Moja Frania na początku miała taką właśnie formę lęku separacyjnego. Kiedy szłam do łazienki kąpać się, zamykałam drzwi i jakiś czas mnie nie było przy niej, to ze stresu robiła kupę pod drzwiami, a kiedy wychodziłam z domu, to siurała. Powolutku przyzwyczajałam ją do mojej nieobecności (wychodziłam na chwilkę na klatkę bez zbędnych pożegnań i sygnałów, a po powrocie nagradzałam smaczkami i stopniowo wydłużałam okresy nieobecności). Teraz Frania co prawda ciągle mnie wyczekuje, ale jest bardzo grzeczna: nie brudzi, nie wyje, nie niszczy. Po prostu czeka...Jakaś cząstka tego lęku pozostała, bo smutnieje kiedy wychodzę i leży pod drzwiami, ale nie jest źle. Boże, co te biedactwa musiały przejść w swoim życiu :(