A zatem...na poczatku bylo groznie. Nasi przyjaciele czekali na nas na dworze, bo miesieczny dzidzius wlasnie byl zasnal na swiezym powietrzu. Doris i Hopka, obie na krotkich smyczach rzucily sie na siebie nawzajem z gluchym charkotem i trzeba bylo Doris wziac na rece, zeby sie nie zjadly. Ale gdy tylko doszlismy do wielkiej laki i spuszczono Doris ze smyczy a Hopce poluzowalismy smycz na maksimum zaczal sie taniec, podskoki i dzikie gonitwy. Jedrek nie wyrabial na zakretach :evil_lol:Balismy sie ja spuscic ze smyczy, las byl na wyciagniecie reki...A potem w domu: Hopcia wyzarla wszystko z miski gospodyni, wypila prawie wszystko, a potam we dwie urwaly glowe strusiowi i wypruly z niego bawelniane flaczki, przeciagaly supel i wskakiwaly sobie nawzajem na plecy. Na koniec zaczely znowu na siebie warczec, ale uznalismy, ze to jak u dzieci: zmeczone, wiec zaczynaja sie klocic ;) Dzidzius zniosl wszystko meznie i nie narobil dziewczynom konkurencji krzykiem. Nasi gospodarze orzekli, ze Hopcia ma zdecydowanie terierowaty temperament i stopien posluszenstwa;) Teraz Hopcik padl :eviltong:Dobranoc!