Jump to content
Dogomania

asiak_kasia

Members
  • Posts

    1906
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by asiak_kasia

  1. Ja odbyłam bardzo ciekawą rozmowę z sąsiadami piętro wyżej. Mieli czarnego laba, taki typowy wesoły pozytywny psiak. I sasiadka mnie zaczepiła gdzie się podziała Pola. Wyjasniłam, ze suka potrzebuje leczenia, że poważna choroba, ze musi miec opiekę non stop, wiec pojechała do teściów, bo mama Bartka pracuje w domu i może ją miec na oku. Usłyszałam pytanie, zadane całkiem serio, "a to kundle się w ogole leczy?" :shake: A potem zabiła mnie tekstem, że oni swojego psa uśpili, pytam się co mu było, otrzymuje odpowiedz, że nic-oni jada teraz na 2 tyg do włoch i psa uśpili bo nie opłaca się oddać do hotelu... Druga ciekawostka, znajomy "dresik" ma asta/pita, którego spotkałam w klinice do której chodze z sukami, i od słowa do słowa, dowiedzialam się, że interwencyjnie odebrany, trafił do kliniki ważąc 16 kg, i poprzypalany papierosami... Najprawdopodobniej do wyjaśnienia sprawy w sądzie pies będzie u mnie na DT. I naprawde nie wiem i nie rozumiem, co się dzieje z tymi ludźmi :shake:
  2. [quote name='gops']Jak czytam/słysze słowo epilepsja to aż mnie wzdryga .. Dobrze że ją porządnie przebadaliście , ostatnio za dużo psów poumierało które miały mieć tylko padaczke według wetów ehh .[/QUOTE] Wet miał nosa po prostu, ja obstawiałam padaczkę, i wszyscy poprzedni weci też. Udało się nam zrobić tomografię i dzięki temu wyszło szydło z worka. Pewnie gdyby nie to, Pola była by leczona na epilepsję i miałaby dodatkowo wykończoną wątrobę. A tak jest nadzieja, że po zabiegu psica bedzie hulać i śmigać zdrowa. I z dwojga złego w sumie ciesze się, że to nie epilepsja :roll:
  3. [quote name='omry']Aż mi się przykro zrobiło jak to przeczytałam. Trzymam kciuki za obie dziewczynki. Iwana też muszę oszczędzać, nie ma żadnych zmian gwałtownych, nie gibie się ani nic, ale widzę zmiany. 14 lat w tym roku, więc nic dziwnego.[/QUOTE] Starość u psa jest straszna :roll: a najgorsze, że ona nie wyglada, ani nie zachowuje się na swoje lata. To nadal jest lekko świrnięta damulka, której godność nie pozwala na przyznanie się do jakiejś ułomności. W każdym razie w tym wieku przy spondylozie zostaje leczenie objawowe i możliwe zminimalizowanie bólu i dyskomfortu u psa. a Pola to jest Pola, tego psa nie rusza nic, wiecznie z uśmiechem na ryju, kocha cały świat i jest fajnie, bo doktorek taki miły WOW! I smaki dają, i wszyscy głaszczą i ogólnie jest fun. Klinika cała już ją kocha, i stwierdzili, że mi psa nie oddadzą :diabloti: a Ty Paula dbaj o Iwanka, chuchaj dmuchaj, bo on jest moim ulubieńcem u Ciebie :eviltong:
  4. Dzięki wielkie dziewczyny ;) w przyszłym tyg. operacja- Pola o dziwo znosi wszystko dzielnie, bierze na klate i jest ulubienicą kliniki. Podejrzewaliśmy, że sucz ma padaczkę, wszystkie objawy się zgadzały. Niestety po ostatnich dość dramatycznych wydarzeniach okazało się, że odpowiedzialny jest za to guzek zlokalizowany niedaleko kregosłupa. Ucisk powodował objawy podobne do epilepsji. Jest całkiem realna szansa, na usunięcie guza, chociaż ryzyko zabiegu spore. Ale żeby było śmieszniej, bo przecież wiadomo jednen problem to mało-Joko zaczęła powłóczyć zadem. Wet, rtg i diagnoza-spondyloza. Stopień 2 prawie 3. Czeka nas jeszcze badanie mazi stawowej... Najgorsze jest to, że ten pies w ogóle nie pokazuje, ze coś boli, do tej pory z ruchem, bieganiem i ogólnie w kwestii fizycznej nie było z nią problemów ŻADNYCH. Wet nie chciał mi wierzyć, że suka ma 13 lat, bo wyniki badań i ogólnie stan psa to w jego ocenie max. 8 lat. W każdym razie obydwie suki trzymają się dobrze, i mam nadzieje, że niedługo nie będziemy pamiętać w ogóle o problemach :roll:
