Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Cóż napisać...oto historia tego psa... i choć na początku smutna lecz znośna to w chwili obecnej jest ...tragiczna :(((( dlatego teraz postanowiłam założyć mu wątek...

Było ciepło, było lato... codziennie ktoś na działki zaglądał, pies miał budę, jedzenie, towarzystwo..zrobiło się zimno.. ludzie z działek pouciekali a pies.... został :( ..sam...pozostawiony losowi....
Działka ta znajduje się niedaleko mojego domu, to spokojna okolica, więcej działek niż domków jednorodzinnych...

Psa zauważyłam jakieś ponad miesiąc temu jak mu głód tak doskwierał, że ruszył dalej w poszukiwaniu jedzenia, bo przedtem psa nie widywałam, trzymał się swojego miejsca zamieszkania... nie włóczył się, nawet nie wiedziała, że pies jakiś tam jest...
Przyszedł pewnego ranka i rozwalił śmietnik..szukał jedzenia...
Tak go poznałam...no i codziennie zaczęłam dokarmiać, najpierw chodziłam do niego na te działki, później On zaczął do mnie przychodzić..zaprzyjaźnił się ze mną...z moim psem...

Sytuacja nie była za ciekawa ale też nie była tragiczna, do psa przyjeżdżali rzadko, co kilka dni ale to mnie nie martwiło, bo był pod moją opieką, dostawał jeść, przybierał na wadze, dostał ode mnie tabletki na odrobaczenie, budę miał tam na działce, może nie jakaś super ale była, codziennie starałam się mu trochę czasu poświęcać, bo widać, że pies bardzo potrzebuje towarzystwa i ta samotność mu mocno doskwiera...naturalnie szukałam mu domu mimo wszystko, bo pies zasłużył na kochający, interesujący się Nim dom...taki tylko jego...

Sytuacja diametralnie się zmieniła 3 dni temu...psa nie było ani wczoraj ani przedwczoraj i zaniepokojona poszam dzisiaj Go szukać, bo nie było ostatnie tygodnie dnia żeby nie przyszedł do mnie na jedzenie...
Poszłam na działki z psem na spacer, zaczęłam wołać..i JEST ....

Pies jest uwiązany na krótkim sznurku, nie koło budy tylko leży na gołym chodniku, żadnej miski obok, płacze przeraźliwie a jak Nas zobaczył to w ogóle zaczął rozpaczać...niestety jest na tyle daleko od płotu, że nie jestem wstanie dorzucić mu jedzenia, może chleb bym dała radę ale też nie jestem pewna:-(
Piszę, bo nie za bardzo wiem co robić:-( ..dzisiaj zaraz jadę do pracy i kończę o 3 nad ranem i wtedy chcę po prostu przez płot wejść na ich posesję w nocy, puścić psa, nakarmić, dać wodę...wiem że to nie jest zbyt mądry pomysł ale żaden inny w chwili obecnej nie przychodzi mi do głowy a przecież On pewnie już bardzo głodny jest, zmarznięty, wczoraj mocno padało...
Nie mam pojęcia czemu Go uwiązali i to jeszcze nie przy budzie:-( ale podobno sasiadka mówiła, że wcześniej jak bywali na tych działkach pies ciągle był uwiązany...

Sytuacja jest zła...jestem bezradna :placz: ..na sąsiadów nie ma co liczyć, bo pies dla większości na mojej ulicy to TYLKO pies...myślałam żeby zadzwonić na straż, zgłosić to, że pies jest trzymany w bardzo złych warunkach ale wtedy psa albo zabiorą i to do schronu a chcę tego uniknąć za wszelką cenę i jestem zdania, że lepsza chyba ulica niż schron:shake: albo ich pouczą a niestety nie ręczę za tych prostych ludzi, może będą chcieli się pozbyć kłopotu i psa do lasu wywiozą itp więc ten ruch chyba odpada...myślałam że ja z nimi pogadam ale też się boję i nie wiem jak, boję się o psa, że moja interwencja zamiast polepszyć los psa to zaszkodzi i się na Nim odbije...

