Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 98
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

oto mój kochany piesek fuksio wyrwany 6 lat temu z rak człowieka bez serca dla zwirząt..mysle ze o rozerwanych uszkach za które był ciagny i zlamanych zebrach od kopniec juz zapomnaił i wkońcu moze spokojnie jesc wiedzac ze pod metalowa miske nie jest podłączony prad, znaczy sie do tej pory nie je z miski niegdy sie juz nie nauczył, ma swoja deske z zagłebieniem i z tego je...dlugo trwało by nauczyc go pic z miski czy z talerza, poprostu sie czołgał i skomlał jak do niej podchodził..po jakims czasie troszke przeszło.
tak sie ulokował kiedy opowiadal w domu o Moonie i Lunie pieskach bardzo skrzywdzonych, nie brakowało przy tym moich łez...

potrafi siedziec z klasą, łapka na oparciu fotela

prawie jak brat Luny i jezeli spełnie warunki chciałbym zbrac Lune do siebie , jest on niesamowicie rozrywkowym psem i ciagle chcee sie bawic i mysle ze swietnie by sie rozumieli,

na swoim kocyku w swojej częsci kanapy...żadkie chwile kiedy w ciagu dnia spi..

Posted

Kochani, ta rana jest taka rozległa, czy na pewno pomogą same opatrunki ? Może tu potrzebny jest przeszczep skóry, tak jak sie robi np. po rozległych oparzeniach i wtedy rana szybko zarasta...? W mojej okolicy jest taki jeden bardzo chwalony, ambitny chirurg, i nie zdziera. Moze on by sie tego podjął. Lubi trudne przypadki.

Posted

fuksio123 napisał(a):
potrafi siedziec z klasą, łapka na oparciu fotela
prawie jak brat Luny i jezeli spełnie warunki chciałbym zbrac Lune do siebie , jest on niesamowicie rozrywkowym psem i ciagle chcee sie bawic i mysle ze swietnie by sie rozumieli,


Cioteczki to super wiadomość, trzeba tylko jeszcze pomóc Lunce wyzdrowieć

Posted

Basia Z. napisał(a):
Kochani, ta rana jest taka rozległa, czy na pewno pomogą same opatrunki ? Może tu potrzebny jest przeszczep skóry, tak jak sie robi np. po rozległych oparzeniach i wtedy rana szybko zarasta...? W mojej okolicy jest taki jeden bardzo chwalony, ambitny chirurg, i nie zdziera. Moze on by sie tego podjął. Lubi trudne przypadki.



Dziękujemy,ale nasi weci potrafia działac cuda.Emir-którego adoptowała a.piurek miał 3 łapy w takim stanie i dzisiaj nie ma śładu.
Opatrunki są naprawde genialne.

A co do adopcji,to jeszcze za wcześnie o tym mówić,tym bardziej,ze pojawiaja sie pewne nowe okoliczności:eviltong:

Posted

jakie nowe okolicznosci? ??? znalazł sie własciciel?? ale i tak jestem zaintersowana wzieciem Luny oczywiśce na stałe, nie wchodzi w gre nic tymczasowego, poprostu jak juz ja wezme nie bede potrafila sie rozstac..mysle ze dobrze jakby trafila do mnie to z łapka podleczoną , jest tu mój zywiołowy pies i napewno nie da jej leżec spokojnie, wyciaga swoje galgany, piłki i lata z nimi, ona jest mloda i pewnie tez skora do zabaw, a takie leczenie wymaga spokoju, a przeciez nie bede ich izolowac, maja byc razem i sie bawic.a wogóle jaki ona ma charakerek? jaka jest, czy jakby było takie spotkanie przedadopcyjne to razem z Lunką?

Ja mieszkam na dolnym sląsku koło miejscowoci Jelenia Góra, mieszkanie jest na pietrze (ale to dobrze bo spie przy otwratych oknach i nie boje sie ze ktos wejdzie) mam ogród z jednej strony a z drugiej park duzy ze stawm i kaczkmi (mój pies to i nawet z kaczkami sie zaprzyjaźnił)..do lasu jest jakies 100 m a i nie daleko łaki , tak wiec jest gdzie chodzic na spacery z psami, jak gdzies jedziemy zabieramy ze soba psa nie ma tkiej mozliwości by zostawał pod opieka kogos obcego. pozdrawiam. aska.

powiem jeszcze ze myslałm takze o moonku troszke mi odradzono, gdyz zrozumialam ze mógłby byc narazony przez mojego psa do niepotrzebnego stresu, a spokoj tych psow jest najwazniejszy, fuks jest goscinny ale na krótko , zrobilismy małe testy z psami moich znajomych, po jakiejs chwili zaczał ich przeganiac a to z wersalki, a to z obszaru gdzie leża zabawki i miski, potem ujrzalam Lune i pierwsza mysl ze skoro nie moge pomoc Moonkowi to moze jej....moe sie uda.

Posted

BajkaB napisał(a):

A co do adopcji,to jeszcze za wcześnie o tym mówić,tym bardziej,ze pojawiaja sie pewne nowe okoliczności:eviltong:


Chyba zniosę jajko z niszaspokojonej ciekawości :hmmmm:

Posted

ja tez... prosze niech ktos napisz co u Luny i czy bedzie szansa na jej adopcje,byc moze ktos faktycznie ja tez juz pokochał i zostanie tam, poprostu chciałbym dac dom i miłośc jakiejś potrzebujacej psince. Pozdrawiam

Posted

Moi Kochani,obiecuje,ze dzisiaj dokładnie wszystko opisze po południu.Teraz mam znowu troche zajęc z psami i jazde do kliniki.Będa opowieści,beda fotki.

