Jump to content
Dogomania

Ty$ka

Members
  • Posts

    15994
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Ty$ka

  1. [quote name='dOgLoV']to jego ulubione zajęcie na spacerach :diabloti:[/QUOTE] Kundliszona też :siara:
  2. [url]http://i1061.photobucket.com/albums/t463/Thedoglov/spacer/dogo/DSC00923_zps73823dca.jpg[/url] hahaa, ryje po ziemi jak debil... tzn. jak Morusław :evil_lol::evil_lol::evil_lol:
  3. Ja chętnie zrobiłabym jej zdjęcia, ale chwilo jestem bez aparatu... :( Ale o Kropce będę pamiętać i jak skompletuję nowy aparat, to postaram się jakoś załatwić nowe fotki.
  4. Tak mnie naszło na relacje ze spacerów, więc Was ponudzę. Bo i tak nie mam, co wstawiać, więc nadrobię to opisami. ;-) Zacznę od tego, że dzisiaj dowiedziałam się różnych rzeczy na spacerze :diabloti:: *Kropka nadaje się do IPO *ja nadaję się na pozoranta do IPO (przynajmniej nasze kundle mnie tak traktują) *Kropka buntuje się odchudzaniu *Morus jest głupi *Kropka też, ale już mniej *Morus zawsze znajdzie to, co nie trzeba *psy się zeżrą, gdy mają jedną zabawkę *K. wtedy pada na zawał *jestem geniuszem (w czasie gdy psy skaczą sobie do gardeł, a K. panikuje umiem zrobić w sekundę porządek) *na spacery muszę mieć zawsze tyłek zakryty poduszką :evil_lol: Teraz konkrety. Proszę się nie śmiać. Albo nie - śmiejcie się na zdrowie :eviltong: Jakoś tak się złożyło, że przed samym spacerem poszłam do K. I zgadnijcie kto mnie przywitał? Zgadza się, Kropencja we własnej osobie i zębami na wierzchu. Nie ma to jak ciepłe przywitanie, więc odpowiedziałam na jej miłe "witaj, rozgość się" tak samo przytulaśnym "Zamknij ryja, to ja". I obie wskoczyłyśmy sobie w ramiona. Prawie :diabloti:. Bo obie po tej miłej wymianie zdań się przymknęłyśmy i potulnie udałyśmy się do domu. Dopiero w pokoju zauważyłam, że Kropka się dziwnie mi przygląda, więc już dałam sobie spokój i w miarę normalnie powiedziałam "No, chodź przywitać się z ciotką", a ta... jak nie wybuchła... miłością :loveu: I z tej, i z tamtej strony mnie lizała, podstawiała się do głaskania, potem wywaliła do góry kołami (co mnie aż cofnęło, bo bęben jej nieźle wisi...) i piszczała, by ją pieścić, głasiać, miiiziać. No i w takim stanie zastała nas K. Aż się zapytała czy czasem dobrze widzi, że ja i Kropka wcale nie drzemy na siebie ryja :evil_lol: Bo ona wierzy, że my darzymy się miłością, ale taką specyficzną, wręcz patologiczną ;]. I zaraz zmieniła temat. Ma Kropki dość. Dzisiaj znów robiła z nią naleśniki. Oczywiście K. robiła, a Kropka korzystała z chwili i wszystko wyżerała... :roll: Pominie już fakt, że wyczuła czekoladki w szufladzie i kiedy K. wyszła z pokoju (była pewna, że czekoladki są bezpieczne - wszak, który pies otworzy szufladę i to wyżej niż dwie Kropki!) Odkurzacz skorzystał z chwili, jakoś otworzył szufladę, pożarł czekoladki (bez pudełka - te oszczędził) i zamknął szufladę ;P. Akurat, gdy mi to K. opowiadała, skusiłam się na małe co nieco. To był błąd! Kropka od razu wyczuła, że coś mam DO ŻARCIA!, więc zaczęła mi się ślinić. Wywaliłam ją z pokoju :diabloti:. Biedny, głodzony piesek.... jeść jej nie dają... Ba! Poszłyśmy z kundlami na spacer, by jeszcze spaliły, co nieco... I na spacerze zaczęła się rzeź. :diabloti: Poszliśmy tam, gdzie zawsze zimą, bo to pewny teren, można spuścić psy bez obaw, że spadnie nam coś na łeb, czy będzie jakieś szkło pod śniegiem. A też jest parę