-
Posts
23497 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
42
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by kiyoshi
-
FRYTKA, sunia z M u koleżanki pod moją opieką logistyczną i finansową.
kiyoshi replied to Poker's topic in Już w nowym domu
ja też cały czas podczytuje watek :) śliczna sunia...w razie czego pomoge ogłaszać -
wiele razy czytałam ten twój wpis i jest w nim wielka mądrość...chyba własnie tak jest, a ja jestem taką "Zosią samosią" która dużo na siebie bierze i może przez to innych jakoś zniechęca czy "przewrotnie" przytłacza zamiast odciążyć...Wezme sobie do serca i spróbuje działać troszke inaczej w przyszłości... tak...mysle, że jeśli znajde dobry dom dla Pipi to Pani tez ją wyda...zwłaszcza gdy mnie tam nie będzie ;) Lule ogłaszam...ale nie zapominajmy, że jest opcja dla niej domu u rodziny Imbirka...wszystko zlezy od Pani...jesli postanowi Lule zostawić, to ja ostatecznie...nie będe stała na drodze, sunia nie będzie miała tam źle, a w razie czego nawet za kilka lat będę mogła ją "przejąć",...a może przyjąć do siebie...kto wie jak się zycie ułoży....to cudna po prostu sunia <3 tak, żałuje tylko, że nie były wizyty PA i że nie podpisałam umowy :( ale postaram się czasem skontaktowac z Panią Kamilą i pytać tez o tą sunie.zwłaszcza że to moje "oczko w głowie" było...:) KOchani...chciałam wszystkim z całego serca podziękować. Wiele osób pomogło mi jakoś ogarniać temat:) maluszki maja ciepłe i dobre domy, będe tutaj wstawiać co jakiś czas wieści ... Mysle, że nie ma sensu przetrzymywac zebranych tu pieniązków...a jest to sporo bo ponad 600 zł...przeglądałam dzisiaj dogo i są dwie psie rodzinki w trudnej sytuacji, wymagające dużych nakładów. Proszę może darczyńców by wypowiedzieli sie, czy zgodzą się te pieniążki przekazac w wiekszości np. tej rodzince?? https://www.dogomania.com/forum/topic/350990-suczka-marta-i-jej-6-cioro-dzieci-w-wielkiej-potrzebie/ ?? a może jakies inne małe są w potrzebie?? mysle, że byłoby najbardziej fair, żeby jedne szczeniaki pomogły kolejnym...na karme, szczepienia itd....
-
to bardzo dobry pomysł :) masz racje...w ten sposób będzie można oddzielić tych prawdziwie chętnych odnijakich...a też Monika będzie miała szanse poobserwować ludzi....przemyślec, przetestować w warunakch znanych korciowi...i dopiero na drugim czy trzecim spotkaniu podjąć decyzje...tak zrobimy :) Oby tylko był ktoś tak bardzo chętny.....
-
Dzwoniłam wczoraj do rodziny, która adoptowała Rolke. Wszystko jest dobrze, sunia jest przytulaśna, kochana, w domu dobrze się zachowuje,nawet na chwile została już sama i było ok. Na spacerze jest tylko problem z ciągnięciem na smyczy, trzeba nad tym popracować....Rozmowa była taka troche "sucha"...poprosiłam o jakies zdjęcia ale jeszcze nie dostałam niczego... Zobaczymy co wyjdzie na tej wizycie Kasi u Państwa. Oby wszystko było dobrze i Rolcia zyskała kochający dom
-
ja tez się ciesze....to wszystko bardzo mi przypomina historie mojego Kubusia z przytuliska...jakby lustrzane odbicia...dwie nieudane adopcje...pierwsza u młodej dziewczyny, druga u rodziny która wydawała się ideałem a była gówno warta...i Kubus wrócił w identycznym stanie (pamiętasz, opowiadałam Ci..) nie sposób zrozumieć...oba psy pod moja opieką, wszystkie te nieudane adopcje- z mojej ręki...podobnie jak Kori dla swoich opiekunek (magdy a teraz Moniki) jest fantastyczny, tylko musi trafić na kogoś kto go prawdziwie doceni...tak samo ja opisuje Kubusia naszego....mam z nim taki cudowny kontakt, wspaniały, całe życie gnębiony psiak:( i takk potwornie niedoceniony.... Adopcją Kubusia zajmuje się juz teraz wyłącznie Sabina.... Co do korcia...nie wiem czy jeszcze komukolwiek zaufam, by go wozić w nieznane....w poczucie że moge znów trafic na oszustów.... Nie wiem skąd taki pech....wiem tylko że Kori jest szczęśliwy u Moniki, wolny, z kumplami....reszty nie wiem... Mam nadzieje, że pomożecie mi po raz kolejny jakoś uzbierac te 300 zł na miesiąc na pobyt....ode mnie będzie dla Korcia stała 50 zł na miesiąc.....więc potrzebuje tylko 250 zł....