Lidan,jak zniesiesz to jajko,to ja pierwsza chce je widziec:diabloti:

Posted

No dobra,Kochani..zaczynam:

Luna,to Czika..Ma 4 lata i jako maleńkie szczenie,około 2 miesieczne,została znaleziona w śniegu.Były ostre mrozy,a malutka płakała z zimna i głodu.Na szczęście zauwazyła ja Marta,która bez chwili zastanowienia przygarneła malutka i dała jej domek.I tak sunia rosła zdrowo i szczęśliwie.Marta wyszła za maż,urodziła synka,a sunia pokochała z wzajemnościa nowych członków rodziny.I tak oto zyli sobie spokojnie i szczęśliwie,az do pamiętnego dnia..Cała rodzinka właśnie wróciła z urlopu na wsi,wypoczęci i zadowoleni Sunia nawet sobie w prezencie przywiozła zaprzyjaźniona pchełke,z która trzeba było coś począc.Jako,ze dni były słoneczne i ciepłe,jak zwykle poszli na spacerek.Czikusia wesoło podskakiwała,poszczekiwała,bawiła sie patyczkiem.Mijali własnie grupke dzieci.Któres z głupoty rzuciło petarde.Sunka wystraszyła sie i w popłochu pognała przed siebie.I ślad po niej zaginał.Zrozpaczona Marta biegała po osiedlu i szukała małej do późnej nocy.Na prózno.Nastepne dni upływały na kolejnych poszukiwaniach,Marta płakała,rozwieszała ogłoszenia ze zdjeciem Czikusi,szukała w schronisku,pytała ludzi.Niestety,suni nie było.W tym bowiem czasie mała była juz pod opieką Magdy,która jak wiecie zabrała ja ranna z ulicy.Któregoś dnia Magda przeczytała jedno z ogłoszeń,które przyklejono w jej klatce schodowej.Przyjrzała sie zdjeciu i stwierdziła,ze to właśnie Luna jest poszukiwanym pieskiem.Zadzwoniła do mnie .W ogłoszeniu podano numer telefonu.Zadzwoniłam.Po kilku zdaniach w słuchawce słyszałam juz tylko szloch.To Marta tak bardzo cieszyła sie z dobrych,a jednocześnie złych wiadomosci.Jeszcze tego samego dnia pojechałysmy z Magda i sunia do mieszkania Marty i jej rodziny.Powitanie obu stron było tak wzruszajace,ze wszystkim pociekły łzy.Widać było,ze Czikusia wróciła do domu.Końca nie było uśiskom,całusom i medraniom ogonkiem.Wiedziałam,ze moge malutka zostawic w bezpiecznych rękach.Omówiłam wszystkie szczegóły i umówiłam sie na drugi dzień,bo akurat przypadał termin wizyty w klinice.Cała rodzinka stawiła sie wraz z Czikusia w wyznaczonym miejscu i wszyscy razem pojechaliśmy do wetarynarza.Marta i jej mąz byli wstrząśnięci widokiem rany.Trzeba przyznac,ze mąz Marty okazał sie,,prawdziwym chłopem,, i prawie,ze zemdlał w gabinecie.Poniewaz nie bardzo było wiadomo czy ratowac pana czy psa,na wszelki wypadek meza oddelegowano do poczekalini na krzesełko...
Tak oto zakończyła sie ta niecodzienna historia..

A teraz,o stanie zdrowia Luny-Cziki.łapka goi sie,ale bardzo daleka droga do finału.Konieczne sa częste wizyty i zmiany opatrunków.Dzieki wspaniałym sponsorom,mamy na razie zapas opatrunków.(Nie napisze,kto jest sponsorem,bo mnie a,piurek opierniczy:diabloti:).
Opiekunowie suni to normalna rodzina,ale leczenie łapki przerasta ich możliwosci finansowe.Oczywiście dołożą sie do kosztów leczenia,ale nadal bardzo potrzebujemy wsparcia,bo malutka jest pod opieka naszego Oddziału..Gorąco prosimy,kupujcie choć po jednej cegiełce,bo wiem,ze warto pomóc i suni i jej opiekunom.To naprawde wrazliwi ludzie,z sercem.

A teraz kilka fotek:









Posted

No się zabeczałam.

Dzieki wspaniałym sponsorom,mamy na razie zapas opatrunków.(Nie napisze,kto jest sponsorem,bo mnie a,piurek opierniczy:diabloti:).


Jak przeczytałam o sponsoringu, to kawał mi się przypomniał:

Miś, zajączek, wilk i lis grają w karty. Lis oszukuje. Po pewnym czasie niedźwiedź wstaje i mówi:
- Ktoś tu oszukuje! Nie będę pokazywał palcem, ale jak strzelę w ten rudy pysk..
.

Posted

Sama popłakałam się czytjąc historię Luny/Cziki :-( Całe szczęście, że tym razem z radości :multi: Ogromnie cieszę się, że psinka wróciła do swojego domku :Cool!: Mam nadzieję, że teraz już zawsze sunia będzie wyprowadzana na spacer na smyczy, żeby uniknąć w przyszłości podobnych przykrości.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...