drzew, murek itd., więc jakieś atrakcje są. Psy spuściłyśmy i od razu kazałyśmy im biegać. Jedna ucieka w jedną, druga w drugą, a za nami nasze psy, potem kazałyśmy im biegać do siebie, odsyłałyśmy do drugiej i już po pół godzinie psy latały z szynkami na wierzchu. :eviltong: Jednak to dopiero rozgrzewka :diabloti: Kilka zadań do wykonania, trochę luzu i nie wiem, co mi strzeliło do łba, ale rzuciłam Morusowi swoją rękawiczkę. Ją zobaczyła Kropka. Natychmiast wymierzyła cel, dorwała i uciekła od przeciwnika. Morus za nią, nie daje za wygraną. Ale nie, to nie dla niego, więc tylko teraz obserwuje jak bezskutecznie K. i Ty$ka próbują odebrać zabawkę Kropce. Ta ucieka, ucieka, uuuucieeeeeka. A jednak K. nie poddaje się, ciągle jest jej na ogonie. I jeeeest! Maaaa zabawkęęęę! Ale co to? A nie, jednak dzieje się coś niesamowitego! AAAAA, proszę państwa, co tu się dzieje! Morus wkroczył do gry! I już, szczęśliwy zdobywca rękawiczki uciekaaa. Ucieka? A nie, to tylko takie zagranie, biega wkoło Kropki, chce ją podrażnić i jest! Ceeeel zdobyty! A teraz uciekaaaa aż się kurzy. I znów coś się dzieje dziwnego. Do gry dołącza się druga rękawiczka, a ludzie próbują odebrać je psom. Kundle nie są głupie, szyderczo machają ogonami i uciekają ze zdobyczami. Każde w swoją stroooonę! Odebranie rękawiczek jest kłopotliwe, bo psy tylko na to czyhają - od razu zaczynają się szarpać. Jednak w końcu przeciwniczki wygrywają. Po zmianie taktyki i zrobienia kundli w konie (rzucanie śnieżek, a te głupie udają się w pogoń), rękawiczki trafiają do właścicielki. I proszę państwa, mamy zwycięzców! :multi: Cóż to była za piękna walka! :multi: Dobra, Ty$ka opanuj emocje... to tylko była gra. To nic, że moje ręce znów są przemarznięte na wylot. Ważne, że Morus się najarał na rękawiczki.^^ Chwila przerwy. Każdy zawodnik mógł sobie odpocząć. Po chwili wpadłyśmy z K. na pomysł, by się na przemian pochować psom. A tak, ćwiczyć z psami szukanie zaginionych ludzi. Zaczęłyśmy od siebie, bo nas znają i jesteśmy ich właścicielkami. Szybkie zagranie w papier-nożyce i na pierwszy ogień poszłam schować się ja. Umówiłam się z K., że liczy do 30 - mało to, ale sprintem dam radę. Oni schowani za drzewem, ja mogłam się chować gdzie chcę. I wystartowałam! Okrążną drogą poleciałam na polankę, a tam znalazłam kryjówkę za drzewami i krzaczorami: świetny punkt obserwacyjny i kryjówka zarazem (obudziłam swój harcerski instynkt maskowania się :cool3:). Zdjęłam swą niebieską czapkę, wygodnie usiadłam sobie na śniegu i czekałam. I nagle zobaczyłam jak czarna kula pruje prosto w moją stronę. Skręca i wciąż porusza się tą samą ścieżką, co ja. Leci koło mnie, ale nie! Nie zauważył mnie między drzewami, więc ogłupiały zawraca. Rozgląda się po polance. Biegnie między drzewa, między którymi przed sekundą rozgrywała się walka o rękawiczki. Nie ma mnie. Nieco zszokowany wraca do zakrętu i znów próbuje iść za moim zapachem. I już wie - szybko biegnie, bezbłędnie do mnie trafia. :multi: Mam genialnego psa, znalazł mnie, mimo tylu utrudnień i mojego talentu maskowania się ;P Po otrzepaniu się ze śniegu i wymizianiu się z Morusem, rozkazałam mu zaprowadzić mnie do Kropki i K., bo ich nie widziałam. Zaprowadził bezbłędnie - oboje mieliśmy banany na twarzy, że akcja odbyła się bezbłędnie. Kolej na Kropką. Powoli liczyłam do 30, mocno trzymając za smycz wyrywającą się Kropkę. Cholera