Diegula Posted October 5, 2008 Posted October 5, 2008 Od wczoraj ie mogę wejść na dogo:angryy: a tu takie przykre wieści:-(, jest ktoś kto podejmie sie leczenia nad nim bo jutro już poniedziałek ? Ja jutro wyślę obiecane pieniążki przpraszam ale tylko 15zł ( być może doślę jeszcze jakiś grosz w tym miesiącu) Quote
Pianka Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 Diegula nie wysyłaj już nic.... Neronek dzisiaj odejdzie:-( Taką decyzje podjeliśmy z jusstyną85. Mieliśmy dać odpowiedź w schronisku na co decydujemy się czy chcemy skrócic jego męki, czy wyciągamy go. Ale gdzie go mamy wyciągnąć? Kto zabrałby takiego psa? Byśmy tak czekali w nieskończoność a Neron by cierpiał, a w koncu...... Wiecie, Neronek nie lubił jak podchodziły do niego psy. Dlaczego? On od zawsze żył na wybiegu wśród psów. Był psem stadnym, a zwierzeta w stadzie żyją na zasadzie eliminacji, eliminują słabsze osobniki. Neron wiedział, że jest słabszy w stadzie, nie dawał już rady, czuł, że w każdej chwili może nadejść ta chwila w której psy rzucą sie na niego, a on się już nie obroni. Lepiej będzie jak odejdzie przytulony do jakiegoś pracownika i poczuje na samym końcu ciepło, niz jakby mial odejść zagryziony. Nie chce żebyście pomyśleli, że schronisko chciało sobie go od tak sobie uśpić, dogo nie działało, w schronisku powiedzieli, że mozemy dać odpowiedź później. Może sami czekali na cud? Ale nie potrafili tez patrzeć jak on się męczy. jusstyna85 napisała mi na gg jesli on naprawde cierpi to zeby nie zwlekać z odpowiedzią. Takze nie zwklekamy. Tak on cierpiał i to bardzo. Badało go dwóch weterynarzy, którzy z leczeniem w domu dali mu jeszcze najwyżej rok życia. Neronowi tak naprawde siadły wszystkie 4 łapki, dlatego z ledwością sie poruszał i większość czasu sobie leżał na ziemii. Nie miał siły się podnieść i wejść do budy. Leczenie w schronisku tymi zastrzykami nie miałoby sensu, bo tak naprawde nic by nie dało. On musiałby przebywać w cieple. Ocieplane pomieszczenie jakie mamy w schronisku to izolatka, a tam sa psy z parwo i nosówką. Miałby z nimi siedzieć? Nie wiem co wiecej napisać. Przykro jest, ze ludzie którzy wczesniej go adoptowali, potraktowali go w taki sposób:-( Neron dziś pójdzie do lepszego świata {*} Ale nie będzie tam sam, może spotka swoją "małą Tereske" Tereska? Przeczytajcie taką opowieść, czasami robi się lepiej na sercu jak się to czyta. - Już nic nie możemy zrobić. Przykro mi. - O Boże... Pani Różycka siedziała blada, z zaciśniętymi dłońmi, patrząc błagalnie na lekarza, jakby chciała, by powiedział, że to nieprawda. Jej sześcioletnia córka była chora na białaczkę. Od miesięcy walczyli o jej życie. A teraz... - Jak długo...? Ile jeszcze...? - Nie wiem. Może kilka godzin, może kilka tygodni. Niech... niech pani wykożysta ten czas dobrze. *** - Posłuchaj córeczko- powiedziała pani Różycka drżącym głosem, starając za wszelką cenę, się nie rozpłakać- niedługo będziemy musiały się na jakiś czas rozstać. -Czy to znaczy, że umrę?- zapytała dziewczynka, patrząc na matkę wielkimi, brązowymi oczami, które w jej chudej, bladej twarzyczce zdawały się jeszcze większe. -T.. tak- odpowiedziała mama. - I pójdę do nieba? - Tak - A czy w niebie są pieski? - Na pewno- po tych słowach kobieta rozpłakała się. Największym marzeniem małej Tereski był pies. Decyzję o jego kupnię podjęły kilka dni przed... Przed diagnozą lekarzy. Pani Różycka nie potrafiła już powstrzymać płaczu. Wtedy poczuła delikatny dotyk na swojej dłoni. -Nie płacz mamusiu, przecież jeszcze się spotkamy! Będziemy na ciebie czekać, ja i mój piesek. Kobieta przytuliła córeczkę, głaszcząc ją po głowie i uspakajając się powoli. Po kilku minutach dziewczynka zasnęła. *** Tereska obudziła się w środku nocy. Zobaczyła nad sobą jasną postać. -Przyszedłeś po mnie? -Tak maleńka. -Teresko do kogo mówisz?