Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. Miejmy nadzieję, że prędko taka przykrość Piesia nie spotka. Kochana, cudna Mordeczka :)
  2. Strachanie nieuniknione, bo przecież chodzi o te ukochane stworzonka, zdane na nasze decyzje. Malunia chwileńkę będzie się czuła gorzej - ale może to my bardziej się boimy i bardziej cierpimy??? Aniu, będzie dobrze, Lalunia jest młodziutka, zdrowa, nawet się nie obejrzycie, będzie po wszystkim i znowu będzie radośnie hasać... Najgorzej jest przed...bo się myśli i myśli i strach oblatuje. Oby to już był wtorek i PO zabiegu!!!! Trzymam kciuki!!!
  3. Miałam na myśli innych, broń Boziu nie Ciocie...i w ogóle, to miał być żart ;), ale - nie, nie będę już się tłumaczyć. Widzę sama, że po 22 a nawet 21 piszę takie bzdury, że nie powinnam o tej porze zbliżać się do kompa. Chyba, żeby poczytać...:)
  4. Właściwy i dobry - na takiego czekamy ...nie, nie podziękuję, może jak będę mniej grzeczna, to się uda...???
  5. Może się objawi...tylko kiedy? Za 3 lata, jak ona przestanie widzieć kamyczki... :( Ale wiem Ewuniu, że z serca dobrze nam życzysz. Nie dziękuję jednak! Taka teraz będę!!!
  6. Po minie widać, że chyba się wszystkiego nie doliczył...:( Groźnie patrzy.
  7. Aniu, chyba jednak nie...nie umiem wyczuć ludzi, czasem ufam nie temu, co trzeba i odwrotnie...I zawsze jestem spięta, jak na życiowym egzaminie. Choc wiem, że to głupie i niepotrzebne, nie umiem tego zmienić. Co z jamnisiem? Znalazłyście jakiś awaryjny choć tymczas?
  8. Jaka uczta dla spragnionych serc...:) Pani Ania jest naprawdę kochana, że pamięta o dotychczasowych wielbicielkach Meksia :) A Piesio w kąpieli ma minę mocno nietęgą. Coś mi się wydaje, że nawet mógł się za to na Panią Anię obrazić. Nieszczęśliwy taki stoi. Ale teraz czyściutki i pachnący z pewnością jest tak przytulany i kochany, że powinno mu to wynagrodzić te straszne chwile pod prysznicem...
  9. Liczę, że jest pierwsza, bo Dziadzia Frania z Wałbrzycha tylko przetrzymałam do czasu zabrania przez fundację. Potem był Maksiu, przy którym moja rola ograniczyła się do kilkunastodniowej opieki a potem zawiezienia go (dzięki Tobie) na umówione do przekazania, miejsce. Wszystkie sprawy związane z adopcją załatwiała Togaa. Może raz jeden rozmawiałam z jego przyszłą Panią, ale ona była już na 100% zdecydowana, więc to też trudno zakwalifikować, jako rozmowę przedadopcyjną... I podobnie z Sonią - wszystkie rozmowy z przyszłym domkiem toczyły się poza mną (sunia2000 i Szira). W umówiony na spotkanie dzień poszłam tylko z Sonusią, a potem było już przekazanie do nowego domku, podpisywanie umowy itd. gdzie ja siedziałam z boku i tylko się czasem uśmiechałam... Przy Loni miałam pewność, że będzie tak samo, bo ana666 zapewniała mnie, że jesli Lonia domku do jesieni nie znajdzie, to Ona weźmie ją do siebie, więc nawet do głowy mi nie przyszło, że zostanę z tym sama (a wiem, że nie nadaję się do takich spraw, bo za bardzo mnie one stresują i w ogóle nie umiem rozmawiać z ludźmi).
