aganiechaa Posted February 9, 2008 Posted February 9, 2008 Na spacerze z psami wypatrzyłam dzis czarnego kocurka siedzacego nieruchomo w trawie. Zeszłam do niego z zaszetką ale nie zdziwiłam się, że nie jest nią zainteresowany. Nie mógł jej czuc cały nos w ropie. Oka z prawej strony chyba wcale nie ma ale nie było widac za dobrze bo połowa głowy tez oblepiona. Kocurek raczej młody a może poprostu tak chudy i wyliniały, że wydawał się jeszcze mniejszy. Złapałam go z pomoca męża i zawiozłam do lecznicy. Nie wiem cały czas czy dobrze zrobiłam bo jak go w lecznicy zobaczyli to było tylko o matko.... Kocurek z bardzo zaawansowanym katerem, odwodniowy, chudy, blady jezyk, nerki najprawdopodobniej nie pracują. Najprawdopodobniej w nocy by padł. Biedaczek trząsł sie jak siedział pod blokiem. Wet stwierdził, że najlepiej go uspić bo sie zwierz meczy a do tego wszystkiego jest dziki i kroplówki itp nierealne. Zgodziłam sie na uśpienie ale ... no właśnie cały czas nie wiem czy dobrze zrobiłam bo poprosiłam aby zrobić mu jednak badania krwi, którego wyniki bedą na poniedziałek i wyjdzie czy ma jakiekolwiek szanse i ew. poczekać z decyzją o eutanazji do poniedziałku. Kurcze może faktycznie lepiej było go od razu uśpić i skrócić męczarnie a z drugiej może są jakieś szanse. Nie wiem czy dobrze zrobiłam cały czas się zastanawiam. Tak tylko napisałam bo biję się z myślami i sama nie wiem............. Quote
Isabel Posted February 9, 2008 Posted February 9, 2008 Jeżeli do poniedziałku kocurek wyżyje, to znaczy, że najgorzej jeszcze nie było i dobrze zrobiłaś dając mu szansę. A jeżeli przed poniedziałkiem sam umrze, to znaczy, że ratunku już nie było. A Ty będziesz wiedziała, że zrobiłaś to, co możliwe i nie pospieszyłaś się z decyzją o uśpieniu. Quote
ulvhedinn Posted February 9, 2008 Posted February 9, 2008 A co zostało zrobione na już? Bo określenie "kroplówki nierealne" to dla mnie jakiś abstrakt... pewnie, że trudno (chociaz nie niemożliwe) jest trzymać kota przez kilka godzin nierudchomo przy kroplówce dożylnej, ale juz podskórna trwa znacznie krócej a z tego, co piszesz, to nawodnienie kotu jest bardzo potrzebne... Dostał jakieś leki? Czy zostawiony tak na zasadzie, co będzie to będzie...? :roll: Piszę, może niesprawiedliwie, bo już mam podobne doświadczenia z wetami.... :mad: Quote
Tweety Posted February 9, 2008 Posted February 9, 2008 mnie też się nasuwaja takie pytania jak Ulv. Czy ktoś coś robi z tym kociuszkiem czy tak został pozostawiony? Ja bym powalczyła. Na moim tymczasiku Bazylu wszyscy położyli krzyżyk, bo nerki wysiadały a teraz, po kilku miesiącach w ogóle nie widać, że kiedyś właściwie już nie żył Quote
ulvhedinn Posted February 9, 2008 Posted February 9, 2008 Mysmy tak walczyły o Biankę, chociaz nie przez nerki... Quote
Isabel Posted February 9, 2008 Posted February 9, 2008 Mnie też się takie pytania nasunęły, ale jednak przyjęłam, że ponieważ został w lecznicy, to musiał otrzymać jakąś pomoc. Nie chciałabym się mylić. Quote
ulvhedinn Posted February 9, 2008 Posted February 9, 2008 Isabel, ja tez mam nadzieję, że moje czarne mysli i podejrzenia to skutek przewrażliwienia.... :oops: Ale po KrAksie, to mnie już nic nie zdziwi :shake: Quote
