąkającego się psa jest na pewno lepszym wyjściem niż zostawienie go na ulicy, gdzie jest zagrożony. Czym innym jest sytuacja kiedy ktoś odwozi błąkającego się psa, a czym innym kiedy dorosła osoba oddaje własnego psa z powodu choroby czy innych trudności.

Posted

Finansowo to ci Państwo wyglądaja lepiej niż my wszystkie razem wzięte ( willa w dobrej dzielnicy ) ale poinformowali mnie, że wydali już 80 zł na leczenie psa ... więc chcą go oddać bo dzieci się przyzwyczaiły.

Powiedziałam, że dla dzieci ich ukochany pies i tak zniknie, tylko przysporzą psu bólu a i dzieci otrzymają życiową lekcję, że jak ktoś choruje to trzeba go wyrzucić, odsunąć się.

Na tą chwilę udało mi się ich przekonać ale jaka ja w ogóle mogę mieć pewność w przewidywaniu zachowań, które są mi aż tak odległe?

Posted

Własnie to jest najgorsze ze ludzi stac na leczenie i oddaja do schronu, a my pozniej zbieramy pieniazki na leczenie a potem na hotel wyskrobujac ostatnie pieniadze, mam nadzieja ze jednak uda Ci sie przekonac włascicieli zeby tego nie robili

Posted

No właśnie, gdybym miala takie warunki jak oni to mialabym kilka psów i leczyłabym, nie mając takich warunków mam jednego psa i wszystko mu zapewniam a jesli się rozchoruje dostanie najlepszą opiekę i nie będę patrzyła na finanse ale na dobro mojego psiego przyjaciela, brak cierpienia, nasza więź.Jest mi przykro, że jak ktoś ma "psi problem" to leci od razu do mnie bo ja przeciez i tak się poświęcam to nie zaszkodzi mi jeszcze dołożyć.

Apeluje do rozsądku, mówię prostymi słowami, oferuję pomoc ale nie wyręczam, nie przejmuje odpowiedzialności, godzinami odpisuję na głupie maile.

Posted

Aleksandro ludzie czasem są bezmyślni i w taki też sposób traktują innych ludzi oraz zwierzęta. Tym bardziej podziwiam i szanuję takich ludzi jak Ty i inni dogomaniacy, wolontariusze.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...