Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. Pozdrawiam wszystkie miłe Ciocie juz z Wrocławia!!!:) Wszystkie środki lokomocji, którymi wczoraj podróżowałam miały co prawda opóźnienie, ale i tak udało mi się w Poznaniu zdążyć na najwcześniejszy pociag do Wrocławia (który także był opóźniony...) i w domu byłam już po 20-tej. Więc dobre myśli zadziałały...:)
  2. Jeszcze zajrzalam,a tu tyle dobrych zyczen, strasznie jest to mile :)...Dziekuje najpiekniej!!!!:) :)
  3. Lonia kilka razy w domu sie zsikala - przed sterylka. Juz nie wspominam kilku tygodni po przyjezdzie ze schronu, kiedy to zdarzalo sie prawie codziennie (sama juz dobrze nie pamietam, musialabym przejrzec pierwsze strony watku). Potem byl dlugi okres, kiedy nie sikala wcale i o ile pamiec mnie nie myli, jak juz zrobilo sie zimniej, co jakis czas zdarzyla sie kaluza... a zwlaszca podczas zabawy...Nigdy jednak nie bylo to tak nasilone jak u Pani Agnieszki, czyli codziennie i nawet po kilka razy dziennie. Zobaczymy, jak Lonia bedzie sie sprawowac u mnie. Moze doktor, ktory ja operowal cos poradzi...zobaczymy. Tymczasem musze odejsc juz od kompa. To ostatnie moje chwile u dzieci...jutro skoro swit jade na lotnisko...Wiec pojawie sie (mam nadzieje) na watku w piatek. :)
  4. Ciocie kochane, dziekuje serdecznie! Taka mam nadzieje, ze nie zostane z Lonia sama. Mam jakies opory, by prosic o pomoc...tak jakbym prosila dla siebie i swojegio psa...a to przeciez nie tak...Uczciwie na samym poczatku pisalam, ze moge Loni dac dom jedynie do czasu wyjazdu z kraju... Jak pomysle, ze Lonia znowu do mnie wraca, a po kilku miesiacach (jesli nie znajdzie DS) znowu bede szukac jej "przechowalni" to chce mi sie plakac... Strasznie mi jej szkoda, na pewno mocno przezyla rozstanie ze mna, teraz zabiore ja z kolejnego domu, gdzie sie juz zadomowila...wizja kolejnej, nieuniknionej przeprowadzki jest dosc przerazajaca... Ilez ta biedna psina zniesie... :(
  5. Masz racje Aniu, nie ma sensu martwic sie na zapas.:) Myslenie pozytywne czasem mnie zawiodlo, ale z pewnoscia lepsze to, niz snucie czarnych wizji. Tymczasem chyba atakuje mnie jakis wirus, wiec zmykam juz do lozka.
  6. Zobaczymy, co Lonia "pokaze" u mnie i w zaleznosci od tego, bede myslec, co robic z tym problemem. Moze, rzeczywiscie zdecyduje sie na ta obrozke, choc teraz juz nie bardzo wierze, by pomogla. Czytam wiele watkow o takich wlasnie problemach z suczkami i jeszcze nie spotkalam sie z tym, by u kogos ta obrozka sie sprawdzila...raczej jest tak, ze nic nie pomaga, probuje sie wciaz inne leki, sposoby, ale poprawy nie ma. Nie bardzo wiec mam ochote isc ta droga, szkoda po prostu pieniedzy, a takze zdrowia Loni (jak chodzi o leki).
  7. Anulko, wracam 26 marca wieczorem. Pania Agnieszke doskonale rozumiem. Tak jak pisze Anica, nie kazdy moze i chce opiekowac sie takim pieskiem. I tak mialam niesamowite szczescie (Lonia takze), ze trafilysmy na tak dobrych, kochanych i pomocnych ludzi, jak Ty Anulko i Twoja Rodzina. Jezeli mam jakis zal, to do siebie, ze nie przewidzialam takiej sytuacji i tej biednej psinie mieszam w glowce, narazam ja na stres - przez te wszystkie przeprowadzki.