  5. U nas niestety jak się wali to się wali wszystko... Mamy ogromny problem ze zdrowiem Poli. A co za tym idzie kasa, czas, czas i kasa. Miał być kaming aut, niestety srajdek wrócił do właścicielki. Nie będę się tutaj rozwodzić nad szczegółami. wrócimy jak bedziemy mieć dobre wieści :)
  6. [quote name='omry']No tak, tyle, że ja nie zdążyłam zejść z roweru i już myślałam, że Avril nie żyje. Byłam pewna, że ta suka złamała jej już kręgosłup. Bez wątpienia podduszanie to dużo lepsza opcja niż wkładanie rąk w paszczę :evil_lol: Mam nadzieję, że jeśli kiedyś będę musiała to zrobię to automatycznie, ale głowy nie dam. Ciężko zachować trzeźwe myślenie, kiedy myślisz, że Twój pies nie żyje albo zaraz zginie. Przy Iwanie nie mam takich skrajnych odczuć, jemu jakiś pies co najwyżej naderwie ucho czy coś tam, nie muszę bać się, że w następnej sekundzie będzie martwy.[/QUOTE] Nie zazdroszczę :shake: I faktycznie dużo łatwiej o względny spokój przy dużym psie, któremu mimo wszystko nie trzaśnie kręgosłup jak zapałka. Ja teraz będę miała stresik jak zaczniemy socjalizować srajde. Już się nie mogę doczekać :roll: tyle dobrego, że w okolicy mamy same w miarę ogarnięte futra, więc licze, że obejdzie się bez adrenalinowych akcji :razz:
  7. [quote name='omry']Masz tylko duże psy i dlatego tak mówisz :evil_lol: Tak jak piszesz to są chwile i właściciele małych psów czasem muszą to zrobić. Ja złapałam w ręce pysk bernardyna i otworzyłam mu paszczę, fakt suka ludzi lubiła i poddała mi się, ale jak trzeba ratować życie psa to o sobie się już nie myśli.[/QUOTE] Coś w tym jest ;) aczkolwiek nadal mimo wszystko prędzej bym próbowała psa jednak własnie poddusić niż pchać łapy w pysk :eviltong: Chociaż tak "na sucho" to mozna sobie gdybac, wiadomo, że jak przychodzi co do czego to się wiele nie mysli tylko działa. Pytanie tylko czy działa się skutecznie ;) No i druga kwestia, która tu wspomniałaś-suka się poddała. Znam przypadki, które na próbę wyciągnięcia z pyska ofiary (niekoniecznie psa) chwytają jeszcze mocniej. [quote name='zmierzchnica']Dokładnie... W życiu bym nie chciała stanąć naprzeciwko naprawdę agresywnego psa, a co dopiero wchodzić z nim w bliski kontakt :diabloti: Ale jeśli taki zwierz zaatakuje moje psy, to nie będę kminić, czy to niebezpieczne, tylko będę ratować ([B]na ile skutecznie to już inna sprawa[/B]). Za każdym razem, kiedy miałam kiepskie sytuacje, nawet nie myślałam nad tym, co mam robić, jak i czy to niebezpieczne, dopiero po fakcie zdawałam sobie sprawę, co zrobiłam ;) Ale naprawdę przydaje się wiedza na ten temat, potem odruchowo robisz tak, jak czytasz, że powinno się robić. Przynajmniej ja tak mam. Inna sprawa, że pies też nieraz w obronie właściciela się narazi ;) Kiedyś wyskoczył na nas agresor, nie zaatakował Frotka, tylko wgryzł mi się w nogę (całe szczęście, że złapał płytko, a ja miałam spodnie i rajstopy pod spodem) - gdyby Fro go nie dorwał to miałabym szytą nogę na pewno, bo to pies z tych zapalczywych, poprawiłby chwyt :roll: Sińce miałam piękne, ale tylko na tym się skończyło... Właściciel przepraszał, pies mu się wyrwał :cool3: Ale chyba gdyby mój pies wyrywał mi się i rzucał na ludzi to za długo by nie pożył.[/QUOTE] Ja jednego razu widziałam jak Pan chcąc wyciągnać swojego psa z ryja ONkowatego samca, szarpał swoim kudłaczem. I niestety w efekcie zafundował mu dużo więcej uszkodzeń, bo ONek co rusz gryzł mocniej i dokładniej. Także owszem ratować swoje futra trzeba, ale jeżeli istnieje szansa na zrobienie tego sprawnie warto wiedzieć JAK. Najgorsze co może byc to własciciel, który robi dużo krzyku i zamieszania, a tak naprawde nie podejmuje żadnych kroków, poza wielkim wrzaskiem... :roll: I oczywiscie ludź od agresora z tekstami "ale on tak pierwszy raz, nigdy nikogo nie ugryzł bla bla bla"
