Jetrel Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 Cóż, szkoda. Mam nadzieję że pies znajdzie dobry dom. Quote
arabiansaneta Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 To trzeba i Kasi delikatnie wytłumaczyć, żeby więcej nikogo na siłę nie uszczęśliwiała. Żywe stworzenie nie może być nikomu "wciskane" Quote
Mojita Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 arabiansaneta napisał(a):To trzeba i Kasi delikatnie wytłumaczyć, żeby więcej nikogo na siłę nie uszczęśliwiała. Żywe stworzenie nie może być nikomu "wciskane" Kochana, ja jej już przestałam to tłumaczyć - teraz jej to tłuke tłuczkiem do głowy! :D Quote
Mojita Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 Jetrel napisał(a):Cóż, szkoda. Mam nadzieję że pies znajdzie dobry dom. Jetrel, w jakim sensie szkoda? Chodzi o Twoją ofertę? Nie bierz tego do siebie, tylko Ty oferowałaś DT z szansą na DS, a ta pani z Będzina zdecydowanie daje DS :) Quote
Jetrel Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 Niczego nie biorę do siebie. Pozostaje mi szukać psa dalej. Quote
Syla Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 (edited) Anna Csernak napisał(a):Syla, on NIGDY psa nie chciał. Kasia wbrew jego zdecydowanej woli zrobiła mu "niespodziewankę" przywożąc któregoś dnia psa ze chroniska. Już 10 lat temu mu taką zrobiła i pies koniec końców wylądował u rodziców, zresztą dawno już odszedł ze starości. A teraz po raz drugi.. Facet nie chciał, nie chce i nigdy nie będzie chciał psa, wierz mi, znam go 15 lat :) Tego nie wiedzialam.Rozumiem już.Może jego żona, teraz, powinna się zastanowić, czy takiego męża chce? Do końca swoich dni? Bo my, kobiety, to jesteśmy naiwne.Wierzymy, że faceta, da się zmienić, jakoś zreformować, a to jest zawsze niewykonalne.Opuściłam mojego TZta, razem z synem i nagle okazało się, że on zrozumiał, że na wszystko się zgadza i bywa, do rany przyłóż, ale jak za długo, to znowu "to bydło" z niego wychodzi.Dodam, że nie chodziło o zwierzęta, tylko o alkohol, przemoc fizyczną i psychiczną.Za dużo, żeby pisać i za dużo złego, ale dobrze mi teraz i tak, jak jest.Mam swoje życie, zwierzęta i bez nich, chyba bym oszalała.Może Kasia też byłaby szczęśliwsza, mając "coś" żywego w domu.Tym bardziej, że jest dziecko, które lubi zwierzęta. Edited March 16, 2012 by Syla Quote
Mojita Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 Jetrel napisał(a):Niczego nie biorę do siebie. Pozostaje mi szukać psa dalej. Jetrel, z psem jest jak z miłością - nie trzeba szukać, ten jedyny sam się znajdzie i porwie Twoje serce :) Quote
Jetrel Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 (edited) To twoje zdanie Aniu, ja wolę psa dla siebie szukać. Wolę kierować się raczej rozumem, niż upodobaniami i przeczuciem. Dlatego wybieram psy pewne np. w kwesti zostawania w domu. Już raz się tak wtopiłam, że poszłam za głosem serca nie rozsądku, na zdrowie mi to nie wyszło. Edited March 16, 2012 by Jetrel Quote
