kesslee Posted March 9, 2007 Posted March 9, 2007 Amra odeszła 3 tygodnie temu, 15 lutego 2007r. Miała raka wątroby - do ostatniego dnia jej życia nawet o tym nie wiedzieliśmy... Nigdy nie pokazała że coś jest z nią nie tak, ze źle się czuje. To byla sunia z tego wątku: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=22990&highlight=amra+azyl Odnalazłyśmy się. Choć wtedy z dogomanią nie miałam jeszcze nic wspólnego. W Azylu była ponad rok, co jest dla mnie niezrozumiałe. Była najwspanialszym psem jakiego znałam. Nigdy nie oddalała się od nas, kochała nasze koty, kochała koty podwórkowe, jedynie z psami pod koniec życia średnio się dogadywała - chyba była o nas zazdrosna. Wszystko rozegrało się w ciągu kilku godzin. Od rana nie była w stanie się podnieść. I tylko kursowaliśmy od Psiego Losu, do SGGW, do domu. Zmarla w domu. 3 minuty o tym jak moj mąż wrócił do domu z pracy. Klęknął przy inej, a ona wtedy... przestała oddychać. Wcześniej gdy widziałam że jest już źle, szeptałam (ba! krzyczałam!) jej do ucha, że zrobimy wszystko co w naszej mocy by wyzdrowiała, ze przecież nie musi chodzić - znajdziemy wózeczek, że musi tylko chcieć. Ale ona już od rana chyba nie chciała. Wczoraj w nocy, w łożku wyłam mężowi w ramię, że to nasza wina, że to wina weterynarzy. Wiem, ze to pewnie nieprawda. Ale kilka dni wcześniej miala problemy z wstawaniem, ciągnęła za soba tylnie nożki, poszliśmy do kliniki Psiego Losu, a oni... powiedzieli że jest stara i tak ajest już kolej rzeczy, przepisali witaminki. A może gdyby zrobiono jej rentgen, może dałoby się coś zrobić, może operacja... To niesprawiedliwe, że bezdomne zwierzaki ratują z poświęceniem życia niemal, a nasza sunię potraktowali jak stary rupieć... Może za mało walczyłam, może powinnam się była upierać, ale myślałam że wiedza lepiej, że przecież wiedza co robić. Nie bieżcie tego co mówię do końca do serca, pewnie po prostu szukam winnego gdziekolwiek. Byle tylko zrzucić winę z siebie... Amrutku, będziesz zawsze w naszych sercach. Ale tak ciężko jest budzić się rano i odkrywać że nocny sen o Tobie był tylko... złudzeniem :-( Quote
Aga76 Posted March 9, 2007 Posted March 9, 2007 Amra na zawsze w sercu... Biegaj radośnie po wiecznie zielonych łąkach za TM jesteś wśród przyjaciół, tęczowe aniołki otoczą cię miłością i przyjaźnią. Quote
kesslee Posted March 9, 2007 Author Posted March 9, 2007 Najgorsze są te 'pierwsze razy'. 1. Pierwszy raz nie powitalo mnie wesołe szczekanie i merdanko po przyjściu do domu. 2. Pierwszy raz nie obudziłam się z chrapiącym mężem po jednej stronie i chrapiącym psem po drugiej... 3. Pierwszy raz pojedziemy na jej ukochaną działkę bez niej. 4. Pierwszy raz pójdziemy spać bez wieczornego spaceru ... Quote
Aga_Mazury Posted March 9, 2007 Posted March 9, 2007 Amruś <*> zobacz jaką pustkę zostawiłaś.....jak wiele znaczyłaś na tym Świecie...TY wiesz...że byłas ważna, najważniejsza i Kochana...a teraz czekasz na swoją rodzinę na tęczowych łąkach biegając na spacery i chrapiąc w ucho aniołowi strózowi swojej Pańci.... Quote
kesslee Posted March 9, 2007 Author Posted March 9, 2007 Obejrzałam przed chwilą http://www.indigo.org/rainbowbridge_ver2.html ... :-( Oczywiście siedzę i ryczę. Takie to wszystko cholernie niesprawiedliwe... Quote