  8. [quote name='sleepingbyday']scyzorykiem zawsze można podwazyc zęby przy zawiasie szczęki. zamiast brejk stika na ten przyklad. a mi podduszanie kiedys nic nie dało, ale może za słabosilna byłam?[/QUOTE] Jakoś kiepsko widzę rozwieranie szczęk scyzorykiem (:diabloti:) że już nie wspomnę o tym, że serio to nie jest tak, że piesek sobie stoi i czeka, aż ktoś coś zrobi. To są naprawde chwile, i o ile szybkie odcięcie dopływu powietrza jest stosunkowo proste do zrobienia, to serio chciałabym widzieć jak ktoś scyzorykiem próbuje psu gębe otworzyć-jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić. ;) Inna sprawa, że jeżeli moj pies by zaatakował to może i bym się odważyła gmerać mu scyzorykiem przy zębach, to w przypadku obcego agresora, jakoś nie miałabym ochoty nastawiać swoich rąk- cholera wie, czy nie przekierował by agresji na mnie. Dlatego serio podduszenie jest najłatwiejszą i stosunkowo najbezpieczniejszą opcją na rozdzielenie psów.
  9. ej no nikt nie powiedział, że podduszenie psa to frajda i przechodzi bezobjawowo. Tyle, że tu w grę wchodzi kwestia zdrowia/zycia ewentualnej ofiary i sorry, ale sentymenty na bok trzeba odsunąć :roll: To lanie wody mnie o tyle śmieszy, że po pierwsze nikt nie ma wiadra wody pod ręką, a taka buteleczka litrowa, to może na joraski by podziałała :diabloti: a po drugie, kurde pies gryzący na serio, ma klapki na oczach. Ja miałam okazję poznać takie egzemplarze, które naprawde nic sobie nie robiły z kopa, lania smyczą itd. To jakoś ta woda mnie nie przekonuje. Chyba ze w ilości sporej- tak na tybetana to pewnie ze 100l? :evil_lol: Może gdyby wlać tą wodę w nos psu? Ale trafienie psu w nochal-żrącemu się z innym psem, no to trzeba miec wprawę. Jednak łatwiej poddusić mimo wszystko. Nawet jeżeli serduszko krwawi, to bezpieczniejsze i dla ludzi i dla psów i ogólnie działa sprawnie. Dlatego warto miec pod ręką łańcuszek/dławik-nawet jeżeli nasz piesek na tym nie chodzi. A to ustrojstwo w zoologu kosztuje jakies grosze wiec wg mnie lepsze niz opcje noży/scyzoryków ;)
  10. W sytuacji kiedy gryzie pies typu presa (chwytają i trzymają) i nie tylko z resztą, najlepszym i chyba najrozsądniejszym rozwiązaniem jest podduszenie agresora. Cienka linka, obroża, smycz-cokolwiek jest pod reką. Odcięcie dostępu powietrza to najbezpieczniejszy sposób na rozdzielenie żrących się na serio psów. Dodatkowo, często gęsto daje to czas na ogarnięcie sytuacji, bo piesek gryzący jest z lekka oszołomiony. I nie jest gotowy do kolejnego ataku przez te ułamki sekund, które pozwalają na uratowanie ofiary. W dodatku ttb, czy psy jak DA, DC i ogólnie "presy" mało sobie robią z walenia po łbie, czy chwytaniu za nogi. Najczęściej te psy zupełnie olewają otoczenie i bodźce zew. Mało co na nie działa, przy takim poziomie pobudzenia. Śmiem stwierdzic, że nawet ten scyzoryk nie odniesie jakiegoś wiekszego skutku. Szczególnie jak ma się do czyniania z psem zaciętym i nieustępliwym. Miałam okazje widzieć jak samiec dogo chwycił goldena, który nota bene pierwszy zaatakował, i serio żadne mityczne metody typu polewanie wodą, kop w jajka i inne cudowne rady-niewielkie wrażenie na psie robią. Dopiero podduszenie dogo dało rozluźnienie chwytu i opcję wyciągnięcia goldena z paszczy argentyna. Można sobie na YT poszukać filmików jak nieudolnie ludzie próbują rozdzielać żrące się piesełki. I przykry obrazek, bo często takie właśnie próby rozdzielania, powodują więcej uszkodzeń niż samo "ugryzienie".