Nie wiem co robić, ogłosiłam dzisiaj go w gazecie, będę tłumaczyć zainteresowanym jaka jest jego sytuacja, może się ktoś zlituje i zaadoptuje, bo najlepiej by było go wykraść jak najszybciej po prostu, nic nikomu nie mówiąc ale też nie mam co z Nim począć... gdzie zabrać w chwili obecnej....Nie zostawię Go samemu sobie ale też nie wiem jak to mądrze rozegrać, tak żeby pies na tym najlepiej wyszedł...co zrobić...poradzcie:-(

  • Replies 67
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Zdjęcia biedaka :







Mówię do Niego Lisek, bo trochę taki podobny....Pies jest bardzo kontaktowy, przyjazny, miły, lubi bardzo inne psy, jest młody, ma pewnie z jakiś rok, chyba nie więcej...raczej posłuszny jest, żywy, lubi zabawę a teraz na tym sznurku siedzi...serce pęka :(

Posted

Moim zdaniem sa 2 wyjścia-
1. Zawiadamiasz straz i pies zostaje zawieziony do schronu- schron w Bydgoszcy to nie umieralnia- pies nie bedzie głodny i bedzie miał bude do spaania. Jest młody -powinien szybko znaleźć dom.
2. Poprostu go wykraść-ale wtedy musisz go gdzies umiescic...nie możesz go zabrac do siebie?
Wtedy ogłaszac i szukac domu.

Nie ma co zostawiać psa samopas aby biegał po działkach, bo albo go ktos :odstrzeli" albo i tak powiadomi straz. Nie ma się co z jego włascicielami dogadywac , bo widac jak im zalezy na psie i moga go jedynie łopata walnąc i zakopac.

Lisek to piekny i fajny pies jak widać. Może sz zostac jego wirtulana opiekunka w schroniksu i podsyłac pieniązki na jego utrzymanie .

Posted

schron u Nas nie jest wcale ok, poczytajcie o Koczo ktorym się opiekowałyśmy, uśpili nam go nagle, tam warunki bytowe tj pokarm, ciepło itp jest ok ale bardzo dużo psów jest usypianych, pisali nawet o tym w gazecie, poza tym byłam tam wolontariuszką i pewne rzeczy widziałam i nigdy nie zgodzę się na schron, to jest ostatnia opcja jaką wybiorę

Posted

Ania+Milva i Ulver napisał(a):

1. Zawiadamiasz straz i pies zostaje zawieziony do schronu- schron w Bydgoszcy to nie umieralnia- pies nie bedzie głodny i bedzie miał bude do spaania. Jest młody -powinien szybko znaleźć dom.
.


Moim zdaniem to najlepsze wyjście.
A przy okazji straż może postraszyć "właścicieli" o odpowiedzialności karnej za znęcanie się nad psem.
Piesek jest śliczny i młody, szybciutko znajdzie dom.

Posted

wirtualny opiekun nie daje w ogóle gwarancji...Koczusiowi nawet nie pomogło, że obecne wolontariuszki w schronisku głównie Virginia cały czas miały psa pod opieką, nic mu się nie miało dziać....twierdzili, że był bardzo chory i trzeba było uśpić a ja u psa byłam dzień wcześniej i był okazem zdrowia :shake: z kolejnym psem ledwo Nam się udało ...powiedzieli, że leczyć astkę Abi nie mają zamiaru i jak psa nie zabierzemy to do uśpienia pójdzie..psa w pośpiechu braliśmy, zamieniałam się w pracy żeby wolne mieć i wieźć ją do Konina na tymczas, bo pies ledwo na nogach się trzymał :(
Nie..nie..nie na schron to ja się nie zgodzę :shake:

Posted

martik b napisał(a):
schron u Nas nie jest wcale ok, poczytajcie o Koczo ktorym się opiekowałyśmy, uśpili nam go nagle, tam warunki bytowe tj pokarm, ciepło itp jest ok ale bardzo dużo psów jest usypianych, pisali nawet o tym w gazecie, poza tym byłam tam wolontariuszką i pewne rzeczy widziałam i nigdy nie zgodzę się na schron, to jest ostatnia opcja jaką wybiorę


Oj, nie dobrze:shake: Czyli takie rozwiązanie nie wchodzi w grę.
Zatem tylko tymczas.