  10. Dziękuję Aniu, przynajmniej teraz już wiadomo. Mnie z emocji wczoraj wszystko z rąk leciało, a potem czułam tylko zmęczenie i złość :( Niech już lepiej nikt nie dzwoni i nie robi nadziei , niż tak ..:(
  11. Tak, mam tylko stacjonarny tel. Nie mogę wysyłać sms-ów. Wiele osób nie odbiera tel. zastrzeżonych, ale Pani powinna była domyślać się, kto dzwoni, a dzwoniłam raz za razem (między 20 a 21) aż do rozłączenia się. No właśnie Myszko, rozmaite psiaczki znajdują super domki, choć bardzo z tego oczywiście się cieszę, to też zaczynam czuć coś na kształt zazdrości...i pogrążam się w smutku, Najgorsze są te niechciane myśli typu: "wszystkie znajdują domy, tylko nie Lonia" albo "kolejny pies zabrał Loni dom" To już paranoja jakaś... :(
  12. wczoraj napisałam odpowiedź ale już nie wysłałam, bo net mi się rozłączył i zła poszłam spać... Wkleje ją dzisiaj, bo zapisałam. Przy dziesiątym...to jeszcze tylko dziewięć...wszak Lonia jest pierwsza. Żartuję oczywiście, choć to marny żart, bo wydaje mi się, że jak się ma takie jak ja zdolności, to już nie powinno się więcej w ten sposób pomagać. Ja wiem, że dla Ciebie adopcja psa to sprawa bardzo poważna. A wypracowany sposób rozmawiania z ludźmi jest jak widać skuteczny i dobry. Dziękuję więc bardzo za te podpowiedzi. Tylko, czy dam radę z nich skorzystać...na pewno spróbuję :)
  13. Piękny kochany szorpaty Pysiaczek :) Brudny czy umyty zawsze cudny...:)
  14. 5 a może 6 razy dziennie będę zanosić modły, włącznie z padaniem na twarz i biciem czołem, o takie domki i takich ludzi dla wszystkich psiaków (kotów też) z moją Lonią włącznie :)
  15. Dziękuję kochana, że mając tyle ważnych spraw, jeszcze o mnie pamiętasz. Jutro poczytam to, co mi podesłałaś, bo już dziś ledwo patrzę na oczy...moja pora do łóżka. bo jak ją przegapię, to potem noc z głowy... Kaszka jaglana...mniam...znamy i lubimy. Ona ma b. dużo krzemu i w ogóle pomaga na wiele dolegliwości. Od dawna przymierzam się do postu o tej kaszce tylko, ale jak dotąd wciąż jest to w planach. Tak, masz rację, to są jakieś braki w organizmie i trzeba leczyć "od środka". Na pewno jedną z przyczyn łysienia jest stres, a tego nam obu nie brakowało. Jak mówił mi pewien lekarz, jeden będzie się jąkał, inny dostanie zawału a jeszcze inny wyłysieje...Ale czemu mnie to rokrocznie spotyka od ponad 30 lat, pomimo, że powiedzmy, już aż tak, jak kiedyś sie nie denerwuję, nie przeżywam...to nie rozumiem. Jeszcze raz wielkie dzięki Bożenko. Teraz już Dobrej i Spokojnej Nocki życzę !!!!
  16. Ewuś - moc uścisków i pozdrowień Dobry Duszku Dogomanii :) No i nic nie wyszło ze spotkania , nikt telefonu nie odebrał. Przecież Pani Maria wiedziala, że będę o tej porze dzwonić i choć telefon zastrzeżony, to powinna była domyślać się, kto dzwoni. Nie rozumiem tego. No chyba, że coś się stało.
  17. Przeczytałam Twój wpis, Poker i konkluzja jest jedna: ja Loni nigdy nie wyadoptuję. Ja tak nie umiem. Przez swój kretyński charakter za bardzo się przejmuję (swoją rolą, sprawą, wszystkim), nie potrafię do tego podejść tak "na luzie". Tak własnie podejrzewałam, że to we mnie tkwi błąd.