  11. [quote name='evel']Spoksior, u mnie na nowym mieszkaniu się okazało, że[B] Zu WYJE jak wilk z lasu przez ponad 40 minut po moim wyjściu[/B]. Miałam ochotę się zabić, albo najpierw ją, a potem siebie :evil_lol: Musiałam wprowadzić rytuał - najpierw spacerek, na spacerku różne rzeczy pobudzające na początku zaraz po fizjologii (jakieś piłeczkowanie czy inne frisbee), potem luźne łażenie "bez celu", później coś "wyciszającego" np. tropienie (to już można w domu), potem chwila odpoczynku, potem jakieś ekstra papu do klateczki, coś do wyżycia się (u nas gazety) i wychodzimy. I jeśli złamałam którykolwiek punkt to pies darł japę :roll:[/QUOTE] Pierwszego dnia po przeprowadzce i zostawieniu jej samej na 3h pierwsza godzinę spędziła na stękaniu i wyciu z przerwami. Potem się grzecznie położyła i spała. Drugi dzień to samo, trzeci podobnie. Bartek zastosował bardzo niepozytywną metodę-kopa w klatkę i sucz, o dziwo, siedziała cicho po jego wyjsciu :roll: Tyle, że to raczej nie jest chyba rozwiązanie problemu. Będziemy kombinować do skutku. Pocieszające jest to, że nie tylko moj piesek przeżywa przeprowadzkę do tego stopnia :diabloti:
  12. [quote name='LadyS']Nie chcę Cię załamywać, ale u nas, mimo dobrze wprowadzonej klatki, która dobrze spełniała swoją rolę, w pewnym okresie pies darł się przez ok. 3-4 miesiące. Nie było żadnej reguły - czasem darł się trochę, czasem kwadrans tuż po wyjściu, czasem po kilku godzinach. Ostatecznie przeszło mu po baaaaaardzo intensywnym treningu dodatkowym w zakresie ogarniania emocji, do tego był dawany kong (ale w wersji hardcore, rozpracowywał go ze 2 godziny), a takze... klatka została przystawiona do drzwi balkonowych, więc pies widział ulicę. Teraz zostaje bez problemu w nowych miejscach, czasem trzeba mu dać konga (zapobiegawczo, jak widzę, ze zachowuje się nieswojo), ale po przeprowadzce domagał się rozłożenia klatki i został w niej od razu, bez żadnego problemu. Któregoś dnia wyszłam też na chwilę, jak mi się zdawalo, a wróciłam po dłuższej - pies został luzem, jak wróciłam to zobaczyłam, że pod moją nieobecność sam przeniósł się do kennela. Ale ten etap ze szczekaniem był dla mnie udręką i szczerze współczuje - czasem miałam ochotę usiąść i wyć, bo nie miałam już pomysłów :evil_lol:[/QUOTE] No ja z Polą swoje przerobiłam jak do nas trafiła. Byłam o krok od oddania jej do domu gdzie "zawsze ktoś jest". Drugi pies nam pomógł. Klatkę śmiem twierdzić, że miała zrobioną perfekcyjnie, bo naprawde to był główny punkt naszego szkolenia. Potem suka juz mogła zostać bez klatki, na podwórku, w domu-był spokoj. U nas z kolei bardziej się sprawdza zasłonięcie klatki kocykami, zastawienie najlepiej suszarką z praniem i radyjko. Sucz się łatwiej relaksuje. Ona ogólnie ma problem z eskalacją emocji. Jest albo 0-1, albo od razu 10 i więcej. Nie ma etapu przejściowego. I wszelkie crate games, wszelkie doggie-zen (jakkolwiek to brzmi :diabloti:) sobie dłubiemy. Tyle, że już miałam wrażenie, że sucz ogarnięta, a tu nowe miejsce i cofamy się do początków :roll: I ten przepis na konga tez poprosimy :cool3:
  13. [quote name='AnYya']Piszczałka w naszym Squeezz Ringu padła po 2 użyciach... I tylko do aportu, nie jest nadgryziony ani nic... :( Jestem mocno zawiedziona, zapłaciłam za zabawkę ponad 50 zł a okazała się jednorazowego użytku :angryy:[/QUOTE] Dziewczyny pisały juz wcześniej, że podobne akcje się działy. Podobno jakaś wadliwa partia squeezzów wyszła. Pisz do sklepu z reklamacja.