Posted

martik b napisał(a):
schron u Nas nie jest wcale ok, poczytajcie o Koczo ktorym się opiekowałyśmy, uśpili nam go nagle, tam warunki bytowe tj pokarm, ciepło itp jest ok ale bardzo dużo psów jest usypianych, pisali nawet o tym w gazecie, poza tym byłam tam wolontariuszką i pewne rzeczy widziałam i nigdy nie zgodzę się na schron, to jest ostatnia opcja jaką wybiorę



tak, Bydgoszcz ma bardzo dużo eutanazji (trzymają stan bez przepełnienia), nigdy bym tam psa nie oddała

Posted

no tak tylko gdzie go szukać :placz:
Ja jestem w pracy teraz cała nerwowa, bo on tam uwiązany siedzi :(
Być może jutro mi się coś uda zadziałać z tym dt, jutro wszystko się wyjaśni, czekam na odpowiedź od jednej Pani ale to jeszcze nic pewnego niestety...

Posted

Czy dobrze to czy źle...ja aukrat nie jestem za 2 krotnym przepełnieniem w schronach..psy sie zagryzaja ...ehhh szkoda gadac:(

Tu bardziej chodzi o to,że nie mozna ufac pracownikom i kierownikowi, który mówi,że psu nic nie bedzie a może byc inaczej.

Posted

Jest bardzo otwarty..kochany...szuka na siłę kontaktu z człowiekiem, u Nas jakieś roboty na ulicy robią ostatnio i On potrafi siedzieć z tymi robotnikami pół dnia, nawet doły pomaga im kopać, śmieszny jest taki :) ja się nawet pytałam tych robotników czy może któryś by psa chciał, bo on to w gruncie rzeczy bezdomniaczek ale nikt nie chciał :(

Posted

Kasia napisał(a):
Martik co u psiaka?
Byłaś u niego?

Byłam...sama nie wiedziałam jak to rozegrać ale wyszło ok...jak wróciłam z pracy o 3.30 to stwierdziłam że raz się żyje i psu muszę pomóc..nie wiedziałam dokładnie jak tam się dostać na te działki, czy mam lepiej podjechać autem czy ubrać kaptur i iść tam w nocy piechotą czy wybrać się od tyłu od strony pola i rzeki, wybrałam opcję 3 najbezpieczniejszą mi się zdaje, bo choć to pora snu to jednak nie chciałam iść od strony ulicy czy podjechać, bo jeszcze bym miała pecha i któryś z sąsiadów by zauważył, psy by się rozszczekały itp działka leży akurat na końcu ulicy dalej już nie ma nic, bo droga kończy się rzeką....
Rodzina stwierdziła, że jestem nienormalna i mam nierówno pod sufitem i mam się nad sobą zastanowić:cool1: zaczęli mi histeryzować, że jeszcze się to źle skończy...no więc z tym budującym wsparciem psychicznym po walce z własnym strachem ruszyłam w egipskie ciemności w stronę pól, lasu i rzeki..dotarłam do działki, wdrapałam się na płot i wlazłam na posiadłość, pies zaczął szczekać a jak mnie poznał to jeszcze głośniej zaczął piszczeć ale sąsiadów nie pobudził całe szczęście....psa odpięłam i ruszyłam szybko z tego terenu, po drodze już nakarmiłam, bo mi chciał reklamówkę pożreć biedaczysko, dotarłam z Nim przez te pola na swoją posesję i tam znowu nakarmiłam, napoiłam i wygłaskałam...rany jak On się tulił do mnie, jak się cieszył ze swobody, z jedzenia :-( .... gorączkowo myślałam co z Nim zrobić, bo warunki w jakich On tam mieszka są fatalne, nie mam budy, nie ma desek, koca.. nic...ani wody ani jedzenia, goły beton i coś podobnego do wiadra ...dodatkowo mniejsze od Niego...nie wiem czy ma to mu służyć jako buda:angryy: stwierdziłam, że muszę Go ukryć jakoś do czasu znalezienia domu, że on tam nie może wrócić...zaczęłam szukać miejsca dla Niego czy to w warsztacie, czy altance...no gdzieś bym dała radę, mam duży teren, obok jest jeszcze działka babci i tam by też można było ale niestety zbudziła się matka, która kategorycznie nie zgodziła się na tą opcję :placz: ...norma...nie ma to jak liczyć na wssspaniałą rodzinę:cool1: żal mi psa tylko było tak na dworzu zostawiać więc zostawiłam mu otwarte drzwi do swojego samochodu i do warsztatu, pokazałam mu że może się tam położyć...chyba jednak nie skorzystał, bo jak patrzyłam to położył się pod balkonem...dzisiaj jak się zbudziłam to dostał śniadanko, pobawiłam się z Nim i moim Alfikiem a teraz gdzieś lata sobie....
Dzwoniłam do tej Pani z dt ale nie ma jej w domu więc dzwonić będę później i zobaczymy czy coś się uda załatwić... bo jak nie to się chyba załamię:-(

Posted

Musi sie udać z tą Pania bo inaczej psiuak znów moze trafić na ten krótki sznurek :shake:

A Ci jego niby właściciele to często na ta działkę zaglądają?
Moze gdyby nie udało sie z tym DT to może spróbowałabyś z nimi porozmawiać aby na czas szukania mu domu zapewnili psiakowi jakieś odpowiedniejsze warunki?
Czy Oni w ogóle oddaliby go?