Mojita Posted March 16, 2012 Posted March 16, 2012 Syla napisał(a):Tego nie wiedzialam.Rozumiem już.Może jego żona, teraz, powinna się zastanowić, czy takiego męża chce? Do końca swoich dni? Bo my, kobiety, to jesteśmy naiwne.Wierzymy, że faceta, da się zmienić, jakoś zreformować, a to jest często niewykonalne.Opuściłam mojego TZta, razem z synem i nagle okazało się, że on zrozumiał, że na wszystko się zgadza i bywa, do rany przyłóż, ale jak za długo, to znowu "to bydło" z niego wychodzi.Za dużo, żeby pisać i za dużo złego, ale dobrze mi teraz i tak, jak jest. Wiesz, to ja Kasię z Jarkiem poznałam, jego znałam dłużej i wszystko co o nim wiedziałam, jej powiedziałam - wiedziała co/kogo bierze. A jednak całe te 10 lat nim manipuluje, wciąż sądząc, że go zmieni. On się nie zmienia, czasem się na coś godzi dla świętego spokoju, ona robi na nim "doświadczenia". A to nie jest dobre, dlatego jej tłumaczę jak mogę, że w te "doświadczenia" nie powinna wciągać żywych stworzeń, zeby sprawdzić czy "znowu uda jej się coś przeforsować swoimi metodami". Niestety, trudno jest jej to zrozumieć ale to w sumie nie moja sprawa. Jak znajdę dom Rudiemu, niech sobie sami robią krzywdę :/ Quote
Mojita Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Dziewczyny, jutro mija termin oddania Rudiego, znalazła się para z Będzina, która z kilku rozmów telefonicznych wydaje się bardzo odpowiedzialna. Kobieta wygląda na ciepłą, kochającą matkę, chcącą dla siebie i dzieci pieska, facet zaś od 12 lat jest przewodnikiem psów policyjnych i zna się na ich psychice dość dobrze. Rozmawiałam z nim i wyglądało na to, ze to on mnie sprawdzał, a nie ja jego :D Dziś mamy jechać do domu obecnych właścicieli, żeby poznali się z pieskiem, jedzie z nami Soboz, żeyby profesjonalnie ocenić nowych pańciów :) Ustalenia do dzisiejszego spotkania trwają od piątku (w weekend Rudi był z państwem w górkach) i od samego początku nowi państwo zastrzegają sobie decyzję o wzięciu psa tylko pod warunkiem, że obecni państwo na pewno chcą go oddać. Twierdzą, że przywiązują się do psów, pies to nie zabawka i nie chcieliby, żeby za tydzień czy dwa poprzedni właściciele z płaczem zgłosili się po psa. Z obecnymi rozmawiałam o tym w piątek, sobotę, niedzielę, a dziś rano Kasia dzwoni do mnie, że "od tygodnia Rudi się nie zsiusiał i chodzi taki smutny, bo wie, że go chcą oddać i że on sie już dlatego na pewno zmienił". Powiedziałam, ze to ma być spotkanie zapoznawcze, nie odbiór psa i że będzie z nami pani ze schroniska i ona po rozmowie ze wszystkimi pomoże zadecydować co zrobić z psem. Ja miałam kogoś znaleźć i znalazłam ale nie mnie decydować. Poza tym, obawiam się, że jak za miesiąc pies sie zleje, to Jarek znowu go spierze, nowi ludzie z Będzina będą już mieli może innego psa i znowu dostaniemy 2 tygodnie na szukanie domu i znowu w ostatniej chwili zmienią zdanie.. Do spotkania więc musi dziś dojść. Po godzinie dzwoni Jarek z pytaniem czy dałoby się odwołać wizytę, bo "Rudi już nie sika i chodzi smutny, bo wie, ze oni go chcą oddać".. No żesz k....am..ć!! CO JA MAM Z NIMI ZROBIĆ???? Powiedziałam, że do spotkania dojść musi, bo zbyt wiele osób przez 2 tygodnie postawionych było w alert, ludzie robili ogłoszenia wyręczając właścicieli, przeprowadzali rozmowy, szukali, martwili się. Teraz nowi ewentualni właściciele już od 5 dni szykują się na spotkanie i nie mogą się doczekać i co?? CO JA MAM IM TERAZ POWIEDZIEĆ??? Quote
soboz4 Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Nie wiem co powiedzieć! A jak dziś się zsiusia to co znowu dostanie bilet donikąd? Pozostawienie psa w dotychczasowym domu nie może być uzależnione od jego dobrego czy złego zachowania, tym bardziej że jest tam już pól roku i chyba zdążyli go już poznać! A jak zrobi coś złego to co znowu fanga? Mieliśmy już przypadki takiego niezdecydowania i rożnie z tym bywa, ale też i tak że pies sie zadamawia w końcu na stałe! Musimy, tak czy inaczej podjechać i porozmawiać wszyscy razem, łącznie z rodziną która chce adoptować Rudiego Quote