no! Dowiedziałam się, że pomimo drzew wszystko widać. Co prawda ja i tak szłam między drzewami i krzakami, bo to przewidywałam, więc Morus miał trudne zadanie i potem zniknęłam mu z oczu (jeszcze przed zakrętem), ale Kropka miała ucieczkę K. jak na dłoni. Zasłoniłam jej więc. :diabloti: "26,27,28,29 i... 30. Kropka SZUKAJ PAŃCI, SZUKAJ!!!" - krzyknęłam, jednocześnie puszczając smycz. Najpierw dla niej wszystko było łatwizną - zapamiętała, którędy szła K., ale później musiała użyć mózgownicy. Zaangażowała więc w pracę swój najlepszy narząd - nos. I też niewiele minęło (fakt, dłużej jej to poszło niż M.) i znalazła K. Mamy genialne psy :multi: Jednak trafiły na jędzę i geniusza zarazem, więc zaproponowałam K. zmienić miejsce. Tak, by psy nie miały możliwość w żadnym z etapów naszej ucieczki widzieć, gdzie idziemy. Od razu przyszło mi jedno - murek. On jest szeroki (6m), wysoki (2m) i dość gruby (6m), więc dla psów to utrudnienie. I tak też zrobiłyśmy. Znowu ja poszłam pierwsza, bo Morus zdążył ochłonąć, odpocząć, zrelaksować się po, coby nie było, ciężkiej pracy. Czas wydłużyłyśmy o 40s - bo dojść od murka do krzaków to kawałek drogi jednak. I po sygnale wyruszyłam sprintem. Znów schowałam się za drzewami, które wydawały mi się świetnym pkt obserwacyjnym. I mój instynkt maskowania się mnie nie zmylił :smile:. Położyłam się wygodnie, zdjęłam czapkę i czekałam. I zobaczyłam czarną kulę biegnącą do mnie... Ale zaraz zawrócił. Czemu? Proste - po calej tej polance chodziłyśmy cały spacer, więc wydeptałyśmy szlaki mylące, Morus poleciał za śladami wydeptanymi i nie mógł znaleźć właściwego. Trochę się wyleżałam, ale po 3min (a na spacerze byłyśmy godzinę, co dawało kilkadziesiąt różnych szlaków! więc to i tak czas super!) pies mnie w końcu znalazł. Od razu zobaczyłam jego ulgę na pysku. A ja wiedziałam już jak wielkim przeoczeniem jest ten drobiazg, że wydeptałyśmy tyle ścieżek - psom już średnio zaawansowanym łatwo się zgubić, a co dopiero początkującym... Więc Morus moim zdaniem pracę wykonał i tak bardzo super. Martwiłam się tylko o Kropkę... No, ale K. się schowała i Kropka poleciała. Od razu używała nosa i też ją pogubiły te ścieżki. Stanęła w pewnym momencie przy murku i się na niego gapiła (jak się potem okazało - na początku to tu schowała się K., ale potem zrezygnowała i w ostatniej chwili ukryła się gdzie indziej, i tą obecność wyczuła Kropka). Kropka krążyła po wszystkich ścieżkach, ale się zgubiła... Nie dała rady, choć bardzo chciała. K. musiała jej pomóc i zagwizdała. Wtedy Kropka ją znalazła. Jednak i tak jestem z Kropki dumna - z jaką pasją szukała i wytrwałością, nie poddawała się. No i zaobserwowałam takie rzeczy: *Morus pracuje górnym wiatrem. Na początku głównie szedł za wzrokiem, szukał mnie wzrokiem, dopieor potem, gdy przekonał się, że to niewiele mu da zaczął szukać mnie górnym wiatrem (podążać za cząsteczkami zapachu, które pozostawiamy za sobą) *Kropka pracuje dolnym wiatrem, tzn. idzie dokładnie za śladami. Nie skraca sobie ścieżek, ona idzie dokładnie tą samą drogą Nie mogę powiedzieć, że któraś metoda jest lepsza czy gorsza. Obie są dobre. Bo mimo to, że Morus skracał sobie drogę, to było OK - dzieki temu szybciej do mnie dotarł, praca Kropki była dłuższa, ale też dokładniejsza - mniejsze prawdopodobieństwo na pomyłkę. Oboje pracowali wspaniale, z pasją, zaangażowaniem - no coś niezwykłego, jestem z