aganiechaa Posted February 9, 2008 Author Posted February 9, 2008 Właśnie wróciłam z lecznicy, kocurek dostał leki i kroplówkę niestety wet stwierdził, że kota w takim stanie nie widział. Krwi nie udało się pobrać pomimo kilku prób(za słabe ciśnienie), oko lewe wylane, braki w sierści, rany na ciele i na pyszczku całe rany i strupy, do tego maksymalne wychłodzenie i niesamowite odwodnienie (skóra po naciagnięciu nie wraca) obsikany calutki. Jak położył go na stole kocurek nawet nie próbował wstac tylko ledwo oddychał (pyszczek otwarty i blady język wywalony). Pomino tego, że słabiutki resztkami sił prychał i próbował chapnąć. na moje szczęście była w lecznicy koleżanka wielka kociara (z jednym ze swoich kotów oczywiście) i prosiłam ją o zobaczenie tego biedaka. Pomimo tego, że cały czas zajmuje się kotami chorymi też nie widziała nieszczęśnika w takim stanie (praktycznie agonalnym). Kocurek musiał chorowac od dawna i najprawdopodobniej nękały go inne wirusy. W lecznicy pewnie do jutra będzie czuć jego smrodek. Pozwoliłam mu odejść i więcej nie cierpieć. Okropna decyzja i nie cierpie jej podejmować. Teraz gdy to piszę na moich kolanach leży jedno moje mruczące kocisko, zadowolone z życia, objedzone a tamten biedak pewnie nigdy nie był taki szczęśliwy. Quote
AśkaK Posted February 12, 2008 Posted February 12, 2008 :-( Trzymaj się Aganiecha, nie wszystkie możemy uratować.:-( Quote
Mraulina Posted February 12, 2008 Posted February 12, 2008 Coś mi się tu nie podoba..... Ja jestem z tych, co ratują do końca. Ciepłe kroplówki, ogrzewanie ciałka, udrożnienie noska, środki stymulujące....... Przepraszam, że się czepiam, ale spotkałam się z vetami, którym się nie chce ratować "trudnych przypadków". aganiechaa - jesteś kochana. Quote
wandul 66 Posted February 12, 2008 Posted February 12, 2008 no coż , zadam smie4szne pytanie-Jak w Zoo podaję sie wobec tego kropłowki dzikim i pokaznym bestiom????? Skoro w zimnie i głodzie przeżył tyle czasu , trzeba dac mu szanse - zabawa w Pana Boga nie jest dobrym pomysłem!!!! Widziałam koty , które nie miały szans na zycie i zyją i takie , które kwitły a rano leżały martwe!!!!! Quote
aganiechaa Posted February 13, 2008 Author Posted February 13, 2008 Kroplówki dostał, biedaczysko starsznie wycieńczone choroba musiała go zabijać od dawna. Wiek oceniony był na ok 6 lat a był taki chudy jeszcze przez te braki sierści na ciałku wydawał sie mniejszy. Kocurek odszedł w sobotę a jeszcze wczoraj jak byłam a lecznicy czuć było jego zapach pomino dezynfekcji i mycia. Na wetów z tej lecznicy nie mogę narzekać bo podejmują sie leczenia zwierzaków wyciąganych ze schronu w naprawdę kiepskim stanie. Quote
BeataSabra Posted February 13, 2008 Posted February 13, 2008 Tweety napisał(a):mnie też się nasuwaja takie pytania jak Ulv. Czy ktoś coś robi z tym kociuszkiem czy tak został pozostawiony? Ja bym powalczyła. Na moim tymczasiku Bazylu wszyscy położyli krzyżyk, bo nerki wysiadały a teraz, po kilku miesiącach w ogóle nie widać, że kiedyś właściwie już nie żył Też tak myślę. Co kociuchowi podano....Co zrobiono...... A co z tego że dziki...... Pchełka jak do mnie trafiła była dzika ugryzła mnie była ciężko chora..... Ale to nie przeszkadzało w czyszczeniu uszu podawaniu kroplówek i zastrzyków. Lucky jak do mnie trafił był dziki też był bardzo chory.... Simba jak do mnie trafiła też nie była kotką oswojoną.... Z Tweety walczyłyśmy do ostatniego oddechu.... Niestety przegrałyśmy ale było zrobione wszystko co się dało łącznie z cykloferonem.... A teraz Mafia. Proszę się zapytać Tweety jaki był Mufasa jak się rzucał z zębami i pazurami. To samo jego brat Zazu mniej Nalusia..... To że kot dziki i bezdomny nie może przekreślać kota......... Należy walczyć i robić wszystko co się da.... Takie jest moje zdanie..... A stwierdzenie uśpić bo się męczy według mnie przekreśla weta.... Taki wet nie będzie się starał..... KOTECZKU BĄDŹ SZCZĘŚLIWY ZA TĘCZOWYM MOSTEM (*){*} Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.