Mojita Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 To też im powiedziałam ale też wiem, że właśnie straciłam wieloletnich znajomych, bo dodałam od siebie, co o tym sądzę.. Mocno mnie wkurzyli! Tyle razy pytałam, tyle razy! Do wczoraj jeszcze pewni, ze chcą oddać psa, tamci ludzie już tak nastawieni. Ja jak idiotka się w tym czuję, tym bardziej, że to moi znajomi! Wstyd mi za nich.. Najchętniej to bym przekazała kierownictwu schroniska tę sprawę, żeby to załatwili formalnie - porozmawiali z obecnymi właścicielami i w razie decyzji odebrali psa i przekazali komuś innemu. Nie wiem jak dzisiejsze spotkanie będzie wyglądać ale przypuszczam, że Kaśka będzie ryczała, weźmie syna do wspólnego płaczu jako wsparcie emocjonalne, Jarek nie będzie chciał wyjść na bezdusznego człowieka i powiedzą, ze pies zostaje. Ludzie z Będzina wkurzą się za zajęcie czasu i zawracanie dupy, a my wyjdziemy z kwitkiem. A po jakimś czasie się okaże, że Rudi zniknął.. Quote
soboz4 Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Musimy tak pokierować rozmową, żeby do tego nie doszło Quote
aeriel Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Ech, co za ludzie... Może warto byłoby powiedzieć im coś w stylu: "Jeśli naprawdę kochacie Rudiego, powinniście go oddać, bo nie radzicie sobie z jego zachowaniem, a to tylko pogłębia problem. Jego nowi Państwo zaopiekują się nim, nie będzie mu źle, to jest dobry, doświadczony dom, w którym nowi właściciele będą pracować nad zachowaniem Rudiego, bez przemocy i nerwów. Jeśli kochacie tego psa to schowajcie do kieszeni dumę i łzy, i pozwólcie mu odejść tam, gdzie będzie szczęśliwy." Quote
Mojita Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 aeriel napisał(a):Ech, co za ludzie... Może warto byłoby powiedzieć im coś w stylu: "Jeśli naprawdę kochacie Rudiego, powinniście go oddać, bo nie radzicie sobie z jego zachowaniem, a to tylko pogłębia problem. Jego nowi Państwo zaopiekują się nim, nie będzie mu źle, to jest dobry, doświadczony dom, w którym nowi właściciele będą pracować nad zachowaniem Rudiego, bez przemocy i nerwów. Jeśli kochacie tego psa to schowajcie do kieszeni dumę i łzy, i pozwólcie mu odejść tam, gdzie będzie szczęśliwy." Z Jarkiem nie ma problemu, on ma pracę wyjazdową, jeździ tez ciągle na narty, nurkowanie, żagle - dla niego pies jest kotwicą i nie che go. Z Kaśką jest problem. Niby rozumie i się zgaza, a jak wczoraj zadzwoniłam, że ten facet co chce wziąć Rudiego jest z jej branzy (policja), że się dogadają, że jest kumaty, zna się na psach a jego żona będzie mu dawać dużo miłości i opieki, to w Kaśkę jakby diabeł wstąpił - zobaczyła, że Rudiego ktoś naprawdę chce wziąć i ze to ostateczność i się zaczeły płacze i manipulacje. Dziś jej powiedziałam "Kasiu, on naprawdę będzie miał cudowny dom, będzie kochany, będzie mu dobrze, nie będzie bity, będzie miał dzieci do zabawy i dużo spacerów, powinnaś się cieszyć.. A jeśli się cieszyć nie będziesz, to znaczy, że myśłisz o tym egoistycznie i że chcesz dobra dla siebie nie dla psa". Oczywiście zaczęła zaprzeczać, że nie, że pies jest najważniejszy.. Ale ona będzie tęsknić i nie rozumie postępowania Jarka. Nie pomogło, kiedy jej przypomniałam, że Jarek NIGDY nie chciał psa :/ Boję się o Rudiego, naprawdę.. Quote