nich ogromnie dumna. Uważam, że mają smykałkę do szukania i będziemy sie rozwijać w tym kierunku, jednak już mogę powiedzieć o różnicach w ich pracy, która się wyodrębnia. Nie sam styl pracy, ale też ich szybkość (szybszy Morus), precyzja (dokładniejsza Kropka, M. trochę chaotycznie), a także to, że Kropka nie poddawała się, ciągle wytrwale szukała, pewna że znajdzie (pewnie to cecha pojamnicza ;-) ), natomiast w pewnym momencie, gdy M. szukał mnie i okazywało się, że to nie ta, trochę tracił zapał i widziałam, że na jego pysku maluje się niepewność - pracował dalej, ale tracił nadzieję czy zakończy się to sukcesem. Zresztą Kropka witała K. z radością, ale też jakby chciała powiedzieć "wiedziałam, że cię znajdę", u Morusa zawsze jak już znajdywał mnie obserwowałam pewnego typu ulgę... ciężko to opisać... Tak czy inaczej wiemy już z K., co było błędem. Następnym razem na pewno ułatwimy psom zadanie i nie będziemy wydeptywać milion ścieżek, najpierw zaczniemy od podstaw i od tego, by nauczyły się podążać za jednym, wydeptanym przez osobą "zaginioną" śladem. Dopiero potem utrudnimy, dodając kilka innych, zmyłkowych. ;-) Ja na pracę strasznie się najarałam, głównie przez to jak widziałam tą radość psów :smile:. No, ale na tym spacer się nie skończył. Tzn. taki pracowity to tak, ale w nagrodę psy ganiały z nami (właściwie to miały czas wolny, tzn. mogły sobie biegać gdzie chcą, ale o dziwo non stop wolały się nas pilnować :eviltong:), my się trochę porzucałyśmy śnieżkami i w pewnym momencie zaczęłam rzucać M. rękawiczkę. Potem mu odebrałam (bo znów się bawił, jak nie on!) i uciekałam z nią. No i nagle pieski zaczęły mnie gonić. Kropka, niczym rasowy IPOwicz od razu wskoczyła na mnie do rękawiczki (taki szarpak), złapała się jej kurczowo i cały ciężar trafił na mnie... a że ja się tego nie spodziewałam to się wywaliłam. Po czym Morus oczywiście zobaczył to wszystko i z miną "najlepsze zabawy beze mnie?!" w rozbiegu skoczył na mnie. :diabloti: Zresztą na spacerze kilka razy się wywalałam przez psy, bo musiały się plątać pod nogami... ;p No i potem zrobiłam coś, co nie powinnam... rzuciłam rękawiczkę Morusowi, on ją dorwał i się nią bawił, a za nim poleciała Kropka. I się pożarły o rękawiczkę. Było to typowe pokazywanie zębów i wyrywanie sobie sierści, ale K. się wystraszyła. Psy zaraz przestały, na wszelki wypadek na nie huknęłam "co to ku... ma być!?!" i poszłam uspokajać K. Bo serio dla mnie to nortmalne rzeczy, psy zaraz po wyrwaniu kilku kłaków przestały, odeszły, ochłonęły i przyszły się uspokajać (naprawiać relacje), liżąc się po pyszczkach. I tyle. Ale K. się wystraszyła. Szkoda, że jest przewrażliwiona (nie widziała jeszcze psów naprawdę walczących na śmierć i życe), ale ja też kiedyś tak reagowałam jak byłam mniejsza i uważałam, że psy powinny się kochać. Bo to to było zwykłe nieporozumienie, psy kontrolowały swoje emocje. I tyle. Oczywiście walkę tę wygrał Morus i rękawiczka była jego. Ale jej już nie chciał. Kropka uszanowała jego wyższość, więc też nie popatrzyła więcej na nią, choć wcześniej dała się za nią pokroić. Psy zaraz poszły po chwili coś razem obsikiwać i wąchać, kompletna zgoda ;-). Zaraz jednak wróciłyśmy do domu, bo K. była bez rękawiczek, a było strasznie zimno... Jednak spacer był genialny :loveu: A Morus zmęczony, najadł się i śpi :loveu: No i znów się rozgadałam... :roll: Musicie mi to wybaczyć.