  14. [quote name='Unbelievable'] eee no to jest dobrze, może nie drze się jakoś strasznie, albo sąsiadów [B]masz głuchych... [/B]:evil_lol: [/QUOTE] w sumie mogłoby się zgadzać bo sporo starych dziadków :evil_lol:
  15. [quote name='Unbelievable']pewnie musisz po prostu wprowadzić jej od początku klatkę, tak, żeby nie pozwolić na to szczekanie. A może po jakimś czasie sama przestanie : P jak się przyzwyczai do nowego miejsca[/QUOTE] no to jest nadzieja na poprawę ;) póki co jeszcze żaden sąsiad nie był ze skargą :diabloti:
  16. [quote name='Unbelievable']przytyła, kłaka zimowego nie ma, bo jej wyczesałam :evil_lol: po leczeniu zaczęła normalnie przybierać ;) oj nie wiem, bardziej obstawiam nowe miejsce i niepokój ;) musisz wiedzieć co się zmieniło oprócz tego, że nie ma Joko, system wychodzenia, czynności które wykonujesz z psem, bez psa, bo to może robić dużą różnicę[/QUOTE] Kurde, to mam zagwozdkę, bo zmieniło się w sumie wszystko, wczesniej dom i ogród teraz mieszkanie w bloku. Do tego sucz została sama ze soba, a wczesniej przy lęku separacyjnym nam mocno pomagał pies koleżanki, który u nas zostawał w chacie... Jest progres bo dzisiaj juz suczydło było cicho przy wyjsciu. I na nagraniach widac, że coraz mniej czasu jej zajmuje wyciszenie się. No nic bedziemy kombinować. ;)
  17. [quote name='colirya']Używa ktoś z Was regularnie pullera? Jak to naprawdę jest z jego wytrzymałością? Bo szukam ringo, które utrzymałoby psy (25 i 40 kg) wiszące na nim i przy tym je szarpiące (oczywiście każdy pies osobno, nie że dwa na jednym :D). A cena tej zabawki sprawia, że nie jestem zbyt chętna do ryzykowania ;).[/QUOTE] Ja mam pullera. Używany jest codziennie. Co do wiszenia na nim nie jestem do końca pewna jak się sprawdzi przy takiej wadze-chociaż Pola (25-27kg) jest ze spokojem podnoszona na pullerze przez mojego TZta, i póki co się trzyma. Suki (60kg) i druga właśnie te 25kg się przeciągały regularnie pullerem i tez nie umarł. Nam głównie służy do aportowania i przeciągania się ze mną. Super się unosi na wodzie, ale na pewno nie jest to zabawką, która można dać psu do samodzielnego memlania. Wiem, że zgraja CCtów ukatrupiła pullerki dość szybko ;) Najlepiej za pierwszym razem kupić z kimś wspólnie po 1 kółeczku ( sprzedawane są w pakiecie po 2szt.) i sprawdzić. U nas to jest hit-suka, która na ogół gardzi zabawkami, ma dosłownie obsesje na punkcie tego "cusia". Pierwsze kilka dni siedziała pod szafką z psimi gratami i hiponotyzowała. Puller na spacerze to totalny szał, orgazm i fajerwerki. A jakoś specjalnie nie nakręcałam suki na ta konkretną zabawkę. Także ja uwielbiam fioletowe kółeczko i u nas zdało egzamin na 5+
  18. czy mi się tylko wydaje, czy Brumsztyl przybrał trochę? Kwestia kłaka zimowego? a ja od nowa przerabiam klatkowanie, bo mamy po przeprowadzce mały regres. Sucza siedzi w klatce spokojnie, położy się w jednym miejscu, ale drze ryj :roll: I zupełnie nie kumam w czym rzecz? I co spartoliłam przy klatce? Może to być wpływ tego, że Joko została u teściów, a Pola z nami?