-
dziękuje za miłe słowa...mój mąz też podobnie ta sytuacje skomentował... ale mam dobre wieści...Pamiętacie, pisałam wczoraj że dałam numer do Pani Ani pewnej Pani Kamili z Poznania...nie liczyłam że sie uda...o domu wiem mało, tyle że to dom z ogrodem, dwóch synów nastoletnich i wczesniej w domu był labek od szczeniaka, dlatego Pani od razu się uśmiechnęła, że dobrze wie co to szczeniak. Wczoraj wieczorem podesłałam jej zdjęcia dwóch brązowych suniek które zostały.... I przed chwilą z głupa napisałam do niej ...a ona odpisuje, że MAJA JUZ SUNIE....i zdjęcie...zobaczcie TO STRACHULKA...ma dom!! niestety nie wiem czy Pani podpisała jakąkolwiek umowe, ale ważne, że sunia nie trafi na żadne gospodarstwo, na pewno będzie zaopiekowana. Mała dostała na imie Kluseczka <3 i podobno bardzo się boi....ale będzie dobrze :) <3
-
to samo jej napisałam, że wspólczuje bardzo jej mężowi i dzieciom.... a może własnie byś przeszła??? mi zupełnie nie przeszkada, że ktoś mieszka w bloku...ani ktoś kto nigdy nie miał psa, jesli wykaże się chęciami prawdziwymi...każdy ma szanse na adopcje Rozmawiałam przed chwilą z MOniką...kori wrócił jak zupełnie inny pies, nie kontaktował rzeczywistości, był totalnie nieobecny...teraz już jest znacznie lepiej... Przed wyjazdem Pani Agnieszka notorycznie wydzwaniała do pani Marleny kiedy wreszcie zabierze psa...w pakiecie z psem pojechał stary ręcznik (jego rzecz z domu)........
-
i tu Tysiu trafiłas...to co opisujesz z karmicielką najbardziej mi przypomina obecną sytuacje....ten sam schemat myślenia... małe mogą być nawet na łańcuchu u sąsiada, ale na oku...a nie żeby obcy mieli wywieść....bo na pewno cos knują.... no...w sumie knują....spróbuje mimo wszystko znaleśc domy do konca, ale zdanie podtrzymuje- moja noga w tamtym wariatkowie juz nie postanie DZIĘKI KOCHANI ZA WSZYSTKO
-
dobrze to ujęłaś....dokładnie tak było, tylko nie miałam pojęcia że jest coś takiego prawnie uregulowane.... Szczeniaki oddaje do adopcji jako tymczasowy opiekun....i tak tez suatliłam z Panią Ania w czasie rozmowy...ona chciała te szczeniaki zgłosić do gminy, bo prawnie to musi być jakoś uregulowane...wtedy jej powiedziałam, że ja przejmuje na siebie odpowiedzialność, podpisuje umowy z chętnymi jako dotychczasowy opiekun, w umowie zawieram warunki w tym konieczność sterylizacji (co sprawdze w przeciągu roku), domy wszystkie mają wczesenij wizyty wolontariuszyz danego terenu, którzy też potem doglądają psów... Wszystko to jej bardzo dokładnie tłumaczyłam i wydawało się, że jest zadowolona, że wszystko rozumie....ale to było 19tego w drodze na szczepienia z małymi
-
dziękuje, już kilka osób tutaj o tym pisało..nie przekaże jej umów...dostała numery telefonów. dziękuje, że zaglądasz...dokładnie tak to wygląda...trudno zrozumieć Pania bo jest tyle sprzeczności:( Jeszcze trudniej jest mi zrozumieć jej córke- owszem znamy się bardzo dobrze od blisko 6 lat (w lutym minie) prawda jest taka że byłam jedyną osobą, która zawsze stała w pracy po jej stronie....chyba dlatego najmocniej jakoś to przezywam...bo od początku czułam że się wplątam tam w problemy, broniłam się, nawet poprosiłam inną koleżanke by tam pomogła z łapaniem tej suni itd., ale po jednym