  5. [quote name='betty_labrador']ojej, foteczki :loveu: nie wierze , nie wierze :D:D ale super Morusek bezmózgowiec sie prezentuje :grin:[/QUOTE] [quote name='Sonka95']Słodziak z jęzorem na wierzchu :loveu: [URL]http://images47.fotosik.pl/1727/efea5bf2611679cdmed.jpg[/URL][/QUOTE] Jakieś Wam wygrzebałam stare :eviltong: Cieszę się, że się podoba, bo ja taki widok mam na co dzień. :cool3:
  6. Zabraliście nam słońce :( Ale i tak spacer nasz był superowy :loveu: [url]http://img201.imageshack.us/img201/5473/1040863.jpg[/url] "mamo, mamo, ziiiimno mi" :siara: :lol: Ona jest boska :D
  7. A na jaki film idziecie? :D Słusznie, że się boi ;PPP Ja też nie lubię, gdy na mnie krzyczą ^^
  8. I tego Ci życzę - byś się wyspała przed drogą :) Naładuj aparat koniecznie - bo pewnie wszystko w Uti będzie Cię zachwycać i wszystko będziesz chciała uwiecznić 8) I słusznie. Widzę spacerek udany :) A jaki fajny śnieżno-kartoflany kolega :lol:
  9. Wspólne szarpanie...ale extra :loveu: U nas takie zabawy kończą się pokazywaniem sobie zębów :/
  10. Pewnie pomyślała sobie nie wiadomo o czym :siara: :lol: Ależ wariują :p Powinny dziewczyny razem zamieszkać ;]]]]
  11. A nie mogą z nim po prostu chodzić na spacery? Przecież takie wypuszczanie samopas jest strasznie niebezpieczne :( Ten DT jest w Szczebrzeszynie? Może udałoby się poprosić ich o nowe fotki? Najlepiej takie, jak pies szaleje na śniegu, bo ludzie chcą mieć wesołego psa, a nie smutnego... i takiego szukają po ogłoszeniach.