Posted

Zaglądają czasami tak co 2-3 dni ale mi się wydaję, że nie zawsze nawet jak zaglądają to dają jeść :mad: oni na tej działce mają jakieś rupiecie, części od aut, opony i często po coś lub z czymś przyjeżdżają żeby zostawić lub zabrać...nie raz obserwowałam działkę jak zauważyłam, że jadą i wychodzę wtedy na taras do siostry, bo mieszka na piętrze i patrzę, nie wszystko dokładnie widać ale często szybko coś ładują, są chwilę i jadą, nie widzę żeby mu coś zastawiali ....najlepsze jest to, że Oni mieszkają na osiedlu obok i mają do tej działki chwilkę jazdy samochodem..no szkoda gadać :shake:
Ja już myślałam nad tym żeby pogadać, tak spokojnie, próbując wytłumaczyć ale nie wiem już sama, oni już kiedyś mieli rottweilera na tej działce który mieszkał też na dworzu :-o kiedyś z jedną z osób z tej rodziny miałam praktyki w przedszkolu, pani była taką pomocą przedszkolanki i podczas leżakowania z Nią nie raz rozmawiałam i np powiedziała wtedy o tym psie, że musi z nim coś zrobić, bo jej grządki i kwiatki niszczy na działce, to jej wtedy powiedziałam czy pies przecież ważniejszy czy jakaś cholerna grządka to popatrzała na mnie jak na kretynkę :cool1: ..mam też od tych ludzi kotka, przybiegła kiedyś sąsiadka do nas bo wiedziała, ze ja wszystkie napotkane koty znoszę bezdomne do domu i powiedziała, że słyszała, że kot im tam mały zachorował i nie chcą go leczyć a utopić więc poszłam z mamą wtedy i kota im zabrałam..a zdrowie kotka u weta kosztowało mnie kilka lat temu tylko 20 zł ...20 zł im było żal wydać :( nie wiem czy ma więc sens gadać z takimi prostakami, mi się wydaje, że najlepszą opcją jest znaleźć dom i nic im nie mówić, psa zabrać, wpakować do auta i wieźć do nowego domu...tylko, że ten dom to teraz pilny bardzo..by nie było tragedii gdyby tego psa mi nie wiązali jak wcześniej było i by biegał sobie...

Posted

W dziale przygarnę psa jest trochę ogłoszeń z W-wy głównie, że psa do pilnowania szukają, On nawet może mieszkać na dworzu, tak jest przyzwyczajony nie wiem jak by się odnalazł w domku choć pewnie by się i do tego przyzwyczaił, wezmę zgłoszę Liska jako kandydata, jak trzeba to zawiozę nawet do W-wy...już bez znaczenia chcę tylko żeby miał kochający dom, ciepłą budę, regularne jedzenie, trochę uwagi i odpowiedzialnych opiekunów..On naprawdę nie jest wymagający piesek...we wtorek będzie w gazecie ogłoszenie, może to coś da :roll:

Posted

Tak jest..ale biega też sobie po ulicy, na polach, jak to piesek ...ale czy dobrze będzie to nie wiem, bo wczoraj ich raczej nie było na działce, mam mamę poważnie chorą więc leży w łóżku akurat w pokoju przy ulicy, tu jest spokojnie, kilka domów więc wszystko słychać jak ktoś jedzie i kazałam jej nasłuchiwać i obserwować czy przyjechali, mówi, że raczej nie a zauważyłam już wcześniej, że akurat w niedziele bywają często więc boję się, że przyjadą a On nie jest uwiązany u mnie, bo tak bym chciała ale rodzina się nie zgadza..i może pobiec do Nich przecież...jak Oni przyjeżdżali to On zawsze biegł..nie boi się, bity raczej nie jest.. całe szczęście...ale co wtedy...uwiążą go znowu przecież :( ja się modlę tylko żeby ich nie było dzisiaj..

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...