Kolejny wolontariat za nami. Wczoraj zaczęliśmy od wybiegu, na którym Texas standardowo nie chciał oddać mi żadnej zabawki, a jak tylko do którejś się zbliżałam, od razu podbiegał i ją zabierał :P Kiedy w końcu udało mi się zabrać "jego" zabawkę, siadał na komendę, dość piskliwie przy tym szczekając. Ach ten szczek kastrata :P Później poszliśmy na spacerek w towarzystwie Fary, Syriusza, Ciapka i szczeniaka. Po wybieganiu chłopaka jest o wiele lepiej z jego ciągnięciem. Jak gdzieś chce bardzo podejść to pociągnie, ale częściej zdarza się, że idzie grzecznie :) Przeszliśmy się wzdłuż byłych torów, a podczas postoju przy kałuży próbował pobawić się ze szczeniakiem, a potem "pobawił" się z Farą. Oczywiście na jej zasadach :P Po powrocie do schroniska jeszcze trochę się wygłaskaliśmy i chłopak musiał wrócić trochę wcześniej do boksu.