spotkaniu z Panią Anią ta znajoma-wolontariuszka, powiedziała, że nie będzie miec czasu.... Córka zna doskonale moje dzaiłania w schronisku. Czesto pytała jakie mamy psy, chwaliła jak mamy czysto w schronisku itd oglądała zdjęcia i filmiki z adopcji, zawsze się cieszyła, doceniała...Od wielu lat wiedziała w jaki sposób szukam domów itd. jeden nawet piesek którego wydałam do adopcji mieszka dwa bloki od niej i czasem go dla mnie z okna obserwuje.... Nie jestem w stanie pojąć jej zachowań. też sądziłam, że będzie próbowała rozsądnie tlumaczyć, a tymczasem jest dokładnie na odwrót...Przecież to ona do diabła mnie tam ściągnęła błagając, żeby żaden dodatkowy pies nie został u mamy.... One obie są samotnymi kobietami, spotykaja się tylko w wekendy, pewnie teraz im spasowało mieć wspólnego wroga ...tak myśle- nawzajem się nakręcają i wymyślaja....będa musiały powrócić do dokuczania sobie nawzajem skoro to lubią...ja juz tam nie pojawie się nigdy...
-
przyznaje że nie dzwoniłam wczoraj do ludzi od Rolki...dziś na pewno zadzwonie...Sunia Andrzejki spędzała w nowym domu w Bielsku, w mieszkanku na ładnym, zielonym osiedlu, z młodym (ok. 30tka) małzeństwem bez dzieci.. Kasia w czwartek jest umówiona na poadopcyjna. Na razie brak wieści przyjmuje jako dobre wieści...dzis na pewno zadzwonie i poprosze o jakieś zdjęcie.. Trzymajcie kciuki
-
KOri juz jest bezpieczny więc opisze Wam więcej... Juz pierszego dnia po przyjeździe było źle...tzn. w podrózy Pani zakochana, cudowny pies, wspaniały, grezczny...ale..przywiozła go do poznania, wprowadzila do domu i zdała sobie sprawe, że nie chce psa... tzn. w ogóle nie chce drugiego psa, niby wszystko ok, ale co ona zrobi jak: nagle pies się zmieni za 2 tygodnie na gorsze? pies zacznie wyć jak ona wyjdzie z domu? pies coś zniszczy? ona nagle była przerażona, w wielkim lęku...no nic...minął wieczór... Rano pisze znowu czy wszystko ok? no nie było ok...co Kori nawywijał to słuchajcie Spał pod jej łóżkiem/ czy obok, mimo że miał naszykowane legowsiko i był tak uparty, że Pani 3 razy w nocy go przenosiła na legowisko a on wracał! tak upartego psa ona nie widziała nigdy.... Ona nie może mieć takiego psa, musi go oddać i czy ja załatwie transport... Popłakana zadzwoniłam do Anecik (dla przypomnienia to był drugi dzień po adopcji), i Anetka kochana moja wysłuchała mnie i powiedziała, że tak- pomogą, mąż pojedzie jak będziecie trzeba, nie mozemy psa zostawić...Ale Monika z hoteliku tak się wnerwiła, że sam zadzwoniła do Pani i mówie jej:" o nie, macie go natychmiast wsadzić w samochód i dowieśc do mnie i tak to zrobić, żeby nawet włosek z głowy nie spadł, czy to jest jasne???"...gadała z nią jeszcze pół godziny, Pani płakała, bo ona się boi...więc MOnika pyta o co jej chodzi, co się dzieje...no nic w sumie się nie działo... Minęly 2 godziny Pani Agnieszka dzwoni...nie...ona miała chwile słabości, ona go nie odda, on tak lubi dzieci...zostaje u nich na milion procent. Już mi to śmierdziało, ale Monika mówi...ok- poczekaj... Minął wekend gdy byli na tym wybiegu i wydawało się, że jest dobrze wszystko, Kori nawet zostawał już sam w domu bez problemu. Ale kolejny się pojawił problem Pani zosbaczyła że w ksiązeczce nie