  8. Ewuniu droga, dziekuje za, jak zawsze, mile slowa i pozdrowienia. Powiem Ci na ucho, ze bardzo, bardzo boje sie spotkania z Lonia. Tego, jak mnie przywita... Chyba wolalabym, by mnie nie poznala, obszczekala, czy nie chciala podejsc, niz tego, by miala robic mi wyrzuty, plakac...Na samo wspomnienie tego, jak strasznie zalila sie i plakala, po moim powrocie, gdy kiedys zostawilam ja z corka i poszlam cos zalatwic - robi mi sie slabo...tak samo zreszta rozdzierajaco wyrazala swoj bol w pierwszych dniach pobytu u mnie. Strasznie jest mi smutno, gdy pomysle, ze byc moze, znowu sie u mnie zadomowi, poczuje jak "u siebie", a za kilka miesiecy (jesienia) znowu bede musiala ja zostawic... To nie jest dobre dla takiej wrazliwej starowiny... Moze jednak nie powinnam byla dawac jej dt... Moze, gdybym wtedy nie odpisala na apel any666 ze moge i chce ja zabrac (na kilka miesiecy) do siebie, znalazlby sie ktos inny i mialaby juz swoj dom, a przynajmniej nie zmieniala go co chwile... Moze Ciocie od Jamnikow znalazlyby jej lepszy (niz moj) dt...bo przeciez chyba by jej tak nie zostawily w tamtym schronie, by umarla...a moze nawet by tam odeszla, a i tak byloby to lepsze od tej wciaz niepewnej przyszlosci i takiej szarpaniny... Moze jej zrobilam krzywde po prostu... Czlowiek uczy sie cale zycie. Mnie sprawa Loni wiele nauczyla. Oprocz odruchu serca i checi pomocy trzeba jeszcze miec do tego warunki i tzw. plan B, gdyby plan A nie wypalil...bo potem cierpi pies a mnie tez nie jest latwo.
  9. AlfaLS, pieknie dziekuje za tak obszerna i rzetelna i szybciutka odpowiedz :) Pomijajac juz fakt, ze obrozka niestety nie spelnila oczekiwan, dodam tylko, ze bardzo wspolczuje biegania az na 4 pietro... A te dwie "sikawki" moze nam sie uda wyadoptowac wspolnie...bo jak zdarzy sie cud i jakas litosciwa dusza zechce pomoc psu z takim defektem, to w gratisie dolaczymy druga - albo ja Lonie, albo Ty Ciociu - Megi...:)
  10. A jednak nie wyglada to zbyt optymistycznie...jak wynika z ponizszej odpowiedzi AlfaLS... Szkoda, ale coz, bedziemy szukac dalej przyczyny tego Loninego siuskania...
  11. Dziekuje Anusiu!!! :) Az boje sie powrotu tego lejka (lejki?)...stale sprzatanie lub bieganie co pare godzin na prawie 3 pietro, to nic fajnego... Jesli AlfaLS tu zaglada...- prosze, napisz Ciociu, jak sprawdza sie ta obrozka u Megi. Cos trzeba bedzie pomyslec...
  12. Juz wiem. Niestety, Lonia nadal sika. Nadzieje na DS zatem prysly...Lonia wraca do mnie i trzeba bedzie nadal szukac jej stalego domku. Jestem ogromnie wdzieczna tak Anuli, jak i DT, ktory Lonie przygarnal, bo dzieki temu moglam pojechac do dzieci. Mam nadzieje, ze z pomoca Dogomanek uda sie znalezc Loni DS...wszak cuda sie zdarzaja...i ze nie zostane z tym sama...
  13. Strasznie sie ciesze, choc moze jeszcze na to za wczesnie. Trzymam mocno kciuki za calosc spraw Tajgerkowych!!!!:)
  14. Do pelni szczescia, po wstawieniu najnowszych fotek Agatki, brakuje jeszcze wpisu Cioci agat21 - Jej wzruszen i zachwytow... :)
  15. Znajac Lonie, to zapewne nadal jest cudownym, zaczepiajacym do zabawy pieskiem, oprocz tego je i spi...Pytanie tylko - czy nadal sika w domku... A moze juz wreszcie z tego wyrosla...??? :)
  16. Marianku, juz mi nie uciekniesz...bede cie sledzic...:)
  17. Piekne zdjecia pieknej, slodkiej Kruszynki...:)
  18. Aniu, musisz wygrac kilka a najlepiej kilkadziesiat milionow w jakiego Totka i juz nie musiec pracowac!!! :) Zycze tego Tobie i Taksuni :)
  19. Wspaniale, ze Pani Irena odpoczywa w sanatorium! Pani Agnieszka ma teraz dwa domy "na glowie"... Oby tylko Lonia nie dokladala niepotrzebnej pracy...