  19. [quote name='NightQueen'] zdjęcie specjalnie z zabawkami robione, bo zamówiłam konga i jest ogromny, M. ma trudności z złapaniem go :razz:[/QUOTE] dobra, dobra, już się nie tłumacz :diabloti: Ja się przymierzam to woblera-ale znajać Poli grację i ynteligencje to ściany będą potrzaskane-wiec mam pewne wątpliwości :eviltong: a chlebek taka urocza, misiu przytulasek-Oleczka widzę z takim psem :evil_lol:
  20. ja bym nie przesadzała, młoda ma chude i długaśne łapki, więc raczej będzie taki szczypior. Pola ma 25-27kg, a w jej wieku miała w granicach 10kg. Poza tym to taki głupi czas, kiedy nic nie jest foremne każda kończyna rośnie swoim tempem :diabloti: Dodatkowo Pola miała te łapy jak rasowy CAO-gdzies mam nawet fotę (w książeczce ma jak byc napisane Owczarek środkowoazjatycki :evil_lol:) Mi się wydaje, że ona gdzies w okolicach 20kg będzie. W każdym razie fajnie, ze została z wami. :cool3:
  21. niby, że fotki pieska, a tymczasem się chwali, że ją stać na zabawki i to firmowe! :evil_lol:
  22. [quote name='evel']Ca de bestiar! :loveu: :roflt:[/QUOTE] :evil_lol: dokładnie tak. Szkoda, że tajfunka ubili bo bym sobie akitę wzięła :loveu: Omry u nas rot w mieszkaniu nie reagował w ogóle na ludzi-skoro ja wpuściłam to musi byc spoko, oczywiscie jak ktoś pukał bezpośrednio do drzwi to było poruszenie. No i spacer-jego teren i wszyscy wylot bo Pan i Władca przyszedł. :roll: Tyle, że mój był młody sisiak-jajka się zamieniły miejscami z mózgiem :diabloti: Ale fajnie, że się wam układa i przeprowadzka się nie odbiła na Iwanowym samopoczuciu ;)
  23. Halo, halo psiarze, czy ktoś miałby do pożyczenia/wypożyczenia na tydzien-dwa kennel klatke? Rozmiar 90(L), albo 102(XL)??
  24. [quote name='iskra_wroc']Czy wiadomo coś o konkretnych terminach? Urlop trzeba już planować w pracy....[/QUOTE] póki co, z tego co wiem, termin jest planowany 11.07-20.07 tzn. na przestrzeni tych dni. ale to trzeba Karoliny(okamii) o konkrety pytać.
  25. [quote name='YxNinaxY']A no zdecydowanie na codzień nam one nie przeszkadzaja ;) i tak jak wspominałam to był jego pierwszy kontak z niewysterylizowana suka. A ksieciunio swój charakterek ma i w sumie lubimy go takiego jakim jest. Jego robienie na złość jest cudne... Gdy pogonisz go z łóżka z nerwami bierze coś co jest w zasięgu pyska (najcześciej kapcie) i biegiem wynosi do swojego pokoiku ;P No ale nie ukrywam ze bardzo działał mi na nerwy na tym spacerze i wolałbym żeby się to nie powtarzało. No i nie mogę przeżyć ze nie wzięłam tej kolczatki... Ona by mu na pewno nieco poszerzyła horyzonty i zobaczyłbyś ze istnieje coś innego poza atrakcyjnym tyleczkiemBestii ;p[/QUOTE] za dużo wymagasz na raz ;) pierwszy raz kontakt z obcą, w dodatku suka, w dodatku nie ciachniętą, w dodatku dojrzewający samiec molosa. Mieszanka do ogarnięcia i tak trudna czy z kolcami, czy też bez. Im więcej i częściej będziecie się spotykać, tym bardziej znajome zjawisko to dla niego będzie. Także ja bym nie panikowała ;)
×
×
  • Create New...