ma wbitego szczepienia p. wściekliźnie...nie wiem jak to się stało...w każduym razie mówie jej że nie ma co panikować, niech idzie po prostu do weta którego ma na tej samej ulicy i go po prostu zaszczepi- to koszt 30 zł i po problemie...no niby poszła, ale wet jej powiedział, że on nie może zaszczepić, teraz musi mieć Kori kwarantanne ...i że jej pies Yogi jest zagrożony...Pani została bardzo nastraszona, już martwiła się wrecz o życie Yogiego... No nic...w sobote miała pojechać drugi raz z mężem do innego weta, ale... kolejny dzień przyniósł nową rewelacje.... "Pani Izo. Musi Pani natychmiast zabrać psa. Dziś rano na psacrze mogło dojść do wypadku. tak mnie pociągnął na smyczy że omal ręki nie wykręciłam".... "kiedy Pani go zabierze??" to było chyba w środe z samego rana...nastepnego dna miałam audyt w pracy i w cholere roboty,,,a ona dosłownie co godzine pisała- kiedy psa zabiore...ona nie może pojechac; nie ma samochodu czasu nie stać ich... i owszem: wie, że jest nieodpowiedzialna, ale nic nie poradzi" Tak trwało do wczoraj. Natalia wizytatorka była gotowa w każdej chwili odebrać Korcia do siebie.... Anetka znów z mężem byli w pogotowiu...ale ostatecznie Kori pojechał z Pania marleną, która wiozła z Radys dwie sunie pod Poznań a spowrotem zabrała Korcia... Oczywiście Pani Agnieszka nawet się nie poczuła dołożyć stówki do transportu... Także....ja nie wiem jak przesiewać tych ludzi...nie wiem...Pani jest rozkapryszonym, małym dzieckiem....obrzydliwe to wszystko co zrobiła mi, psu, swojej rodzinie, córkom, które bardzo Korcia polubiły...wstrętne to...
-
wiem, tylko nie moge przeboleć tej smutaski...ona się tam nie odnajduje...ona miała jechać dzisiaj, a w zeszłym tygodniu prawie pojechała do Twojej koleżanki.... jest mi tak przykro, że tam została :( :( dzisiajsza noc już jest taka zimna i idzie mróż...a te psiaczki malutkie na zewnątrz- nie wiem czy jeszcze siedzą w tym domku nieocieplanym... raczej chyba mieszkają w budzie....
-
tak...też sie tego obawiam...ona musi zakładać, że ja mam z tego jakieś wielkie korzyści..tylko nie wiem jak skoro osoby przyjeżdżały i odjeżdżaly na jej oczach...umowy tez spisywałam na jej oczach, ludzie podawali dane, podpisywali... Macie racje...nie podesle jej tych umów...jest ochrona danych osobowych...ona ma numery telefonów przecież...
-
po tysiącach rozmów chyba każdy z nas ma juz jakis schemat...zwykle po pierwszych 2-3 zdaniach wiadomo kogo odrzucić na pewno.... gorzej z dalszym przesiewem... ja zauważyłam np. że osoby które próbuja zagadać maja cos do ukrycia...osoby które przesładzają swój głos próbują się podać za lepszą niż są...osoby które dzwonią między 21szą a 8 rano nie są poważne ... Bardzo trudno jest zaufać obcym ludziom, ale gwarantuje Ci, że raz na czas trafiają się takie perełki, że juz po krótkiej rozmowie jesteś pewna W przypadku Korcia .... opowiem dokładnie, ale nie dziś...niech dotrze bezpiecznie do Moniki która bardzo juz na niego czeka a no...wszystko na raz....czasem naprawde mam dość ludzi... powiem nawet, że zaczyna popadać w jakąs nienawiśc do swojego gatunku (Wy jesteście wyjątkiem nawet jak się nie raz przekomarzamy) Kori pewnie zostanie na bardzo długo w hoteliku.......