- zapytała z przerażeniem pani Różycka, budząc się na dźwięk głosu dziecka. -Mamusiu, ja już muszę iść. Do zobaczenia- odpowiedziała dziewczynka cichutko. A po chwili była już zupełnie gdzie indziej. Stała na środku pięknej, zielonej łąki, w dali było widać las i góry. Obok niej stał Anioł. Pociągnął ją delikatnie za rękę, ale dziewczynka nie ruszyła się z miejsca. -A piesek?- zapytała. -Piesek.- powturzył Anioł.- No tak, już na ciebie czeka. Wszystko zawirowało i znaleźli się w ciemnym, brudnym miejscu. Wszędzie stały budy a dookoła nich spacerowały psy. Tylko jeden z nich leżał bez ruchu w kącie. -To ten- powiedział Anioł do Tereski, wskazując leżącą suczkę.- Ma na imię Funia. -Dlaczego ona się nie rusza? -Jest chora. Tak jak ty byłaś. Czekała tu na ciebie przez całe życie. Anioł zbliżył się do zwierzaka i wyciągnął do niego rękę. -Chodź piesku, już czas. Funia spojrzała na niego, nie podnosząc łebka. Nie miała nawet siły zamachać ogonem, chociaż bardzo chciała. Anioł pogłaskał ją po łebku. Wtedy wszystko dookoła się rozmyło, zniknęło schronisko, w którym się znajdowali, zniknęły inne psy, zostali tylko we troje. Funia skakała radośnie wokół swojej nowej pani, liżąc ją po rękach. A potem razem wrócili na łąkę. *** Rano w schronisku wolontariusze znaleźli martwą suczkę. - Biedactwo, czekała tu tak długo na kogoś, kto by ją pokochał i nie doczekała się. Ale tak nie było. Funia biegała już po tęczowych łąkach razem z ukochaną panią, która już nigdy jej nie opuści. Nigdy. Autor- Ewa Nie wiem co wiecej napisać:placz: Quote
jusstyna85 Posted October 6, 2008 Author Posted October 6, 2008 Ja mam tylko nadzieje, że te wszystkie nasze tłumaczenia o Tęczowym Moście,lepszym świecie bez bólu są nie tylko uciszeniem wyrzutów sumienia :( To jest naprawde przemyślana decyzja,Ania z Bytomia chciała mu pomóc, mówiła o ocieplanej budzie,ale sprawa Misia nas wiele nauczyła.Nie wolno pozwalać na cierpienie :( Śmierć Misia nie poszła na daremno, dzięki niemu stara sunia po operacji guzów właśnie ze schroniska w Rudzie znalazła kochający domek.Śmierć Nerona też nie pójdzie na daremno...Są inne psiaki,o których pisała mi Pianka-trzeba im pomóc,a przynajmniej trzeba sie postarać. Zawsze w sercu pozostanie wątpliwość,czy zrobiło sie naprawde wszystko.To powinno być motywacją dla dalszych działań... Neronku przykro mi...:( Quote
Diegula Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 Nie wiem co pisać:-(:-(:-( tak mi żal Naronka, ale jeśli miałby cierpieć to lepiej dla niego aby odszedł:-(. Pianko ja dzisiaj rano wysłałam kaskę, więc jeśli Neronkowi już nie będzie potrzebna to przeznacz te parę groszy na inną bidę których u nas w Polsce niestety nie brak. Quote
Kasia Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 Neronku śpij spokojnie [*] Nie znałam Ciebie ale Justynka mi o Tobie opowiedziała. To Ona bardzo chciała Ci pomóc, robiła wszystko jednak czasami to nie wystarcza...:-( Mam nadzieję, że teraz już nic Cie nie boli. Justynko trzymaj się :glaszcze: Quote
Diegula Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 Czy Neronek już biega za tęczowym mostem? Quote
Kamila_s Posted October 6, 2008 Posted October 6, 2008 :-(:-(:-(:-(:-(.......Zegnaj Neronku.....................:-(:-(:-( Quote
jusstyna85 Posted October 6, 2008 Author Posted October 6, 2008 Nie wiem czy już "po",ale pewnie tak... ja w zasadzie wole nie wiedzieć o której to miało miejsce :( pora zabrać sie za następne psiaki :( Quote
majafaja Posted October 8, 2008 Posted October 8, 2008 :-( smutne . . ale tak to juz niestety jest.. Quote
Pianka Posted October 8, 2008 Posted October 8, 2008 pieniądze przechodza na tego psa http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=11023712#post11023712 a 100 zł idzie na emira, tak chciała osoba, która wpłąciła 100 zł Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.