Monia70 Posted March 10, 2007 Posted March 10, 2007 Ja popłakałam się razem z Tobą . Każdy z nas ma wyrzuty sumienia.Każdy przechodzi tą drogą sumienia... Amrusiu, na zawsze będziesz ze swoją rodziną.Nic tego nie zmieni.Fizycznie przez chwilę Ciebie nie będzie ale za chwilę ...spotkacie się by znów być razem...po tamtej stronie.... Quote
kesslee Posted March 10, 2007 Author Posted March 10, 2007 Monia70 napisał(a):ale za chwilę ...spotkacie się by znów być razem...po tamtej stronie.... tak bardzo chciałabym potrafić w to uwierzyć... Quote
Monia70 Posted March 10, 2007 Posted March 10, 2007 Kessle ... Ja wierzę, bardzo. Mimo, że po Meli są psy w miom domu (które bardzo, bardzo kocham) to miłość do Niej jest wszechwieczna.I z ustęsknieniem czekam na to spotkanie!! Quote
Iri Posted March 10, 2007 Posted March 10, 2007 To niesprawiedliwe, że bezdomne zwierzaki ratują z poświęceniem życia niemal, a nasza sunię potraktowali jak stary rupieć... Może za mało walczyłam, może powinnam się była upierać, ale myślałam że wiedza lepiej, że przecież wiedza co robić. !!!!!!!!!!!!!!! przezywalam dokladnie to samo, ja Ciebie rozumiem... trzymaj sie!!! Quote
szarotka11 Posted March 10, 2007 Posted March 10, 2007 Amrusiu tak pusto bez Ciebie. Ty wiesz ile znaczyłaś dla swojej rodziny tu na ziemi. Kesslee ten pierwszy raz .... i te nastepne też będą boleć Bardzo mi przykro. Dla Amry Quote
kesslee Posted March 10, 2007 Author Posted March 10, 2007 szarotka11 napisał(a): Kesslee ten pierwszy raz .... i te nastepne też będą boleć Bardzo mi przykro. Dla Amry Wiem szarotko, wiem, że będzie boleć... ale bez psa w domu nie potrafię już chyba funkcjonować. Dziwne to trochę, bo ja zawsze byłam 'kociarą', ale po śmierci Amry zauważylam że tylko koty w domu to już nie to samo... Zrobiło się tak jakby ciszej, puściej. Zresztą na pewno wszyscy znacie to uczucie. Czasem mam wątpliwości czy dobrze zrobilam biorąc tak szybko drugiego psa, zwłaszcza ze Amrutek byl o nas tak zazdrosny ;) Ostatnio mi się śniła, kiedy obudziłam się i usłyszałam na podłodze chrapanie bylam już prawie pewna że to jej śmierć była snem, zapaliłam światlo, zeskoczyłam z łóżka, ale... to był tylko Atos (wiem ze nie powinnam tak mówić!). W tamtej jednej sekundzie przemknęła mi przez głowę myśl, że zrobiłabym wszystko żeby zamiast Atosa znaleźć przy łóżku Amrę. Ale to tylko chwilowy impuls był. Kocham Atosa i po tym co przeszedł już nigdy nikomu go nie oddam, ale tamta chwila, tamten moment w którym przekonałam się że to był tylko sen... bolał jak chyba nic nigdy w życiu :-( Quote
ma_ruda Posted March 10, 2007 Posted March 10, 2007 Od pół roku szukam wytłumaczenia- jak to mozliwe, że moja sunia odeszła za Tęczowy Most z powodu nowotworu o którym ja sie dowiedziałam dzień wcześniej. Po przeczytaniu historii twojego rozstania z Amrą uwierzyłam, że to może sie zdarzyć i to nie nasza wina. Ja też w ostatnich tygodniach zycia mojej Puni chodziłam z nią do weterynarza. niepokoiły mnie nasilajace sie problemy z poruszaniem sie suni, jej osłabienie. Podobnie jak Ciebie, lekarze uspokajali, że to sprawa wieku i pocieszali nawet, ze i tak jest w dobrej formie jak na swoje lata (miała tych lat 14 i 4 miesiące). Ostatni raz usłyszałam te optymistyczna diagnozę w piątek. W sobotę Punia źle się czuła a w niedzielę po 5-10 minutowej wizycie w na dyżurze w klinice i USG usłyszałam te niewiarygodną diagnozę i propozycję "skrócenia cierpienia". Wtedy nie uwierzyłam, byłam bardziej oburzona, niż przerażona. W poniedziałek musiałam uwierzyć. Tym razem