aeriel Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Jeśli uda Ci się namówić Kasię na oddanie psa, warto by było sporządzić umowę zrzeczenia się psa na rzecz nowych właścicieli - w ten sposób nawet jeśli zmieni zdanie, nie będzie już odwrotu, a nowi właściciele nie będą musieli się bać, że gdy pokochają psa, będą musieli go zwrócić. Możecie przygotować taką umowę? Quote
soboz4 Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 mam taką, nie raz tak robiłam, z tym że zawsze ludzie podpisywali z uśmiechem na twarzy... Quote
Mojita Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Tak czy siak chyba trzeba.. Nie wiem jak w Milowicach ale raz jedyny brałam psa prosto ze schroniska w Krakowie, ponad 10 lat temu i tam podpisywałam umowę, gdzie wyraźnie stało, że nie mogę przekazywać psa osobom trzecim, a jeśli to zrobię, to muszę zgłosić te osoby w schronisku. Ja tę suczkę brałam z założenia na DT, bo nie miałam warunków, a nie byłam w stanie jej tam zostawić, no i jak znalazłam ludzi to jak bozia przykazała, w biurze schroniska przepisaliśmy na nich psa.. Quote
soboz4 Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 W Katowicach nic takiego nie ma w umowie, w naszej fundacyjnej owszem jest taki zapis Quote
Syla Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Miałam kiedyś "normalnych" przyjaciół Od kilku lat ich nie mam i żyję.Mam za dużo własnych problemów, by przejmować się jakimiś "duperelami" i to dosłownie.Jak ktoś ma mi do zarzucenia, że ze mną nie da się normalne pogadać, czyli o ciuchach, kosmetykach, co, gdzie i za ile, która i z kim....to żadni przyjaciele i żegnam, bez żalu.Trochę to jednak trwało, zanim zrozumiałam, że to ja się zmieniłam, nie oni, ale nie żałuję.Przyznaję, że jestem "nawiedzona" i nadaję tylko o psach, a ostatnio jeszcze o kotach, na dodatek.Jeszcze, w porywach, o pogodzie :lol: i swoim stowarzyszeniu. Quote
arabiansaneta Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Z ludźmi niepoważnymi ciężko się dogadać Quote
Bjuta Posted March 20, 2012 Author Posted March 20, 2012 Aniu, dostałam smsa, ale dopiero teraz mogłam zerknąć na dogo. Ale nie mam co napisać, wszystko już zostało powiedziane... Mam nadzieję, że się to wszystko dobrze skończy dla Rudiego! :) Quote
maciaszek Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 I jakie wieści? Mam nadzieję, że zdecydowali się jednak oddać Rudiego... Quote
soboz4 Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Ania opisze więcej, Na razie są zdecydowani oddać psa do adopcji. Przyszły dom bardzo sympatyczny, powinien mieć tam świetne życie, choć w obecnym też był kochany przez dziewczynę, może rozpuszczany i niewychowywany ale na pewno bardzo kochany. Ale żeby mieć psa, musi być akceptacja wszystkich domowników, TZ ignoruje psa, rękoczyny nie sa najbardziej istotną sprawą w tej sytuacji, choć na pewno tez istotną. Quote
Mojita Posted March 20, 2012 Posted March 20, 2012 Dwie godziny w gościnie :) Wygląda na to, że tak! Na dzień dzisiejszy Kasia twierdzi, że psa oddaje, bo będzie miał dobry dom (faktycznie zapowiada się na idealny :) ) i będzie mu lepiej niż u nich, bo będzie "bezpieczniejszy". Jarek zapytany wprost co zrobi kiedy teraz zgodzi się na zatrzymanie "bo pies nie sika", a za miesiąc mu się znowu zleje, odpowiedział szczerze, że woli, żeby psa wzięli bardziej odpowiedzialni ludzie, którzy oboje go bardzo chcą. Sprawa wydaje się jasna, umowę dostali, umówili się na sobotę rano na odebranie Rudiego i teraz wszyscy trzymajmy kciuki, żeby Kasi znowu nie przyszło do głowy namawianie Jarka i żeby ten nie popuścił :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.