  20. Takze nie mam jak pomoc, ale mocno trzymam kciuki za maluchy, choc tyle...
  21. Pierwsza i jak sie okazuje - skuteczna rade juz dostalas i miejmy nadzieje, ze ona wystarczy :) M.in. mialam wlasnie na mysli takie odstraszajace zapachy (niektorzy w desperacji stosuja tez pieprz...) jak rowniez...drugiego psa - towarzysza... Jednak jest to rada raczej nie do zrealizowania, bo prawie kazdy by chcial, ale zazwyczaj brak po temu mozliwosci, warunkow... Na pewno malutka jeszcze nie rozumie, dlaczego tyle czasu jest w domu samiutka, dlaczego nagle zostawiaja ja te fajne dwunozne istoty, ktore pieszcza, ciumkaja, glaszcza i podtykaja przysmaki... To kwestia czasu i Taksunia nabierze "madrosci zyciowej" :), ze Opiekunowie wychodza, ale w koncu wracaja i trzeba cierpliwie poczekac...
  22. Skoro cisza, to jest dobrze...taka przynajmniej mam nadzieje...:)
  23. O matko, toz to (poza wszystkimi innymi klopotami) bardzo niebezpieczna zabawa... Taksunia zle znosi samotnosc, tak to wyglada...Rozpuszczona...ale jak inaczej??? Wspolczuje, bo to problem i choc slyszalam o roznych radach w takich przypadkach, to chyba nawet nie bede o tym pisac...
  24. Oj, to niedobrze. Chociaz...to jeszcze szczeniaczek jest... Mysle, ze trzeba jeszcze troche czasu i Taksunia nauczy sie, ze te sprawy zalatwia sie wylacznie na spacerku. Pamietam, jak uczylam tego moja Fige. Niespelna 6 tygodniowe malenstwo jadlo i spalo. Ale jak tylko sie budzila, zaraz pedem na dwor, chocby tylko obok bramy...I chwalilam jak udadlo jej sie cos zrobic. To samo w nocy, czasem po 4, 5 razy - to bylo naprawde poswiecenie, ale bylo mi o tyle latwo, ze mialam wtedy urlop. Wlasciwie caly urlop tak wtedy z nia biegalam, w dodatku przez pierwszy tydzien bralam ja ze soba do pracy i rowniez nie spuszczalam z oka. Jak tylko wygladalo na to, ze chce cos zrobic - pod pache i na podworko (5 pietro...). Efekt - Figa nigdy, przenigdy nie zrobila niczego w domu. Nawet, jak kiedys sie zatrula (uwielbiala najgorsze swinstwa wynajdywac nad Odra, np. stare, rozkladajace sie ryby...) jakims niepojetym cudem trzymala wszystko, piszczala pod drzwiami...pedzilam z nia po schodach, rozczochrana, w kapciach, a to i tak wydawalo sie, ze trwa bez konca...ledwo postawilam na ziemi - od razu, momentalnie ...jak prysznic...nie wiem, jak ona biedna to wszystko dala rade utrzymac... Tak to szczegolowo opisuje, bo raz - zeby oddac niejako hold, tej mojej kochanej suni...bo tak zla i podla baba bylam, ze u schylku jej zycia o tym wszystkim zapomnialam, i mialam jej za zle, ze zaczela zalatwiac sie w domu...A przeciez miala juz 19, prawie 20 lat...Nie moge sobie tego darowac... Po drugie - jestem przekonana, ze gdybys Aniu miala mozliwosc poswiecenia odpowiedniej ilosci czasu, to Taksia takze szybciutko pojela by "co i jak". Moze w czasie urlopu sie to uda...Za kazdym razem wyprowadzac na dwor, a potem chwalic, nagradzac... Trzymam kciuki!!! Dziekuje za buziaczka i tez przesylam (jak sie uda skopiowac...)
×
×
  • Create New...