  12. Pfff... każdy pretekst jest dobry :grins:
  13. [quote name='Angi']z jakiego schroniska to cudo? :lol:[/QUOTE] Adoptujesz? 8)
  14. Wspaniale :loveu: Uwielbiam tutaj wchodzić. :) Miłej podróży. Trzeba by właścicieli Puszka sklonować :siara:
  15. [quote name='magdabroy']Od dooopy strony :diabloti: Jeszcze nie, ale chyba najwyższa pora ;)[/QUOTE] Jakoś nie zauważyłam, a na spacerze to tą stronę najczęściej oglądam :lol: Masz rację ;P
  16. O raaany... Pewnie w nocy nie będziesz mogła spać z emocji :) Ja zresztą też siedzę jak na szpilkach, jestem ciekawa jak pierwsze dni razem będą się Wam układać :)
  17. Pracowity wędrowniczek :loveu:
  18. Tylko jakieś takie niepewne swego losu :(
  19. Jaka ona cudna :loveu: :loveu: :loveu:
  20. Hej :) Cieszę się, że widać coraz większą poprawę :loveu: I umarłam :mdleje: Ja bym chciała tak "bazgrolić" - zakochałam się w tych wilkach :loveu:
  21. [quote name='Izabela124.'][URL]http://images47.fotosik.pl/1727/efea5bf2611679cdmed.jpg[/URL] tu właśnie fajnie wygląda :loveu:[/QUOTE] Czyli jak każdy pies bez mózgu :evil_lol: [quote name='rashelek']Tylko 11?! :crazyeye: To Mika większa już, przechodzi na dietę cud!!! Wcale Ci się nie dziwię, że Ci się nie chce - mnie też nie, no ale czasem trzeba ;) Mika też ma szare łapki zawsze... I też miewa umysł niezmącony myślą, także to nie musi świadczyć o głupocie :lol:[/QUOTE] Dla mnie i tak Morus jest za gruby, choć może to kwestia jego grubej sierści. Oby... ;) Dlatego akurat zazdroszczę Kropce, że jest kąpana co 2msc :lol: Zawsze czysta i pachnąca :loveu: Morus pod spodem ma różowe, podobno może to być oznaka grzybicy :roll: Albo też po prostu z wilgoci się tak robi, a że jest psem podwórzowym to to możliwe. Tak czy inaczej niedługo będę musiała wybrać się do wetki, zważyć kundla raz jeszcze (bo zdaje mi się, że jednak trochę przytył na zimę) i zapytam o te łapki. Ale Morus jest głupiutki... tylko tak na swój sposób :cool3: [quote name='magdabroy']Śliczne fotki :loveu: Morusek jest słodki, ładny i mądry :eviltong: Zostawić Was na kilka godzin i znowu tyle czytania :roll:[/QUOTE] Które już widzieliście :siara: Ale nie mam nowych ;P Gdzie, z której strony? :evil_lol: Jeszcze do tego się nie przyzwyczaiłaś? :cool1: [quote name='phase'][URL]http://images45.fotosik.pl/1726/4f7293fe159f1384.jpg[/URL] cudowny. :loveu: [URL]http://images43.fotosik.pl/1741/e164b9650da56dedmed.jpg[/URL] fantastyczny. :loveu: [URL]http://images47.fotosik.pl/1727/efea5bf2611679cdmed.jpg[/URL] wspaniały. :loveu: :grins:[/QUOTE] To zmyła. Zrobił Cię w bambuko :diabloti:
  22. Nie wiem czemu, ale usunął mi się wątek z subskrycji... Szkoda, że tym razem się znów nie udało, bo zapowiadał się świetny domek. Przynajmniej mamy jakąś nową informację - nowy, cierpliwy dom bez zwierząt. Strasznie mi żal Luny, często myślę, czy czasem jej nie zaadoptować, w końcu mogłabym do niej przed adopcją zaglądać w hoteliku, ale mam zwierzęta - nie mogę ryzykować... :( funiu, dasz radę zrobić jej nowe zdjęcia? Jest jakaś poprawa w jej zachowaniu? Czy jak wróciła do Ciebie, to znowu Wasza praca poszła na marne i dziewczyna znowu się zamknęła, czy od razu poczuła się jak u siebie?
  23. [quote name='ala123']Tutaj jest wątek Luny: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/183358-Luna-po-raz-drugi-wróciła-z-adopcji-czy-ma-jeszcze-szansę-na-dom-brak-funduszy[/URL] Co się stało z Maxem właściwie,nie jestem w temacie? Gdzie mieszkał i od kiedy? Z tego co mi wiadomo,jamnica nadal na łańcuchu:roll:[/QUOTE] Dziękuję Ci :) Podobno uciekł z DT, tak powiedziała mi Osoba, która na fb zajmuje się szczebrzeszyniakami (Znacie Chrząszcza ze Szczebrzeszyna). Wcześniej biegał po Szczebrzeszynie, miał spuchniętą łapkę (został potrącony przez samochód), ulitowała się nad nim dziewczyna, która poprosiła o pomoc. Potem (2ego lipca 2012) trafił do DT (gdzie - nie wiem), a z tego właśnie DT nawiał.
×
×
  • Create New...