wiecej optymizmu mieli weterynarze, którzy zaproponowali operację. Ja juz wiedziałam, że muszę pożegnać się z Punią. Zdecydowałam sie na operację tylko ze strachu- bałam się, ze za kilka godzin sunia odejdzie w meczarniach. Nie potrafiłam podjąc decyzji, zeby pozwolic jej odejść już teraz. Nie miałam pretensji do weterynarzy. Przeciwnie, byłam im wdzięczna, że dali mi tę niewielka nadzieję, która pozwoliła mi spokojniej towarzyszyć Puni w podróży za Tęczowy Most. Pozostał mi tylko zal, ze nie zdążyłam się pożegnać. I to straszne poczucie winy, że może gdybym wiedziała wcześniej........ Po rozstaniu z Punią wiedziałam, że bedzie miała następczynię. chciałam tego nie tylko dla siebie, ale też dla niej. Trudno mi to wyjaśnić, ale tak własnie czułam. Czekałam na Fraszkę 3 miesiące, ale przez te 3 miesiace jej szukałam i jestem przekonana, że w tych poszukiwaniach towarzyszyła mi Punia. Ja też czasem zapominam, że to Fraszka a nie Punia jest obok i znane jest mi to "ukłucie" serca w takich chwilach. Ale to właśnie Fraszka pomaga mi przywoływać wspomnienia tych szczęsliwych i radosnych lat z Punią, które wciąż przysłania mi obraz ostatnich 3 dni. Wiem, ze Fraszka nigdy nie zastapi Puni, tak jak na pewno Atos nie zastapi Amry. Ale wiem też, że w moim sercu jest miejsce dla Puni i dla Fraszki a w Twoim dla Amry i Atosa. Quote
szajbus Posted March 10, 2007 Posted March 10, 2007 Najważniejsze, że wasz sunia odeszła wśród ludzi, którzy ja kochali. Śmiem twierdzić, że wręcz czekała na twojego męża, żeby go pożegnać. Wcale mnie nie dziwi, że zatęskniłaś na kolejnym psiakiem. Ze mną było podobnie. Niespełna 2 miesiące po odejściu Psoni po mieszkaniu biegała adoptowana ze schroniska Balbinka. Kocham je obie. Nasze serca są bardzo pojemne. Nie martw się, nasze pieski nie są zazdrosne o swoich następców. Nauczyły nas kochać, pokazały nam czym jest prawdziwa, bezwarunkowa miłość i oddanie. Nie chciałyby, żeby ta nauka poszła w zapomnienie. Myślę, że są z nas dumne, że ta nauka zostaje spożytkowana na kolejnego psa i kolejnego...... Quote
kesslee Posted March 10, 2007 Author Posted March 10, 2007 ma rudo - tak dobrze mnie rozumiesz. Chyba nawet nie musze nic pisać, bo będziesz wiedziala o co chodzi. Te wyrzuty - gdybym wczesniej, gdybym bardziej... Tylko teraz już chyba nie ma sensu nad tym mysleć. Choć bol pozostanie i pewnie nie odejdzie tak szybko :-( Amra miała około 10 lat. Ale byla duża, wilkowata. Z 'przeszłością'. Kiedyś wyczytałam, ze pies który w końcu trafia na dobry dom, poddaje się i przestaje walczyć. I często szybko odchodzi. Ale w tym wypadku te 10 miesięcy które z nami spędziła byly zdecydowanie za krótkie. Tyle jeszcze mogłam jej pokazać, tyle z nią przeżyć, tyle nauczyć. Ale teraz mam Atosa - i tak jak powiedziałas powinnam znaleźć w moim sercu miejsce i dla niego. Co ja mówię! Już je znalazłam. I kocham go strasznie. I każda chwile postaram się spędzać i wykorzystywać jak najlepiej... szajbusku - To samo mowiła moja mama, Amra czekała aż jej 'tata' wróci. Chciala miec nas oboje obok siebie. I odeszła w spokoju czując nasze oddechy na szyi, za uszami. Leżeliśmy wtuleni w nią pewnie ze 20min. Nigdy nie widziałam żeby mój mąż tak płakał. Wbiła się w nasze serca na dobre... Bardzo Wam dziękuję za te słowa dziewczyny. Jesteście dla mnie prawdziwym (choć wirtualnym ;) ) wsparciem w tych chwilach. Quote