  18. Ciocie, najpierw napiszę, potem będę czytać ostatnie wpisy. S Dzwonię do Pani Marii ale nikt nie odbiera. Albo pani zrezygnowała, albo może nie odbiera, bo mój numer jest zastrzeżony. Do tego Lonia ustawiła się przy drzwiach i muszę rzucić wsio i z nią wyjść. Jescze raz przekręce do pani, ale to już po 21 więc, jak dotąd nie odebrała, to teraz tym baerdziej.
  19. Taki mały szkrab - a ile radości daje!!!! Ucałuj Bożenko Wnusiątko od nieznanej ciotki z Wrocławia :) Wiem, że wszystkim z biegiem lat czupryna się przerzedza (prawie wszystkim), ale jak zaczęły mi garściami wypadać, miałam 32 lata...i to stało się tak nagle, że nie sposób uznać tego za normalną sprawę pojawiającą się z wiekiem. Byłam nawet w Klinice Chorób Włosów, robiłam przeróżne badania i wspaniali eksperci od tych spraw napisali w orzeczeniu, cos w tym stylu: "stwierdzono nadmierne wypadanie włosów. Przyczyna nieznana" Próbowałam wielu "cudownych " sposobów, jednak wszystko na próżno. Kończy się lato, i ten koszmar wraca, jak co roku... Gorsza sprawa, bo swoim łysieniem już tak się nie dołuję, ale córka zaczęła mieć ten sam problem i to w czasie, gdy była jeszcze w liceum...Tak bardzo chcialabym jej pomóc, wiem, jak cierpi z tego powodu, dlatego proszę, napisz Ciociu, o jaki środek chodzi. Ona tez robiła już rózne cuda i nic nie pomogło ale może ten specyfik okaże się dla niej zbawienny.
  20. Szkoda, że nie mogę pomóc temu jamnisiowi. Ale wierzę, że na tych kilka dni chociaż, ktoś się znajdzie. Tak, Aniu, wiem i nie będę niczego taić. Czasem tylko przychodzą takie myśli, że może gdybym za dużo nie gadała, to taki ktoś by ją wziął (oczywiście zakładam, że najpierw by się w niej zakochał) a potem, nawet jeśli raz i drugi Lonia pokazalaby się z tej gorszej strony...to dalby jej szansę...nie kazał zabierać. Ja też byłam uprzedzona przed jej adopcją, że jest emocjonalnie niestabilna, to przymila się, to znowu gryzie i nie da dotknąć. Ale chęć pomocy była silniejsza niż strach i obawa o swe ręce. Najwyżej mnie pogryzie - tak myślałam. I że będę uważać a z czasem ona przekona się, że krzywdy jej nikt nie robi i przestanie gryźć. Albo i nie przestanie. Było mi wszystko jedno, tylko chciałam ją zabrać ze schronu i pozwolić odpocząć, dać wszystko, co mogę najlepszego, spokój i dobre jedzenia. Nawet gdyby mnie gryzła, nie odesłałabym jej przecież. A ona zrobiła mi niespodziankę i tylko stojąc słupka, "opowiadała" o swoim nieszczęściu, o tym ile zaznała cierpienia i zła. Jak ona płakała, jak się skarżyła. I nie ugryzła nigdy, wręcz tuliła się... Gdyby ktoś myślał podobnie i umiał zrozumieć, że trzeba dać jej troche czasu... Choc właściwie to też nie wiem tego, czy ona komuś jeszcze zaufa. A jesli nie? O Boziu, chyba mam juz dosyć sama siebie z tym gdybaniem. Jednak Lonia to dość wyjątkowy piesek i tych znaków zapytania jest trochę za dużo...
  21. To jest dobra i mądra rada, b-b i dziękuję za nią, ale...no i już włącza mi się moje nastawienie - bo przypominam sobie, że tak właśnie robię, ale czuję się zaraz w obowiązku podkreślić, że ona jest cudowna, kochana, bezproblemowa i to od pierwszego dnia, pierwszego spotkania, ale tylko dla mnie. Jak dotąd. Co prawda, do ludzi jest coraz bardziej ufna, podchodzi, daje się pogłaskać, jednak nie wiem jak by się zachowała, gdybym odeszła. Chociaż...przecież była tyle czasu w Długołęce i nikogo nie zjadła, nie pogryzła, ani nie nastraszyła choćby. Ale jednak nie uznała tego domku za swój - a to też jest problem.