szajbus Posted March 10, 2007 Posted March 10, 2007 Na 20 lat mojego małżeństwa widziałam mojego męża płaczącego 3 razy - gdy odszedł mój tata -gdy odszedł jego tata - gdy odeszła Psotka Przy tym ostatnim byłam zdziwiona, Myślałam, że facet nie płacze za psem. Płakał, płakał bardzo. I to dzięki niemu w domu pojawiła sie Balbinka. Podobnie jak ja nie mógł wyrobić bez dziamotania i wszystkich psich rytuałów. Do dziś staje mu klucha w gardle jak wspominamy naszego pieszczocha i nasza rozrabiarę. Quote
kesslee Posted March 10, 2007 Author Posted March 10, 2007 My w sumie staż mamy krótszy - poł roku, a razem jesteśmy od 4 lat, ale to byl drugi raz gdy widzialam go w takim stanie. Widziałam jak się rozpadał dosłownie. Starałam się przy nim być silna dla niego - myślę że on działal podobnie, ale nad gdy rozmawiamy o Amrze gardło staje się ściśnięte i boli. I pewnie jeszcze dlugo tak będzie. Quote
ma_ruda Posted March 10, 2007 Posted March 10, 2007 kesslee napisał(a):Te wyrzuty - gdybym wczesniej, gdybym bardziej... Tylko teraz już chyba nie ma sensu nad tym mysleć. Choć bol pozostanie i pewnie nie odejdzie tak szybko :-( Miałam wiecej czasu niz Ty na myslenie "co byłoby, gdyby..." Nigdy sie tego nie dowiemy. Nie wiem, czy gdybym wiedziała wcześniej o chorobie Puni, odważyłabym się na operację, która przecież zawsze jest ryzykiem. Dla Amry tym wiekszym, ze w przypadku guzów wątroby, rokowania są najczęściej niepomyślne. Może paradoksalnie zaoszczędziłyśmy naszym suniom dodatkowych cierpień związanych z leczeniem, które przecież w przypadku nowotworów, jest bardzo uciązliwe dla psów. Amra była z Tobą na pewno szczęśliwa. Zbyt krótko? Na szczęscie podobno psy nie mają poczucia czasu . Amra na pewno czuła się szczęsliwa. Zawdzięcza to Tobie. Teraz biega beztrosko po zielonych łąkach. Quote
kesslee Posted March 11, 2007 Author Posted March 11, 2007 http://www.aniairysio.com/index.php?cat=6 [SIZE=2]moja kochana... Quote
zurdo Posted March 11, 2007 Posted March 11, 2007 Amra, przepiękna Damo w Białych Rękawiczkach bądź szczęśliwa Quote
kesslee Posted March 14, 2007 Author Posted March 14, 2007 Jutro minie miesiąc od śmierci mojej najwspanialszej przyjaciółki. świat się nie zatrzymał, choć przecież powinien... Nic już nie jest i nie będzie takie samo. Mam tylko nadzieję, że jest szczęśliwa gdziekowliek by nie byla. I że nie zapomniała o nas... Quote
siekowa Posted March 14, 2007 Posted March 14, 2007 Znalazłam ten wątek,przeczytałam i poryczałam się.Amra była wspaniałym psem i trafiła na wspaniałych ludzi o dobrych serduszkach z czego się bardzo cieszę choć i nam ciężko było się z nią rozstać.Ciężko mi zrozumieć dlaczego wasze szczęście trwało tak krótko.Życie bywa takie niesprawiedliwe.Dziękuje wam za to wszystko co zrobiliście dla Amruni i trzymam za was kciuki.Jestem pewna,że Amra o was nigdy niezapomni i mam nadzieję,że Atosik też będzie u was tak szczęśliwy jak ona była. Amruniu kochana ja też o Tobie nigdy nie zapomne [*] Quote
szajbus Posted March 14, 2007 Posted March 14, 2007 Patrząc na ta galerię łza sama kręci sie w oku. Ona była z wami taka szczęśliwa. Jej oczka mówiły same za siebie. Niewiele jest takich ludzi jak wy. Wyrwaliście ją z miejsca, gdzie odeszłaby zapomniana, niepotrzebna nikomu. Pozwoliliście odzyskać jej wiarę w człowieka, w miłość. Ta więź, która was łączyła nie została przerwana. Ona trwa nadal. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.