  22. Myślę, że tak cudne wieści z nowego domu Karmelka, to będzie najskuteczniejszy balsam, na chwilowo osłabione nadnercza ...:) Wspierające myśli i serdeczności przesyłam!!!
  23. Już spisalam dane i telefon. Będę dzwonić, jasne...tylko przepraszam, jednak optymizmu z siebie wykrzesać już jakoś nie mogę. Za bardzo byłam pewna, tak bardzo wierzyłam Pani Kasi i dostałam ten przysłowiowy kubeł zimnej wody na łeb. Teraz już jestem nieufna...bedę się cieszyć, jak Lonia wyląduje szczęśliwie w nowym domku, poradzą sobie tam z nią a i ona poczuje, że to jej domek. A do tego tak jeszcze daleko. Naprawdę, jakoś nie wierzę, by stał się taki cud. Ale może pomimo mej niewiary tak właśnie będzie, więc dam sobie i Loni tą szansę... Co do jazdy samochodem, to jechałam z Lonią kilka razy i nic, zupełnie nic złego sie nie działo. Nie zwracała, nie buntowała się, więc myślę, że tu nie będzie problemu. Co prawda nie były to jakieś długie trasy, ale gdyby miały być jakieś problemy, to pewnie by się nie ukryły. U mnie Lonia zostaje sama raz w miesiącu, najdłużej na 4 godziny i jest ok. Więc myślę, że i tą piątą zniesie. Prawdopodobnie będzie sobie spała. Na pewno niczego nie zniszczy, trzeba tylko, wyjść z nią na solidny spacer przed samym wyjściem, by wszystkie zbiorniczki zostały opróżnione :) i będzie dobrze. Ale o tym wszystkim porozmawiam już z Panią Marią. Tak jeszcze myślę...poradźcie proszę Ciocie, bo może ja popełniam jakiś błąd, mówiąc szczerze o wszystkim, np. że Lonia jest bardzo nieufna, że zdarza jej się nasikac w zabawie i tak chcę ją uczciwie przedstawić, że mało mówię o zaletach a tylko o wadach. Pani Kasi to wydawało się nie zrażać, mówiła że to zrozumiałe, trzeba czasu itp. A potem jednak zrezygnowała, może własnie dlatego... Z kolei ukrywanie tego, mówienia,ze to pies ideał, to też bez sensu (i nie chciałabym tego robić), wszak już w pierwszym dniu wszystko sie wyda... Bo już nie wiem, może ja nie umiem jej wyadoptować, może to się robi inaczej. Tylko, że (pomimo tej wielkiej już presji czasu i mej chęci wyjazdu) nie chodzi przecież o to, by oddać ja w pierwsze lepsze chętne ręce, tylko by była szczęśliwa i jak najłagodniejsze było przejście z jednego domu do drugiego. Więc wolę wszystko powiedzieć, żeby dana osoba wiedziała jak jest i nie było pretensji i oddawania po paru dniach, bo nagle okazuje się, że miała być przytulanka a jest niedotykalska, strasząca zębami i przerażona psina. Zadałam pytanie i sama na nie sobie odpowiedzialam...a konkluzja taka, że w wypadku Loni jest potrzebny CUD. Cud nieszablonowych, odpowiedzialnych ludzi i cud ze strony Loni, by ich zaakceptowała od pierwszego momentu, tak jak mnie. Czyli dwa CUDA. Moim zdaniem szansa na to jest znikoma i stąd mój pesymizm.
  24. Też nie pamiętam tak długiego okresu bez deszczu przy tak wysokich temperaturach. Dziś u nas już chłodniej, ale deszczu o wiele za mało... Bardzo nieciekawie jest...
×
×
  • Create New...